Będę truła Wam to w nieskończoność. Będę wciskała, aż dojdzie do Was, aż Was olśni. Aż boleśnie cyknie w mózgu, sercu i w każdej Waszej komórce ciała. Aż przestaniecie ręce załamywać, marudzić i drobiazgi zamieniać na tragedie greckie.

Wiem, że niby po to mamy życie. Wiem, że musi być dobro i zło, pokój i wojna, uczciwość i fałsz, wiem. To wszystko jest względne i potrzebne.

Tyle, że… po co to wszystko brać na poważnie?

Powiem Wam jak można zmienić swoje myślenie. Na niepoważne. 

 

Plan ziemski jest cudny, przepiękny, oszałamiający. Jest precyzyjnie zaprojektowany, z iście zegarmistrzowską dokładnością. Żadna komórka nie istnieje bez sensu. Każda z nich ma świadomą pamięć DNA. Nic nie jest przypadkowe, wszyscy jesteśmy tam gdzie mamy być, idealnie na swoim miejscu. Zaprzeczycie, wiem, ale te zaprzeczenie nie pochodzi od Was, nie pochodzi z Waszego serca. 

 

I patrzcie teraz.

Jesteśmy tutaj, mieszkamy w Anglii, w Polsce, czy gdzie tam. Mamy swoją historię, w tym historię sztuki. Ktoś tam wymyślił pantomimy, amfiteatry, naśladowanie kogoś za hajs. Zresztą odgrywanie ról (zabawki, lalki, kukiełki) było naturalnym procesem w wychowaniu słoneczków.

Powstały teatry i światowe hale widowiskowe. Literatura piękna, powieści, nowele, komedie, tragedie, arcydzieła wiekowe, nagrody Nobla, Pulitzera. Ludzie mieli co robić.

I aktorzy. Dostają określone scenariusze do rączki. I czek z góry z potencjalnym dochodem.

 

I tu zaczyna się cała zabawa.

Aktor bowiem musi być profesjonalistą. Życiowym. Musi mieć powołanie, talent do empatii, lub w ogóle mieć empatię, że hej. Chociaż… Wysyp klonów holyłudzkich i spadek wymagań kinematografii/deski teatralnej w ostatnich latach pokazuje, że żadnej empatii nie trzeba, żeby zagrać w płaczliwym dramacie i ckliwym romansie. Liczy się hajs i dobry trajler przedpremierowy.

 

Jest bardzo niewielu aktorów, którzy swój zawód traktują z pasjonującym sercem. Dają siebie całych, grają tak, jakby naprawdę doświadczyli wyuczonej roli. Tacy szybko się wypalają.

Wchodząc na deski teatru, planu filmowego aktor zrzuca swoją realną skórę i wkłada skórę bohatera, którego będzie odgrywać. Takie rozdwojenie jaźni i to potężne rozdwojenie. Schodząc ze sceny – wraca do swojej skóry i znów jest sobą. Wracając znowu na deski teatralne – znowu przyodziewa rolę bohatera, powtarza sztukę. Ale już inaczej. Naumiał się, jest pewniejszy siebie, potrafi się bardziej zaangażować w rolę, wejść z nią. I tak z każdym kolejnym seansem. Nabiera doświadczenia, oswaja się, „przeskakuje” już płynniej.

 

I tak samo z duszami na Ziemi.

Dusze, Promyczki są aktorami na spektakularnym planie ziemskim. Są aktorami w teatrze „Gaja”.

 

Przed wejściem uczą się roli tak mniej więcej, pytają innych (Kroniki Akaszy) o podobne przeżycia oraz… zrzucają „skórę” swojej świadomości. Dusze stają się aktorami całym swoim jestestwem.

 

To dlatego nie pamiętamy, kim jesteśmy poza sceną ziemską. Jesteśmy w pełni „wczuci” w graną przez naszą duszę rolę. 

 

Właściwie to…

 

Jesteśmy „rolą” graną przez naszą duszę.

 

 

Potraficie sobie to wyobrazić?

 

Oglądacie film jakiś, nie? Przeżywacie losy bohaterki, jej dramy, morderstwa, romanse, perypetie dnia codziennego. Razem z nią płaczecie, współczujecie, wpadacie w oburzenie.

 

I teraz tę bohaterkę przenieście do swojego realnego życia. 

 

Wciąż będzie aktorką a nie realną osobą, którą jest poza tą „skórą”. 

 

I tak jest z każdym człowiekiem na Ziemi. Mamy tutaj istną plejadę aktorów mniej i bardziej doświadczonych. Z tym, że wiek duszy nie będzie równoważny z profesjonalną rolą. Stara dusza nie musi perfekcyjnie grać. Młoda dusza z kolei może mieć mocny wpływ na publiczność. 

 

Z drugiej strony.

Aktorzy poza sceną wiedzą kim są naprawdę, spotykają się, rozmawiają jak sami swoi. I będąc na scenie mają świadomość kim jest osoba, która z Tobą gra na tej scenie.

 

Dusze też wiedzą. Wiedzą kogo spotykają, kiedy Ty spotykasz bratnią duszę. Promyczki mają swój „język”, swoje kody, swoje energie zrozumiałe dla  nich samych, ale już nie dla postaci, które grają. 

 

One Tobą grają, kochane gwiazdeczki. Uczą się, wzrastają, przeżywają wykorzystując pojazd, jakim jest ziemskie ciało. One wiedzą, że są aktorami i mają z tego wielką frajdę.

 

Wiedzą, że z chwilą Twojej ziemskiej śmierci zejdą ze sceny teatru Gai. 

 

Pofruną się uczyć nowej roli, odkrywać siebie w nowym scenariuszu (ego), pofruną bawić się dalej.

 

Takie odczucia mają Ci, którzy „śpią”, nie są świadomi swojego życia i mechanizmów nim rządzących. Tacy boją się być szczęśliwi, boją się śmiać, boją się pieniędzy, na prawo i lewo bezmyślnie rzucają wielkimi słowami. Tacy chowają się za kurtyną. Skakać na scenie jak ten klaun i robić z siebie głupka? Co publika powie? Co ludzie powiedzą? Wstyd.

 

Jesteś Promyczkiem, serduszkiem, boską cząsteczką. Wziąłeś do ręki scenariusz, jakim jest ziemskie ego, i zgodziłeś się spróbowania „życia” na scenie Gai. Chciałeś się przekonać czy jest możliwe „rzucenie” scenariusza (ego) i zacząć „żyć” jak Promyczek.

Jak dziecko.

Bo dusze mają mentalność kilkuletniego dziecka, niezależnie od swojej kosmicznej mądrości.

 

Jak dziecko.

Cała sztuka grania i aktorzenia na Ziemi polega na tym, by bawić się i grać jak dziecko chce, jak Promyczek chce a nie jak chce odgórnie narzucony scenariusz (ego).

W scenariuszu obowiązkowy jest wpisany strach, lęk, to się sprzedaje, ludzie lubią tego słuchać, lubią utożsamiać się ze strachem.

 

Ale dzieci strachu nie znają. W Kosmosie nie ma lęku, a one chcą się na Gai i z Gają bawić, cieszyć się, hasać tak jak zwykły to robić w swoim Domu.

 

Nie bój się dopuścić do głosu swojego serca. Przestań się bać, przestań ślepo podążać za nieznanym strachem, który Cię prowadzi przez nieznane kartki scenariusza. Rzuć go w kąt, zjedz go, spal, podepcz, stań w rozkroku z rękami na biodrach i powiedz sobie:

 

„No dobra, to teraz co, proszę państwa? Zaczynamy zabawę?”

 

Zaczniesz w końcu tańczyć, śpiewać i gadać do siebie?

 

Ja znam dobrze swoje Maleństwo. Bardzo lubi się huśtać, latać, dokuczać innym, przytulać i głaskać zwierzątka, lubi jeździć autem i delektować się byciem w ruchu, lubi rozmawiać z wiatrem, ze swoimi kryształami, z jedzeniem, które Anetka właśnie robi. I Anetka zapewnia to wszystko swojemu Maleństwu świadomie. 

Wiem, że mam swoją rolę, że jestem rolą graną przez moje Maleństwo. Znam mniej więcej swój scenariusz. Lubię go, i wiem, że mogę go zmieniać w każdej chwili.

 

Patrząc na innych ludzi „widzę” nie tylko rolę graną przez danego człowieka, ale „widzę” jego Promyczka i „widzę” co Promyczek „myśli” o swojej roli, swoim pojeździe – człowieku, którego ja  znam jako Karolinę P. 

 

„Widzę” całego aktora – duszę i jego rolę ze scenariuszem (ego). W jednej nanomilisekundzie włazi do mnie cała wiedza każdego ludzia, którego spotykam, widzę ziemskimi oczętami. 

 

Niektórzy z Was fantastycznie grają swoje role, Wasze Promyczki są zachwycone tymi rolami i scenariuszami z ego. Mają frajdę z Waszego życia. 

 

Dla Was to ból, cierpienie, łzy i dramat – dla nich – zwykła rola teatralna.

 

A Wy bierzecie to na poważnie… :)))

 

Dlatego mówię jeszcze raz – wszyscy z Was jesteście idealnie na swoim właściwym miejscu, tam gdzie macie być. Nie musicie wiedzieć więcej, niż wiecie aktualnie. To zostawcie profesjonalistom, reżyserom tej sceny. 

 

Gwiazdeczki, gdzie jesteście? Gdzie Wasz śmiech i radocha? Gdzie Wasz mamtowdupizm, marnotrawizm i niechcemisięwizm?

 

Dzieci, gdzie jesteście? 

 

Eloo… Sama przecież nie mam zamiaru świrować w tym życiu.

 

 

swiat jest teatrem aktorami ludzie

Aktorz tak najlepiej jak potrafisz!