Człowiek jest fantastyczny! Za pojazd dla jego duszy robi ciało, które jest misternie zaprojektowanym majstersztykiem genów, hormonów, krwi i nerwów. Skóra jako nośnik wszystkiego co wewnątrz i zewnątrz jest największym i najczulszym organem ludzkim. Nośnik nie tylko wirusów, bakterii i innych ustrojstw, ale również energii, wibracji i nanocząsteczek. Tych drugich nie zobaczymy pod mikroskopem, ale na pewno odczujemy. Energia nie jest jednostajna, zmienia się w każdej chwili, tak samo dotyk, nawet taki najmniejszy, najdelikatniejszy, najczulszy czy też ten najbardziej agresywny – może całkiem zmienić Twoje życie.

 

O dotyku w związkach pisałam w notce o językach miłości. Tutaj skupię się na codziennym używaniu tego zmysłu i zamianie na swoistą medytację. Bo jestem bardziej niż pewna, że kompletnie pomijacie ten zmysł w codzienności i traktujecie go jak coś oczywistego. A tymczasem w tej oczywistości można znaleźć błogość, spokój, wyjście z siebie.

 

Kiedy?

Podczas gotowania na przykład – inna powierzchnia mięsa kurczaka, mięsa wołowego, inna faktura plasterka ogórka i inna cukinii. Potrafiłbyś rozpoznać niektóre pokrojone cząstki owoców bez zapachu, wzroku i smaku tylko na podstawie dotyku? Potrafiłbyś rozpoznać sklepowe pryskane jabłko od tego z sadu dziadka? Gotując skupiasz się na tu i teraz z wielką łatwością, to celebracja chwili. Lepienie pierogów – gumowate, miękkie ciasto, mokry farsz, klejące się rożki, kombinowanie jak to manualnie upchać.

Zranienie się – cieknąca ciepła krew, ból po przecięciu się nożem, kartką papieru, wkłucie igły do pobrania krwi, rozdrapanie pazurem przez tygrysa 🙂 To są całkiem niezłe, ale przykre doznania dotyku. Dotyk świeżej blizny po operacji i odczucie obrzydzenia, omdlenia, dotyk tej samej blizny po jakimś czasie i nicnieczucie.

Nie wspominam o przemocy domowej, ulicznej, gwałtach, agresji fizycznej, torturach, to nie wchodzi w zakres medytacji.

Przytulanie się – znajomych, po skończeniu pracy, z okazji urodzin, tak o, bez okazji, babcię, tatka, kuzynkę, kotusia, chomika. Napięcie schodzi, ciało się rozluźnia, nerwy puszczają dosłownie, ryczysz, wzmaga się zmęczenie, otępienie. Niby tylko zwykły dotyk a tak silnie reaguje. Samoprzytulanie się działa podobnie, wspomóc się można wizualizacją, misiem z dzieciństwa. To naturalne dla nas, zwykła potrzeba, która winna zostać zaspokojona. 

Nie wszyscy mają dotyk za język miłości i komunikacji, i to też w porządku. Niektórzy energie odbierają w zupełnie inny sposób – przez węch, słowa czy słuch. Wszędzie można znaleźć wibracje i tym samym – ukojenie, dostrojenie się do równowagi własnych częstotliwości ciała. 

 

Zacznę od siebie.

Byłaś na polach u Babci i zbierałaś truskawki? Wiesz jakie liście ma ten owoc? Jak drapią i kłują? Wiesz, że możesz trafić na stonkę jakąś czy pająka, który może Cię lekko dziabnąć? Wiesz jaka wilgotna jest ziemia? Wiesz jak słońce ogrzewa przyjemnie Twoją skórę na ramionach? Czujesz wiatr wiejący zza zachodu? A może to wiatr ze wschodu? Czujesz jak kolana ślizgają się po lekko błotnistej glebie? Wiesz jaka jest powierzchnia truskawki? Wiesz, że ma żółte wgłębione oczka?

Zazwyczaj nosisz włosy związane w kucyk czy kok, prawda? I nagle spostrzegłaś, że ciepło, że wiatr wieje. Rozpuść włosy, uwolnij je z gumki czy spinki. Pozwól wiaterkowi swoje robić. Niech włosy opatulą Twoją twarz, niech powiercą się każde w swoją stronę. Poczuj moc wiatru, poczuj jego czułość na Twoich policzkach, jego delikatne muśnięcia na ustach, nie odgarniaj niesfornych kosmyków. Poczuj, że na twarzy masz zilion receptorów dotykowych. Wiatr to dłoń natury a natura bywa bardzo erotyczna. Daj jej się popieścić.

W szpitalu nie zawsze jest miło, wiem. Czasem trzeba się przebrać do badania w fartuszek szpitalny, obnażyć się trochę. Może byłaś w niego ubrania, nie wiem, ale nawet jeśli – pamiętasz fakturę materiału? Pamiętasz jak wkładałaś go na swoje nagie ciało, piersi, ramiona i plecy? Co czułaś? Głaskałaś się w tym fartuszku? Jarałaś się byciem w takim wdzianku? Wszak nieczęsto się zdarza taka sytuacja. Na zdjęciu frajdę miałam z kontrolnego badania RTG płuc w angielskim szpitalu.

Lubisz biegać w deszczu? Bo ja kocham!! To jedyny warunek pogodowy, który „zmusi” mnie do wyjścia na szybszy jogging. Mogę wtedy biegać, biegać i biegać. Mokre buty, mokre skarpetki, mokre stopy, wibracje chlapiących kałuż pod stopami. Krople deszczu, raz to mocne, agresywne, raz to delikatne muśnięcia, na Twojej kurtce – ramionach, plecach, głowie. Ciężkość legginsów lub spodni dresowych przemokłych od deszczu, ale tego nie czujesz, bo Ci przyjemnie ciepło. Czujesz jak krew krąży stabilnie w całym ciele. Włosy Ci się zakręciły, namoczyły, czasem wpadną w oko, podrażnią policzki, miłe to, prawda? 

Dotyk zimnego kompresu, kiedy leżysz z lekką gorączką wybudzona po narkozie (histerektomia 2016). Dotyk chłodnej dłoni Mamy, która sprawdza Ci ciepłe policzki. Dotyk sztywno ubitego pasa kompresyjnego w dolnej części brzucha. Dotyk nóg, które sprawdzają co za rurka wychodzi Ci ze środka. Swędzący plaster od wbitego w żyłę wenflonu. Kołdra, którą jesteś przykryta – raz jest przyjemnie chłodna a raz irytująco gorąca, drażni Twoje nagie części ciała. Byłeś kiedyś w szpitalu? Pamiętasz dotyk pościeli? Pamiętasz dotyk piżamy „specjalnie na takie okazje”?

Kąpiel w wannie – niejedna z Was uwielbia te chwile, prawda? Pełno piany, świeczki, olejki kwiatowe. Istna rozkosz dla skóry, multum czułości i ukojenia. To, że gorąca woda wspaniale relaksuje bolące mięśnie to wiadomo, ale czy wiesz jak „wygląda” piana za kulisami? Pieściłaś swoją skórę wierzchniej dłoni cienką warstewką bąbelków? Czułaś dziwne wibracje rozchodzące się po całej powierzchni? Oglądałaś bąbelki pod światłem świec lub lampy? Wiesz ile kolorów ma jedna maleńka banieczka? Dotykałaś te banieczki, widziałaś jak w ciągu milisekundy znikają z oczu i co wtedy odczuwałaś na skórze? Wanna to nie tylko książka, telefon i kieliszek wina. To swoista medytacja i świetne ukojenie duszy po trzynastu godzinach pracy psychiczno-fizycznej. 

Dzieci, zwłaszcza te małe, to wiadomo. Mnie nie jest dane być biologiczną matką w tym wcieleniu, ale być ciocią kuzynek i koleżanek – bardzo chętnie. Qbuś tutaj płakał, płakał i płakał aż ze zmęczenia usnął na moich cyckach. Zdjęcie robiłam trzynaście lat temu zarąbistą Nokią 6103. Ale ciężar bobasa pamiętam do dziś. Pamiętam też dotyk moich ust na jego główce, przytulanie swojego policzka do jego lekko sterczących włosków, czułam jak jego przepłakane smarki i ślina przemakają moją bluzkę. Dotyk koi, daje poczucie bezpieczeństwa, uspokaja, bliskość sprawia, że wszystko dookoła staje się nieistotne a Ty skupiasz się na chwili. 

Wiesz jak „smakuje” śnieg w dotyku? Jaką ma powierzchnię, kiedy nie jest „mokry” a Ty nie jesteś w rękawiczkach? Wiesz jak pachnie? Bo to, że jadłeś to bardzo Ci wierzę. Głaskałeś śnieg? Jest nieco inny niż piana w wannie, ale tak samo daje drżące wibracje rozchodzące się od koniuszków palców po całe ciało. Na zdjęciu ze słowackim misiem.

To, że dotyk koi, uspokaja i uzdrawia wszyscy wiemy. A jak są to zwierzęta to tym bardziej. Ta chwila ze zdjęcia niżej została uwieczniona w jednym z najgorszych okresów mego życia, kiedy to ból był u mnie codziennością a wyjazd do przyjaciół na wieś – cudną emocjonalną odskocznią. Gospodarz, oprócz knedli w misce, zaoferował też kocie towarzystwo, które samowolnie wskoczyło na moje bolące miejsca i już tam mruczało. Głaskanie kociego futerka jest dla mnie roztapiającym balsamem dotykowym. Ja kociara, ale wiem, że podobnie mają wielbiciele psów, koni czy królików. Ja tam do każdego się przytulam jak tylko mogę.

Kolejne doświadczenia dotykowe dotyczą kwestii kosmetycznej – kiedy ktoś coś Ci robi z buzią, na której jest mnóstwo boźdzców do odbierania. Być mytą wodą micelarną, potem czujesz jak koleżanka nakłada Ci zimną maseczkę na twarz, potem czujesz jak ona „stygnie”, chrupie i wyciąga brudy z wnętrza skóry, potem czujesz ciepłą wodę, szorstki ręczniczek i „zdzieranie” zastygłej maseczki. Czujesz też jak kot z tyłu bawi się Twoimi kosmykami włosów. Multum odskoczni, ale to chyba każda kobieta zna, kiedy przychodzi pora na małe „spa”.

Specyficzną wibrację ma również przyroda, zwłaszcza drzewa, ale tutaj już co kto woli i co kto indywidualnie odczuwa. Ja do drzew nie bardzo, za to do ciepłego piasku pierwsza. Mimo to, pozwoliłam się poprzytulać i pomedytować. Nie myślałam o pająkach czy gryzących innych owadach, wiem, że żadne z nich nie wejdzie na mnie jak nie „przyciągnę” ich ze strachu. Przyznajcie się, kto z Was tulił się do drzew? Które jest Waszym ulubionym? Ponoć brzoza bardzo przyjazna? A grube pnie i rozłożyste konary wzbudzają ogromny respekt? Lubicie szorstką i porowatą powierzchnię kory na Waszych lickach? Pamiętacie by oddychać?

Otwarte okno w aucie, ciepłe kwietniowe lato i dwa psy z tyłu auta. W tym jeden wychylający się by zrobić ze mną selfie. Czuć jego mordkę na mojej twarzy, no mega! Jakiś zaszczyt mnie kopnął… I jeszcze ten wiejący wiaterek… I zapach pobliskiego morza. Szał zmysłów, który właśnie pobił tylko i wyłącznie dotyk – buzia psiny na moim policzkoczole. 

Kolejnym doświadczeniem było zrobienie hybryd na paznokciach. W końcu tam znikomy dotyk, wszak paznokcie, podobnie jak włosy są „martwe”. Ponoć, bo włosy to nieco inna bajka. No i poznałam dozwolone rodzaje bólu dookoła manicure i lamp UV. Kobiety to jakieś masochistki… Ja tam poszłam nie tyle z ciekawości, bo chciałam w końcu wyglądać jak kobieta, ale bardziej by poznać dotyk w miejscach, gdzie wcześniej jeszcze nie byłam. Niecałe dwie godziny w ciszy (stylistka w masce a ja czytam z ust), obserwując całą procedurę od A do Z niesamowicie uspokaja i odcina od „co zrobić dziś na obiad M. kiedy wróci z pracy?„.

Wiosna, kwiatki, mlecze i dmuchawce. Dmuchawce zrywam, co mi tam, przeważa ochota na muśnięcia tych małych „pióreczków” na mojej twarzy. Wiem, że nie każdy to lubi jak maleńkie spadochronki przyczepiają się do włosów, do buzi, do ust. Ja uwielbiam. Podobna erotyka co z wiatrem i Twoimi włosami. Dmuchacie? To dziecięce, zgadza się, ale ile radości daje.

Dotyk rodzaju z tych ekstremalnych wariacji. Czyli tatuaż na całych plecach. To chwile, kiedy minuty zamieniają się w godziny a Ty jesz już szóstego lizaka by podnieść poziom cukru. I obniżyć nerwy, kiedy zagryzasz patyczek po lizaku. Próg wrażliwości bólu jest u każdego inny, racja, ale to wciąż świetne doświadczenie. Niestety, jeszcze nie wróciła mi ochota na poszerzenie/odnowienie tatuażu. Ten dotyk zostaje w Tobie dość długo. Ale uzależnia. Rację mają ci, co mówią, że „na jednym tatuażu nie skończysz„. 

Rybki i ich buźki!! Wiem, że chciały zjeść mój palec, ale wtedy to było więcej niż „jedzenie”. Dwie rybki to często mnie „całowały” i muskały moje palce, pozwalały się głaskać i poznawać swoje łuskowate ciałko balansując na granicy wody i powietrza. Wspaniałe chwile! Ja sama nie wiem co mnie ciągnie, by wszystkiego dotykać, nie wiem co sprawiło, że usiadłam na kamiennym mostku i wychyliłam rękę do bajorka. Nie wiem. Ale wiem, że nic nie straciłam a zyskałam dużo.

Głaskaliście rybeńki?

Jak już mówiłam – ja do drzew nie bardzo, ale na plaże – biegnę od razu. Jestem „wodnista” i lubię wodę w jej każdej postaci, zwłaszcza ciepłą. A taką znajdę tylko w bidonie do picia i na płyciznach morskich latem. Mogę tak siedzieć godzinami i pozwalać się pieścić i czuć na niemal całym ciele rozkosze ciepłego wiatru, słonej wody i ujędrniającego piasku. Można myśleć o bzdurach takich jak „Czy wiecie, że piasek to odchody ryb?

Tutaj włosy wracają – jako antena i nośnik energii. Weź się połóż na trawie, rozpuść szeroko włosy i bądź. Poczujesz, że włosy nie są martwe jak w podręcznikach do biologii uczą. Zresztą leżenie na trawie to uczta zmysłowa – czujesz kłującą trawę na stopach, łydkach, rękach, szyi i głowie. Czujesz jak robaki i muszki Ci łażą w ocenzurowane miejsca, pewnie pająki też, ale co Cię tam? Liczy się chwila i ta chwila na trawie jest fajną medytacją. Nawet kiedy wracasz obładowana zakupami z miasta i po drodze masz trawkę – walnij się wśród stokrotek, połóż torby obok i poleż sobie tak z 15-20 min. W zupełności starczy.

Zwierzątka wiodą prym w dotyku – lubię jak wiewiórki opierają swoje łapki na moich dłoniach by sięgnąć po ziarenko, lubię jak ptaki uczepiają się moich palców, lubię czuć ich ciężar (rekordem było pięć szamoczących się gołębi naraz, ale to i tak nie ma co porównywać z trzymaniem orła czy sokoła). Uwielbiam ptaki, uwielbiam głaskać ich kruche ciałka, skrzydełka, główki. W Tropical Birdland pod Leicester byłam już dobre parę razy, marzy mi się jeszcze sanktuarium motyli.

No powiedzcie, jak trzymacie ptaszki na dłoniach to co czujecie? Samą frajdę z bycia królewną Snieżką czy zaraz w tle uruchamia się cała masa boźdźców dotykowych – pazurki, piórka, waga, podmuch skrzydeł, ostrość dzioba?

Kto chodzi na spa dolnych kończyn z rybkami ten zrozumie. Tyle, że tam płacisz i jeszcze batem poganiają rybki by „pracowały” z Twoimi nóżkami a tutaj masz wszystko za free i wolną wolę rybek w ich naturalnym środowisku. Zdjęcie cyknięte na Malcie, ja tam tylko siedziałam na pomoście. Przestraszyłam się lekko jak poczułam dziwne muśnięcia na moich stopach zanurzonych po kostki w morzu. Spojrzałam na wodę i zobaczyłam chmary małych płetw. W jednej chwili moja radość urosła do rozmiarów słońca i skoncentrowałam się na momencie. Tego, proszę państwa, nie da się opisać. 

Kolejną moją słabością są motyle. Trzymaliście kiedyś motyle na dłoniach? Niesamowite doznanie, prawda? Motyle mają swoistą energię i ruszają każdą Twoją komórkę. A kiedy ich skrzydła wibrują lekko, jak na zdjęciu widać, wibruje niemal cale Twoje ciało. Udało Wam się pogłaskać ich kosmate plecki?

Kto z Was chodzi boso? Uziemia się? Kto z Was chodzi boso po lesie? Po kłujących igłach i szyszkach? I delikatnie mokrym i miękkim mchu? Z robakami i pająkami? Kto z Was robi wtedy ałć, ała czy inne takie? Na zdjęciu mój debiut sprzed kilku laty w iglastym lesie pełnym sekwoi i sosen. Nie było tak źle, chociaż skupiałam się maksymalnie gdzie idę. Ale po dłuższej chwili podniosłam głowę przed siebie i poszłam i zapomniałam po czym chodzę. 

Nie szkodzi, że jesz mięso, Twój wybór i nic mi do tego. Ja też jem i na farmę zwykłam często jeździć. Po owieczki, krówki i kózki. Głaskać i karmić a nie jeść. Nieraz wracałam cała oblizana przez mućki czy pogryziona przez kozy czy oskubana przez puchate koguty i oprzytulana przez małe prosiaczki. Dotyk zwierząt, ich sierść, ich uszka, ich języki, ich ciężar na kolanach i rękach, ich runo, ich główki tulące się do Twoich bioder. Nieprawdą jest, że zwierzęta nie tykają mięsożerców. To iluzja, charakterystyczna dla weganów, bretarianów i tak dalej. Ja wolę swoją iluzję i mi z tym dobrze. Dopóki mućki mnie liżą i grzebią po kieszeniach dopóty jest dobrze. 

Bufet szwedzki pewnego polskiego lata. Dwa motylki, pszczółka, akurat się jedna trafiła w kadr, było więcej. Ale co tam zdjęcie, liczy się otoczka tej chwili. Liczy się to, że GŁASKAŁAM motylki i pszczółki! Mama była lekko zdziwiona, ale wytłumaczyłam jej, że pszczoły to nie wredne osy, że pszczółki, bączki i trzmielki są fajne i można głaskać. No, ale się nie odważyła. 

Często widuję pszczółki w zasięgu wzroku, kiedy w locie zatrzymują się w jednym miejscu, przeważnie na słońcu i sobie tak „stoją”. Wyciągam wtedy wolno rękę i dłoń stawiam lekko niżej pod „stojącą” w locie bzzółkę. Dwa czy trzy razy zdarzyło się by usiadła na moich palcach, opuściła skrzydła, posiedziała i po minucie poleciała dalej. Ale też zdarza mi się zapominać, by palce wcześniej lekko zwilgocić wodą – przy okazji się trochę napiją. Uczucie ledwo ledwo odczuwalnych nóżek tych pasiastych owadów jest po prostu rozpływające się na całego. Taka maleńka rzecz a jaką energię daje.

Obecnie mamy z M. dwa koty, wzięte z małego schroniska, nieplanowane i nie te co chcieliśmy. Ponad miesiąc się oswajały z nami i otoczeniem. Dziś tulą się, kochają się i miziają z nami. Kiedy nachalnie wtulają swoje główki pod moją brodę czy opadają ze zmęczenia na cycki – no cóż, właśnie o takich kotach marzyłam od dziecka. Kiedy podpierają się przednimi łapkami na Twoich kolanach kiedy kucasz i czujesz ich ciężar i pazury pod dżinsami, kiedy pocisz się w nocy, bo właśnie jeden śpi nad Twoją głową na poduszce z pazurami wczepionymi w Twoje włosy, kiedy czujesz ich jedwabistą sierść na swoim nosie czy policzkach – nie ma Cię. 

Na zdjęciu z Mitti, my nazywamy ją jeszcze inaczej, ale oficjalnie to Mittens (rękawiczki kuchenne). Pojęcia nie mam skąd ludzie biorą nazwy dla kotów.

 

W każdym razie – pochwalicie się swoimi dotykalskimi przeżyciami? Macie jakieś wspomnienia z tym związane? Dla kogo z Was dotyk jest językiem miłości i komunikacji? Może macie inne sposoby zapominania się poprzez zmysły?