UWAGA! MOCNE!

Nie czytaj jeśli uważasz się za religijnego lub wierzącego.

 

Ostatnio często piszę o matrixie i budzeniu się i świadomościach i jakichś tam ego, duszach, itakdalej. I nie dlatego, że „wierzę” w to. Bo nie wierzę. I nie wierzę w nic, w co Wy macie w zwyczaju wierzyć. Ja nawet nie wiem, co to znaczy te całe „wierzyć”. Nie wiem, skąd się to słowo wytrzasnęło. A jeszcze dochodzi do tego „nadzieja”, równie abstrakcyjne co dziwne pojęcie.

A jeśli napiszę, że wiara i nadzieja nie istnieją? I są stworzone po to, by Wami rządzić?

 

Matrix to, jak już wiemy, wszystko to co ma nad nami władzę, a my się temu ochoczo poddajemy. Czyli religie, seks, polityka, medycyna. Matrix jest stworzony na potrzeby Kosmosu – dusze tutaj się uczą, doświadczają, przeżywają, wzrastają. Gdyby Ziemia była planetą mlekiem i miodem płynącą – najzwyczajniej nas wszystkich by tu nie było, byśmy się okropnie wynudzili. Matrix jest zaprogramowany w taki sposób, byśmy mieli możliwość doświadczania wszelkiego rodzaju lekcji – bólu, cierpienia, radości, zachwytu, osamotnienia, ulgi, łez. Ale również poczucia smaku, jak to jest być manipulowanym, jak to jest kimś rządzić, wpływać na kogoś. Dusze to uwielbiają !!

Twoja też.

 

Tylko Ty nie wiesz, że jesteś pionkiem i swojej własnej duszy i pionkiem matrixu. I nie wiesz, że Twoja dusza też może potrzebować pomocy. I nie wiesz, że razem ze swoją duszą, ciałem i umysłem jesteś jednym.

W zależności od własnego programu urodzeniowego, który sobie ustawiasz przed przylotem na Gaję, masz do zrealizowania konkretne cele. Nie zawsze się jednak udaje je zrealizować.

 

Wyobraź sobie, że żyjesz w ósmym wieku przed naszą erą i masz takie zadanie – przekonać ludzi, by zaczęli wierzyć w coś, co nie istnieje, w coś, co nie ma namacalnego dowodu. Wymyśliłeś sobie jakiegoś bożka i chcesz mieć władzę, chcesz mieć złoto i jedwabie, chcesz, by ludzie Ci służyli.

Ale problem taki, że ludzie jeszcze nie wiedzą co to znaczy „wierzyć„.

Mają przecież wszystko – lepiankę, krowy, kozy, świeże warzywa, dorodne owoce, żyją zgodnie z rytmem dnia i porami roku, mają mamusię i tatusia koło siebie, rozmawiają ze sobą, wzajemnie się wspierają i pomagają. Żyją bardzo prosto, zgodnie z rytmami biologicznymi. A kiedy żyjesz zgodnie z prawami natury – żyjesz zgodnie również ze swoim sercem. Masz silne morale i wydaje się, że nic nie zakłóci Twojego wewnętrznego spokoju.

 

Naprawdę?

 

No to patrz.

 

Ni z doopy ni z krzewu, przychodzi do owych ludzi jakiś obcy gościu i prawi entuzjastycznie o jakimś bogu, którego nigdy nie widzieli, nie słyszeli. I mają niby klękać do tego boga, wznosić śpiewy i składać dary.

Pierwszy odruch?

Coś Pan, Panie bajdurzysz o jakimś bogu?! A idźże Pan stąd! Nam tu dobrze!

No, ale Ty masz wgrane takie zadanie – masz rządzić ludźmi i zdobywać hajs. Tylko jak to zrobić, skoro oni nie chcą „wierzyć”?

Chwytasz się zatem ostrzejszej broni słownej – manipulacji.

Jako, że w każdej manipulacji jest element strachu – zaczynasz straszyć ludzi. Robisz to w formie bardzo eleganckiej i wyrafinowanej, takiej, która podziała podprogowo, trafi prosto do ich umysłu i z miejsca zakosi ich silne dotąd morale.

I ta forma działa bardzo skutecznie do dziś.

 

I nie tylko w religiach, ale również w mediach, telewizjach, magazynach kobiecych czy męskich, w jakże popularnym kołczingu (doradztwie personalnym, biznesowym, marketingowym, itd).

 

Wiecie do czego zmierzam?

 

Wiara to nic innego jak strach, lęk, oczekiwania, poddaństwo, niewolnictwo, oddanie się.

 

Wierzysz, bo się boisz.
Wierzysz, bo masz oczekiwania.
Wierzysz, bo tak Cię nauczono, zaprogramowano.
Wierzysz, bo nie ufasz sobie.
Wierzysz, bo żyjesz iluzją.

 

Kiedy nam brakuje wizji, konkretnego celu, czegoś namacalnego, czegoś pewnego – gonimy za iluzją. 

Co jest przeciwieństwem iluzji?

 

 

WIEDZA.

 

 

Wiedza to logiczne myślenie, a wiara przeczy logicznemu myśleniu. Wiedzę masz zakodowaną w swoim sercu. Urodziłeś się z nią. Wiedza jest pewna. Genetycznie jesteś przystosowany do życia zgodnie z naturą, w harmonii i w szczęściu. No, ale ten matrix, potrzebny do uczenia się. Taka sroga kłoda pod nogi. Człowiek chce się budzić i rozwijać duchowo, a tu smugi na niebie, a tu gluten i straszenie piekłem. Jak żyć?

Po prostu wróć do korzeni, wróć do środka, wróć do serca, wróć do wiedzy.

 

A nadzieja?

 

Mam nadzieję, że zdam.” A uczyłeś się systematycznie przez cały semestr?
Mam nadzieję, że doniosę ciążę…” A robiłaś biorezonans? A odstawiłaś gluten, cukier i olej rzepakowy?
„Mam nadzieję, że zdążę na samolot!” A wyjechałeś odpowiednio wcześniej? Rozplanowałeś sobie zapobiegawczo plan podróży?
„Mam nadzieję, że schudnę do ślubu.” A odchudzasz się rozsądnie? Biegasz kilka razy w tygodniu?
„Mam nadzieję, że on wyzdrowieje…” A zadzwoniłeś do niego/jego rodziców i powiedziałeś parę słów wsparcia? Zaniosłeś laurkę?
„Mam nadzieję, że starczy do pierwszego…” Było kupować tyle wódki na spotkanie się z kumplem z podstawówki?

 

Zauważacie pewien charakterystyczny element?

Smutek. Narzucone odgórnie oczekiwania. Strach. Taki wysublimowany strach.

 

W modlitwie to samo – korzysz się przed kimś, kogo nie znasz, poddajesz się temu komuś, zawierzasz się mu, ufasz mu. Czy to nie wygląda na psychiczne niewolnictwo?

Grupowa modlitwa, medytacja lub szkolenia to oddawanie czci temu nieznanemu ktosiowi (a wiesz komu? wiesz, kto odpowiada za wszystkie religie świata?). Oddawanie swojej własnej, unikalnej energii matrixowi. Nie tędy droga, moja gwiazdeczko.

 

Szanuj swoją energię, nie oddawaj jej byle komu, a już na pewno nie komuś, kto wzbudza w Tobie jakikolwiek strach.

 

 

I byłabym zapomniała – niewiara w siebie! Ile razy słyszysz u innych lub sobie wmawiasz:

„Eh, ten brak wiary w siebie…”

„Nie wierzę w siebie, no, co zrobię?”

„nie dam rady, nie ogarnę tego!”

 

 

Nie widzisz, ile lęku jest w tych zwrotach? Powiedz mi, czego się boisz? Czemu się zamykasz?

Wiecie, że jak czasem pytam znajomych czego się boją i co ich powstrzymuje przed zrobieniem tego lub owego, wiecie co najczęściej słyszę/czytam?

„Boję się.”

oraz

„Coludziepowiedzą?”

 

Dlaczego nie ufasz sobie? Nie wierzysz w siebie? Nie poddajesz się swojemu sercu? Jaką moc Tobie daje ten nieznany ktoś, że to właśnie temu ktosiowi wolisz ufasz aniżeli sobie?

Strach to nie jest TWOJA moc.

 

No dobra, kiedy słyszysz: „UWIERZ W SIEBIE!!” „WIERZ WE MNIE!!” to jak reagujesz? Jestem pewna, że Twój odruch jest obronny. Kazać Ci wierzyć, to samo co kazać Ci się bać, służyć mu, polegać na kimś. Nie wolno zmuszać kogoś do wiary, do fałszowania czegoś, co jest naturalne dla człowieka.

 

Wiara i nadzieja są tożsame ze sobą. Wbrew pozorom, że niosą pozytywne intencje, wcale pozytywne nie są.

I tu wspomnę o prawie przyciągania.

 

Kosmos bardzo chętnie spełnia Twoje myśli, Twoje marzenia. Realizuje Twoje wibracje, Twoje energie. KAŻDE.

 

I teraz pomyśl. Co, jeśli w Twoim oczekiwaniu, w Twoim „mam nadzieję” będzie element strachu? Jeśli w Twojej modlitwie będzie prośba, lęk? I co najgorsze, będzie takie coś:

„Obiecuję, zrobię wszystko, tylko niech on się wybudzi!”

 

Nie widzicie, ile strachu w tej rozpaczy jest? Wysyłasz w Kosmos nie tylko tę rozpacz, wysyłasz również swoją energię, poddajesz się, składasz swoją duszę w ofierze matrixowi. No i automatycznie przyciągasz rozpacz, strach, lęk.

 

W Twoich myślach, planach i marzeniach nie może być absolutnie żadnego strachu, żadnych oczekiwań, żadnej nadziei, żadnej służalczości ani szantażu.

Jeśli chcesz mieć pozytywne, spokojne i harmonijne życie –

przestań wierzyć.

 

 

A zacznij polegać na swojej wiedzy, z którą się urodziłaś. To jest jedyna pewna rzecz na Ziemi. Nie bój się jej. Możesz jej spokojnie zaufać. W Twoim sercu są wszystkie odpowiedzi. I nie potrzebujesz do tego żadnych bogów na Ziemi (jak coś, to ateizm to też „wiara”).

 

Bo Ty sama jesteś cząstką Boga. Jesteś dzieckiem Boga.

 

I to nie tego religijnego Boga, Allaha czy guru w jakiejś sekcie, który każe Ci „wierzyć” i składać hołdy i się bać. Nie, TEN Bóg to Absolut, to Radość, Światło i Miłość w Jednym. Nasz wspólny Dom, z którego my wszyscy pochodzimy – i ludzie, i dzieci z gwiazd, i aniołki, i elfy, i archonci i smoki, i esencje i wszelkiego rodzaju byty niematerialne, z wszelkich możliwych gęstości. Tylko każdy z nas ma różny poziom świadomości. Jest dualność, biegunowość, i podobnie jak karma, jest ona zależna od Twojego spostrzegania – istnieje i nie istnieje.

 

Ale na zilion procent masz boską wiedzę. Matrix tej wiedzy się boi, boi się Światła, Radości, Miłości. Dlatego robi wszystko, byś nie był szczęśliwy, byś się bał, byś słuchał innych, byś nie wrócił do Domu.

A kiedy jeszcze spotykasz ludzi, którzy myślą i czują podobnie jak Ty, i „odbieracie” tak samo tę kosmiczną wiedzę to co Ci pozostaje? Pewność. Prawda ta uniwersalna, ta kosmiczna sama się broni.

 

Dlatego wysyłaj w Kosmos swoją pewność – konkretne, spokojne i jednoznaczne myśli, marzenia, plany, bez żadnego strachu, bez oczekiwań, bez wątpliwości. Po prostu miej pewność, że to się stanie, że to się dzieje, że to już się realizuje.

 

I tu ciekawostka. Na samym początku notki napisałam, że nie wiem co to znaczy te całe „wierzyć”. Jako małe dziecko zwykłam ludziom odpowiadać „Wiem.” cokolwiek by mi nie mówili, czy to komplement czy pochwała czy krytyka. W przypadku tych pierwszych Mama później mnie naprostowała „Dziękuj, dziecko a nie unoś się pewnością siebie.” Ja i tak dalej swoje, i do dziś mi to zostało, odpowiadam grzecznie: „Dziękuję, wiem.” W tym niepozornym słowie „WIEM” zawiera się i potwierdzenie swojej wyjątkowości, swojej urody, swojej mądrości jak również akceptacja tego, co źle zrobiłam oraz przyjęcie na cycki krytyki i czyichś emocji. Prosto, krótko i dosadnie. Często takie zgodzenie się zbija z torów rozmówcę. A w przypadku pochlebstw „przyciągasz” swoją wyjątkowość, urodę, pewność siebie i mądre poczucie własnej wartości.

 

Bo nie chodzi o to, że ja wierzyłam w siebie czy coś, chodzi o to, że ja WIEDZIAŁAM i dalej WIEM, jestem przekonana, z całą swoją pewnością, że jest tak, tak i tak. Nie było i nie ma we mnie strachu w tym WIEM. 

 

Zauważcie:

„Wierzę, że poradzę sobie z biznesplanem mojej przyszłej firmy.”

„Mam nadzieję, że poradzę sobie z biznesplanem mojej przyszłej firmy.”

„Wiem, że dam radę ogarnąć biznesplan mojej przyszłej firmy!”

 

Sami porównajcie, która opcja jest Wam bliższa, bardziej przyjazna, nastrojona optymistycznie, jest bojowa. I która opcja wysyła w Kosmos ukryty lęk. I tę, którą wybierzecie – ta opcja rządzi Twoim światem.

 

Wiecie, kiedy pojawia się spokój w sercu? Kiedy znika nadzieja.

 

Dopóki będziesz się bał, dopóki będziesz miał nadzieję, dopóty nie uzyskasz wewnętrznego spokoju.

 

Kiedy przestaniesz wierzyć a zaczniesz myśleć i polegać na swojej wiedzy – znajdziesz wszystkie odpowiedzi oraz bardzo boleśnie uderzy Cię do głowy to, w jakim fałszu aktualnie żyłeś i żyjesz.

 

 

Wiara i nadzieja nie istnieją. To są tylko słowa, które zostały wymyślone i rozpowszechnione, by Tobą rządzić. Nie ma w nich żadnej pewności, żadnej wiedzy.

 

Te słowa to iluzja. Żyjesz w iluzji, w kłamstwie, w manipulacji.