Kiedy wiosną wstawiłam na swoją stronę darmowego ebooka o wierze – posypały się lajki, komentarze, ciepłe słowa a lista do newslettera mocno poszybowała do góry. 

Ale kiedy skomponowałam sobie sklep i wstawiłam na niego pierwszego płatnego ebooka – ludzie zaczęli nagle odchodzić. Odlajkowali się z facebooka, przestali się udzielać, wypisali się z newslettera i w ogóle się zniechęcili. Po jednym zaledwie rozdziale. Bo będzie tych rozdziałów więcej. I więcej książek w przyszłym roku.

A Anetka dopiero się rozgrzewa. 

No, ale jakim kosztem? Utraty czytelników? Czy ja to jakoś przeżywam? 

W ogóle.

No bo ja umiem puszczać.

 

No właśnie, tyle się słyszy, tyle się mówi:

 

Puść to, puść tamto, nie trzymaj tego w środku, nie duś w sobie, puść, odpuść, odpuść, nie przejmuj się, odpuść…

 

Jak odpuścić jak się nie da? Tego przecież nie da się zrobić na zawołanie, ot tak. Im bardziej chcesz tym bardziej napiera na Ciebie, im więcej o tym słyszysz tym mocniej to trzymasz. Paradoks ośmiornicy umysłowej. Jej macki, mimo, że głowa jest dalej, to te jej macki i tak Cię subtelnie oplatają, kuszą, zwodzą, mamią, zaciskają, trzymają, duszą. 

 

Trudno jest puszczać, wiem o tym doskonale. I wiem też, że nie przychodzi to na zawołanie. Musi być gotowość, musi być odpowiednia sytuacja i miejsce, musi być odpowiednia osoba koło Ciebie. Całościowe zestrojenie energetyczne. To po prostu samo przyjdzie, kiedy będziesz gotowa.

 

Co takiego trzeba puszczać?

 

Wszystko co boli. Wszystko co tworzy gule w gardle i łzy. Wszystko czego się boimy i nie mówimy o tym. Wszystko czego się wstydzimy. Lub nie akceptujemy w sobie, udajemy, że nie widzimy czegoś, nie przyjmujemy tego do siebie. Wszystko co nas stresuje, wnerwia, doprowadza do szału. Wszystko co rani nas i innych.

 

Kiedyś, na spacerze zauważyłam jak jakiś czerwony żuczek wspina się po wysokim źdźble trawy. Byłam ciekawa co zrobi jak wejdzie na koniec tego źdźbła. Miałam akurat w ręku telefon to szybko włączyłam kamerkę, no bo toto sympatyczne, czerwone i ładnie kontrastowało na tle soczystej zieleni. No i ten żuczek doszedł w końcu do końca. 

 

I utknął na tym końcu. 

 

Zaczął się wiercić, szukać dalszej drogi. Pomyślałam, że mu nieco pomogę, wiatr wiał, to chwyciłam tę trawiastą gałązeczkę i przytrzymałam stabilnie. Zaczęłam nią tak manewrować, by żuczek „trafił” na płaską stronę liścia i zaczął schodzić czy cokolwiek. 

Ale nie, on trzymał się kurczowo tego końca. 

Trwało to jakieś kilkadziesiąt sekund, kucnęłam i zaczęłam „myśleć” do niego. 

 

„Przecież masz skrzydła!!! Zapomniałeś? Czemu nie pofruniesz w górę, dalej, tam gdzie więcej, szerzej, przestrzenniej?… Wiem, że potrafisz latać, znam Twój gatunek, wyguglałam, weź się no. Puść ten koniec, przestań się szarpać, poderwij swoje skrzydełka i leć no!”

 

Nie. Nie poleciał. 

Może chory, nie wiem.

Spróbowałam inaczej.

Zniżyłam źdźbło trawy do ziemi, tak, żeby żuczek wiedział, że ma grunt pod nogami. I wiecie co?

On dalej się trzymał tego końca, mimo, że już prawie leżał na tym betonie.

Na górze źle, na dole też źle. Najlepiej to trzymać się uparcie jednego miejsca, punktu.

 

Punktu, który wystarczy puścić. A z którego rozciąga się nieskończenie wiele możliwości.

 

Wystarczy tylko użyć swoich skrzydeł, swoich naturalnych zdolności. Które doprowadzają nas tam, gdzie mamy być. Które sprawiają, że czujemy się wolni, lżejsi, spokojniejsi. I mamy wokół siebie tyle miejsca.

A ten punkcik, którego się kurczowo trzymaliśmy staje się rozmytą plamą ślicznej leśnej polanki.

 

Staje się pięknym krajobrazem naszego pola walki – lęków, słabości, traum, smutków, wstydu, które zamieniamy na doświadczenie, na spokój, na mocny atut i sukces rozwoju własnego Ja. 

 

anetka puscic odpuscic odpuszczanie

Nie bądź jak ten żuczek. Masz przecież skrzydła!

 

No i dobra, jak się to wszystko ma do ebooków?

Jeszcze chwilka.

Puszczać nie jest łatwo, owszem. Naszymi skrzydłami może być wszystko – odpowiednia osoba, kartka papieru, parę przypadkowych słów, ale

 

Twoje najważniejsze skrzydła to Twoja odwaga.

 

Twoja chęć zmiany do zmiany, Twoja otwartość, umiejętność wydukania „Tak/Nie„. Możesz mi wierzyć, energie wiedzą lepiej kiedy jesteś gotowa, roznosi Cię w środku, wierci, chce wyjść, ujawnić się, wybuchnąć. W równoległych światach, o ile w nie wierzysz, również się prostuje.

I wiesz co?

 

Skrzydłami są też Twoje słowa.

 

A wiesz dlaczego?

Bo słowa, kiedy się zwerbalizują, zostają nazwane po imieniu, zostają wypowiedziane na głos – tracą znaczenie, tracą ważność, przestają być takie istotne, kłujące.

 

Ujawnienie słów, rozmowa, napisanie na kartce uwalnia potężną energię – stresu, walki, niszczenia, umartwiania się. Uwalniasz się od nich.

 

Później już tylko ulga, puste miejsce, na nowe. Ja tak radziłam sobie ze swoimi traumami – rozmawiałam na głos o nich, lub pisałam tutaj. Nadawałam swoim lękom, obawom, traumom pospolite słowa, wyrzucałam z siebie stare, ukryte emocje, łzy, szlochy. A później stwierdzałam, że to wcale takie ciężkie nie było, że bez sensu to trzymałam i chowałam w sobie. Że to wcale nie było takie ważne, lepiej, to było takie głupie i takie naiwne!!

Bo ile teraz się zadziało nowego u mnie…

 

Dlatego jeśli chcesz coś uwolnić z siebie, puścić coś – napisz na papierze, na klawiaturze, powiedz komuś, porozmawiaj z kimś (od tego są psycholodzy, znajomi, obcy ludzie w przedziale pociągu),

po prostu nazwij swój strach po imieniu.

 

Mając swoją nazwę Twoja trauma, Twój lęk stanie się pospolitym, przeciętnym słowem. Niczym więcej.

Podobnie sprawa ma się z planami, marzeniami, pragnieniami. Wypowiesz je na głos – one tracą swoją energię, ale tu już jest trochę dziwnie, bo ta energia leci w świat i od Twojej intencji zależy czy się „odbije”, wróci czy też się rozpłynie.

 

I teraz ebooki.

 

Zaczęłam zarabiać, świetnie, będzie na utrzymanie bloga i sklepu, będzie na sprzedaż angielskiego ebooka i druki przyszłych książek. Nie zarabiam dla siebie tylko (chociaż motor to porządna motywacja), to jest moja ciężka praca, aczkolwiek przyjemna. Wciąż mam ochotę dzielić się swoją wiedzą z Wami, wciąż mam tyle do opowiedzenia, tyle do napisania!! I to są bardzo niszowe tematy, jak wielu moich bliskich mówi.

Ale nie wszystkim się zaczęło podobać, że weszłam na komercyjną stronę swojego wizerunku. Anetka, darmowa blogerka, przecież blog będzie stał jak stoi, wciąż będę się rozwijać, pisać z Wami emaile.

W tym sęk, że już nie siedzę w ezoteryce, która jest tak szeroko marketingowana, a to jeszcze bardziej zawęża grono moich odbiorców. Co widać na przykładzie odchodzących ludzi z newslettera oraz facebooka.

 

I co z tego?

 

Nie będę się trzymała swojego końca, który potencjalnie skupia tłum „gapiów” z dołu. Znam wartość swoich skrzydeł i nie waham się ich używać. Z jednego końca źdźbła trawy przelatuję na jakąś drugą trawę, najlepiej oddaloną o trzydzieści pięć mil. 

Z jednej „prawdy absolutnej” do kolejnej „prawdy absolutnej”. Przebudzenia to akt ciągły, nieustanna zmiana. A rozwój nie jest możliwy bez Twoich własnych skrzydeł.

 

I nowe tłumy publiczności znajdą się same.

 

Pisząc o tym właśnie „puściłam” uczucie przykrego zaskoczenia, że niektórzy wierni czytelnicy mnie opuścili. A kilka godzin później stało się coś, co pozytywnie mnie zaszokowało, czyjaś wdzięczność odbiła się mocnym echem na moim blogu.

Puściłam i zrobiłam miejsce na nowe. Teraz wiecie jak to działa?