Kilka dni temu, będąc autem w długiej trasie, puściliśmy sobie z moim M. „kabaret” Chrisa Rocka. Pomijam jego ostre odzywki, ale mówię Wam – gościu ma rację!

I dlatego podsumowanie roku 2018 oraz rozpoczęcie kolejnego 2019 uwieczniam słowami:

 

„Niech Wam życie daje dużo kopów w dupę!”

 

Chris Rock to wyjaśnił na przykładzie nękania dzieci w szkole. Wicedyrektorka zapewniała rodziców, że w jej szkole nie ma absolutnie żadnego miejsca na żadnego rodzaju przemoc psychiczną i fizyczną między uczniami. 

Powiedzielibyście, świetnie, ekstra szkoła, dziecko się może czuć bezpieczne, może spokojnie się uczyć i rozwijać swoje pasje/talenta. Oraz mieć normalnych przyjaciół.

Czyżby?

Hehehehe…

 

Po pierwsze – taka szkoła nie istnieje. Ideały w słowach dyrektorów i wicedyrektorów pozostają tylko słowami. 

Po drugie – taka „idealna” szkoła rozwija i wychowuje, najprościej mówiąc, „ciepłe kluski”. I dlatego 

po trzecie – nieważne jak ostry miałbyś regulamin w swojej szkole i ilu policjantów przy bramkach by stało, zawsze się znajdzie jakiś ogarnięty starszak, który będzie chciał skutecznie rządzić po swojemu szkołą. Zawsze.

 

I to właśnie takie starszaki powinni być wielbieni i chwaleni przez rodziców uczniów. Do takich szkół rodzice powinni posyłać swoich dzieci. Do szkół publicznych, lokalnych, miejskich, do szkół patologicznych. Do takich zwykłych, ze zwykłymi dyrektorami i zwykłymi, osiedlowymi uczniami. 

 

Bo tylko takie szkoły przygotują Twoje dziecko do dorosłego życia. 

 

Szkoły z ostrym regulaminem, z polityką „zero nękania”, wypuszczą na świat niedorajdy życiowe, kaleki psychiczne. Może te kaleki psychiczne owszem, będą utalentowane, genialne i będą miały gwarantowane stypendium na Yale, ale heloł… 

Odróżniajmy inteligencję umysłową od inteligencji emocjonalnej i społecznej. Bo właśnie te dwie ostatnie warunkują Twoje przetrwanie w dorosłym życiu.

Nauka to teoria. Ludzie to praktyka. Doświadczenia to praktyka emocji i więzi ludzkich.

 

Dzieci bez doświadczeń społecznych już w liceum nie wyjdą na ludzi, że tak powiem. Muszą napotykać kłody, mury, płoty w postaci pobicia, szykan, bójek, plotek na całą szkołę, złych ocen, trudnych sytuacji, muszą, po prostu muszą się nauczyć stawiać im czoła.

Muszą się nauczyć radzić sobie z własnymi emocjami, wyrażać swój gniew, ujawniać własne poczucie sprawiedliwości. Muszą uczyć się pokory do rzeczy, na które nie mają wpływu, muszą nauczyć się szacunku do innych, odróżniać właściwe wzorce do naśladowania i wybierać autorytety. 

Muszą po prostu popełniać błędy, bywać na dnie, dostawać dużo kopów w dupę.

By potem umieć przeprosić, podziękować, przebaczyć, docenić.

 

Szkoła „bez nękania” tego nie zapewni. Zapewni hurtownię introwertycznych geniuszy, którzy będą się bali zawierać głębsze relacje, związki, małżeństwa. Ciepłe kluski emocjonalne i społeczne to premierowe wersje samobójców. Łamliwi inwalidzi bez poczucia własnej wartości.

 

Skupionych na sobie, na własnym wnętrzu, na pogrążonych w ciężkich depresjach neurotyków w garniturach od Armaniego, szukających porad u drogich psychologów. 

 

Takie pokolenie z porcelany. Kruche pokolenie. 

 

Które jak coś rozbije to kupi nowe aniżeli poskleja.

Doszło nawet do tego, że jedna matka podniosła raban na całą Anglię, bo nie chciała swojemu 8-latkowi puścić bajki „Król Lew„!! 

„Bo za okrutna.”

 

I dalej.

 

W jaki sposób przekłada się to na życie?

 

Przypuśćmy, że taka ciepła kluska, która nigdy nie dostała w dupę w domu czy w szkole staje nagle w obliczu jakiejś poważnej sytuacji – śmierci członka rodziny, propozycji wspólnego zamieszkania, narodzin dziecka, bankructwa własnej firmy, itd.

Co robi?

Najzwyczajniej w świecie załamuje ręce.

Czyli – upija się, sięga po narkotyki, środki nasenne, dusi swoje uczucia, gniew, emocje w sobie, bierze psychotropy, idzie do psychologa na kozetkę, idzie do wróżki do tarota, dzwoni na numerologiczne infolinie, jednym słowem 

szuka każdego sposobu, by decyzję za niego podjął ktoś inny. 

 

Szuka potwierdzenia we wszelkich możliwych dostępnych źródłach, że zrobi dobrze, że stabilizacja wróci, że krytyka nie będzie tak raniła, że te przykre emocje znikną a gniew sobie pójdzie, że nie warto burzyć swojego porządku, zmieniać swoich wartości, swojego solidnie budowanego przez lata gruntu.

 

Który okazuje się bardzo często gruntem na cienkim lodzie. 

 

Ciepły klusek stoi w miejscu, na skrzyżowaniu, nijak się ruszyć. Sam nie pójdzie przecież, boi się, że lód pęknie i jego życie i on sam się rozsypie i nic nie będzie takie samo. Bo będzie gorzej, z pewnością będzie gorzej.

 

Natomiast człowiek po zwyczajnej, „patologicznej” szkole i zwyczajnej rodzinie z klapsami i kłótniami z młodszym bratem, to o niego nie ma co się martwić. 

Gdzie jakieś górnolotne ezoteryki i horoskopy? Gdzie jakieś fortuny na psychotropy czy taroty? Gdzie jakieś wódeczki do zapomnienia samotnymi wieczorami? Gdzie tam…

 

Taki to po prostu zakasa rękawy, przyjmie hardo wszelką krytykę na swoje cycki, walnie metodą „oko za oko”, rzeknie z grubego mostu „dziękuję”, „ależ nie ma za co”, „dawaj, idziemy dalej”, „przepraszam, zapamiętam i nie będę tego już więcej robił”, „dobrze, to w takim razie co robimy?”, „no boli, poboli, i przestanie, życie musi boleć od czasu do czasu”.

Krótko, zwięźle i na temat.

 

Życie MUSI boleć od czasu do czasu, życie to linia serca, sinusoida, cosinusoida, doliny i szczyty, doświadczenia radości i doświadczenia cierpienia, góra i dół, góra i dół. Linia pozioma to martwe życie, wegetacja, stanie w miejscu.

 

Prawdziwe życie to prucie do przodu, w poziomie. Wegetacja to stanie w miejscu i prucie do góry, pionowo, w świat abstrakcji, wyobrażeń, ezoteryki, matrixu. 

 

Wiem, bo wyszłam z tego w tym roku. A kiedy wyszłam moje życie nagle popędziło mocno do przodu. 

 

Rzuciłam wieloletnią hutę, bardzo szybko znalazłam kolejną, idealną, pracę dla mnie. Zmieniłam styl jedzenia, styl życia, odpuściłam wszystko, puściłam wszystko, przestałam się spinać, strachać o przyszłość, stresować się o swoje ciało, przestałam się trzymać kurczowo „autorytetów”. 

 

Stałam się sama sobie autorytetem, z własnym poczuciem wartości, twardą głową na karku, z własnym lądem i portem dla innych ludzi. 

 

W ciągu kilku miesięcy założę własny biznesik i skupię się na wydawaniu ebooków.

Znalazł się też M., który ptaszkuje wszystkie moje punkciki na liście „idealnego mężczyzny”. Dzięki niemu wygrzebałam się z urojeń ezoteryki a traumy stały się nagle nieważne, nieistotne. Dzięki niemu nauczyłam się też sporo o relacjach damsko-męskich, o relacjach międzyludzkich w ogólności. Ale…

ja sama też musiałam ostro pracować, by dojść do tego punktu, w którym teraz jestem. Sama musiałam zakasać rękawy, zacisnąć zęby, wyryczeć się do ostatniej łzy, chcieć zmian w sobie i dookoła mnie. Sama musiałam pójść na kompromisy, poświęcić sporo od siebie, przejrzeć na oczy, wydukać na głos to, co skrywałam w sobie od dzieciństwa, nawet jeśli było to bardzo głupie. Sama musiałam zrobić czystkę znajomych, ustalić nowe priorytety, nauczyć się bezboleśnie „ranić” najbliższych, bo przecież ja też jestem ważna, też mi się należy. W efekcie totalnie zmieniłam swoje priorytety, oczekiwania, przewartościowałam siebie całą.

 

Miniony rok to było takie „wybieranie” i „ustawianie” swojej nowej rzeczywistości, kolejne odhaczania najważniejszych rzeczy w życiu – praca, partner, pasja, biznes. Wszystko jest już, można teraz żyć.

 

Mam 36 lat a dopiero teraz czuję, że jestem na swoim miejscu. 

 

I nie potrzebuję do tego żadnych obcych porad z ezoteryki czy szerokiej bazy socialmedierskich influencerów. Sama powiem, spróbuję, zrobię, zadziałam. 

„Nie szukaj problemu! Znajdź rozwiązanie!”

 

Dostałam sporo kopów w dupę w tym roku, w ogóle w całym życiu. Bolało jak cholera, poduszki mokre od łez, wiecznie zmęczone i napięte ciało, stres tu, stres tam. Nie żałuję ani jednego kopa, dzięki nim nauczyłam się doceniać co tak naprawdę w życiu jest ważne – dziękować, przepraszać, wybaczać, szanować. 

 

„Mów do mnie!” – tego Cię żadna szkoła z regulaminem „zero nękania” nie nauczy. Żadna taka szkoła nie da Ci możliwości, byś wydusił z siebie gniew, byś potem tego gniewu (bo Cię w toalecie podtapiali) nie przerzucił na wątrobę, na komórki rakowe, na schizofrenie.

 

Musi być równowaga, po prostu musi być. 

 

Ty wybierasz co zrobisz dalej po kopnięciu w Twoje cztery litery.

Ty zdecydujesz czy będziesz się użalał nad czerwoną, opuchniętą dupą czy wstaniesz, otrzepiesz tyłek i z mocniejszą dupą pójdziesz próbować dalej.

 

Dlatego w 2019 roku życzę Wam wszystkim naprawdę poważnych kopów w Wasze porcelanowe tyłeczki, żebyście nauczyli się co to znaczy żyć i nauczyli się wybierać własne rzeczywistości. Jak najlepsze!!

 

By każdy taki porządny kop sprawiał, że w ciągu sekundy będziecie umieli powiedzieć sobie Nowy dzień, nowa ja!

 

Wasza Anetka

 

aneta nieslyszaca blogerka porcelanowe pokolenie

Buziaczki i kopy w dupę gratis :*