Zęby się łamią i wylatują niemal każdemu, kto mieszka w naszych cywilizacjach. Nawet weganom i niedoświadczonym witarianiom. I zęby nie patrzą na to kto ile cukru żre w ciągu dnia i ile kto najadł się antybiotyków w dzieciństwie i czy ktoś używa pasty z fluorem czy nie. Patrzą za to na balans biochemiczny w organizmie i zero-stresowy umysł. Logika jest tu bardzo skomplikowana i po kilku latach eksperymentów z różnymi stylami żywienia i kierunkami duchowości doszłam do jednego wniosku.

Chrzanić to wszystko.

Brać trzeba to co nam pasuje i rezonuje na daną chwilę. Z jednym warunkiem:

 

NIE MOŻE BYĆ ABSOLUTNIE ŻADNEGO STRACHU.

 

No dobra, zęby mam jakie mam, zniszczone szpitalnym dzieciństwem, traumami, kilka kanałowych będzie. Ale się trzymałam i trzymam wyśmienicie.

No i pewnego pięknego dnia w maju leczony kanałowo ząb się wykruszył. Bardzo się wykruszył, tak w 3/4. Była pusta dziura do dziąsła i jedna ścianka zewnętrzna trzymająca się na korzeniu.

I co teraz?

Miałam swoją ukochaną dentystkę od ponad dwudziestu lat w Polsce. Ale wtedy nie mogłam lecieć do niej w ciągu kilku dni. Nie miałam tyle kasy. Pracowałam wówczas na mniej niż pół etatu i liczyłam się z każdym pensem na przyjemności. I na pewno w tych przyjemnościach nie uwzględniałam majątku na zęba. A półroczne kontrole u mojej polskiej dentystki wystarczały mi przez ostatnie kilkanaście lat.

Nie miałam żadnego stomatologa u siebie w Anglii toteż zaczęłam szukać „na już” jakiegoś. Zapisałam się do jednej polskiej dentystki, ale tydzień później. M. w międzyczasie zadzwonił do polskiej kliniki w Corby, ponoć najlepszej w okolicy, na emergency (czyli pogotowie). Pojechałam od razu i… dentystka nawet nie odkaziła, nawet nie wyczyściła ani nic. Tak jak stało tak położyła na resztę zęba tymczasową niechlujną „szpachlę i gładź”, raz ciach i postawiła diagnozę – koronka. Lub implant.

Jakość wykonania zabiegu mnie powaliła. Cena również. Podziękowałam ślicznie i wystawiłam stosowną opinię o tej dentyście.

Zapytacie czemu nie powiedziałam jej od razu, że nie wyczyściła? Nawet RTG nie zrobiła by oszacować stan korzenia?

Powiedziałam, a jakże. Odpowiedziała, że nie ma takiej potrzeby, że ona widzi doskonale co i jak, że doświadczona (bo jej podeszły wiek niby też usprawiedliwia). Więc nie ma co robić u niej jakiejkolwiek koronki. Wydać słono za emergency konsultację i jeszcze marnować grube setki funtów na koronkę?

Pogadałam z Mamą wieczorem i zdecydowałam, że polecę do Polski, do mojej dentystki. Oczywiście, do zęba wdało się zakażenie – opuchlizna, ból, itd. Kupiłam ziołowy dentosept i codziennie płukałam jamę ustną. 

Dentystka moja spojrzała na zęba, złapała się za głowę i uspokoiła, że da się go jeszcze spokojnie uratować, mimo, że złamanie jest w poprzek. Usunęła niechlujną plombę i swoją metodą obudowała pokruszonego zęba. Twierdziła, że wytrzyma spokojnie kilka lat. I poleciła kupić silniejszy dentosept A+.

Byłam uradowana. Za 150zł taka fajna robota. I zakażenie zeszło kolejnego dnia. 

Potem życie się pozmieniało. Inne miasto, inny dom, inna praca, większe zarobki. Status wzrósł – to ważne, wrócę do tego aspektu później.

I sobie leciałam i jadłam normalnie i gryzłam i błogo było.

I nastał 23 grudnia.

Rano zdałam egzamin na motory a wieczorem pojechałam do pracy. I tam zjadłam swój obiad. I wraz z ryżem „gryzłam” też tego nieszczęsnego, złamanego zęba… Ciarki mnie obleciały, ręce opadły, łzy się zatrzymały w gardle.

PRZED ŚWIĘTAMI?!

Była totalna dziura, gołe dziąsło, cienka ścianka zęba zewnętrznego. Od tej chwili całe kolejne dwa miesiące jadłam tylko jedną stroną.

Następnego dnia zaczęłam szukać dentysty. Zapytałam się Polonii w moim mieście gdzie chodzą. Tam i Corby. Corby odpada, uraz mam. Ale tam spróbuję. M. zadzwonił i umówił mnie zaraz po świętach.

Pojechałam. Siadłam na fotel. A tu – po polsku gadają. Arabska prywatna klinika. Polskie asystentki. I mój stomatolog, ciacho niezłe, połowę młodszy ode mnie, w polskim wymiatał.

Wypłakałam mu się w rękaw a on pogłaskał po główce i zapewnił, że będzie dobrze.

Byłam w tej klinice pierwszy raz, dlatego wstępem trzeba było oblecieć całą paszczę i wklepać do systemu. Napromieniowali mnie kilkanaście razy z każdej strony. I po godzinie dentysta postawił mi diagnozę odnośnie mojej szczęki i tego zęba – koronka, most lub implant. On zalecał koronkę, a jako, że koronka to kanałowe od nowa. Koronka jaka? To później się ustali, bo nie wiemy jeszcze jak kanałowe będzie wyglądało i czy nie będzie komplikacji i czy moja obudowa kostna jest w porządku.

Byłam pod wrażeniem obsługi. Dowiedziałam się dużo arcyciekawych rzeczy o moich zębach, on mi również przekazał sporo wiedzy – żreć dużo witaminy D3 z K2 oraz myć pastą z fluorem i czyścić elektroniczną szczoteczką. D3 jem regularnie, wiem, że duże ilości mogą cofnąć próchnicę. O paście z fluorem ani śniłam, nie trawię tego. Elektroniczną szczoteczkę dostałam od mojego M. na Gwiazdkę. Normalnie zaiste wyczucie czasu.

Powiedziałam, że muszę przemyśleć wszystkie trzy opcje i jak coś to się umówię. Założył mi tymczasową ochronę – pięknie wyczyścił, odkaził i zabronił jeść tą stroną.

 

No i się zaczęło.

 

Zdecydowałam się dać jeszcze jedną szansę klinice w Corby, bo chciałam drugą opinię. Poprosiłam M. by mnie umówił już do innego dentysty. Ów stomatolog śnił mi się poprzedniej nocy i stwierdził, że tego zęba nie da się uratować, że tylko ekstracja i implant. Nie rozumiałam go z ust.

W realu było tak samo, no może trochę gorzej. Powiedział, że czas między wyrwaniem zęba a włożeniem śruby do implantu musi trwać conajmniej pół roku, co jest wierutną bzdurą. Z miejsca szybko się pożegnałam i ze zgrzytającymi ze złości zębami (że tak daleko te Corby, że tak późno, że tak drogo) zapłaciłam za nic niewartą konsultację.

Trzecią opinią była moja Mama. Zdążyłyśmy się nadowiadywać wszystkiego odnośnie procedur przygotowawczych do sztucznego zęba. Dlaczego to rozważałam?

 

Bo wdarł się strach.

 

Bo kanałowe i martwe a kanałowe i martwe to be. Wylęgarnia bakterii, które roznoszą się po całym ciele i są przyczyną przewlekłych chorób i raków i innych ustrojstw. Każdy medyczny holistyk z weganinem na czele powie Ci, byś tego kanałowego zęba usunął jak najprędzej. Naczytałam się swego czasu o tym całkiem sporo, wiem jaki wpływ ma fluor na mózg i ciało, nic dziwnego, że ta wiedza wróciła z porażającą mocą.

Zaczęła się rozkmina.

Bo może złamany ząb to znak, by się go pozbyć? By założyć implanta? I nie mieć w głowie świadomości, że mam martwą wylęgarnie zarazków i tykającą bombę bakterii?

Ale ja się tak dobrze czułam u arabskiego stomatologa… Spokój tam odzyskałam. Jego pewność i niegłupia wiedza (za wyjątkiem fluoru) przekonywała mnie…

A implant z kolei – w Anglii jest dwa razy droższy, mogę wziąć na raty, owszem, ale i też nie mam pewności, że gdzieś dobrze trafię. W Polsce mogłabym, znamy z Mamą kogoś, ale dolatywać trzeba bardzo często a to wiązałoby się z kosztami na loty i braniem urlopów. Wiele czynników było na „nie” jeśli chodzi o wybór implantu. Dlatego decyzja o odstawieniu tej opcji przyszła bardzo szybko i lekko.

No dobra, a może jeszcze jakieś „wegańskie” kliniki dentystyczne? Takie bez używania metalu i innych toksycznych produktów? Holistycznych stomatologów jest całkiem sporo w Anglii, ale oczywiście, nie w moim rejonie, nawet nie blisko mojego rejonu. Czytając opinie, opisy, relacje i w ogóle wszystko o bio-dentystach czułam jak do środka wdziera się strach. Nie, że się bałam takich stomatologów, bałam się czy moja decyzja o koronce, kanałowym u zwykłego dentysty jest rzeczywiście słuszna? 

 

„Strach nie może być wyznacznikiem moich decyzji!

Nie mogę jechać do biodentysty tylko dlatego, że się boję!”

 

Zatem jakim cudem niby zdrowe, ekologiczne i naturalne dla ciała usługi stomatologiczne wywołują u mnie nieuzasadniony lęk? Tutaj retrospekcja – weganizm mi nie wyszedł, ani tym bardziej witarianizm, do zdrowia i równowagi wróciłam jedząc po swojemu (wliczając mięso i pizze), jem suple typu chlorella, maca, D3 z K2, B12, nie przesadzam z nabiałem, ale mleka nie tykam, jestem zdrowa, nie choruję, wirus HCV to inna bajka. Jestem szczęśliwa w swoim ciele i byciu, więc dlaczego tak modne słowo „bio” wywołuje u mnie uraz?

I dalej leciałam – mamy przecież matrix duchowy, piękną stronę zła, niektórym pasuje, niektórym nie. Ja od tego z dala, z dala. Podobnie może być z energiami (polami atraktorowymi) danego słowa czy rzeczy. Nie uczepisz się trendy wahadła – jesteś nikim. Ja też hen hen od takich pól atraktorowych, ale w magię uzdrawiającego rosołu „wierzę”. A może matrix zdrowia też mi mydli oczy i odciąga od „lepszego”?

Łapiąc trendy energie „bio”, „wegan”, „holistyka” działałam przeciwko sobie. Nie rezonowałam z tym totalnie. Znam swoją duszę doskonale i wiem, że ta by nie ściemniała ani tym bardziej nie dała się gdzieś „zahaczyć”, ona zawsze samodzielna, sama, niezależna i w ogóle alfa i omega moich decyzji. Odepchnęłam łokciami te wszystkie myśli, pola, energie i wahadła i schowałam się w środku.

Zdecydowałam się najpierw na leczenie sąsiednich zębów obok tego złamanego. Chciałam sprawdzić jakość mojego stomatologa zanim pójdę dalej i „grubiej”. On zacnie wytłumaczył mi wszystko, pokazał zdjęcia RTG i wraz ze swoją asystentką sprawnie naprawili dwa zęby. Byłam spokojna i usatysfakcjonowana.

Definitywnie rezonowałam z tą kliniką (ale nie gburowatą recepcjonistką tej kliniki). Zdecydowałam się na powtórne leczenie kanałowe. Stomatolog nie obiecywał mi gruszek na wierzbie, w razie czego wyśle mnie do endodonty w Cambridge jeśli nie da rady z kanałowym. Podzieliłam się mu swoimi wątpliwościami odnośnie bakterii – powiedział, że nie wolno mi się bać, nie wolno mi mieć tego myślenia „w tle”, że to martwy ząb, że kanałowe, że raki i bakterie. To już nie te czasy średniowieczne po pierwsze a po drugie – troska o swoje ciało dookoła robi bardzo dużo i kazał mi się skupić właśnie na tej trosce. 

Nażarłam się zawczasu chlorelli & spiruliny (na toksyczne ustrojstwa), witaminy D3 z K2 (na filtrację wątroby) i pojechałam.

I niby było ciężko, niby słuchałam przez ponad dwie godziny muzyki klasycznej  w nowym aparacie słuchowym (stomatolog i asystentka nie słyszeli nic), niby napołykałam się ustrojstw różnych, niby znowu mnie promieniowali rentgenem, niby endometr leciał często. Ale zrobili, za jedną wizytą. I jak ledwo trzeźwa oglądałam obrazy RTG na komputerze „przed” i „po” to miałam oczy jak dziesięć złotych… To była naprawdę misternie wykonana robota! Żadna bakteria nie powinna wyleźć ani wleźć. Moja polska dentystka nie sięgała już im nawet do pięt. Z miejsca złożyłam zaślubiny i opiekę nad moimi zębami tej klinice. 

Poczułam ulgę, bo już nie musiałam latać specjalnie do Polski w razie czego. Zapłaciłam słono za leczenie kanałowe, ale miałam już kasę, zarabiałam dobrze. Nie czułam wyrzutów sumienia, że tyle wydaję i nie porównywałam już z cenami polskimi (kanałowe w Anglii jest niemal tak samo jak koronka w Polsce, a koronka tutaj jak implant w Polsce).

Jestem w Anglii, zarabiam całkiem dobrze, więc mogę wydać trochę hajsu bez uszczerbku na przyszłość, bez liczenia się z pensem. Mój status wzrósł i jednocześnie wzrósł też poziom usług. To się zaczęło w marcu rok temu, kiedy to z pomocą mojego M. i rodziców nabyłam nowego Fiata 500. Potem już systematycznie odchodziłam ze „średniej półki” – lepsze telefony, lepsza praca, lepsze jedzenie i większa dbałość o zdrowie. Bez strachu. Totalny luz, komfort i myśl, że „mi się zwyczajnie należy„.

Następna wizyta u ukochanego stomatologa to już mieściła w sobie liczne wyciski szczęki i „budowanie” bazy pod koronkę. Też trochę trwało, też rentgeny leciały, też pianino w aparacie słuchowym grało. Po dokładnych oględzinach bazy złamanego zęba zgodnie wybraliśmy rodzaj koronki, liczyło się nawet pół milimetra. 

Ostatnia wizyta to już cementowanie i szlifowanie. Poszło gładziutko.

Byłam spokojna. Za kilka miesięcy jak się trochę ogarnę finansowo (bo jeszcze miałam zilion innych grubych wydatków na boku) to wrócę tam leczyć pozostałe zęby. Które wynalazł mój dentysta i potwierdził moje przypuszczenia, że coś nie tak z nimi, a które moja polska dentystka uznała za w porządku. 

 

Na fluor nikt mnie nie namówi, za żadne pieniądze. Moje ciało zwyczajnie tego nie trawi od dzieciństwa. Mogę inne „trucizny” jeść, pić i smarować się nimi, ale fluoru nie tknę. Do zwykłych szczoteczek też nie wracam, elektroniczne maleństwo czyści wyrąbiście, past używam różnych, bez fluoru, naturalnych, często posysam też olej kokosowy w buzi i wypluję. Dentosept też daje radę na płukania od czasu do czasu. I dużo witaminy C na dziąsła. I nitkowanie. Wspólnie z M. zakupiliśmy w końcu długo odkładany wodny irygator do zębów. Mówię Wam – kosmosy!!

I żadnego strachu, moi drodzy, żadnego strachu.

 

Siła Twojej decyzji tkwi w Twoim środku a nie na zewnątrz. Tylko to będzie działać, to Ci pomoże. 

 

Widzę to po moim M. – ma plombę z PRL – amalgamat, używa pasty z fluorem, dobrze je, jest zdrowy jak wieloryb. Nie ma co go przekonywać do czegoś innego, ja sama czuję, że mu jest dobrze z tym co robi, je i pije.

 

Z buziaczkami, 

Anetka

bio stomatolog