Nie wszyscy spędzają świąteczny czas tak jak chcą. Jest trochę osób, które obchodzą święta dla innych, nie dla siebie. A nawet jeśli będzie to ich własny styl to niemal zawsze będzie odczucie braku czegoś. 

Nie dogodzisz ani sobie ani innym.

Ten czas jest po to, by nauczyć się wykorzystać maksimum tego, co posiada się na daną chwilę.

 

Ten czas, jak każdy dzień zresztą, jest Waszym wyborem. 

 

Dwa lata temu jeszcze, ubierałam choinkę, tak dla siebie.

 

Miała być większa, ale w sklepie patrzę – większe okazy wyprzedane. No nic, zmieszczę się jeszcze jakoś z Wami wszystkimi na starym maleństwie.

Nie mam na choince standardowych bombek, dekoracji w jednym stylu kolorystycznym czy coś. Od kilku dobrych lat prosiłam i proszę wielu z Was o podarowanie mi jakiejś ozdoby na moją choinkę. Z jednym warunkiem – to coś ma być podpisane i dać się powiesić. A co to ma być to już pozostawiam Waszej kreatywności.

W efekcie na mojej choince wiszą niesamowite cuda z całego świata. Większość jest robiona własnoręcznie z niczego, trochę ozdób jest bardzo nietypowych jak emblemat Mercedesa, kostka cukru trzcinowego z Indii czy mini świnka-skarbonka, jest trochę misternie zdobionych bombek podpisanych bezczelnie grubym markerem gdzie popadnie.  Choinka jest po prostu unikalna. Są na niej prawie wszyscy, których lubię i kocham.

 

Tak wyglądała dwa lata temu, w 2016 roku.

 

A rok temu, kiedy byłam jeszcze z Mr A., choinki też nie miałam, ale nie o nią tu chodzi.

 

Była niedziela, południe, no trochę taki tłumiasty czas, ale mi to zwisało.

“- Ej, idziemy pooglądać garki do tikejmaksa?” się pytam Mr A.

“- Taaaa !” Mr A. zaklaszczuje łapki

 

No to idziemy. I oglądamy. I macamy.

 

Wiecie, ja nie słyszę. Znaczy cośtam słyszę, bo mam aparacik słuchowy, ale nie rozróżniam słów, konkretnych dźwięków. W sklepie jak coś szoppinguję to skupiam się na interesujących mnie rzeczach bardzo łatwo, zatracam się w chwili, jestem w ‚tu i teraz’, znajduję się w takim kokonie, dźwiękoszczelnym kokonie. No, bo nie rozumiem tłumiastych rozmów za moimi plecami. Słyszę dźwięki rozmów, odróżniam głosy damskie od męskich, ale dalej już nie pójdzie, nie interere mnie to. Interere mnie mój szopping. Chłodne “skjuz mi” i “ołsory” i pruję dalej z tobołami z interere ognikami w oczętach. Mam gdzieś otoczenie wokół mnie – jednym słowem – matrix wokół mnie nie istnieje.

 

No i teraz Mr A. Mr A. jest słyszący. I tak jak ja – jest konkretny i nie lubi tłumów. A, że była przedświąteczna niedziela, i tikejmaks, to tłumy jakieś tam były. Mnie to wisiało i szłam tu, tam i tam, aż do garków. Oglądamy te garki. Widzę zniesmaczoną minę Mr A. No, ale ja w swoim kokonie, w swoim ‚tu i teraz’, nie widzę/nie czuję jakby tego co on słyszy i czuje. Bo skąd? Czujności nie tracę, zauważam parę starszych ludzi w okolicach stolnic i tasaków. Se coś oglądają, nie interere mnie ich rozmowy.

 

Kupiło się garek, i się wyszło z tikejmaksa. I się wyszło z centrum.

 

Byliśmy tylko półtorej godziny. I Mr A. rzecze takowo w domku:

“- Wiesz co Anetka, ten tikejmaks wymęczył mnie duuuużo bardziej niż wczorajszy dzień nad wypizganym morzem…”

“- Ale czemu? Przecież to tylko sklep?” – się pytam.

“- Ty nie słyszysz… Ilu Polaków, ilu Rusków, ilu ludzi… Ile przekleństw, ile podniesionych głosów, krzyków. Pamiętasz tę parę przy tasakach? Gościu rzucił całkiem grube słowa* (*piiii) do swojej żonki, uciszyła się, focha chyba szczeliła, nie wiem.

Ale jak nawet się zatracasz w tych dupnym woku i nagle słyszysz nad uchem pięknego, soczystego kwiatka* (*piiii) – cała magia z chwili ‚tu i teraz’ znika… Wok poszedł w pizdu.”

 

Moja głuchota jest naprawdę fajnym błogosławieństwem. Wiele osób mi to powtarza, w hucie, w domu, przy stole rodzinnym. Taki przytulny kokonik, do którego nikogo nie dopuszczam. Bo fizycznie jest to niemożliwe. Nie ogłuchnę kogoś na zawołanie i nie zaproszę go do swojego kokona.

 

I wszyscy się dziwią czemu ja nie chcę za bardzo odzyskiwać słuchu, mimo, że mam ku temu szansę.

 

Kilka rozmów z innymi osobami w hucie również potwierdziło kwestię Mr A.

 

Tłumy męczą, wypompowują energię z boziwinnychducha prostych ludzi, którzy wyszli do sklepu tylko po cukier na mazurek a wracają jak po czterech godzinach rąbania drewna.

 

Kiedy maski spadają z hukiem na gleby, ludzie stają się nieświadomie wampirami energetycznymi.

 

Negatywne emocje są potężną energią, wysysają i pożerają wszystko co “widzą” na swojej kwantowej drodze. Emocje są egoistyczne, tak zaślepiają w Twoim ‚tu i teraz’, że nie zdajesz sobie sprawy, że ktoś obok Ciebie może stać i zachwycać się pięknem woka. I, że za chwilę zepsujesz mu humor na resztę dnia. I co Cię jeszcze obchodzić może, że ten ktoś obok kupuje właśnie woka swojej teściowej na gwiazdkę i za chwilę miał zmierzać do działu z zabawkami dla swoich słoneczków? Ale dzięki Tobie – nie zmierzy tam, bo poczuje się nagle osłabiony, wypompowany. Wyssałeś z niego całą magię, nastrój chwili, jego bezpieczne ‚tu i teraz’.

 

Co Cię to obchodzi?

 

A w drugą stronę? Jakbyś zareagował, gdyby ktoś w sklepie rzucił tubalnym kwiatkiem* (*piiiii) nad uchem Twojej córeczki, która się właśnie zachwyca najnowszą Barbie?

 

“NieróbdrugiemucoTobieniemiłe” na debecie?

 

Święta to gorący czas, przepełniony najrozmaitszymi emocjami – począwszy na radosnych ekscytacjach a skończywszy na irytujących kwiatuszkach w gronie ludzi wszelkiej maści. No, nie tylko ten jeden raz do roku musicie być mili, a jeśli nie chcecie tacy być, to chociaż postarajcie się o dobry klej na maski na swoje licka.

 

Nie wiecie kto stoi obok Was. Nie wszyscy są głusi jak ja. Nie wszyscy są odważni, by wypomnieć, by stonować, by umiejętnie rozładować spartaczoną emocjami sytuację.

Tyle prujecie przez ten cały przedświąteczny czas, by zadowolić innych (prezenty, lepienie pierożków, itd) a zapominacie o ludziach, którzy nie należą do Waszego kręgu, a są nieustannie obok Was. Nie każdy te Boże Narodzenie obchodzi, nie każdy kupuje karpie i autka dla kuzynków.”

 

A w tym roku? 

 

Choinki nie ubieram. Nie chce mi się. Z M. nie mamy takiej potrzeby, będziemy celebrować ten czas po swojemu, leniwie wykrzesamy maksimum, mamy mnóstwo czasu dla siebie. Ale wyciągnęłam ozdoby choinkowe, oplotłam je świecidełkami i zrobiłam zdjęcie, by mieć okładkę na social media. 

 

Bądźcie świadomi, nie traćcie czujności, zważajcie na swoje zachowania, reakcje i słowa. Nie wiecie jaki skutek to przyniesie, a wiecie, że takie rzeczy lubią wracać.

 

Chcecie czuć magię i klimat to też tę magię i klimat twórzcie, tak sami od siebie, w najduperelszych czynnościach.

 

I tego właśnie Wam życzę w tegorocznych świętach. Spokoju i prawdziwej miłości.

Oraz przepięknego trwania w ‚tu i teraz’, gdziekolwiek jesteście, cokolwiek robicie.

 

Wasza Anetka

 

adfalkiewicz choinka

Ciekawe, kto z Was siebie rozpozna? Na zdjęciu jest jakaś połowa ozdób – trochę wzięła kumpela, trochę w pudełkach leży. Niektóre ozdoby mają ponad 10 lat.