Ostatni rok był bardzo narwany, priorytety zmieniały mi się z dnia na dzień. Wiele rzeczy musiałam porzucić lub odstawić na później, bez oczekiwań jak szybko nastąpiłoby te „później”. Nauczyłam się rezygnować z czegoś na czym mi zależy, ale po czasie okazywało się, że mogłam się bez tego spokojnie obejść. Jednak pewna sprawa nie daje mi się zapomnieć, trzyma mnie na powierzchni, serce pcha i pcha, ale czeka. 

Odpuściłam social media, z braku czasu, bo praca, bo proza życia, ale „pisz, pisz, pisz” ciągle we mnie tkwiło. Nie spodziewałam się znaleźć w tegorocznym rankingu znowu. 

Ale się znalazłam.

I zrobiło mi się smutno…

 

Żyłam tym rankingiem cały ostatni rok, motywował mnie, bycie gwiazdką Jasona Hunta zobowiązuje, ale… Życie to życie, praktycznie od marca zaczęło mną nieźle bujać. I blog i ebooki i pisanie poszły na dobre w odstawkę. Miesiąc za miesiącem, tydzień za tygodniem.

W lutym wzięłam się za kurs moto, zaczęłam, ale w marcu zdechło mi auto i musiałam kupić na wczoraj nowe. Motorki poszły na bok. Później problemy z mieszkaniem plus rozwijający się wciąż związek z M. W czerwcu przeprowadziłam się do innego miasta, do M., zamknęłam rozdział upiornych dwunastu lat w King’s Lynn. Ledwie się ogarnęłam a już zaczęłam brać się za projekty na boku – Deaf Woman Cooks oraz Deaf Motorbike. To pierwsze upadło po miesiącu – nie chciałam tyle siedzieć na telefonie, odbijało się to na moim związku. Deaf Motorbike wciąż wisi w powietrzu. Ktoś mi kazał wyjść do ludzi to wyszłam. I interesujący łańcuch wydarzeń sprawił, że już w sierpniu Cambridgeshire Deaf Association zaoferowało mi pracę. Niby na pół etatu, ale pracuję jak na cały etat. Praca wykańczająca psychicznie, nie miałam siły ani weny na częste pisanie notek i udzielanie się na instagramie. Zamroziłam konto tam, a chwilę później – zamroziłam też konto na Facebooku. W międzyczasie wydałam trzeciego ebooka, ale bez sukcesu, nie zależało mi już.

Ale były plusy. Skończyłam w końcu kurs na motory, kupiłam za majątek cudny aparat słuchowy, robię teraz złamanego zęba (koronka? implant?), praca w związku z M. To były priorytety minionego roku.

Przestałam istnieć publicznie, schowałam się totalnie do ciepłej dziupli wielkiego drzewa, na okres zimy. 

Czekałam na ten ranking, byłam pewna, że odpadnę z galerii wschodzących gwiazd, przecież się poddałam, na chwilę, ale się poddałam. Z moimi tematami, tak szerokimi a zarazem wąskimi, nie mam za bardzo szans się wybić w tym świecie. Im bardziej uciekam od tego co mi bliskie – od pisania – tym bardziej to wraca, nie pozwala zapomnieć. 

O ile w zeszłym roku to była ekscytacja, podniecenie i mega motywacja (o tu zeszłoroczna notka) o tyle w tym roku to było westchnienie niewiadomo jakiego rodzaju, miks niezrozumiałych uczuć. Zrozumiałam dopiero jak przeczytałam post na tej stronie. 

Wiecie, ten ranking to wyróżnienie, zaszczyt i prestiż na polskiej arenie influencerów (kiedyś tylko blogerów, bo doszli instagramerzy oraz youtuberzy). W zeszłym roku się cieszyłam, że znalazłam się w tak zacnym gronie, że blogerskie guru, takie jak Tomek, mnie zauważył, docenił, próbował współpracować. W tym roku ten prestiż już tak nie ucieszył.

Zasmucił, ale i też dodał otuchy.

Zobaczcie, co Tomek napisał:

Moje ulubione zestawienie, pod wieloma względami niedoskonałe, bo spośród tysięcy influencerów, ciężko wybrać garstkę najlepiej rokujących, a tegoroczny ranking uzmysłowił mi coś jeszcze. Nie zawsze udaje się w ciągu roku lub dwóch zbudować silną markę i wynajdywanie co roku wyłącznie nowych wschodzących gwiazd nie do końca było słuszne, czego doskonałym przykładem są w tym roku blogerzy, którzy znaleźli się w głównym rankingu. Bakusiowo.pl, Mumandthecity.pl, Blogojciec.pl, Krytykakulinarna.pl oraz Aniamaluje.pl zaczynali od wschodzących gwiazd… w 2013 i 2014 roku. Całe wieki temu. Worqshop.pl, Miniaturowa.pl, Readyforboarding.pl, Tasteandtravel.pl byli w zestawieniu za 2017 rok. 

Do czego zmierzam? Wschodzące gwiazdy potrzebują więcej czasu, dlatego od ubiegłego roku dodaję nowych, ale zostawiam też tych, którzy już są blisko rankingu, ale jeszcze trochę brakuje.

 

aneta glucha blogerka

 

Zostawił mnie w galerii. Jeszcze jedna szansa? Będzie druga w kolejnym roku? Wątpię. Rok 2020 nie będzie jeszcze moim rokiem. Ale powyższą naklejkę sobie przykleiłam na główną stronę. 

 

Planuję się obudzić na dobre dopiero jesienią tego roku, więc jeszcze trochę pośpię. Ale to nie jest i nie będzie bezproduktywne spanie – od czasu do czasu coś tam skrobię w paru ebookach, okładki projektuję, nowego logo dla siebie szukam, nową szatę graficzną strony, i różne duperele do niej, kombinuję z moim M. jak by tu ruszyć projekt Deaf Motorbike, i w ogóle cały czas myślę jakby samą siebie ogarnąć, ale NA MOICH warunkach, bez udziału ciągłego siedzenia przy telefonie. Jeszcze dużo się może zmienić do jesieni, i wokół mnie i we mnie samej.

Ale jedno wiem na pewno – duchowa ponadczasowa dojrzałość, głuchota i indywidualne kontakty z ludźmi będą moimi głównymi atutami. Tylko jeszcze nie wiem w jakiej formie.

Bo to nie będzie już tylko blog, pisanie terapeutyczne, czytadełka do poduszki, na ukojenie serc, dusz i umysłów, to będzie realny wpływ na innych, realna zmiana w życiu innych.

Tak modne w social mediach słowo „influencer” nie znaczy kogoś, kto tylko wyraża swoje zdanie i ma 50 tysięcy subskrybentów na youtubie. To nie ktoś, kto na instragramie ma milion obserwujących i profesjonalne zdjęcia własnej osoby czy strychu czy też współpracuje z innymi firmami i zarabia na tym, lub uświadamia innych poprzez piękną, wirtualną otoczkę, a w rzeczywistości ludzie tej osoby nie lubią. Nie.

Prawdziwy influencer, którego ma na myśli Jason Hunt i cała reszta partnerów w social mediach, prawdziwy influencer zmienia jakość życia innym i uczy innych jak łowić ryby, robić jajka sadzone po swojemu, popycha, sugeruje, rozjaśnia znaki. Nie patrzy na siebie, na swoje ego, odróżnia swoje życie od życia innych. 

Taką osobą chcę być – prawdziwą, naturalną, bez wirtualnej ściemy.

 

Dziękuję, Tomek!

 

Po kliknięciu na poniższy obrazek nakieruje Was na stronę z rankingiem.

 

ad falkiewicz nieslyzaca blogerka