No fajna historia u mnie z tą szkocką wyspą Skye. Ktoś zasugerował bym o niej napisała, złożyła taki swoisty hołd. Okazji jakoś nie było, zaślepiona byłam w górnej i chmurnej ezoteryce. Chyba teraz jest dobry moment, by tę historię „wyrzucić” z siebie, przenika w tle w mojej głowie ostatnimi dniami.

Bo to już nie jest dziwna tęsknota jak wcześniej. To nostalgiczna chęć opowiedzenia historii przy ognisku, przy ciepłym piecu, przy grzanym winie pod kocykiem. Ku potomności ludziom żyjącym jeszcze w matrixie.

Wszystko zaczęło się w 2008 roku…

 

 

Grudzień 2008

 

Z byłym mężem pojechaliśmy na zaległy miesiąc miodowy do Szkocji. Zrobiliśmy objazd od Glasgow, przez Oban, do Kyle of Lochalsh, góry Highlands, Inverness i Edynburg. To była spontaniczna wycieczka, nie zdążyłam się przygotować, ani pooglądać obrazków. Wiecie, to jeszcze nie te czasy, 2008 rok… Smartfony z fizycznymi klawiaturami były na topie !! Nic nie wiedziałam o Skye, o Szkocji, nic.

 

Miasteczko Oban mnie zauroczyło, akurat wjechaliśmy do niego późnym wieczorem. Światełka domów rozmieszczone po górzystym klifie tworzyły cudownie magiczny widok. Wiele czasu spędziliśmy na drodze objeżdzając góry – każdy zakręt wprawiał w zachwyt, osłupienie i podziw. To są zaiste piękne góry, niby małe, ale ciężkie do wejścia/zejścia. Opatulone mgłami, chmurami, deszczami, tęczami. Napstrykałam się lustrzanką ziliony kadrów.

 

Kiedy wjechaliśmy do Kyle of Lochalsh i przejechaliśmy przez most łączący „ląd” z wyspą Skye – moje serce nagle zaczęło gwałtownie skakać! Widoki nie były specjalnie powalające, dla mnie zaskakujące było to odczucie, które poczułam chwilę później.

Były mąż zaraz po przekroczeniu mostu zaczął zawracać (brak czasu) a ja…

 

Nieeeeee…. Nie, jeszcze nie odjeżdżaj, zawróć, chcę tam jechać, zawróć, nieeee !!….

 

i to oddzierające uczucie zawodu, bólu, tęsknoty.

 

Za utraconą miłością, kochankiem, niespełnionym marzeniem, które znika w Twoich oczach, wymyka Ci się z rąk.

 

„Ja jeszcze tu wrócę!!!! Obiecuję sobie, że wrócę dowiedzieć się co ta wyspa skrywa…”

 

 

Czerwiec 2016

 

Ja już dawno po rozwodzie, pół roku po histerektomii. Ćwiczyłam swoją kondycję wchodząc po schodach na drugie piętro z ciężkim plecakiem, solidnie przymocowanym do bioder. Kilka miesięcy przygotowań z dobrymi kumplami i już jechaliśmy wszyscy autem pod namioty na wyspę Skye !! Wczesnym latem, kiedy noce są najkrótsze a dni najdłuższe. 

Jaka ja byłam podekscytowana!!

I znowu Kyle of Lochalsh, i znowu ten most, magiczna granica, jakby przejście przez drzwi do innego wymiaru. Bo tak było. Wyspa Skye jest po prostu inna. Dzika, oderwana od cywilizacji, surowa, kapryśna, niedostępna dla ciepłych klusek. Żyje swoim życiem. 

Byliśmy tydzień, biwakowaliśmy na dziko, podziwialiśmy każdego wieczoru bajeczne zachody słońca na tle zatok, gór i klifów, były też ukryte jeziorka i źródełka. Śpiąc w namiocie czułam się bardzo bezpiecznie, czułam się jak w domu, czułam niesamowitą, ochraniającą mnie energię tej wyspy. Definitywnie już tu byłam i to nieraz. Widoki były porażające, dopasowane do mojego gustu i smaku. I dziwnie znajome, dziwnie bliskie. To była energetyczna magia…

I znowu ten most w Kyle of Lochalsh. I znowu to uczucie przekraczania międzywymiarowych drzwi. Znowu to uczucie tęsknoty i wielkiej niechęci opuszczania tego miejsca. I znowu powtarzanie sobie, że tu wrócę w kolejnym roku…

 

 

Wrzesień 2017

 

Poszłam do swojego ulubionego tarocisty, „na kontrolę”. Zapytałam go o odczucia związane z pobytem w Tadżykistanie (o tym będzie w książce w przyszłym roku) i zapytałam również o tą szkocką wyspę Skye.

Twoja dusza już tam była. Wiele razy. Ma bardzo dużo historii z tego miejsca. Zakon, celibat, jakieś zaślubiny rytualne, zwykłe życia, pasterstwo, ucieczki, dużo ucieczek przed bezprawiem, pustelnictwo, trochę z rodziną coś jest, uciekałaś przed rodziną wiele razy, wyrządziła Ci krzywdę na tle seksualnym, stąd celibaty. Lubiła tam wracać, bo czuła się chroniona, jest bardzo mocno związana z tym miejscem, dlatego tak silnie reagowałaś. 

– Co mam zrobić w takim razie? Jakoś się uwolnić od tego? Jadę tam za miesiąc, można by wykorzystać to. Bo tęsknota dalej trzyma, dalej wszystko się w życiu układa tak, bym miała się tam znowu znaleźć.

– Pamiętasz jak mówiłem Ci o tej technice wybaczania? Możesz ją zastosować, wiesz jak pracować z energiami, będziesz wiedziała jak to zrobić, niekoniecznie wybaczenie, bo nie macie wobec siebie żadnej urazy. Złóż tej wyspie hołd, ona oczekuje od Ciebie pewnego rodzaju rewanżu za ochronę w tamtych wcieleniach, podziękowania takiego. I odetnij się. 

– Chyba już wiem gdzie to zrobię. Rok temu już wiedziałam, że z pewnym miejscem jest coś dziwnego. Jakoś dziwnie mi się nie udało tam dotrzeć. Zobaczę jak się uda tym razem. I wiesz co jeszcze? Miałam i miewam bardzo dużo snów związanych ze Skye oraz Tadżykistanem. To co teraz powiedziałeś – nabiera sensu i połączenia z moimi snami oraz doświadczeniami w życiu… 

 

 

Październik 2017

 

Pojechałam znowu, z kumplem, pod namioty. Pchając się prosto w srogą, okrutną i ekstremalnie jesienną stronę wyspy Skye. 

Znowu ten most, znowu te drzwi. Znowu te odczucie bycia w domu, odczucie bycia chronioną, opatuloną energiami.

Zwiedziłam większość miejsc, które widziałam poprzedniego roku. Ale też było dużo nowych, których nie udało się zobaczyć ostatnim razem (The Man od Storr, Quiraing głębszy). Pogoda zwyczajnie nie pozwalała.

Nie biwakowaliśmy na dziko już, za zimno było, za mokro, za sztormowo. Potrzebowaliśmy ciepłych wieczorów w pomieszczeniach przy polach biwakowych, gorących pryszniców, ochrony przed deszczem dla naszych posiłków na gazie. Dlatego nie miałam możliwości by dostać się do tego miejsca. Zrobić rytuał podziękowania i odcięcia się. Na szczęście biwakowaliśmy niedaleko, i ja w namiocie używając silnej energetycznie wyobraźni powiązanej z tym miejscem, zrobiłam rytuał. Popłakałam się na końcu. Zrobiłam go również następnego wieczoru, było już uczucie zdejmowanego ciężaru, odpiłowania łańcucha z kamieniem u nogi. Kolejnego wieczoru już nie miałam potrzeby powtórzenia.

Byliśmy ponad tydzień, przy końcówce pobytu już wiedziałam, że jestem ostatni raz. Wiedziałam, że jeśli wrócę tu przy okazji – nie będzie już tak magicznie. Będzie zwyczajnie, bez emocji, bez ekscytacji. Skye jest piękna, zachwycająca, ale niczym się nie różni w tym pięknie od innych miejsc na Ziemi. 

Przejeżdżając przez most nie miałam już wrażenia opuszczania domu, żadnej rozdzierającej tęsknoty w sercu, żadnych płaczów i dram w środku. Nie było już tych międzywymiarowych drzwi. 

Ot, most. Z wyspy na wyspę.

Odetchnęłam z ulgą.

 

Listopad 2018

 

Obecnie nie mam już parcia na żadne wyprawy, na żadne góry, ekstrema pogodowe, odwidziały mi się zimowe biwaki, w ogóle biwaki, czekany i raki. Odpadły mi górskie biegi, bieganie dla „szybciejlepiejmocniej”, trekkingi po górach mniejszych i większych. Sprzedałam trochę rzeczy, sprzętu, zostawiłam tylko to co najpotrzebniejsze, uniwersalne – dobry namiot, podstawowy sprzęt biwakowy, mapy. Nie ma już tej ekscytacji górskiej, która swoje podłoże miała na Skye a apogeum na słowackich, zimowych Tatrach. 

Coś się zrobiło, coś się dokonało, coś się puściło. Nie wiem czy to były sprawy ezoteryczne, ja tych rzeczy dalej nie pojmuję i nie chcę analizować. One po prostu są obok mnie. Jak powietrze. Nie czuję się już związana z żadnym miejscem, mogę se być wszędzie, ale też wiem, że to coś, moja dusza? przeznaczenie? mój wybór rzeczywistości? nie pozwolą bym znalazła się w miejscu, które by mi nie pasowało. Ja tam się już poddałam jakiś czas temu. 

 

Teraz to najchętniej leżenie plackiem na luksusowej plaży pod pełnym słońcem, z dostępem do dobrego, naturalnego jedzenia. I drogami na klifach, co by na nich jeździć na motorze. Leniwie, ciepło, błogo, bez spięcia.

Bez zobowiązań.

 

 

A w ogóle pisząc tę notkę pomyślałam, że napiszę o tym więcej, poskładam do kupy te swoje sny, moje odczucia i zrobię z tego fajnego ebooka! Co Wy na to?

 

 

Niżej galeria zdjęć do obejrzenia z dwóch pobytów na Skye.

 

Skye 2016

 

Skye 2017