Luszkę znam od wielu lat, miałam okazję śledzić jej twórczość oraz życie prywatne. Mimo, że nie jesteśmy jakimiś tam dozgonnymi kumpelami to na swój sposób jedna drugiej może zaufać i pomóc. 

____

– Nie zaczniemy od przedstawienia się, to zostawimy na koniec. Obie wiemy doskonale jak ludzie lubią etykietować i obstawiać przy swoim pierwszym wrażeniu już przez kolejne lata. Dajmy szansę poznać Ciebie innym ludziom od środka najpierw. Co o tym myślisz?

Bardzo ciekawa koncepcja wywiadu. Jestem za.

– Opowiesz czym się obecnie zajmujesz? Co tworzysz? Gdzie tworzysz? 

Zawodowo działam jako freelancer. Moje biuro jest tam, gdzie jestem ja i moje akcesoria niezbędne do tworzenia. Obecnie tworzę w swoim domu i uważam to miejsce za twierdzę wręcz idealną dla rozwoju mej twórczości.

– Tworzysz komiksy, kolaże, ilustracje. Skąd się wziął i skąd się bierze pomysł na to wszystko?

Rysuję, maluję „od zawsze”, ale i bywają w moim życiu takie okresy, które nazywam „okresami twórczej posuchy”. Pomysły na tematy moich prac podsuwa życie, obserwacja ludzi, zwłaszcza kobiecych ciał, także mój własny emocjonalny świat. W przeszłości malowałam na płótnie, rzeźbiłam w glinie i drewnie, wypalałam w drewnie, tworzyłam prace najrozmaitszymi technikami, aby po latach zrozumieć, że najbliższe mojemu sercu jest tworzenie prostych ilustracji. Ilustracje tworzę zarówno odręcznie, jak i w wersji cyfrowej, tzn. graficznej, przy pomocy tabletu i programów graficznych Adobe. Jednak preferuję tradycyjne metody ilustrowania. Malowanie digitalowe (cyfrowe), pomimo tylu niesamowitych możliwości jakie oferują programy Adobe, uniemożliwiają mi wewnętrzne wyciszenie się, jakie zapewnia mi praca nad najzwyklejszą kartką bloku. Z tej właśnie przyczyny – grafikę tworzę wyłącznie zawodowo.

– Myślisz, że Twoje rysunki są odbiciem Twoich myśli i Twojej podświadomości? Wierzysz, że to co w środku czujesz to ma odbicie w Twoich rysunkach?

Jak wspomniałam wcześniej, grafikę tworzę zawodowo, a więc są to ilustracje bądź malarstwo digitalowe, których tematyka narzucana jest niejako przez klientów, jednak zawsze stawiam warunek – temat może być dowolny, jednak kreska i pociągnięcie cyfrowego pędzla muszą być moje. Natomiast kiedy zasiadam do rysowania na „zwykłej kartce”, rzadko mam jakąś konkretną wizję w głowie, rysuję to, co akurat mi w duszy gra. Nie ulega wątpliwości, że to, co czuję ma odzwierciedlenie w moich rysunkach, ale też jestem świadoma, że nie każdy jest w stanie odszyfrować moje uczucia skryte pomiędzy milionem tych kresek, udaje się to raczej tym osobom, które mnie lepiej znają, a jest to bardzo wąskie grono.

– Tworzysz bardziej dla siebie czy klientów? W której opcji czujesz się lepiej?

Tworzę i dla klientów i dla siebie. Zdecydowanie wolę tworzyć dla siebie, ale sądzę, że chyba każdy artysta tak woli. Najbardziej cieszą mnie oferty od klientów, którzy kupują już gotowe moje prace, które widzą w moim portfolio. Ewentualnie proszą, abym zilustrowała cokolwiek, lecz proszą jedynie o większy format pracy.

– Jak długo zajęło Ci zrozumienie, że tworzenie dla siebie również może przyciągnąć klientów, którzy będą chcieli widzieć Ciebie naturalną, która ujawnia swoją głębię i której głębia rezonuje z nimi samymi?

Przyznam, że sporo czasu zajęło mi zrozumienie, że rysowanie dla siebie też może być magnesem dla klienteli. Myślę, że stało się to po tym, kiedy moja bliska koleżanka złożyła ofertę zakupu kilku moich gotowych prac, które zobaczyła w mojej teczce. Po niej kolejni moi znajomi zaczęli kupować, a potem – w miarę upływu czasu – wśród klientów zaczęły się pojawiać także zupełnie obce osoby. To sprawiło, że zaczęłam śmielej prezentować w sieci swoje prace. Odkryłam diametralną różnicę pomiędzy satysfakcją ze sprzedaży pracy stworzonej według sugestii klienta a satysfakcją ze sprzedaży pracy, która powstała spontanicznie pod wpływem weny twórczej.

– Przejdźmy do chyba najbardziej popularnego motywu u Ciebie w ostatnich czasach – kobiety. Twoim zdaniem czy Twoje dzieła/rysunki zawierają w sobie jakieś cząstki kobiecości?

Tak, mogę śmiało stwierdzić, że zawierają w sobie cząstki kobiecości. Jest to kobiecość zawarta nie tylko sposobie ilustrowania kobiecych sylwetek, ale także otaczających je motywów zdobniczych kojarzonych z kobietami tj. kwiaty, esy floresy. Sądzę jednak, że iluż ludzi – tyleż definicji i sposobów postrzegania kobiecości. Wiele pań twierdzi, że ilustruję zbyt wyidealizowaną kobiecość poprzez rysowanie bujnych biustów i przesadnie wąskiej talii. Cóż, każdy inaczej odbiera moją twórczość i ma do tego prawo. Jednak moim zamiarem jest ukazywanie nie tylko kobiecych ciał, ale i moich emocji i pewnych symboli, które zauważają raczej te osoby, które mnie dobrze znają.

– Czy czujesz się kobieco poprzez swoją sztukę? Jak według Ciebie przejawia się kobiecość w Twojej twórczości? Twoje rysunki są odważne, przedstawiają roznegliżowane ciała kobiece w różnych bezwstydnych pozycjach, ale mimo to są dalekie od wulgarności. To piękne!

Czy czuję się kobieco poprzez to, co tworzę? Trudno mi powiedzieć. Jestem kobietą, która raczej nigdy nie czuła się szczególnie kobieco, przez co w przeszłości bardzo często zastanawiałam się czy przypadkiem jestem osobą niebinarną. Dziś jestem świadoma tego, że kobiecość to nie tylko ciało, któremu przy urodzeniu nadano płeć żeńską. Można też posiadać kobiece ciało, a nie czuć się kobieco, bo to nie nasze biologiczne ciało definiuje to kim jesteśmy. To temat rzeka. Zdaje się, że już wcześniej wspomniałam, że każdy inaczej definiuje kobiecość. Kobiecość, ale również i męskość posiadają wiele imion i wiele obliczy. Wracając jednak do mojej sztuki, powiedziałabym, że raczej fascynują mnie kobiece ciała. Jest to fascynacja pozbawiona erotyzmu, chociaż zawsze znajdą się i tacy, którzy będą twierdzili inaczej. Nie przeszkadzają mi plotki, nawet ich nie dementuję, ani też nie walczę z ludzką podejrzliwością, czasem ją wręcz podsycam cynicznie stosując pikantne szczegóły w swoich ilustracjach, bo wręcz bawi mnie to, jak ludzie potrafią na opak odbierać intencje twórcy. Zawsze zakładam, że ten kto mnie dobrze zna i ten kto sztukę rozumie zna również prawdę.

luszka szok ciechacka

– Jak się czujesz kiedy widzisz, że obnażasz elementy kobiece w swoich rysunkach? Dlaczego akurat te motywy, taka bezpośredniość?

Kobiece ciała fascynowały mnie od dawna, fascynuje mnie też proces przemijania, starzenia się kobiecych ciał dlatego właśnie takie ciała dominują w moich ilustracjach. A gdyby uważnie się przyjrzeć moim pracom – ilustrowane przez mnie kobiety posiadają charakterystyczną monobrew, a więc zawierają w sobie moje uwielbienie do twórczości i osobowości Fridy Kahlo, zaś długie szyje to nawiązanie do twórczości równie uwielbianego przeze mnie Modiglianiego, szerokie biodra to nawiązanie do rubensowskich kształtów. Ponadto moje bohaterki posiadają sylwetkę klepsydry, mało kto wie, że klepsydra stanowi atrybut śmierci, jest symbolem upływającego czasu i śmiertelności, a ja właśnie jestem tu na Ziemi tylko na chwilę, mój czas przemija, dobiega końca.

– To całkiem mocne co powiedziałaś. Ale dlaczego myślisz, że Twój czas dobiega końca? Według mnie najlepsze lata dopiero przed Tobą – lata pełne świadomej twórczości i uważności na codzienność. Przecież klepsydrę odwracamy i kontynuujemy przemijanie.

A mówiąc, że mój czas przemija, dobiega końca na myśli mam zmiany jakie zachodzą w naszym środowisku, klimacie wskutek toksycznej działalności człowieka. Tak naprawdę nie jesteśmy pewni ile czasu nam zostało. Wszystko to, co się obecnie dzieje ma także wpływ na nasze organizmy, czy tego chcemy czy nie.

– Wiem, że nie lubisz za bardzo rozmawiać o głuchocie, ale ja spróbuję. Czy Twoja wada słuchu ma jakiś wpływ na Twoje wyrażanie się w sztuce? Daje Ci pomysły, wenę, inspiracje w jakimś stopniu? 

W procesie tworzenia swoją wadę słuchu uważam wręcz za błogosławieństwo. Zasiadam do rysowania, wyłączam aparat słuchowy i słyszę wyłącznie własne myśli. Wpadam w twórczy trans, który – jak sądzę – byłby niemożliwy, gdybym była osobą posiadającą idealny słuch. Życie w ciszy, życie pomiędzy światem ludzi słyszących a światem ciszy to bezkresny ocean inspiracji twórczych. Musiałam jednak dojrzeć do tego, aby wadę słuchu uznać za swój atut. Niektórym wydaje się, że jestem ekstrawertyczką. Bzdura. Posiadam introwertyczną duszę. I mam to szczęście, że kiedy mnie zmęczy świat i puste ludzkie gadanie – po prostu wyłączam aparat słuchowy, a ostatnio dzieje się to coraz częściej, coraz bardziej mnie męczy ten obecny świat, w którym jest coraz mniej miejsca na tolerancję, akceptację różnorodności.

– Jest różnica pomiędzy ciszą podczas tworzenia digitalowego a ciszą podczas tworzenia na papierze?

Osobie słyszącej może to wydawać się dziwne, ale dla mnie istnieje ogromna różnica pomiędzy ciszą podczas malowania digitalowego, a ciszą podczas tworzenia na papierze. Otóż w trakcie digitalowego malowania, mój mózg uwielbia płatać mi figle, bo mam wówczas wrażenie, że słyszę odgłos „klikania” bardzo podobny do tego, jaki się słyszy podczas pisania na klawiaturze. Nie potrafię wyjaśnić dlaczego tak się dzieje. Być może mój umysł toleruje jedynie to, co jest kreowane bez udziału jakiegokolwiek cyfrowego sprzętu. 

 – Traktujesz swoje tworzenie jak medytację? Relaksujesz się przy tym, prawda? Możesz opisać swoje odczucia podczas rysowania? 

Podczas tworzenia prac digitalowych niestety odczuwam poirytowanie, bo jak wspomniałam – prace digitalowe tworzę wyłącznie na zamówienia, a więc tworzę nie tylko pod presją czasu, ale i w stresie czy zdołam sprostać oczekiwaniom klienta, bo nierzadko bywa tak, że klient ma jakąś wizję projektu, ale nie potrafi słowami tego odpowiednio zobrazować, albo odwrotnie – to ja na podstawie jego życzeń tworzę coś, co odbiega od jego oczekiwań. Taka praca wymaga wielu poprawek, wielu rozmów, aby dojść do porozumienia w kwestii końcowego efektu – to zabija we mnie radość tworzenia, jest to dla mnie – jako introwertycznej osoby – niezwykle męczący proces. Natomiast tworząc dla siebie wpadam w rodzaj transu – świat przestaje istnieć, jestem tylko ja, kartka, pędzelek, tusz i moje myśli. Mój mąż już się przyzwyczaił, że kiedy wpadnę w taki trans to potrafię zapomnieć o wielu przyziemnych sprawach, ale cieszy mnie, że on to rozumie i nie wypomina mi tych „twórczych odlotów”. Tworzenie to jedyny rodzaj medytacji, która umożliwia mi zachowanie wewnętrznej równowagi, tego nawet joga nie jest w stanie mi zafundować.

luszka szok ciechacka

– No dobra, to co? Przedstawimy się? Jakbyś siebie określiła? Jakbyś siebie zareklamowała? Wiem, że nie obchodzi Ciebie opinia innych ludzi, ale jak chciałabyś by inni Ciebie odbierali? Jak się czujesz przedstawiając się na końcu wywiadu?

Mimo, że ilustruję zazwyczaj kobiece sylwetki to jednak nie lubię feminatywów, a więc mówię o sobie pani ilustrator, nie ilustratorka. W tym określeniu musi być męski pierwiastek, bo i we mnie ten męski pierwiastek drzemie. Jako ilustratora-grafika najchętniej zareklamowałabym siebie słowami: jeśli oczekujesz projektu z duszą, rzuć tylko temat, resztę pozostaw mnie. Bardzo fajny wywiad, pierwszy jakiego udzieliłam bez stresu i w pełnej zgodzie ze sobą. Luszka jestem, drodzy państwo, nie nazywajcie mnie inaczej, nie znoszę tego.

– Dziękuję za wywiad i życzę mnóstwo inspiracji i rozwoju odważnej twórczości!

Ja również bardzo dziękuję.

 

_____

Luszka Szok – Ciechacka

Portfolio: www.gothorn.mozello.com i

Instagram: www.instagram.com/lou.luszka

Facebook: www.facebook.com/Lou.Gothorn

_____

luszka szok ciechacka