W życiu chyba najfajniejszym uczuciem jest widzieć na własne oczy jak działa prawo przyciągania. Widzieć jak coś, co czujesz od wielu, wielu lat nagle znajduje swoją rzeczywistość, staje się namacalne, staje obok Ciebie, z krwi i kości. I nabierasz przekonania, że przeznaczenie jednak istnieje i wszystko ma swój cel i sens.

Poznajcie ciąg dalszy historii Anetki jako niesłyszącej blogerki. Historia będzie toczyć się dalej, ale wczorajszy dzień był niewątpliwie punktem przełomowym. 

 

Pamiętacie jak kiedyś pisałam o sytuacji niesłyszących blogerów w Polsce?

 

„Jakiś miesiąc temu miała miejsce burzliwa akcja w moim życiu. Jako początkująca blogerka chciałam sobie pojechać na konferencję See Bloggers. Zapytałam w paru miejscach czy będzie tłumacz języka migowego. Organizatorzy w prywatnej wiadomości odpowiedzieli, że nie, bo nie ma zapotrzebowania. Skąd mogłam wiedzieć, że są jacyś inni niesłyszący blogerzy? Nie czytałam, nie znalazłam, nie widziałam, nic mi nie było wiadomo o takowych. Napisałam na grupie See Bloggers o tej kwestii, ale nieświadomie zrobiłam to źle – komentujący odebrali mój post za postawę roszczeniową.

 

Jednym słowem zostałam srogo zhejtowana. 

 

Na nic się zdała moja obrona, że mieszkam w Anglii i mam spore ułatwienia w dostępie do tłumacza języka migowego, (ba, tu nawet potrafią przełożyć wizytę u lekarza, jak się na miejscu okaże, że tłumacza nagle zabrakło na stanie i przepraszająco całują po rękach, ja rozumiem, kwestie prawne w dyskryminacji). Moje naiwne myślenie angielskie było lodowatą terapią szokową wobec polskich realiów. I polskiego myślenia również. 

 

W podobny sposób zostałam zjechana na innej, blogerskiej grupie. 

 

Po kilku nerwowych i łzawych nocach postanowiłam, że nie ma co liczyć na pomoc fejsbukowych grup blogerskich. 

 

(…)

 

Dlatego po tej aferze na blogosferach, kiedy jedna taka ogłuchła, niemigająca osoba, która rzekomo toruje innym niesłyszącym drogę do blogosfery, i kiedy właśnie ona stwierdziła, że po moim „roszczeniowym” poście wszelkie drzwi blogosfery się zamknęły…

To Ktoś otworzył mi okno. I wygramoliłam się wprost na boskie podwórko.

I ten Ktoś zapoczątkował powstanie grupy niesłyszących osób związanych z blogosferą (blogi, instagram, youtube, własne usługi, itd). Warunkami są znajomość PJM, pasja oraz konkretne dążenie do swojego celu, tudzież zarabianie na swoich pasjach/celach/usługach, utrzymanie się na powierzchni oraz nieznajomość e-marketingu.

Bo wszędzie webinary, wszędzie trudne pojęcia finansowe, wszędzie instastory i jutuby bez napisów (o co chodzi z reklamą na fejsie? co to są afiliacje? jak sprzedawać w social mediach?)” Głuchy bloger w Polsce

 

Tego Ktosia znam od początku jego istnienia w internetach. Przeżyłam wszystkie jego fazy, etapy, obserwowałam rozwój jego blogów, stylu życia, jego porażki, sukcesy.

Chłonęłam jego wiedzę. W podobnym czasie założyłam swojego bloga i po swojemu tam pisałam, nabywałam czytelników, rozwijałam się hobbystycznie tak. Czasem się udzielałam na jego blogach, czasem pisałam do niego w sprawie napisów czy coś takiego. 

 

Miałam sporo snów z nim, w różnych sytuacjach, w różnych rolach. Nic erotycznego, nic romantycznego, on bardziej jako przewodnik, opiekun, starszy brat, starszy przyjaciel. Nie wzdychałam do niego, ale mnie ciągnął na swój sposób. Nie jest przystojny, nie mój typ, ale przyciągał, miał i ma dalej tę swoją, specyficzną energię. 

 

Później on rósł w siłę, w popularność, w zyski. Zaczął wydawać książki, które, oczywiście, kupowałam. Błyskawicznie stał się alfą i omegą w blogosferze, stał się królem, guru i bogiem wszystkim blogerów w Polsce. Woda sodowa mu nie uderzyła do głowy, pozostał człowiekiem i nie kryje się ze swoimi opiniami, wadami i zaletami. Umiejętnie oddzielał i oddziela życie prywatne od publicznego wizerunku, dlatego był i jest dla mnie swoistą inspiracją.

 

Jego pierwsze książki o blogowaniu i social mediach czytałam w okresie swoich operacji, wtedy już wiedziałam, że dobrze trafiłam. Jeszcze nie wdrażałam jego rad i wskazówek w życie, to była kwestia czasu.

 

Jason Hunt Anetka

Październik 2015

 

Jason Hunt Anetka

Listopad 2015

 

Na poważnie za stronę techniczną swojego Maleństwa wzięłam się dopiero w lutym tego roku. Przesiadłam się na hosting, zmieniłam WordPressa, szablon, założyłam instagrama – wszystko to bazując na jego książkach. Krok po kroku idę do przodu, sama, ale idę. 

Jednak pewnych kroków nie przeskoczę, jako osoba niesłysząca oraz kobieta ze swoim babskim myśleniem.

 

I dlatego w końcu nasze drogi musiały się zetknąć. 

 

Po tej aferze na See Bloggers w podobnym czasie on rozpoczął zapisy na swoje szkolenia, które mnie najbardziej interesowały – sposoby zarabiania. Zapytałam się go czy skorzystam z jego szkoleń jako osoba niesłysząca. Odpowiedział, że nie. Ale pociągnął temat i wywiązała się ciekawa rozmowa. 

 

Sama blogerska bozia zaproponowała szkolenie u siebie, jeśli tylko znajdę osoby podobne do mnie – związane z instagramem, blogami, youtube, facebookiem, niesłyszące, znające PJM i chcące się wybić, zarabiać, nabyć jakiejś konkretnej wiedzy. Korespondencja majlowa między mną a królem kwitła i formowała konkretne gatunki kwiatów.

 

Szkolenie było darmowe. Ale sami opłacaliśmy tłumaczy PJM, rozmawialiśmy w swojej grupie na fejsie, szukaliśmy informacji, działaliśmy, kupowaliśmy dziękczynne prezenciki. Żadna ze stron nie wiedziała czego oczekiwać po tym szkoleniu. Ani sam guru, ani tłumacze ani my sami. Nie ma jeszcze znaków migowych z dziedziny blogosfery – wyzwanie dla tłumaczy PJM. Blogerska bozia nie wiedziała z czym się je środowisko niesłyszących. A sama grupa nie wiedziała, co wie. 

 

Było to pionierskie szkolenie.

 

Przeszło nasze oczekiwania, przedłużyło się grubo. 

 

Guru wykładał nam wszystkiego po trochu, dzielił się swoimi spostrzeżeniami, podpinał się pod nasze przykłady, miał naprawdę szeroką wyobraźnię i empatię. Nie miał pojęcia, że pewne kwestie & narzędzia tak popularne u słyszących influencerów, nie będą miały żadnego zastosowania u niesłyszących. Nie wiedział, że osoby, dla których pierwszym językiem jest PJM, mają trudności z rozumieniem pisanego słowa polskiego. Rozmawialiśmy dużo o dostępności, o stronie finansowej tej dostępności, o napisach na instagramach, o postawach innych słyszących, znanych blogerów wobec nas, o ich stosunku do języka migowego oraz wiązaniu tej kwestii jako autopromocji własnej osoby (ocieplanie wizerunku blogera), o konferencjach blogerskich, o webinarach bez napisów & tłumaczy, tematów było wiele. Cały wykład był spontaniczny i gęsto ociekający konkretną, rzetelną wiedzą.

Było dużo inspiracji, pomysłów, natchnienia, naprawdę, naprawdę potrzebnych wskazówek a’la kop w doopę, było dużo kultury, śmiechu, luzu i humoru.

 

Na początku spotkania bozia chciała się czegoś dowiedzieć o nas. Każdy z nas zamigał o sobie, swojej pasji, swoich celach, odpowiadał na pytania guru. 

 

A guru zonk. Bo guru się nie spodziewał, i guru potem stwierdził, że my wszyscy jesteśmy o poziom wyżej niż ziliardy słyszących blogerów. Bo mamy pasję, mamy cele i w tych pasjocelach skupiamy się NIE NA SOBIE, ale na pomaganiu innym, na uświadamianiu innych, na informacji, edukacji. 

 

I dlatego na końcu spotkania bozia zaoferowała kontynuację naszej współpracy, zaoferowała pomoc, w tym indywidualną pomoc, zaoferowała webinary oraz kolejne, kameralne szkolenia z tłumaczami PJM (płatne już). 

 

Bo król blogerów okazał się człowiekiem z sercem. Już oszczędzam przymiotników do tego serca.

 

To jest dopiero początek, ale sporo zależy od samej grupy, od działania, od wspierania się, od aktywności, od udzielania się, od bywania, ale w naszym przypadku, przede wszystkim od wspierania się. Niesłyszący mają do pokonania sporo barier, w tym chyba najważniejszą z nich: „Co inni głusi powiedzą?” Nasze środowisko jest małe, większość się zna od pokoleń, jest bardzo łatwo zrobić sobie „opinię”, wzbudzić zazdrość, zawiść, zakończyć przyjaźń. Jest trudno nabrać dystansu do siebie, kiedy akurat potrzebujemy wsparcia i akceptacji ze strony bliskich znajomych.

 

Ludzie wolą krytykować i rywalizować niż wspierać, pomagać.

 

Jest trudno sprawić, by „Twoje (niesłyszące) życie jest inspiracją” zyskało zauważenie i uznanie, a co dopiero hajs.

 

Jest trudno ujawnić swoją „głuchą” codzienność, ze swoimi codziennymi problemami, rozterkami na widok publiczny, przełożyć na internety.

Pokazać, że te „głuche” problemy i rozterki to tak naprawdę mają na celu uświadamianie słyszących, pokazywanie im jak sobie radzimy z nimi, udowodnienie, że nie jesteśmy tacy biedni, roszczeniowi, że potrafimy działać, iść do przodu, walczyć z barierami komunikacyjnymi, spełniać swoje marzenia.

I to wszystko w czystym Polskim Języku Migowym.

 

Zobaczymy. W każdym razie ja juz nieco więcej się dowiedziałam odnośnie moich przyszłych książek i przekroczenia tej magicznej granicy, z której mogłabym już serio ruszyć z wydawaniem ich. 

 

Historie i wymiary czasem lubią zataczać koła. I spełniać nasze marzenia. Fajne to. 

 

Poznajcie państwo Tomka aka Kominek (dawniej) aka Jason Hunt.

 

Jason Hunt Anetka

 

A tu z całą grupą niesłyszących socjalmedierów.

 

Jason Hunt grupa blogerów

 

Dziękuję Wam wszystkim za przybycie, za liczne pytania, za rzeczowe dyskusje, za te nieustanne uczucie bez cienia rywalizacji.

 

Dziękuję tłumaczom PJM  – Bernard Kinow oraz Mariola Kozłowska-Nowak, za podjęcie wyzwania w nowatorskich dla nich tematach.

 

Dziękuję samemu Tomkowi za poświęcenie swojego czasu i ogrom zrozumienia dla naszych, indywidualnych przypadków. 

 

 

P.S. Jeśli ktoś z Was zna jakąś osobę niesłyszącą, posługującą się PJM i chcącą się wybić w jakiś sposób, zareklamować swoją wiedzę, usługi na social mediach, blogach – niech się skontaktuje ze mną, albo z którąś osobą ze zdjęcia: