Kilka osób z mojego grona wciągnęło się w tę uzdrawiającą zupę. Czy uzdrawia faktycznie, nie wiem, nie mogę potwierdzić z racji, że jadam ją dopiero od roku i to nieregularnie a ci znajomi (i ja też) jakoś specjalnie ciężko chorzy nie są, by podpierać się nią w swoim leczeniu. Jedno potwierdzę – moje ciało tę dziwną zupę kocha. A już na pewno kocha ją, kiedy mnie weźmie naprawdę mocno na coś ciepłego i treściwego.

Ta zupa leczy choroby przewlekłe. I raki. I w ogóle mocno oczyszcza. A ja teraz jestem na kuracji oczyszczającej nerki, więc tym bardziej sobie dopomogę.

Ale najważniejsze chyba jest to, że ta zupa sprawdza na ile masz aktywny zmysł smaku.

I żaden małż Ci nie wypomni, że zupa jest za słona. Bo jest zwyczajnie bez soli.

A wymyślił ją… Hipokrates.

 

Ojciec i guru medycyny. Nie tej współczesnej medycyny, ale tej naturalnej, starożytnej.

 

Tej medycyny, która leczy ludzi poprzez jedzenie.

 

Zacytuję:

Pozwól, żeby jedzenie było Twoim lekarstwem, a lekarstwo jedzeniem.”

 

Cytat podchwycił dr Max Gerson. Bardzo znany lekarz medycyny, który wyleczył siebie z ciężkiej migreny poprzez zmianę swojego jedzenia. Szybko odkrył, że ta zmiana pozytywnie wpływa również i na innych chorych ludzi. Tych nieuleczalnych też.

 

Mam jego książkę:

 

I cytat, ważny:

„(…)pacjenci chorzy na choroby przewlekłe mają zniszczoną, słabą wątrobę; pacjenci chorujący na raka mają toksyczną wątrobę.”

 

Odkrył też, że „pacjenci z rakiem nie mogą całkowicie strawić pożywienia, przyswoić tłuszczy i olei. Te niestrawione resztki były przejmowane przez tkankę nowotworową, która rosła i rozkwitała na ich bazie.

 

Terapia dr Gersona była kontrowersyjna w tamtych czasach (około 60 lat temu), doktor nie mógł znaleźć ludzi z kręgu medycyny konwencjonalnej, którzy by kontynuowali jego styl leczenia. Współczesna medycyna ostro z nim walczyła poprzez groźby, szantaże. I walczy do dzisiaj. Lekarz konwencjonalny, który podejmie się współpracy z kliniką dr Gersona w Meksyku ma spore szanse na utratę tytułu doktora medycyny.

 

Przysięga Hipokratesa już dawno, dawno temu przestała być honorem i zaszczytem. Stała się niezmywalną, haniebną plamą każdego konwencjonalnego lekarza.

 

Warunkiem skuteczności terapii jest (bardzo ogólnie mówiąc, bo lista jest znacznie dłuższa i bardziej precyzyjna):

  • totalne odstawienie wszelkiego rodzaju trucizn – sztucznego jedzenia, w tym sztucznej, kuchennej soli (glutaminianu sodu), aspartamu, tłuszczy trans, lekarstw & szczepionek, alkoholu, kawy, glutenu, cukru, soi, nikotyny, kosmetyków, których byś nie zjadł, fluoru, unikanie smogu elektromagnetycznego oraz stresu; ale też wyrzucenie aluminum z kuchni, kuchenek mikrofalowych czy chemii AGD;
  • uzupełnienie niedoborów witamin & minerałów oraz
  • postawienie na organiczność produktów. Warzywa, owoce i inne składniki w tej terapii MUSZĄ pochodzić z ekologicznych, nieskażonych chemicznymi nawozami, upraw, bowiem

 

każdy pestycyd i chemiczny dodatek do żywności to dodatkowa toksyna dla Twojej wątroby.

 

Nie będę tu wyłuszczała całej terapii. Zainteresowani potrzebne informacje znajdą w internecie albo w jego książkach.

 

Wracamy do zupki, mniam.

Jest bez soli. I pieprzu. I jak wszyscy z Was, którzy ją spróbowali za pierwszym razem – zupa jest mdła, dziwna i bez smaku.

 

Dlaczego?

 

Sztuczne jedzenie po prostu tępi Twoje kubki smakowe. Chemia zawarta w nich paraliżuje komórki nerwowe, przez co są one niezdolne do prawidłowego wysyłania bodźców smakowych do mózgu. Mózg otrzymuje informację, że „nie zjadł” albo „zjadł za mało”, w efekcie potrzebujesz coraz wyraźniejszego smaku, coraz intensywniejszego i bardziej słonego, byś coś w ogóle poczuł w buzi. Dlatego frytki z makdonalda są takie dobre… Ile w nich uzależniającej soli! Mega !!

 

Do tej zupy przyzwyczajasz się dopiero po jakimś czasie – na nowo odkrywasz smak warzyw i owoców, Twoje kubki się budzą, bo już nie są tłamszone przez sól i sztuczną żywność. Dlatego ja tak bardzo lubię jeść surowe, pojedyczne rzeczy i delektować się ich smakiem. Całkowicie mi to wystarcza, i nie potrzebuję żadnych dodatkowych ulepszaczy smakowych do przyjemności na języku.

Ta zupa doskonale sprawdza stan pracy Twoich kubków smakowych.

 

Tak jak ja, masz mieć przyjemność z jedzenia tej zupy – masz czuć pomidorki, seler, pietruszkę, ziemniaka, pora i zioła, jeśli dałeś. Masz czuć i mniamniamować a nie „Jaka paskudnaaaaa, bleee…”

 

Warzywa do zupy mają być bio, eko, organiczne, całowane przez rolnika i tulane z czułością przez zbieracza. Mają wiedzieć, że rosły w szacunku i wdzięczności a ich energia pójdzie na uzdrawiające cele do ludzi. Tak.
Ale tak bajkowo nie ma, żeby jeszcze farmer pieścił swoje marchewki. No, chyba, że masz własny ogródek i rozmawiasz z roślinami.

 

Potrzebujesz:

  • 1 średni korzeń selera
  • 1 średni korzeń białej pietruszki
  • 2 małe lub 1 duży por
  • 2 średnie cebule
  • 0,5 kg pomidorów lub więcej, nie zaszkodzi
  • 0,5 kg ziemniaków
  • czosnek dla smaku – u mnie kilka ząbków
  • duuuuży garnek

 

zupa hipokratesa składniki

 

Przepis to na wielki gar jest! Ale zupy i tak mikro zostanie.

 

Dozwolone są niektóre przyprawy (w niewielkich ilościach) – ziele angielskie, majeranek, anyż, liść laurowy, kolendra, koper, koper włoski, muszkat, rozmaryn, szafran, szałwia, szczaw, cząber, estragon i tymianek.

 

Moje warzywa niby są organiczne, ale ja tam i tak płuczę w płynie Lugola & wodzie utlenionej. Tutaj się kąpią około pół godziny. Potem je szoruję. Bo warzyw nie obieramy do zupy.

 

zupa hipokratesa mycie warzyw

 

Kroimy na kostki, plastry, mniejsze części i zalewamy wodą. Całe mają być zanurzone w garnku.

 

zupa hipokratesa gotowanie

Gotujemy na wolnym ogniu/prądzie conajmniej 1,5-2 godziny. Warzywa mają być miękkie.

zupa hipokratesa gotowanie

 

Jak ktoś daje czosnek, to można dać albo w trakcie albo na końcu.

 

zupa hipokratesa czosnek

 

Po ugotowaniu przecieramy warzywa przez drobniutkie sitko lub przecierak do warzyw, żeby usunąć błonnik. Będzie z tego przecier taki. Ale, że nie jesteście ciężko chorzy i trawicie dobrze błonnik to zupę spokojnie można zblendować. Lub zrobić jako bazę pod inne – kiedyś dodałam jeszcze szczaw i też wyszło dobre!

 

zupa hipokratesa przecieranie

 

I jemy :)) Zamiast makaronu lub ryżu to można utrzeć na tarce trochę kalafiora – daje wrażenie wizualne do mózgu, że jesz „syto”.

 

zupa hipokratesa kalafior

Smacznego!