UWAGA! MOCNY i WULGARNY styl językowy!

 

Gorący temat. Będą cycki. I seks. Dużo seksu. Cała Twoja głowa będzie przepełniona mieszanymi uczuciami.

 

Seks w powszechnej opinii jest przyjemny. Jest wszędzie, w domu, w telewizji, na fejsie, w sejmie, w kościele, w kawiarni, na bilbordzie, na witrynie sklepu, w Twoich snach i myślach. Jest wznoszony pod niebiosa jako seks tantryczny oraz rzucany w piekielne czeluścia jako gwałt i rozwiązłość. Jest paradoksalny – widzisz i słyszysz go wszędzie, ale boisz się o nim mówić i rozmawiać.

 

Seks to ekscytacja. A ekscytacja to ta sama półka ustrojstw ziemskich co władza, polityka, religia, kasa i medycyna. Seks to część ego. A skoro ego robi wszystko, byś się bał, to śmiało można powiedzieć, że seks działa tak samo.

 

Bo seks to strach. To potężny matrixowy wampir Twojej unikalnej, kosmicznej energii.

 

Jeszcze zanim pojawiły się wszelkie religie, konstytucje i handle ludzie żyli zgodnie z rytmem natury, zgodnie ze swoimi zegarami biologicznymi. A trzeba wiedzieć, że ego i natura się wykluczają. Natura ma organiczne połączenie z Kosmosem, a skoro Ty masz kosmiczną energię to posiadasz również fajne połączenie z naturą. Jesteście bardzo naturalną całością. Bez lęku, bez ego, bez różniastych pojęć wymyślonych przez ludzi, które determinują Twoje aktualne zachowania.

 

Potem pojawiły się instytucje kościelne, z okrutnym chrześcijaństwem i islamem na czele, wyrosłe z lucyferskiego centrum watykańskiego. Watykan to najstarszy korzeń manipulacji ludźmi i to chyba we wszystkich dziedzinach. Ale o tym kiedy indziej.

 

Miały być cycki.

 

Cycki to kobiece ciało. Cycki nie służą do miętolenia przez męskie (damskie też) zęby i język, cycki służą tylko i wyłącznie do przekazywania pokarmu potomstwu. Widział kto, by byk ssał wymiona swojej krowiej partnerki a ta muczała z rozkoszy?

 

Narządy rodne to są narządy rodne, i tak się uczymy na biologiach w szkole. Kobiece narządy rodne to nie myszka, dziurki dwie, cipka, szpara, pizda, kituś, zarośla – to wagina i pochwa. U facetów to penis, prącie i jądra a nie kootas, ptaszek, marszałek, kaktus czy bardzo popularny i wulgarny „*uj”.

 

Jeśli kto nie wie, to penis idzie do pochwy i w wyniku ejakulacji przekazuje swój materiał genetyczny kobiecemu jajeczku. Jajeczko, już zapłodnione, zaczyna tworzyć nowe życie.

 

Dawno, dawno temu watykańskie królestwo jeszcze nie istniało, za to istniało potężne imperium słowiańskie, rozsiane po obecnej Europie i bliższej Azji. Wielu z Was ma stamtąd genetyczne pochodzenie (ja nie). I właśnie ten specyficzny, słowiański gen jest odpowiedzialny za depopulację, która dzieje się na naszych oczach, w wysublimowanej formie. Matrix go nie cierpi, matrix chce mieć władzę nad Tobą, a ten gen nie pozwala na to. Dlatego ludzie z tym genem są elegancko i perfidnie „usuwani”.

 

Niektóre tamtejsze rytuały przetrwały do dziś. Ale rytuał poczęcia został całkowicie zmieciony z ludzkiej wiedzy. Bo tworzenie nowego życia, nowego człowieka to nie było takie hop siup – bierzesz kobietę jak leci i ruchasz i już bejbi. Nie. Poczęcie planowało się na długo przed cielesnym zbliżeniem się kobiety i mężczyzny. I mam tu na myśli całą otoczkę typu fazy księżyca, odpowiednie jedzenie, psychiczne nastawienie, itd. Seks jako taki nie istniał. Zaraz powiecie, że biedni ludzie, że nie mieli przyjemności, że nie używali sobie, że wiele stracili.

 

Mylicie się.

 

Oni świadomie wykorzystywali swoją energię seksualną. Wiedzieli, że energia ta jest bardzo potężna, bo zdolna dawać nowe życie. Mężczyzna przekazywał świeży materiał genetyczny, a kobieta przyjmowała oryginalne, wyjątkowe i konkretnie silne geny, „nie zmieszane” z innymi genami od innych mężczyzn. Tu się kłania telegonia.

 

W telegonii to kobiety mają przesrane. Bo im więcej kobieta się puściła, czyli przyjęła geny z wytrysku bez prezerwatywy od ruchacza, tym gorzej dla jej przyszłego dziecka. Tak, gwiazdki moje, tego nas nie uczą w szkołach, bo po co nam to wiedzieć? Ale wiedzcie, że geny są masakrycznie, masakrycznie inteligentne, takie mikroskopijne tetrabajtowe nośniki pamięci. I raz przyjęte, wszczepione, wrzucone do Twojego ciała – zostają w nim na zawsze. Te plemnikowe geny też. Więc kobieta, która miała „trochę” seksualnych przygód i w końcu poznała Tego Jedynego i oddała mu się, i zaszła z nim ciążę to co? Jest nosicielką tego „trochę” genów od innych mężczyzn i od Tego Jedynego, z miłością taką. A że geny są masakrycznie, masakrycznie inteligentne, jak całe ciało zresztą, te „trochę” leci właśnie do dziecka.

 

Dziecko urodzone od takiej matki nie jest „naturalne” i silne genetycznie. Jest zlepkiem takim. Jest hybrydą. Bo skąd ta kobieta wie, z KIM się tak naprawdę puszczała? Geny to też dusze, a dusze mają różne pochodzenia. Bardzo różne… Takie dziecko nie ma też swoistej siły kosmicznej, nie ma pełnej, oryginalnej miłości od ojca. Dziecko nosi w sobie materiał genetyczny wszystkich ruchaczy swojej matki, więc genetycznie jest przysposobione do „kochania” tych ruchaczy. Wyobraźcie sobie jego uczucia, jako dziecka, jako zbuntowanego nastolatka, jako niespełnionego kochanka, męża i ojca.

 

Telegonia jest kontrowersyjna, ale niestety, prawdziwa.

 

 

Dawni ludzie mieli świadomość tego mechanizmu, mimo, że pojęcie genów było im jeszcze totalnie obce. Kiedyś energia, magia, natura, dziś naukowo udowodnione podstawy. Skrzętnie ukrywane. Dzieci dawnych Słowian czy Indian były zdrowe, silne, radosne. Poprzez czystą, nieskażoną energię, którą otrzymywały od swoich rodziców konsekwentnie podnosiły kosmiczne wibracje całej Ziemi.

 

 

A teraz?

Religie i polityki i lekarstwa (to wszystko pochodzi z jednego korzenia watykańskiego) kontrolują nasze zachowania seksualne, wtrącają się do prywatnego życia, do łóżka, do serca. Media podprogowo „nakazują” do seksu gdzie się da, kiedy się da i z kim się da – oral u dwunastolatki już nikogo nie dziwi. Modne ostatnio tańczenie doopami tzw. twerking to też głośny sygnał do dupczenia się. Matrix tak programuje kobiety, by chętnie się oddawały, by nieświadomie niszczyły mężczyzn, by osłabiały ich energie. By mężczyźni, osłabieni brakiem męskości stawali się niezdolni do jakiejkolwiek walki, do przeciwstawiania się, by stawali się dosłownie pizdami w rurkach. Powszechnie reklamowany alkohol to rewelacyjny wspomagacz. Zalegalizowany truciciel ciała i duszy w jednym. 

 

Z kolei religie kontrolują jakość i styl „kochania się” – NIE przed małżeństwem, i jeszcze zapraszamy na nauki przedmałżeńskie, a w małżeństwie to se róbcie co chcecie, byleby nie poza. Bo o te „poza” to już się zatroszczy pornografia w telewizji, reklamach, filmach i klipach muzycznych.

 

Mała dygresja – swego czasu byłam tłumaczem młodej pary niesłyszących przy tych naukach przedmałżeńskich, i jaka zgroza mnie brała kiedy tłumaczyłam im cykle płodności, częstotliwość seksu, zakazy i nakazy, no uświadamianie seksualne w całej rozciągłości. Później, w kawiarni, jeszcze raz to wałkowaliśmy, ale już po naszemu – młodzi nie zgadzali się na takie coś, ale kościelne formalności formalnościami. Dziś to udane małżeństwo z dwójką dzieci. Z siedemnastoletnim stażem. Zresztą starsze pokolenia niesłyszących osób mają super, bo znikąd słuchać, znikąd nabywać wiedzy, ci ludzie patrzyli na siebie i postępowali tak jak serce im mówiło. Bycie głuchym to w pewnym sensie gwarancja naturalnej prokreacji. Dziś to się zmienia – za dużo jutubów i obrazków. 

 

Natomiast medycyna rządzi biochemią w mózgu, układem hormonalnym i całą resztą. Poprzez odpowiednio modyfikowane lekarstwa, szczepionki, środki antykoncepcyjne nie dość, że wpływa na libido to jeszcze skutecznie otumania, alergizuje i sprawia, że ciało choruje, przez co geny są niszczone lub deformowane. Dzieci rodzą się po prostu poważnie chore.

 

To jest dosłownie wynaturzenie dziedziczone w genach.

 

Polityka poprzez propagowanie ruchów ideologicznych (islamizm, sekty wyznaniowe), łączenie religii z prawem oraz mediami (telewizja i internety) bardzo efektownie przeinacza rzeczywistość orz manipuluje informacjami – chowanie pod dywan morderstw holistycznych lekarzy a nagłaśnianie gwałtów w zadupnej wiosce. Seks w polityce jawi się jako wulgarna kwestia, która poniża Twój szacunek i Twoją godność. No i terapie seksuologiczne, co to za ściema? Prostowanie ludzi, by „naprawiali” swoje pożądanie na siłę, by znów „mogli cieszyć się seksem”, by znów obniżyli swoje wibracje do poziomu matrixowego. I jeszcze płacicie im za to „obniżanie”, trwanie w mękach psychicznych.

 

Jak widzicie, wszyscy zacnie współpracują ze sobą, każdy robi to co do niego należy i każdy z nich ma czyste ręce.

 

 

Tyle jeśli chodzi o rzeczywistość. Teraz moja ulubiona część – strefa energetyczna. I mój coming out.

 

Jestem dziwna dla większości z Was. Ale wśród moich czytelników jest też sporo osób podobnych mi. Mające za nic matrixowe regulacje. Odważne i konsekwentne w byciu sobą do końca. Pamiętające o pochodzeniu swoich dusz. Osoby takie mają pełną świadomość o unikalności swoich genów tudzież „mieszaniu” tych genów z ludzkimi. Nie, nie ja to wymyśliłam, potwierdzone info od wielu osób z całego świata.

 

Bo seks w Kosmosie nie istnieje, nie istnieje w ogóle coś takiego jak płciowość. Ba, nawet prokreacja typu „mężczyzna-kobieta” nie istnieje. Jest wiele różnych form zapładniania i tworzenia nowego życia, ale nie ma w tym elementu rozkoszy mózgowej. 

 

 

Przyjemność seksualna, orgazm, odlot to zagrywki mózgu a nie duszy. To ekscytacja, a ekscytacja to reakcja biochemiczna, tak samo jak efekt działania narkotyków, psychodelików, papierosów, alkoholu, psychotropów. Dlatego seks jest uzależniający, nałogowy. A nałóg ma zawsze podłoże oparte na braku poczucia bezpieczeństwa, na braku samoakceptacji, na strachu.

 

 

Widzicie jak to ładnie połączone?

 

Czyli ekscytacja to sprawy cielesne, biologiczne, pragnienia. Nałogi to alkohol, papierosy, obżarstwo, narkotyki i seks. Dusza jest rozdzielna od ciała. I zawsze, kiedy przesadzasz z którymś nałogiem – dusza po prostu odlatuje, opuszcza ciało. Nie ma zamiaru się degradować, poniżać, obniżać swoją wyjątkową energię. Zostawia Ciebie na pastwę losu, nie obchodzisz ją. 

 

To dlatego nie pamiętacie libacji alkoholowych, odlotów narkotycznych, momentów orgazmu – filmy się wszędzie urywają, prawda?

 

I kiedy taki bzykacz ma używane, w jego mózgu dzieją się niesamowite rzeczy, ale jego duszy przy tym nie ma. Uprawia seks jako człowiek bez duszy, bez dobrej energii, gorzej, traci tę energię. I im częściej miewa wytrysk ze swoimi cennymi genami – tym szybciej i łatwiej traci swoją męską moc. Traci moc do przedłużania silnego, ludzkiego gatunku. A nabywa moc do kontroli nad kobietą i tu już dochodzimy do telegonii.

 

A czyż nie o to chodzi matrixowi? Do depopulacji? Do ukatrupienia pierwotnego genu słowiańskiego?

 

Ja sama miałam trzech „kochanków” (bo reszcie się nie udało dobrać do moich majtek) i przy każdym zauważałam ten sam schemat. Tę cieniuśką, niewidzialną granicę, ten momencik, kiedy dusza opuszczała „kochanka”. Dosłownie w jednej nanosekundzie moje ciało się „blokowało” a ja przestawałam mieć przyjemność. Zresztą, w seksie nigdy nie miewałam przyjemności na tyle, bym się zatraciła w nim. Czujność i uwaga trwały niezłomnie. Zawsze miałam przy sobie swoje Maleństwo. Gorzej było potem – namacalnie odczuwałam potężny spadek energii u tych „kochanków” i ogromną niechęć powrotu ich dusz do ciała. „Kochankowie” poprzez uwiedzenie mnie (i próby naprawienia mojej aseksualności też) chcieli poczuć się akceptowani, docenieni, chcieli poczuć się bezpiecznie, chcieli podświadomego potwierdzenia swojej pierwotnej męskości.. I tak jest z niemal każdym mężczyzną – bujają się, pałętają się w ogromnym rozdźwięku, bez możliwości znalezienia „schronienia”, „domu” dla siebie i swojej duszy. 

 

Dlatego po tych próbach u tych „kochanków” poddałam się i przekonałam się definitywnie, że jestem aseksualna. Nie chcę robić czegoś, co jest sprzeczne z moim Maleństwem, co nie jest naturalne dla nas obu. Nie chcę być sprawczynią, że mężczyzna traci swoją godność, swoją wyjątkową energię przeze mnie. Owszem, jestem atrakcyjna, i działam na mężczyzn, ale …

 

Raz, wieki temu, zapytałam jednego kumpla, dlaczego nie chce się ze mną przespać. Odpowiedział:

„Anetka, jesteś śliczna i cholernie ciągniesz, i wiem, że ja też Cię ciągnę, ale nie. Jesteś inna, Ciebie się nie da szmacić, nie można po prostu. Mam wrażenie, że po seksie z Tobą to ja będę miał ogromne wyrzuty sumienia, nie Ty.”

Dało mi to do myślenia, ale dopiero niedawno to zrozumiałam. Parę osób mi powiedziało, że nie mam w sobie energii seksualnej, dlatego nie jestem obiektem „ruchaczy”.

 

Przykro mi bardzo patrzeć na znajomych, którzy ostro imprezują, ostro się pieprzą, jarają trawki a potem smęcą, marudzą, snują się bez celu, mają depresje, chorują – jednym słowem – przyciągają nieszczęścia. Uciekam od takich ludzi. Opuszczeni przez ich własne dusze są łakomym kąskiem dla innych – przeważnie tych spod ciemnej gwiazdy, sztucznych, stworzonych przez matrix, dusz (strzygi, reptyle, archonci). Takich wampirów energetycznych, które tak właśnie manipulują Twoim życiem i Tobą samym, podsycają Twoje ego. Żebyś się bał, truchlał, jeszcze bardziej. A one się bawią.

 

W efekcie przestajesz być sobą, nie ma dla Ciebie ratunku, stajesz się wrakiem, pojazdem bez kierowcy, ciałem bez duszy. Nie ma kto Tobą kierować, więc ślepo dajesz się w manipulacyjne, złudnie przyjemne kajdany matrixowi.

 

Energia seksualna u ludzi potrafi zanikać. Tak samo jak ego. Tak samo jak potrzeby. To nie jest prawda, że masturbacja i przygodny seks z wytryskiem rozładowują napięcia i stresy. Każda utrata energii tak działa. Jeśli chcesz się przestać bać, chcesz mieć zdrową, trwałą i silną energię – przestań uprawiać suchy, przygodny seks, gonić za chwilową ekscytacją typu procenty, dragi, mięsa, drogie ciuchy i szybkie auta. Albo zacznij ćwiczyć szósty rytuał tybetański. Ludzie, którzy osiągnęli wystarczający poziom szczęścia, stabilizują się jakby, przestają gonić za ekscytacją gdzie popadnie. Przestają pić na umór, przestają się króliczyć na lewo i prawo, nawet we własnych buduarach. Są szczęśliwi inaczej, spokojni. Nic nikomu już nie muszą udowadniać.

 

Dlatego kiedy osiągniesz spokój w sercu – matrix nie ma z Tobą szans.

 

 

Z dwojga złego juz dużo bezpieczniejsza jest masturbacja, nie podparta pornografią z redtuba. Jeśli nie chcesz stracić swojej energii, puścić jej wolno w eter (bo skąd wiesz jaki fruwający skurczybyk nad Tobą krąży?) czy poprzez fantazje i obrazki pobudzane przez pornografię – uprawiaj seks ze sobą samym. Tak się baw swoimi myślami, by to Twoje ciało, Twoja energia Cię kusiła a nie obca, nieznana. Uprawiaj autoerotyzm. 

 

Niezależnie z której strony, z kim, i jak bardzo tego ktosia kochasz lub nie – seks zawsze, ale to zawsze był, jest i będzie egoistyczny, ślepy, niewolniczy. Nie ma nic wspólnego z kosmiczną miłością – NIC. Seks i miłość uniwersalna się wykluczają. Bo ziemska miłość to zwykłe reakcje biochemiczne w mózgu i plany urodzeniowe/karmiczne duszy. Nic więcej.

 

Jeszcze raz piszę – seks to strach. Ja nie mam w sobie strachu, dlatego trochę obce są mi ziemskie „dodatki” do Simsa, dlatego jestem dziwna, bo ani zaruchać, ani na wódeczkę do kumpla, ani zajarać, ani powspółczuć, nic.

 

 

Strach wymaga ciągłego udowadniania sobie, że jesteś okej, że jesteś w porządku, na topie, i pasujesz do aktualnych trendów matrixu. Seks tak samo – nie ruchasz się, nie jesteś okej.

 

 

Ja mam te wszystkie trendy matrixowe gdzieś bardzo głęboko, ale to tylko dlatego, że wiem, ze to tylko iluzja, gra, show. I wiem, że sama jestem okej. 

 

Prawdziwe życie toczy się poza Ziemią.

 

Kilka miesięcy temu organizacja WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) bardzo elegancko ujęła „aseksualność” jako niepełnosprawność. Daje Wam to coś do myślenia?

 

 

„I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego”. Zna ktoś z Was ORYGINALNĄ modlitwę „Ojcze nasz”?

 

 

Źródło: JSM