Dziś poważnie. Poważna kwestia, w której wciąż nie ma jednoznacznej odpowiedzi. I raczej nie będzie. Ale naprawdę warto wiedzieć, by nie wpadać ślepo w pułapki podczas swojego rozwoju duchowego. 

Większość z Was jeszcze jest na etapie, kiedy „się wierzy” w coś, w kogoś. Wiara jest nieodłączną częścią codziennego życia i ma szerokie spectrum zabarwień. Tak, nazwałam to etapem, bo kiedy wyzbywasz się wiary, jakkolwiek to brzmi, Twoje spostrzeganie do życia totalnie się zmienia. Wielu z Was jeszcze tej granicy długo nie przeskoczy. Tego się trzeba „nauczyć”. Póki co, trzymajmy się tego, że wciąż „wierzycie”.

Dziś zajmiemy się fałszywą stroną duchowości i wiary. 

 

Z każdym kolejnym pokoleniem będzie ostro szło do góry, na boki, w dół, wciąż będą toczyły się walki o słuszność sprawy, idei i jedynego Boga. Walka o ludzką duszę będzie kontynuowana również i na wyższych wymiarach, wciąż niedostępnych dla wielu z Was.

To naturalne.

Mimo, że ludzkość istnieje od jakichś 10 tysięcy lat to religie są nam znane od około 4 tysięcy, są dosyć młode. Ale jeszcze młodsza, i bardziej cwana jest ezoteryka. Przed którą Was wszystkich gorąco przestrzegam. Po drugiej wojnie światowej, wraz z falą pierwszych gwiezdnych dzieci-kwiatów, ezoteryka zaczęła wypuszczać pierwsze pąki. Dziś kwitnie w najlepsze. Co nie znaczy, że to właśnie gwiazdki ją „przywiozły”. Chodzi o to, że jak wzrasta Twoja świadomość, wzrasta również świadomość Gai, a co za tym idzie wzrasta również martrix – dualizm.

 

Bez dualizmu, bez możliwości wyboru człowiek nie miałby jak używać swojej „wolnej woli”, nie miałby jak wybierać, jak się uczyć na błędach. Dlatego za dobrem zawsze podąża zło. I odwrotnie – za złem zawsze podąża dobro.

 

Największa na świecie religia chrześcijańska jest od początku powstania prawa na Ziemi skrzętnie manipulowana. Na kartach historii brakuje parę wieków z okresu średniowiecza. Historia Polski nie zaczyna się od 966r. Chrzest Polski to był chrzest samego Mieszka I a nie całego narodu. Mieszko I poprzez ten akt włączył Polskę do Watykanu, Polska stała się niewolnikiem watykańskim. Naród polski (wówczas słowiański, lechicki) istniał już tysiące lat wcześniej. Czasy Mieszka I to był właśnie czasy wprowadzania „ego” pomiędzy ludzi zżytych z Naturą – Gają. Proces ten właśnie metaforycznie jest omówiony w moim ebooku. (dostępnym tutaj -> darmowy ebook)

 

Polacy wciąż walczą, to naród w gorącej wodzie kąpany, słowiański gen wciąż się trzyma. Ludzie nie wiedzą w co wierzyć, którędy podążać i wciąż nieustannie dziwią się i buntują, dlaczego z roku na rok w Polsce rośnie skala absurdów na tle religijnym i politycznym. 

 

Pomyślcie dlaczego. 

 

Na soborze nicejskim w roku 325 Konstantyn Wielki wraz z całym sztabem możnych tego świata wprowadził nową, okrojoną, ocenzurowaną i przeinaczoną Biblię. Obecnie mamy multum wersji Biblii i każdy odłam chrześcijaństwa uważa, że to właśnie ich Biblia jest tą oryginalną. 

 

Żadna z nich nie jest.

 

Wraz z Biblią na tym soborze zostały też ustanowione obrządki katolickie, święta, rytuały. Wiele z nich opiera się na poprzednich, pogańskich wierzeniach, starożytnych źródłach, ma celtyckie korzenia. Oficjalnym stał się język łaciński, przecież żadna z owieczek nie rozumie, że w tym języku wychwalają Lucyfera. Nawet sama postać Jezusa została mocno przerobiona. 

 

Nie twierdzę, że Biblia jest zła. Ani, że Jezus nie istniał. Nie wiem, nie było mnie tam, nie macałam, nie widziałam. Nie inkarnowałam się w pobliżu takich wydarzeń. Bywałam tylko szamanką, czarownicą, zakonnicą, uciekałam z różnych miejsc. Zawsze poza sprawami czegoś, co nie było zgodne z sercem.

 

Czyli że co? Że religia i wiara nie są zgodne z sercem?

 

W Biblii wciąż są zachowane fragmenty, których można się uczepić i zostać przy nich. Takie, które wołają do stania się dzieckiem, do serca, do szukania prawdy w sobie, bo w sobie odnajdziemy Boga/Jezusa. Ale znowu w kolejnym fragmencie znajdziemy rozdźwięk i zaprzeczenie wcześniejszych zdań. 

Podobnie stało się z Koranem, który z Biblią ma wiele, wiele wspólnych źródeł. I popatrzcie ile różnic i nienawiści mamy w obecnych czasach. Ile wojen się toczy i jak bardzo religie zostały zmieszane z prawem, z Watykanem, z polityką. 

Człowiek z „ego matrixowym” zawsze znajdzie sposób, by wiarę uprawomocnić na swoją egoistyczną korzyść. Nawet jeśli będzie to kosztować tysiące istnień. 

 

Zboczę na chwilę z tematu, ale potem się ładnie zejdzie. I skumacie.

 

Energia. Każda rzecz, każda cząstka, atom, myśl, listek, słowo, komórka, działanie jest energią. Intencja jest energią. Pieniądz jest energią. Wiara jest energią. 

 

Im więcej energii skupiamy na konkretnej rzeczy, tym bardziej ta rzecz rośnie w siłę. To efekt działania tzw. wahadeł. Im więcej energii oddajesz komuś/czemuś tym mocniej i silniej dane wahadło się rusza. Im więcej ludzi oddaje komuś/czemuś swoją energię (a zbiorowa energia to już nie byle co!!) tym potężniejsze staje się dane zjawisko (przykładem są światowe igrzyska piłki nożnej czy rosnący weganizm z medytacją). 

 

Dotyczy to niemal każdego wydarzenia w Waszej codzienności.

 

Dlatego Wasza intencja jest bardzo ważna.

 

Ty nadajesz określoną intencję danej rzeczy, zjawisku, sytuacji. Od Ciebie zależy czy będzie ona dobra czy zła. I od Ciebie zależy, czy oddasz komuś/czemuś swoją energię, jak również Ty sam zdecydujesz czy Twoja oddana energia będzie spokojna czy pełna nienawiści. 

 

Dlatego im więcej wiesz, im bardziej się otwierasz na nowe, nieznane, tym łatwiej jest Ci podejmować pewne decyzje i mieć ich świadomość, mieć nad nimi kontrolę, nad swoim ego, emocjami, uczuciami. Jest łatwiej przestać się szarpać i pozostać sobą. Neutralność, dystans i chronienie swojej energii to priorytety w dzisiejszych, jakże pogmatwanych czasach.

 

Energia serca, świadomość kosmiczna, dusza ludzka jest bardzo, bardzo cenna. Matrix jej łaknie, karmi się nią, pożąda chciwie. I wymyśla różne sztuczki, by przyciągnąć do swojego grona niewinną duszyczkę. Robi wszystko, by zabrać jej energię i urosnąć w siłę. 

 

Dlatego mamy różne odłamy wszelkiego rodzaju religii.

 

I najgorsze z tego wszystkiego jest przemieszanie matrixowej religii z … sercem.

 

W skład religii obecnie wchodzi też ezoteryka. Okultyzm powstał mniej więcej w tym samym czasie co chrześcijaństwo i islam. Wątek Szatana przewija się niemal wszędzie. Szatan ma różne legendy, imiona, korzenie. Nie zawsze jest utożsamiany ze złem (np jedna wersja Lucyfera, jako odtrąconego od Boga, niosącego Światło, Prawdę). Nie wiemy, nie rozkminiamy, nie wchodzimy, NIE KARMIMY.

Do ezoteryki włażą wszelkie hipnozy, taroty, astrologia profesjonalna, rytuały i obrządki z białej magii, numerologia, wahadełka, mediumiczne & nadprzyrodzone zdolności. To tak ogólnie. 

Do ciemnej strony ezoteryki dołącza woodoo, kontrola umysłu, programowanie umysłu na różnych poziomach (alfa, beta, itd), szatańskie rytuały, oraz …

cudowne uzdrowienia. Tutaj pokażę liścik od jednej czytelniczki. Takich osób jak Jan od Boga jest wiele, wiele na Ziemi. Nie jedźcie, nie chodźcie, szkoda kasy i Waszej energii, oraz przede wszystkim, szkoda Waszego życia.

 

Czytelniczka na blogu Anetkę zapytała:
“Witaj Anetko. Mam pytanie – czy wiesz coś na temat Jana od Boga ? Od kiedy przeczytałam o jego uzdrowieniach wciąż się zastanawiam czy nie polecieć do niego. Mój Mąż nie widzi na jedno oko ( wypadek w dzieciństwie ). Nie znam się na działaniu takich energii, czy oprócz pozytywnych efektów mogą przynieść też negatywne. Jestem pewna że wiesz coś więcej i jakoś doradzisz ?”
Anetka odpowiedziała:
“Tak, znam gościa. Osobiście nie zgodziłabym się na sobie podjąć uzdrowienia z jego strony, nawet gdyby był moim kumplem i robił za darmo. Bo tu nie chodzi o sam fakt uzdrawiania, ale otoczkę jego energii. I masz słuszne wątpliwości – nie znamy efektów PO u takich ludzi w zakresie długofalowym, a te potrafią być bardzo groźne, jeśli chodzi o byty niematerialne. Zwłaszcza te oparte na religiach. Bezpieczniej jest znaleźć kogoś lokalnego, kto zajmuje się przywracaniem naturalnego biopola człowieka (częstotliwości elektromagnetyczne, niedobory witaminowe, mineralne, itd), bez ingerencji jego własnej energii. Bo kiedy człowiek przyjmuje cudzą energię, ona podpina się pod nas i sprawia, że życie się zmienia, zmienia się ciało, spostrzeganie świata, podejście do życia, w różnych aspektach. W takich przypadkach trzeba pytać się ludzi już po kilku latach od takich “uzdrowień”, jak się czują i na ile ich życie się zmieniło po tym “uzdrowieniu”. Idźcie za głosem serca, fenomeni na światową skalę nie są nam przychylni. Najlepsi, ze złotym sercem, czystym polem energetycznym są ludzie schowani po domach, działający bez parcia na szkło i kasę.”

 

Zobaczcie, że te osoby (fenomeny od cudownych uzdrowień) są wiernymi katolikami, ale wierzą też w swoje lokalne bóstwa. Czytałam trochę o tym ostatnio, ich wywiady, jak się zwracają do ludzi, do siebie.

Nikt, kto mówi, kto rozkazuje „Módl się do MOJEGO Boga, proś MOJEGO Boga o łaskę, On zdecyduje czy Cię uzdrowić, czy nie.” – nikt, kto mówi w ten sposób nie ma w sobie TEGO Boga.

 

Służalczość to cecha fałszywie pięknej wiary.

 

A cudowne uzdrowienia mają przyciągać, kusić, zbierać energie (piszą o tym Wingmakerzy, wątek transhumanizmu – bio-ludzkie „żniwa”)

 

W zamian za uzdrowienie dostaję Twoją energię, Twoją duszę. Dopóki we mnie wierzysz, dopóty będziesz zdrowy (i bogaty).

 

Jest wielu Jezusów, wielu Bogów, wiele Maryj, aniołów i archaniołów, które stwarzają złudne poczucie spokoju, szczęścia, błogości, zjednoczenia. Ludzie widzą ich w swoim umyśle, tak jak znają poprzez daną wyuczoną religię. Nierzadko „wtrącają” się obce byty/postaci astralne, które stają się mimowolnymi przewodnikami – medium. Podpięte pod taką osobę, jak wampir, posługują się Tobą by kusić innych. Jesteś tylko ich narzędziem.

Wielu ludzi, po takich uzdrowieniach „wraca” do chorowania, bo życie idzie do przodu, zmieniają się poglądy, idee, z każdą decyzją, wydarzeniem, człowiek się rozwija, mądrzeje, więc logiczne jest, że nie będzie trwał wciąż na tym samym poziomie energetycznym. I tym samym oddawał energię „uzdrowicielowi”.

 

Idąc dalej.

 

Matrix macza palce również w „głowie”. W snach, wizjach, odczuciach, deja vu. Reinkarnacja również jest sprawką matrixa. Mimo, iż wydupczona z Biblii to i tak została zeszmacona. Matrix jest tak skonstruowany, by przyciągać duszyczki i nie pozwalać im wyjść poza hologram, poza określony wymiar na Ziemi (o ile takowy istnieje).

To tzw. pułapka matrixu, cykl życia, błędne koło, Samsara.

 

Dlatego w chwili śmierci klinicznej na przykład, na końcu tunelu mamy światełko i rajskie ogrody. Świetna iluzja! I wracamy po takiej śmierci klinicznej, prawda? I głosimy, że nie ma czego się bać, bo śmierć nie boli i po drugiej stronie jest ciepełko, bezpieczeństwo i spokój. I Jezus czeka.

 

Ten rajski ogród to taki show home – pokazowy dom dla potencjalnych, zainteresowanych „kupców”. Reklama Samsary.

 

Dlatego nasze sny, wizje dotyczą przeważnie wcieleń z innych światów równoległych na Ziemi, ale wciąż w matrixie. Bardzo mało kto ma „pamięć” spoza hologramu. Bardzo mało ludzi.

Tak, matrix dotyczy również ras kosmicznych, astrologii, czanelingów. Wyrafinowy, wysoki poziom w białych, eleganckich rękawiczkach. Wciąż nie wiemy, które rasy są fajne, które są be. Jest cholernie ciężko odróżnić osobę-kosmitę spoza hologramu (Aldebaran, Arkturian, Andromedian, itd) od osoby, do której podpiął się jakiś matrixowy kosmita a’la Mały Szarak, Reptyl czy inny Draco. Lub co lepsze – pod dobrą rasę podpiął się jakiś zły a Ty masz uczucie wiecznej walki w swoim wnętrzu. 

Jest cholernie ciężko walczyć z własnym ego na tym polu – bo TEGO właśnie matrix chce, byś myślał, jakim to wyjątkowym i dobrym i super kochającym Arkturianem jesteś.

 

W ciągu ostatniego roku miałam z tymi tematami wiele, wiele do czynienia na własnej skórze, ale to zostawiam na swoją książkę.

 

I po ostatnich miesiącach, NA CHWILĘ OBECNĄ, dobitnie stwierdzam, że 

 

matrix potrafi perfidnie manipulować sercem dziecka.

 

Potrafi tak go zaprogramować, że dziecko pamięta pewne wydarzenia, sytuacje, sny i wizje, zachowania by potem w dorosłości je skojarzyć, powiązać, poanalizować i finalnie wziąć to wszystko jako odpowiedź, WYŁĄCZNĄ PRAWDĘ.

 

Bzdura.

 

Reinkarnacja matrixowa (w obrębie Samsary) a reinkarnacja kosmiczna to dwie różne sprawy. My wciąż jesteśmy na etapie matrixu. Nieprędko wyjdziemy poza hologram, chociaż nie wyjdziemy, ale Ciebie już tu nie będzie i tak. 

 

Jak odróżnić piękne zło od dobra?

 

Piękne zło zawsze będzie chciało, byś mu służyła. Będzie Ci oferowało spokój, ukojenie, cudowne wyzdrowienie, wysoko wibracyjne połączenie z samą Górą, niespotykane zdolności paranormalne typu telekinezy, telepatie, leczenie rękami, prostowanie czyichś energii, będzie nakłaniało do przyciągania ludzi ku sobie, zbierania ich wokół Ciebie. Nierzadko w zamian za to oferuje Ci też sławę i bogactwo. Matrix robi wszystko by odciągnąć Cię od Twojego własnego środka, dlatego kontakt z pięknym złem zachodzi zawsze na poziomie głowy, w górze jakby, w mózgu, objawia się werbalnie, poprzez słowa, zdania, często obrazy, urywki filmów. Piękne zło wymaga od Ciebie wyrzeczeń różnego rodzaju, lub przymusza do robienia czegoś wbrew Twojej woli, niezgodnie z sercem, ale robisz, bo cel i oferta kusząca. Pomagasz innym, ale sama marniejesz w oczach. Piękne zło operuje Twoim językiem, którym aktualnie się posługujesz.

 

I najlepsze jest to, że Ty kompletnie nie jesteś tego świadomy. Ale Twoja dusza jest, i jest chętna na takie doznania. Tak samo bywa „ślepa” jak Ty bywasz ślepy na cudze obiecanki-cacanki. 

 

Dobro/Prawda zawsze będzie w Twoim środku. Ty i tylko Ty sama znasz Wasz wspólny, unikalny język. Mimo, iż jest on pozbawiony słów, obrazów to zawsze wiesz o co chodzi Twojemu sercu. Ze swoją świadomością porozumiewasz się „bezmyślnie”, na poziomie energetycznym. Działasz spontanicznie, odruchowo. Nie jesteś kimś szczególnym, prowadzisz zwyczajne życie, nie odczuwasz braków, masz wszystko czego Ci potrzeba. Ładujesz się do środka, uziemiając się, przebywając na łonie natury, robiąc to co kochasz – malując, konstruując elektryczny samochód, szukając leku na raka. 

 

I proszę Was – nie babrajcie się, nie wchodźcie w żadne okultyzmy, horoskopy, taroty, wahadełka, jakieś Jezuski i anioły na internetach, nie wchodźcie w żadne czanelingi i grupowe zjazdy plejadianów. Zostawcie to profesjonalistom, ludziom świadomym, którzy wiedzą z czym mają do czynienia w wyższych wymiarach (są tacy, są dobrzy tarociści, są dobrzy astrologowie, są dobrzy ludzie, którzy serio pomagają i pokazują jak działać na poziomie serca). Nigdy nie wiesz w czyje sidła wpadniesz i czy w ogóle wyjdziesz z tych sideł. Nie każdy ma ochronę i na tyle rozumu, by nie popaść w obłęd, obsesję i zatracenie się w fałszywej duchowości. W razie czego – uciekajcie do natury, to „obojętna”, pozbawiona biegunów moralności energia. Za to jakże wyciszająca.

 

I jeszcze raz piszę – prawdę i boskość i wszystko czego potrzebujesz znajdziesz tylko i wyłącznie w swoim środku, w swoim sercu. 

 

NIGDY „NA ZEWNĄTRZ”.

 

 

Wpis inspirowany własnym dzieciństwem, ostatnimi dwoma miesiącami, korespondencją mailową z arcytrzeźwą czytelniczką oraz książką „Piękna strona zła” Johanny Michaelsen.

 

kamienie anetki

Ty wybierzesz czy te pozaziemskie kamienie będą miały określoną „energię”.