Chodzi mi po głowie pewien temat, kiedyś się pozbiera do kupy w mojej głowie i wrzucę go na bloga. O nie-przypadkowości naszych istnień na Ziemi. 

Ale dziś mam potrzebę, maleńką, ale wciąż potrzebę napisania o zmianach, jakie wywieramy na innych ludzi.

 

Niedawno było comiesięczne spotkanie organizacyjne mojego teamu CDA Life w pracy (więcej w poprzedniej notce). Menedżerka już mogła podsumować miniony miesiąc z nami na pełnych obrotach. Było dużo konkretnych pytań, dużo propozycji rozwiązań, żywe dyskusje jedna za drugą. O nas, o dojazdach, o problemach z klientami, o papierach, o granicach profesjonalizmu. Grupa bardzo się zżyła i ochoczo współpracujemy ze sobą, nawet kiedy nie jesteśmy w pracy. To się wyraźnie odbiło na naszych relacjach z klientami, a co za tym idzie – odbiło się na codziennej jakości naszych klientów. 

Menedżerka była pod wrażeniem naszej pracy – rzucała przykład za przykładem, jak który klient się zmienił odkąd zaczęliśmy projekt CDA Life. 

Przypomnę, że niemal wszyscy w pracy jesteśmy głusi i naszymi klientami są osoby niesłyszące w różnym stopniu, w tym osoby z porażeniem mózgowym lub sparaliżowane. 

 

  • Klienci ulepszają swój angielski język migowy – kontakt z nimi jest łatwiejszy, szybciej idzie nam rozumienie ich potrzeb i ustosunkowanie się do nich. Bardziej otwarcie mówią nam co chcą robić, gdzie iść, gdzie jechać, na co mają ochotę i pytają się czy mogą, czy dadzą radę, czy im to nie zaszkodzi, czy to jest dobre. Wyższa jakość komunikacji niejednemu z nas uratowała sytuację podczas wizyty ambulansu. 

 

  • Klienci nabierają pewności siebie – częściej wychodzą z domów z nami, na kawę & ciastko pogadać o życiowych sprawach, na zakupy po duperele, po kebaba na wynos do ekstrawertycznego Filipińczyka, którego uczą języka migowego. Bo kiedy klienci nas widzą w miejscach publicznych jak my się zachowujemy, kiedy widzą, że my nie wstydzimy się swojej głuchoty, że otwarcie o tym mówimy w sklepie, w kawiarni, że migamy i żądamy tłumaczy BSL gdzie się da – wtedy wiedzą, że nie ma tak strasznie poza domem, że ludzie są życzliwi i uprzejmi. Klienci biorą z nas przykład, również w wyrażaniu swoich emocji i podchodzeniu do różnych sytuacji.

 

  • Klienci uczą się odpowiedzialności za siebie i swoje mieszkanie – uczą się sprzątać po sobie, nastawiać pralki, obsługiwać telefony, uczą się własnej higieny osobistej. Zauważają konsekwencje pomijania rutyny (czasem krzyczą, rzucają w nas przedmiotami, odmawiają i chowają się pod koce).

 

  • Klienci łagodnieją – nie ma dnia, by ktoś z nich się nie śmiał tak z brzucha, rozśmieszanie ich to nasza praca i obowiązek, w efekcie tego łatwiej im podejść do własnych problemów związanych z niepełnosprawnością fizyczną (wózek, sparaliżowane ręce, nogi). Nie są już tak spięci w środku, nie przejmują się swoją ułomnością jak wcześniej, nie wstydzą się fizjologii.

 

Wiedzą już, że mogą nam zaufać, że jesteśmy profesjonalistami, że jesteśmy odpowiedzialni za nich, że nie rozniesiemy ich prywatnych spraw po świecie, że nie okradniemy ich z pieniędzy i majątku, ani też nie zostawimy ich samych kiedy przyjdzie nasza zmiana. 

 

Menedżerka dobitnie powiedziała:

„Just one month and so many changes I have seen in our clients, their behaviours, their attitudes.

My guys, you all really change their lives. 

You all change their lives. You know how huge is that responsibility now?

And you know how proud I am of you all? You are deaf people and you proved that you can and nothing is impossible.*

 

*(PL „Tylko jeden miesiąc a tyle zmian zauważyłam u naszych klientów, ich zachowania, ich postawy.

Moi ludzie, Wy naprawdę zmieniacie ich życia.

Wy zmieniacie ich życia. Wiecie jaka to jest odpowiedzialność?

I wiecie, jak bardzo jestem z Was dumna? Jesteście niesłyszącymi ludźmi i udowodniliście, że potraficie i nic nie jest niemożliwe.”)

 

Po tych słowach ego w nas wzrosło, wszak empatia jest egotyczna. I im więcej altruizmu w nas tym bardziej ego pcha nas do czynienia dobra i pomagania innym.

 

Czyli, że co?

 

Ego jest dobre czy złe? Bo z tego co napisałam wyżej – „pomagam” i widzę efekty tego, duma rośnie, serce rośnie, nakręca mnie bardziej, jestem dobra w pomaganiu, satysfakcja, próżność, ego, co nie? 

 

Pozytywnie zmieniamy otoczenie i ludzi. A to co dajemy, to wraca do nas, mimo, że nie oczekujemy „zwrotu”. Z tego co widzę po ludziach w mojej pracy – nikt niczego nie oczekuje, jara ich sama praca, same pomaganie, same te uczucie altruizmu, bo „zwroty” przychodzą w innej postaci (powiedział raz z pracy kolega z Litwy, lat 23, który kupił sobie za nową pracę dwuletnią Beemkę, on mi również powiedział, że nie słyszał o żadnej KG i, że taka praca w jego kraju również byłaby niemożliwa)

 

No, ale wróćmy.

Z mojej perspektywy również zauważam niuanse energetyczne u klientów i w naszych relacjach, „czuję” jak się one zmieniają i kto na kogo jak wpływa. Staram się bywać w „ogniu” i „manipulować” poprzez odpowiednie rozmowy, tematy czy sytuacje. I potem obserwować efekty. To mnie nakręca, mobilizuje, ale czy ego rośnie od tego? Zwłaszcza te duchowe ego?

 

A niech se rośnie, co mi tam.

 

Nie bez powodu jestem w tej pracy, między tymi ludźmi, w tym miejscu, w tym czasie, w tych wydarzeniach. Więc coraz częściej po prostu „jestem” i pozwalam energiom/duszom działać po swojemu. Mam swój biologiczny radar i wiem, kiedy to się odbija na ciele i w jaki sposób. 

W sumie, bardziej mnie jara obserwacja innych ludzi – opiekunów z klientami, i ich wzajemny wpływ. Nie wszyscy to widzą, czują, dostrzegają, ale ja wiem i zauważam różnicę energetyczną niemal każdego dnia w pracy. 

 

Wszyscy zmieniamy życia, wszyscy na siebie wpływamy, poprzez słowa, śmiech, prozaiczne czynności (o tym, że każdy z nas jest influencerem, pisałam TUTAJ).

 

Bo poza materialnym światem, poza wyjściem na pizzę czy pomocą w zmywaniu naczyń jest cała misterna i pozornie chaotyczna feeria pozamaterialnej energii. 

 

I my sami odpowiadamy za te energie. My je zmieniamy poprzez własne nastawienie do innych ludzi, do klientów, do siebie samych. My poprzez bycie przykładem i modelem wychowawczym dla innych jednocześnie prostujemy i naprawiamy energie innych.

I ludzie się zmieniają na naszych oczach.

 

I teraz dedukcja naturalną koleją rzeczy.

Przecież dzięki takim zachowaniom świat byłby piękniejszy, milszy i w ogóle niebiański, prawda?

Ano, byłby, ale nie jest i nigdy nie będzie. Balans między dobrem a złem musi trwać (o tym szeroko piszę w swoim ebooku) i ta równowaga nie zostanie zachwiana. Nie od tego jest Ziemia i życie na niej, by walczyć o dobro.

 

Ktoś na innym blogu napisał, że zło, ciemnota i niesprawiedliwość jest wszędzie mocno akcentowana, w social mediach, w tv, itd. Nie widać równoważącej „białej” siły dobra.

Bo jak widzicie, ona wcale nie musi się ujawniać. Jest wszędzie w nas, w zwykłych ludziach, z różnych krajów, o różnym statusie majątkowym i różnych potrzebach.

Ziemia nie jest głupia. Wie, jak ma działać. To człowiek sobie ‚uatrakcyjnia’ życia. Również w sferze duchowej vel ratowania Ziemi.

Ale o tym w następnej notce.