Mamy czasy takie jakie mamy i żyjemy tam gdzie żyjemy. Naszą lekcją jest się adaptować do tych warunków, w których przyszło nam żyć. Adaptować nie znaczy godzić się w sensie poddawania się i machania ręką. Adaptować się to znaczy przystosowywać się, dostrajać i układać otoczenie wokół siebie tak, by pasowało i nam i reszcie.

Ale człowiek to istota kontrowersyjna, przesiąknięta wolną wolą, boskością i ego – zawsze znajdzie jakieś „ale”.

No i przyszło nam żyć w czasach psychomedialnej wojny – epidemii Covid-19. Rok po światowym zatrzymaniu się cywilizacji przyszedł wdzięczny temat jakim jest szczepionka na koronawirusa.

Temat dotyczy również i mnie, i to dość blisko, ze względu na charakter mojej pracy. Niedawno dostałam formularz do wypełnienia w celu ewentualnego zaszczepienia się.

Jak myślicie – co zdecydowałam?

Wiecie, ta sytuacja wiąże się trochę z moją rozkminą ostatnimi tygodniami. Ja niby to już wcześniej wiedziałam, ale grubsze sytuacje nadają tej rozkminie większe znaczenie. Wcale niegłupie jakby spojrzeć na nie z dalszej perspektywy.

Jestem numerologiczną Piątką – rozlataną, z olbrzymim słomianym zapałem, z przemożną potrzebą zmian w życiu, ciągle złakniona i gotowa na wyzwania, które rozwijają i pchają. Niby stara dusza taka a nie dość jej doświadczeń? Trochę to sprzeczne ze sobą, starczy wiek przecież lekko stopuje z tym ganianiem.

Tutaj pozwolę zauważyć sobie subtelną różnicę – chęć do odkrywania a chęć rozwiązywania.

Doświadczenia można rozumieć na oba powyższe sposoby. W moim przypadku jest to „rozwiązywanie„. Doświadczenia i atrakcje pojawiają się w moim życiu, bym ja mogła je „rozwikłać”, zakończyć, wytrzepać ręce. To są przeżycia na nowym poziomie, bo wracasz do tego samego „problemu”, kwestii czy sprawy, ale już z innym „okiem” – starsza, naumiana, wiedząca lepiej. I dzięki temu doświadczam pewne wydarzenia karmiczne jeszcze raz, ale z intencją kończenia

Piątka mi w tym pomaga – jej żywiołowość i energia ponagla mnie do pracy w tej inkarnacji, bym załatwiła jak najwięcej, jak najszybciej. Jakbym się chciała pośpieszyć przed powrotem do domu, czy coś. Słomiany zapał daje mi chwilową ekscytację do rzeczy, które w danej chwili rezonują nie tylko ze mną, ale w tej rezonacji również pomagają innym. 

Ale Piątka to też takie trochę niewygodne „ustrojstwo” – brakuje jej konsekwencji, trzymania rutyny. Co wcale nie znaczy, że mam tego się UCZYĆ. Nie, mam właśnie wykorzystywać w pełni cechy owej Piątki a nie walczyć z nimi. Ja potrafię być uparta, potrafię być konsekwentna w niektórych sprawach, ale to tylko dlatego, że te rzeczy akurat mi służą, rezonują ze mną, współgrają, dają energii i wsparcia.

I tu wychodzi na plus fakt, że nie umiem być długo zatracona w czymś. Bo kiedy za bardzo w czymś się zatracę to szybko „wracam” na środek. Zapał i ekscytacja znikają, a ja obojętnieję, neutralizuję się. Rzeczy, które przed chwilą mnie jarały to teraz przestają mieć znaczenie i nie mają na mnie już żadnego wpływu. Nie ma bata bym zapałała znowu miłością do nich, nie wciągną mnie drugi raz. 

Innym przykładem jest realne życie „pośrodku” – między bogactwem a biedą, między geniuszem a przeciętnością, między przyciąganiem, charyzmą a obojętnością. Nie byłam, nie jestem i nie będę bardziej w którąś stronę. 

Żadna przewaga żadnej ze przeciwległych stron nie robi na mnie wrażenia. 

 

Powiem Wam na innym przykładzie, ostatnim, jak ja „odpycham” siebie od wahadeł, które chcą mnie przeciągnąć na swoją stronę. Nieważne jakie, ważne, że chcą mnie mieć u siebie.

Moja szefowa od chińskiego biznesu (opartego na chińskiej filozofii) jest starej daty, wciągnęła się niedawno w online network marketing i poznaje jego tajniki, by usprawnić swój biznes. Ma swój finansowy cel liczony w grubych zerach. Ja wiem, że go zdobędzie. Zna się na energiach, wie co to prawo przyciągania, dba o równowagę, medytuje i jest weganką, jakby te czynniki miały jakiekolwiek znaczenie dla Was. W network marketingu dba się o swoich podopiecznych, by też dużo zarabiali i spełniali swoje marzenia, itd. I chciała mi bardzo pomóc spełnić moje marzenia i cele finansowe. Wielkich nie miałam ani wcześniej ani teraz. Zaczęłyśmy rozmawiać i czułam, że zabijałam jej raz po raz klina – nie, nie chcę mieć lepszego domu, nie, nie chcę zarabiać pięciu tysięcy funtów miesięcznie, nie, nie chcę uwalniać się od aktualnej pracy i w ogóle potem być niezależna finansowo, nie, nie chcę zapewniać sobie pasywnego dochodu. Była zbita z tropu. To nie był jedyny przykład, odkąd się znamy. Regularnie wysyłałam jej inne zonki, których nie doświadczyła w swojej 25-letniej karierze chińskiego biznesu. Wyczuwałam, że chce mnie w swoim wahadle i podświadomie „uciekałam” od niej. Chciałam swój biznes mieć na swoich warunkach, ze swoimi ludźmi, bez przymuszeń „z góry”, bez łańcuchów. Powiedziałam jej też, że nie potrafię się ekscytować, bo ekscytacja to nie jest równowaga. Rzuciłam jej potężny argument, który jest jednocześnie mottem naszego biznesu – równowaga zgodnie z Elementami Pięciu Przemian w naszym organizmie. Więc dlaczego tego motto nie przenieść na realne życie?

I wiecie co? Przestała na mnie napierać, zneutralizowałam się dla niej, dotarło do niej, że nie zbije na mnie wielkich kokosów i nigdy nie będę należeć do rodziny tego biznesu. Nie potrafiła zrozumieć, że ja mam wszystko czego mi potrzeba i nie mam parcia na „więcej”, „bardziej”, „lepiej„. Bo jak mam mieć te „więcej„, to będę miała. No, ale po co, jak wszystko mam a kiedy czegoś potrzebuję to dostaję to?

 

Inny przykład, doskonały wręcz – wiedzę mam niezłą, wydaję książki, ale nie będę sławna, nie będę miała tysięcy fanów na social mediach, nie będę zarabiała zilionów. No bo co zrobię z tymi zilionami? I mając tyle fanów będę ZOBOWIĄZANA do bycia, do celebryctwa, do utrzymywania więzi z nimi. Nie chcę tworzyć wokół siebie żadnego hasztagowego pola atraktorowego.

Mnie się nie chce. Bo Piątki nie znoszą odpowiedzialności, nie znoszą przywiązywać się do czegokolwiek, nie cierpią łańcuchów, kajdanów, wiążących papierów, niczego, co ich może uwierać, również energetycznie. One są same sobie, pośrodku, wolne, dążące do przestrzeni wokół siebie. A jednocześnie biorą wszystko co daje życie i przerabiają na swoją modłę. Tak układają te wyzwania i atrakcje, by im pasowało.

 

Sprawiają, że te rzeczy, sytuacje i zjawiska DZIAŁAJĄ DLA NICH a nie one same dla nich. Nie są pod ich kontrolą, nie są pod ich władzą – jest ODWROTNIE.

 

Jak to robią?

Na moim przykładzie jest to właśnie NEUTRALIZOWANIE, nie nadawanie żadnego znaczenia, przyjmowanie tego jako coś oczywistego, naturalnego i nie mającego ŻADNEGO WPŁYWU na mnie samą. A wręcz przeciwnie – przynosi to pozytywny skutek, bo przerabiam to na swoją korzyść. Tu potrzeba czegoś istotnego – potrzeba wyzbycia się lęku, strachu o skutki negatywne, wyzbycia się nadmiernego martwienia się, przyciągania wszelkich czarnych możliwych scenariuszy. Nie każdy to potrafi. Ba, bardzo mało kto tak potrafi. Jest to domena już starych dusz, ale też nie wszystkich, bo są też takie, które z własnego wyboru przeszły za bardzo na „jasną stronę światła” i mają słodko, sławnie i bezproblemowo w życiu. Kiedy widzisz, że jakiś megapozytywny influencer z zakresu duchowości i zdrowego stylu odżywiania sugeruje, że Ty też możesz mieć życie jak on – to jest właśnie próba wciągnięcia się w jego wahadło, jego pole atraktorowe oraz ostry przechył na skrajnie pozytywny biegun.

 

Piękne, bogate i zdrowe życie kusi i mami, ale to nie jest równowaga.

 

Mimo to, w dalszym ciągu to jest czyjaś inkarnacja i czyjaś lekcja do przerobienia. Nie nam oceniać.

 

Jak z innymi cyframi w numerologii? Jeśli interesujecie się tym to może warto wejść w to głębiej i spojrzeć na sytuację z dalszej perspektywy? Popatrzeć jak reagujecie na nowe sytuacje, jak je przyjmujecie, co z nimi robicie, na ile się angażujecie w nie? Cyferki są Waszą wskazówką, byście nie próbowali zmieniać wrodzonych cech charakteru, tylko umiejętnie przerabiali wydarzenia na własną korzyść, zgodnie z Wasza postawą. Celowo nie napisałam „negatywne” i „pozytywne” wydarzenia – dla Piątki owe wydarzenia będą wyzwaniem, zacieraniem rąk, dla Siódemki mogą być pustelniczą rozkminą na pół życia. Każdy z nas ma inne predyspozycje w danej inkarnacji i każdy inaczej podchodzi do niespodziewanych sytuacji. Moja Piątka jest tylko przykładem jak ja sama podchodzę do życia. 

 

Szczepionka jest nieunikniona w moim przypadku. Czy rozważałam wszystkie zaiprzeciwy? Jasne, w końcu też mam ego i ono też chce mieć coś do powiedzenia. Ego musi się wygadać na temat strachów, lęków, negatywnych skutków ubocznych, wszelkich teorii spiskowych. Ja tylko głową potakiwałam i pokazywałam mu to co chciało wiedzieć. To najlepszy sposób na wyciszenie ego – dostarczanie mu informacji – „Zadowolone? Usatysfakcjonowane?” Kiedy rozemocjonowane ego się ucisza następuje przechył na drugi biegun – na blask samych pozytywów – swobodne podróże, dostęp do restauracji, ludzka socjalizacja, brak widma utraty pracy w przyszłości, no cokolwiek media nam serwują. Dzieci nie mam i nie będę mieć, więc genów zniekształconych przez szczepionkę nie przeniosę na kolejne pokolenia, blablablabla. No i miałam w swoim życiu tyle wirusów i tyle hec zdrowotnych, że jakiś tam Covid mi nie podskoczy. Damy radę. Ja obcykana w naturalnej medycynie, dbam o siebie, więc luz. 

 

Nie świruję jak moja kumpela, która nie pójdzie do lasu na spacer, bo policja ją złapie bez maseczki. No i musi siedzieć w domu, bo w TV tak każą. Ja sobie chodzę kiedy chcę i gdzie chcę i jestem „niewidoczna” dla innych. Pustka w głowie. Nic nie przyciągam – ani euforii, ani czarnych scenariuszy ani policjantów z mandatami w kieszeni. 

 

I jest jeszcze jedna kwestia – pamięć komórkowa duszy. Jeśli szczepionka mRNA będzie miała jakikolwiek wpływ na mój kod genetyczny to co wtedy? Przeniosę to na inne wcielenie? Na inne światy równoległe w innych wymiarach? Nie. 

Dlaczego?

Bo po pierwsze – nie można się cofać w rozwoju. Życie, ewolucja świadomości, duszy idą tylko do przodu. Jakakolwiek zmiana genetyczna w świadomości nie złamie ani nie zniszczy genetyki ani nanocząsteczek w niej, które miałyby zostać niby zmutowane przez te szczepionki, to sprzeczne z rozwojem. Pamiętajcie, że my mamy olbrzymi wpływ na kształt kodu właśnie poprzez nasze myślenie i podejście do wydarzeń w życiu (czyli numerologia wyżej).

Po drugie – przyjmę tę szczepionkę jako coś oczywistego, naturalnego. Bez żadnego wpływu na mnie i na mój organizm. Po prostu ta szczepionka ze swoim całym szumem medialnym, łącznie z teoriami spiskowymi i iluzjami prawd – SPŁYNIE PO MNIE.

A ja zyskam odpowiedni świstek papieru umożliwiający mi swobodne podróże i święty spokój. I nie ruszą mnie czyjeś oburzające opinie, że ją wzięłam. Ja tu nie spełniam czyichś oczekiwań, patrzę na siebie i swoje potrzeby zgodne z aktualną inkarnacją. 

 

Wybór szczepionki jest indywidualny i najważniejsze będzie zawsze

w jakiej intencji ją przyjmiecie.

 

Czy w poczuciu strachu o zachorowanie, czy w poczuciu lęku o niewidzenie się ze swoimi najbliższymi, czy też w poczuciu troski o nich, czy w poczuciu lęku o swoje przyszłe dzieci i ich ewentualne wady rozwojowe? Czy też w poczuciu wyboru przyszłości zgodnej z teoriami spiskowymi (ludzie-zombie, programowanie umysłu, bioinżynieria, modyfikowanie genów poprzez fale 5G i nanoczipy w szczepionkach)

– WYBIERACIE.

Ja wybrałam spokój, równowagę – ŚRODEK, pustkę w oku cyklonu aktualnych czasów.