Najpierw trochę poczciwego, standardowego rozwojowego tekstu, który krąży sobie po nieskończonych internetach a potem wywracające do góry nogami zdanie Anetki. Bo tekst niby mocny, ale moje zdanie może być mocniejsze. Wy to lubicie. Wy lubicie jak pokazuję perspektywy inne niż tłumy przyklaskują. 

To jedziemy.

 

Najpierw klasyka prosto od trenera personalnego numer 1 – Sokratesa. Czyli to co wybieramy to czyni nas ludźmi, którymi chcemy być. I będziemy za pięć lat. Bo to, co wybierzesz niżej z dwóch opcji pokazuje Twoje priorytety w życiu.

 

  • Zakupy w sklepie ze zdrową żywnością500zł – „Za drogo! Wolę na coś innego przeznaczyć!” wiem, jak te kilkaset złotych wygląda w świetle miesięcznej wypłaty i nie dziwię się, ale z drugiej strony
  • randka w dobrej restauracji500zł – wygląda całkiem przyzwoicie, i facet bez mrugnięcia okiem rzuci kelnerowi jeszcze napiwek w postaci kolejnej stówki.

No dobra. Sklepy ze zdrową żywnością są faktycznie drogie, ale to się tylko tak wydaje. Przeliczcie to na czas jedzenia tych wszystkich organicznych supli, bezglutenowych mąk, przyrządzania jedzenia ze świadomością, że jesz dobrze, jakościowo i zdrowo i bez szkody dla ciała (bo alergie na przykład). Nie masz stresu, strachu w tle – że jesz gluten, bo szkodzi, bo tyjesz od niego, bo etam!, bo tańszy i szybszy. W świadomym jedzeniu nie ma lęku. Nawet jeśli zjesz bezglutenowy chleb za 25zł posypany organiczną kurkumą za 50zł i fermentowanym tofu z Japonii za 60zł – to i tak stracisz i hajs i zdrowie jeśli tylko zjesz i kupisz to wszystko pod przymusem trendów hasztagowych, zdrowia i wymarzonej figury. To jest powszechna ściema, którą mało kto widzi, bo zdrowym można być nawet jedząc wszystko i kupując rzeczy z najniższych półek. 

Randka w dobrej restauracji, czyli gdzie wiemy co i jak robią, która ma dobre opinie, fajną obsługę i klimat, zwłaszcza z dziewczyną, która może zostać Twoją przyszłą żoną lub tylko laską na jedną noc – te 500zł naprawdę nie boli. Raz na miesiąc, na pół roku naprawdę nie boli. Zawsze możesz wygrzebać jakiś voucher ze zniżką (bo kolacja faktycznie kosztuje dwa razy drożej), zawsze możesz to potraktować jako swoistą nagrodę dla siebie, celebrację wyjątkowej chwili. Pieniądze wrócą, bo energia hajsu zawsze jest w ruchu i wraca o ile nie robisz z tego lęku. 

Jeśli będzie trzeba to i na zakupy w zdrowej żywności i na dobrą restaurację będziesz miał pieniądze. I nic nie trzeba wybierać pomiędzy nimi. Bo ja nie wybieram, ale kombinuję, by te dwie opcje mieć dla siebie. Kompromis to się nazywa.

 

Dalej.

  • Miesięczny zapas suplementów500zł – „Ee, nie stać mnie, za drogo…” Tak jak wyżej, zwłaszcza u znanych influencerek zdrowego stylu życia, nazwiska pominę, wiecie o kogo mi chodzi. Są tacy, którzy wydadzą każdą stówę byleby później zaszpanować hasztagami zakupy od nich. W porządku. Ale są też tacy, którzy będą krytykować tych, którzy kupują u nich, bo mają kasę, bo są bogaci jakoś, bo ich stać a ich nie. Bogactwo to nie posiadanie hajsu ale umiejętne zarządzanie tym hajsem, nawet tym ze skarbonki. I drugi wybór jak rozpuścić miesięczną troskę o zdrowie w jedną noc czyli
  • Wypad po klubach ze znajomymi 500zł – zasłużony wypoczynek po ciężkim tygodniu pracy. Należy się. I tego się trzymajmy.

Z prostego powodu – ci, którzy lubią fitnessy i zdrowe jedzenie wybiorą pierwszą opcję, ci, którzy lubią tańczyć i socjalizować się ze znajomymi – wybiorą drugą. Każda z tych grup jest inna, ma inne priorytety, inne osobowości, inne życia do przeżycia. Nie widzę tu związku między czym wybierać. Jak będę chciała to kupię i półroczny zapas supli i pójdę się pobawić ze znajomymi. Jaki problem? Tak, wiem, nie mieszkam w Polsce, ale zamieńmy złotówki na funty i dolary. 100 funtów nie boli, popracuję ekstra, zarobię, odłożę. Bez spiny, bez strachu. 

Kolejne wybory:

  • Seminarium rozwoju osobistego 1500zł – „Wodolejstwo i bajki na resorach!…” – tak powie ktoś, kto uważa trenerów personalnych za współczesnych biznesmenów od umysłów. I niech sobie mówi. Nie jego bajka, nie jego życie, nie jego doświadczenia, nie musi się wtrącać, nie musi hejtować, bo wybierze coś innego, co mu da radość i uznanie na social mediach, czyli
  • Pasek do spodni od Armaniego1500zł

Kwestia priorytetów. Kwestia życia do przeżycia. Nie rozumiem dlaczego muszę wybierać? Mogę mieć obie te rzeczy. Jak będę miała potrzebę a jest promocja u danego influencera to wezmę, kupię, przeczytam. Pasek od Armaniego poczeka, nie ucieknie, najwyżej sobie kupię w promocji w następnym sezonie. Tak samo czekam na swój pierwszy motor. Miałam i mam inne priorytety (książki, zęby, aparat słuchowy, terapia na HCV), motor poczeka, ja tam się nie martwię i nigdzie się nie spieszę. Ty też nie musisz. Drogie ciuchy spokojnie można znaleźć w TkMaxx, lumpeksach lub po obniżkach sezonowych. Żaden problem. Nie nastawiaj się na cel, oczekiwania, nie przywiązuj się, nie nadawaj znaczenia do rangi „kwestia życia i śmierci”. Jeśli wybierzesz rozsądnie to będziesz miał szkolenie rozwojowe z paskiem od Armaniego w spodniach. Ego syte. 

 

Dalej.

  • Start własnego biznesu5000zł – „No nie za bardzo, drogo…” Tak, to tylko wygląda, że tak drogo, ale to tylko cyferki na komputerze i papierze. Można postarać się o granty, pożyczki a potem zakasać rękawy i bawić się w swoje biznesy. Kasa przyjdzie i się zwróci. No, chęć do zmiany to inna bajka, bo ktoś, bo boi się zmian i obawia się o swój przyszły biznes – kasy nie zarobi. Dla własnego prestiżu i bezpieczeństwa akceptacji społecznej ten sam hajs przeznaczy na 
  • iPhone 11Pro5000zl – „Bo trzeba mieć. Bo wszyscy mają. I w ogóle wypasiony.

A czemu nie możesz mieć obu tych rzeczy? Czemu nie możesz wziąć na raty telefon i pokombinować legalnie z grantami/pożyczkami? Lub telefon wpisać jako start w firmie? Porządny srajfon naprawdę pomoże Ci w rozkręceniu własnego biznesu. Reszta pójdzie sama. To inwestycja w siebie i w swoją przyszłość. 

 

Dalej.

  • Godzina w klubie fitness – „Chciałbym mieć tyle czasu…”. To jeszcze nic, najlepsi są ci, którzy jeżdżą autem 5 km na siłownię w jedną stronę by pobiegać na bieżni 10km. 
  • Godzina serialu na Netflixie – „Ale ten czas leci, może jeszcze jeden odcinek?

Wiem, sama mam Netflixa i wiem jak to cholerstwo wciąga. Ale ja znalazłam sposób, by połączyć obie te rzeczy. Włączam swój serial i jeden-dwa odcinki przeznaczam na kręcenie hula-hop i ćwiczenia. Kończę serial i jestem na tyle rozruszana, że potem włączam jeszcze coś od Zumby czy tańców na Youtubie. W ten sposób piekę dwie mokre od potu pieczenie na jednym ogniu. Zamiast hula hop macie orbitrek? Rowerek stacjonarny? Skakanka? A jak już na siłownię naprawdę musisz to zawsze możesz wziąć tego iPhona 11Pro z rządowego grantu i na bieżni włączyć swój serial. Co tu wybierać? Kompromis jest fajniejszy.

 

I tak jest z wieloma innymi przykładami w życiu. 

Dlaczego trzeba wybierać skoro można mieć wszystko? Konkretny wybór daje nam poczucie strachu, niezaakceptowania przez społeczeństwo, odsunięcie, zaszufladkowanie. Niby trzeba wybierać, ale nie dajcie się nabierać na piękne słówka z internetów od trenerów personalnych. Każdy z nas ma swoje unikalne priorytety w życiu, swoje lekcje do nauczenia się, swoje niechcemisięwizmy i mamtowdupiewizmy, swoje wyczucia czasu.

Ludzie mogą Ci zazdrościć, że zarabiasz dodatkowo na Shopify przez drop-shipping, i chcą też, chcą też byś im pokazał, nauczył conieco. Ale kiedy postawisz im pytanie „Co wybierzesz – ulubiony serial z piwem po pracy codziennie czy inwestycję w siebie do nauki?” – odpowiedzą, że chcą odpocząć. I te piwo będzie priorytetem dla nich. Można przecież rozlokować się wygodnie na sofie, kocyk na nóżki, piwo na stoliku obok, nagrać serial na „później” i siąść do własnego biznesu. Można. Dlatego mówię – jak ktoś chce i ma ku temu predyspozycje (ezoteryka się kłania) to wybierze czarny albo biały. 

Kompromis sprawia, że i społeczeństwo jest syte i Ty szczęśliwy. Wystarczy ciut pokombinować, pomyśleć, zaadaptować warunki na swoją modłę, dostosować do swoich możliwości, zaplanować. Odważyć się. I nie wybierzesz między czarnym a białym. Wybierzesz różowy.

Życie to nie wybory. Życie to kompromisy. Twoje kompromisy.

 

P.S. Ja niedawno ujawniłam swój kolejny projekt, który czekał w szufladzie już rok czasu – marka Deaf Motorbike. Powoli startuję z nim na social mediach (sklep już stoi) i powoli będę się rozkręcać. Nie zależy mi na milionach ani sławie. Chcę się pobawić i wykorzystać całą swoją wiedzę. Aktualnie mam dwa blogi (drugi anglojęzyczny), kanał na Youtube, markę Deaf Motorbike i piszę serię sześciu ebooków. Lada tydzień moje aktualne dwa ebooki z pełnoprawnymi numerami ISBN, po pełnej korekcie, redakcji i z pięknymi ilustracjami dotrą do polskich księgarń internetowych i będziecie mogli poprosić o wersję papierową. I jeszcze pracuję na pełen etat. Da się, bo chcę, bo mam frajdę, bo wybieram czasem własny wolny czas na znienawidzone pisanie ebooków ponad Netflixa, bo wybieram czasem Netflixa ponad pisanie ebooków, bo wybieram czasem gotowanie niż Deaf Motorbike. Wszystko jest w idealnym czasie a ja żyję tylko i wyłącznie kompromisami.

nieslyszaca blogerka coach