WPIS SPECJALNIE DLA GWIAZDEK!

 

Dużo się działo ostatnimi czasy, dużo się naumiałam i kolejne Ameryki odkryłam. Z rzeczy bardziej przyziemnych priorytetem był mój powrót do zdrowia oraz kursy zawodowe. Niby to są rzeczy przyziemne, ale ostatnie tygodnie udowodniły, że ze światem duchowym/niematerialnym mają one bardzo ścisły związek. 

Powtarza się wokoło, że „w zdrowym ciele zdrowy duch„. Dodajmy jeszcze „w zdrowym duchu zdrowe ciało„.

Bo co, jeśli dusza „choruje”? Co, jeśli osoby z poszczególnymi „darami” niedomagają? Co, jeśli gwiezdne dzieci, kosmici, dziwaki i duchowi outsiderzy chorują na ciele? Wiedzą, że ziemscy konwencjonalni lekarze pomogą tylko doraźnie, nie zlikwidują przyczyny, „choroba” będzie się powtarzać, będzie wracać, aż lekcja czy karma zostanie odrobiona i rozwiązana. 

Zatem, gdzie mamy chodzić się leczyć? Do psychoterapeuty? Do endokrynologa? Bujać się i szukając przyczyn, która nie wiadomo gdzie leży?

Opowiem Wam na moim przykładzie.

 

 

Pod koniec maja 2019 roku zaczęły mi nagle wypadać hurtem włosy, stałam się też drażliwa, płaczliwa, senna i bez energii. Zaczęły się też niemal codzienne kłucia po obu stronach żeber. Zareagowałam natychmiast, zaczęłam uzupełniać się suplementami, doraźnie, ale przewidująco jak się okazało później. Zapisałam się też na biorezonans w Cambridge, gościu obeznany holistycznie, bo do mojej pani Kasi nie było jak lecieć i tak. Byłam w środku przygotowań do przeprowadzki i zmiany pracy, więc tym bardziej kasy nie miałam. Dowaliło się jeszcze parę innych grubych spraw, dlatego reakcję organizmu wzięłam jako skutek stresu.

Mam wirusa HCV, a ten wirus jest bardzo czuły na stres, stąd podejrzewałam kłucia w wątrobie. Nie myliłam się. Biorezonans pokazał bardzo wysoki poziom wirusa, co powodowało upośledzoną gospodarkę wątroby, tudzież hormonów a co za tym idzie – niedoczynność tarczycy (wypadanie włosów i brak energii) i niedomagania śledziony (kłucia z drugiej strony). Po diagnozie orzekliśmy z naturopatą, że stawiamy na niwelowanie stresu i ostrą suplementację jodem na tarczycę.  

No popatrzcie, jakbym poszła do zwykłego lekarza, w badaniach krwi niewiele by wyszło a skierowania do specjalistów trwałyby miesiące. Biorezonans postawił diagnozę w ciągu kilku minut.

Po dwóch tygodniach smarowania płynem Lugola (jod) oraz żarcia wysokich dawek wodorostów (sea kelp) jak również codzienne picie szejka z witaminą B12 oraz C (camu camu, kwas L-askorbinowy, MSM i owoc cytrusowy) objawy ustąpiły a ja odżyłam.  Pozostały tylko kłucia, coraz intensywniejsze i boleśniejsze. 

Zaczęłam się zastanawiać skąd taka nagła reakcja mojego ciała? Co ją wywołało? Czego ja znowu nie wiem? Przecież wirus siedział cichutko wiele lat, uśpiony, a wątroba jak nówka. Totalna Biologia nie jest mi obca, przerabiałam ten temat rok wcześniej, dokopałam się do kwestii wątroby i myślałam, że ten temat jest przerobiony i nie wróci. 

Ale nie. Coś jeszcze było na rzeczy.

 

Czas najwyższy było skorzystać z usług mojego Tarocisty. 

 

„Anetka, wiesz przecież, że masz dar naprawiania ludzkich żyć. Prostujesz ich energie, rozplątujesz ciężkie karmy, poprzez liczne rozmowy pokazujesz drogę tym, którzy stoją na skrzyżowaniach, wiesz o tym, i wiesz, dlaczego ludzie są w Twoim życiu tylko na chwilę. Sama rozwiązałaś karmę rodzinną z wielu pokoleń wstecz, panuje harmonia w Twojej rodzinie, sama wiesz komu pomogłaś i kto jest na swoim miejscu już.”

„Ale jak się to ma do wątroby?”

„Głównym zadaniem wątroby jest filtracja toksyn, chemii, jest oczyszczanie pokarmu i krwi ze szkodliwych substancji. Ty działasz na poziomie energii, filtrujesz i oczyszczasz ludzkie energie a Twoja wątroba jest tego odbiciem.”

„Kto jest w takim razie jest ‚pasożytem’, że moje ciało tak nagle zareagowało?”

„Wiesz dobrze, tylko nie chcesz się przyznać. Zależy Ci na tej osobie, mimo, że ma ciężką karmę, za ciężką byś mogła jej pomóc. Ja widzę tylko jedno rozwiązanie, ale za dobrze Ciebie znam i zrobisz po swojemu. Jesteś potężniejsza niż myślisz.”

„Jak mogę pomóc fizycznie swojemu ciału, wątrobie? Przecież ten temat przerabiałam rok temu, terapia wewnętrznego dziecka.”

„Ta terapia to była tylko wierzchnia warstwa, musiałaś ją przerobić, by odkryć środek tej cebuli. Żadna dieta nie pomoże, żadne jedzenie, tu podziałasz tylko energiami, chroniąc siebie. Bądź bardziej brutalna. Masz ciągle ochronę sił wyższych, nie musisz się martwić niczym, próbuj, działaj, ale naucz się chronić siebie kiedy pomagasz innym. Zwłaszcza tym najbliżej Ciebie.”

 

Wypłakałam się srogo. Nie miałam ochoty na kolejne atrakcje w swoim życiu. Jestem numerologiczną Piątką, moja dusza jest nieposkromiona i „wszędzie” jej pełno, w wielu miejscach i wymiarach. Dostałam zalecenie by pozbierać ją do kupy, wtedy się uspokoi. 

 

W drodze powrotnej myślałam co by tu zrobić. Nie bez powodu jestem głucha, nie bez powodu Tarocista proponował mi w ostatnich latach wiele metod pracy z energiami, z których nie skorzystałam, bo wymagały słuchania osób trzecich. Radziłam sobie sama, używając tylko swoich myśli i wizualizacji i działało. Za każdym razem działało. Więc dlaczego mam znowu iść do kogoś profesjonalnego i zapłacić za pomoc w kwestii duchowej? Nie ma szans, znowu trzeba słuchu. 

Odpowiedzi przyszły same. Jak również wizualizacje, obrazki i fale energii zaczęły same „spływać”. Otoczyłam swoją wątrobę srebrzystą zbroją pancerną i rozkazałam jej, by od tej chwili pracowała tylko dla mnie. Wzmocniłam też swój „kokon” całego ciała fizycznego i duchowego. Kilkakrotna wizualizacja wystarczyła, bym zaczęła zauważać namacalne zmiany. Kłucia ustąpiły, relacja z ciężko-karmiczną osobą nagle się zmieniła na dużo spokojniejszą i lepszą jakościowo.

I jest dobrze. Na razie. Nie chcę zmieniać niczego w swoim życiu, przynajmniej na razie, znalazłam rozwiązanie by moja Piątkowa dusza miała ujście w relacjach z ludźmi a ja sama stabilizację i spokój. 

____

 

To jest mega irytujące, kiedy tacy ludzie jak ja, operujący w wyższych wymiarach, mają przesrane z karmami i chorobami fizycznymi. Mega irytujące, kiedy próbujesz weganizmu, witarianizmu z nadzieją, że uleczysz swoje ciało i wyzdrowiejesz i nie widzisz żadnych efektów, nic się nie zmienia. Naturalną koleją rzeczy odchodzisz od tych tematów i szukasz przyczyn gdzie indziej. Takie skakanie z kwiatka na kwiatek jest zmorą paru moich czytelniczek, które zareagowały na mojego ostatniego posta na facebooku.

 

 

O Gwiazdkach pisałam w kilku innych postach na moim blogu – dzieci indygo, kryształowe, tęczowe, itd.

Niemal wszystkie Gwiazdki mają „zdolności” takie jak przewidywanie przyszłości, czytanie ludzkich energii, widzenia aury, odczuwanie deja vu czy reinkarnacyjne/prorocze sny. To jest norma. Każdy z nas ma swoją „pracę” do zrealizowania na Ziemi i nikt tu nie jest bez powodu. My widzimy sens naszych działań z ogromnej perspektywy i to nas napędza, motywuje, nakręca. Ale i też wkurwia, bo czasem chce się jednego, a dusza drugiego. Jest taka bezsilność, że z przeznaczeniem nie wygrasz, że masz drogę, którą winnaś podążać, bo masz lekcje karmiczne do przerobienia, których nie unikniesz i od Twojej wiedzy zależy jak szybko wstaniesz, ogarniesz się i pójdziesz dalej, mądrzejsza. Taka ziemska „praca” wymaga wielu psychicznych poświęceń, nie wszystkim Gwiazdkom dane jest żyć a’la Grażyna i Janusz, nie wszystkim Gwiazdkom jest dane posiadać dożywotniego małżonka, nie wszystkie chcą mieć dzieci (większość z nas nie posiada już instynktu prokreacji – seksualnego & macierzyńskiego). Wiele z nas ma miliony przepłakanych nocy, niewytłumaczalnych zachowań i reakcji (traumy z poprzednich wcieleń), ciężkie karmy do rozwiązania, itd. Nie jest łatwo, bo taka wiedza, która jest szybsza niż milisekunda, bywa często przekleństwem.

 

Zatem jak sobie radzić? Jak widzisz, że ciało niedomaga, reaguje dziwnie to od razu wiesz, że coś nie halo z Twoim otoczeniem, z relacjami z ludźmi wokół Ciebie. Ale co? Wciąż jesteśmy ludźmi, mamy ludzkie emocje, prawo do błędów, możemy być po ludzku zaślepieni. Dlatego potrzeba nam kogoś obiektywnego, zdystansowanego, ale zarazem profesjonalnego wobec naszych specyficznych potrzeb duchowych.

Bo zwykły psychoterapeuta nas nie zrozumie, w żadnym razie. Owszem, znam taką jedną Gwiazdkę, która chodziła na sesje psychoterapeutyczne i wyprostowała siebie, ale jestem więcej niż pewna, że przerobiła jedną warstwę, która umożliwi jej dojście w głębsze rejony duszy. Zresztą, większość z nas ma niezłą wiedzę jeśli chodzi o ludzkie doświadczenia i prędzej „wyleczy” terapeutę niż siebie. 

 

Najprościej jest znaleźć swojego przewodnika – szukanie go bywa albo spontaniczne i trafione za pierwszym razem, albo trwa wiele lat i wymaga wydania kilku tysięcy złotych. Nie wszystkie Gwiazdki mają takiego przewodnika, ale na pewno wszystkie mają swoistą ochronę sił wyższych. Przewodnikiem może być osoba zajmująca się „widzeniem” energii poprzez różne narzędzia – karty Tarota, zwykłe karty, chiromancja, numerologia, kryształy.

 

  1. Ale numerem jeden i to absolutnym musem jest INTUICJA tegoż przewodnika. Ma Ciebie „czytać” nawet bez tych narzędzi.
  2. Drugim musem jest jego podejście do życia – sorry, ale wieczne bujanie w świecie astralnym wcale nie jest dowodem, że taki przewodnik będzie wiarygodny. On ma również znać się na życiu ziemskim i umieć korzystać z jego „uroków” – śmieje się, płacze, cierpi, choruje, kocha i zrywa, miewa depresje, żre pizze o północy, doświadcza jak każdy z nas, nie uważa się za świętego alfa i omegę w kwestii duchowej. 

 

Mamy do dyspozycji różne narzędzia i środki do samodzielnej pomocy, w zależności od naszych umiejętności – posiadamy kryształy i śpimy z nimi, co pozwala nam mieć wow! sny; słuchamy swojego ciała i podążamy za nim poprzez dobieranie właściwych sobie stylów jedzenia (jak komuś pasuje paleoizm to nic mi do tego, tak samo jak Tobie nic do tego, że jem mięso i pączki), mamy multum opcji.

 

Natomiast fachowa pomoc, z której Gwiazdki zwykły korzystać, ale nie muszą, jeśli nie czują takiej potrzeby, to podaję listę niżej:

  • ustawienia systemowe Hellingera – dobre do rozwiązywania zawikłanych spraw rodzinnych na przestrzeni pokoleń; nie dla każdego, bo wymaga przeogromnej empatii i radykalnego wybaczania; ja ze względu na słuch i koszty finansowe (nie jest to tanie) musiałam to odpuścić i podziałałam sama;
  • Human Design – data i miejsce urodzenia determinuje nasz stan wszystkich czakr a tym samym nasze predyspozycje i lekcje do odrobienia, bardzo fajna sprawa, polecam i wystarczy samemu się tym zająć też, wspomagająco;
  • numerologia – tylko profesjonalna, nie ta „gazetowa”; nie jako cel sam w sobie, ale wspomagająco; nie jest to ścisła matematyka jak wielu się ogłasza po internetach i nie, automat systemowy na stronie numerologii za 13zł również Ci nie pomoże; numerolog musi mieć świetną i holistyczną intuicję;
  • karty Tarota – kontrowersyjne i najbardziej wymagające; nie gadają do każdego, same decydują co masz wiedzieć na daną chwilę; tarocista również musi być ‚holistyczny’ i obeznany z ludzkimi przywarami; w żadnym razie nie może być więźniem swoich kart (kartomania); ma czuć Ciebie, pomagać Ci, doradzać, proponować, pracować z Tobą i NIE STRASZYĆ; kasa nie jest dla niego priorytetem, ale naturalną wymianą energii;
  • chiromancja – można się nauczyć, Cyganki są w tym świetne, masz dar czytania z ludzkich dłoni, podszkol się, rozwijaj się, bo linie na dłoniach zmieniają się w ciągu życia (ciekawostka dla moich czytelników – ma ktoś z Was dłoń „Maga”? literkę „M”?)
  • hipnoza regresyjna – ostrożnie! bardzo ostrożnie, bo manewrowanie bez doświadczenia po innych wymiarach może całkowicie zniszczyć Twoje i najbliższych życie; najbezpieczniejsze są sny z kryształami pozaziemskimi tj. czaroit, mołdawit, jak również te ‚przypadkowe’ lub o silnym działaniu energetycznym – labradoryt, kamień księżycowy, serafinit; traf na swojego, wyczuj go, umyj, nasłonecznij, jest Twój a powie Ci wiele;
  • hipnoza kwantowa – Terapia Kwantowego Uzdrawiania Hipnozą – poszłabym, gdybym słyszała! bezpieczna jest metoda Dolores Cannon QHHT i można również wyzdrowieć poprzez ten rodzaj hipnozy;
  • Recall Healing a’la Totalna Biologa – uzdrawianie przez świadomość i przypominanie; wgląd w traumy własne i najbliższych nam osób; przykładowo nasze alergie mogą być skutkiem traumy naszych rodziców (przeniesienie energetyczne); polecam wczytanie się, bo jak pisałam wyżej – nasze ciało jest manifestacją naszych reakcji w codziennym życiu (ciało zapamięta już na długo jak zareagowaliśmy na pewne mocne wydarzenie i w wyniku powracania tego czynnika objawy się nasilają); 
  • Theta Healing – odzyskiwanie fragmentów duszy; doskonała opcja dla ludzi o starych duszach, z bagażem wędrowania tu i tam. Ich dusza zostawiła swoje cząstki w miejscach, w których bywała a do których tęskni w obecnym wcieleniu, zostawiła cząstki w osobach, których kiedyś kochała, była w jakiś sposób związana, którym coś obiecywała, przysięgała. Theta Healling jest mocniejszą metodą niż technika uwalniania, o której opisywałam TUTAJ, bo uwzględnia jeszcze zwrot cząstek naszej duszy z powrotem do siebie oraz wydupczenie od nas cząstek duszy danej osoby. To leczenie na poziomie energetycznym, takie układanie naszych puzzli porozrzucanych po wielu wymiarach w sensowny obrazek;
  • kroniki Akaszy – większość Gwiazdek ma te Kroniki w swojej „głowie”, tylko o tym nie wie; można się pobawić z ciekawości, coś tam się oświeci, zachwyci, olśni, ale dupy nie urwie. Według mnie to przereklamowany matrix duchowy, zresztą nie ma gwarancji jak będziemy umieli odróżnić wspomnienia własne od „zapożyczonych” z Biblioteki Akaszy;
  • medytacje ruchowe – tai chi, kundalini, joga, pięć rytuałów; itd – matrix duchowy, przewodników od cholery i większość za kasę, nie tędy droga, to dobre dla witariańskich i bretariańskich ludzi, którzy chcą być lepsi na siłę i na siłę ratować Gaję (ekologicznie i duchowo). Nic tam po nas. 

 

Trzymajmy się jednej najważniejszej zasady:

 

Jeśli coś nam nie pasuje, lub stoi na przeszkodzie, lub coś nam uniemożliwia byśmy poszli tam, zrobili to czy tamto, lub coś nie działa mimo wielu prób, to znaczy, że nie tędy droga, że to nam nie pomoże i mamy szukać gdzie indziej. 

 

Ja ze względu na swoją głuchotę jestem pozbawiona wielu wspomagających metod, i to mi dało do zrozumienia, że ja tam swoich odpowiedzi nie znajdę, ani też się nie wyleczę. Miałam radzić sobie sama a doświadczenia w tym radzeniu są moją swoistą lekcją i rozwojem. Skoro poradziłam sobie doskonale i dalej sobie radzę bez tych metod – to pozostaje pytanie:

„Kim jestem, że jestem potężniejsza niż większość metod o których wspomniałam wyżej? Jak bardzo mogę ingerować w nasze przeznaczenia?”

 

A może to nie ja, tylko ego duchowe? Ego przecież chce być lepsze od reszty. Ale czy ego jest obiektywne i potrafi wybierać najlepsze dla siebie wyrzekając się wielu rzeczy? A przecież ego to samo dobro – pokazuje nam czego chcemy a czego nie.

 

To taki rzut monetą, kiedy moneta jest w górze Ty już wiesz jaką decyzję podjęłaś i chcesz by wypadło na reszkę.