Kilka tygodni temu zagadała do mnie pewna czytelniczka. Była roztrzęsiona, w rozsypce psychicznej i szukała wskazówek, sposobów jak uciszyć swój wewnętrzny chaos. To była trudna rozmowa, rozłożona na kolejne kilka dni.

Ja cały czas Wam wszystkim dookoła mówię, że życia na poważnie się nie bierze, ale też przypominam, by za bardzo nie hulać. Bo jak się rozpędzisz w tym hulaniu – przegapisz życie.

Na poważnie się nie bierze, bo wtedy się denerwujesz. Po co? Czym? Dlaczego?

Zasada jest prosta i warto się jej trzymać:

 

„Nie wolno bać się życia, bo wtedy wszystko się chrzani.”

 

No dobra, to co z tą czytelniczką?

 

Najpierw zapytała się o mój stosunek do ezoteryki, a właściwie kart Tarota. Ileś lat temu wróżka jej przepowiedziała parę rzeczy. I te rzeczy mają się jej spełnić niedługo. Również kolejna, niedawno odwiedzona, wróżka przepowiedziała jej mniej więcej to samo.

Zdrada męża, rozwód, nowe życie, nowy mężczyzna.

Ma córeczkę. I ta córeczka jest dzieckiem z nowego pokolenia (wyczułam to na zdjęciu) – jest bardzo czuła na energie, zwłaszcza energie swojej matki a mojej rozmówczyni. 

 

Zmienię imię matki i nazwę ją Karoliną a córkę – Alicją. 

 

Karolina jest w związku małżeńskim, kocha męża bardzo, bardzo, z wzajemnością. Nie potrafiła przyjąć do wiadomości, że mąż może ją zdradzić, dlatego zawczasu szukała już dowodów – sprawdzała telefony, grafik, internety, itd. Podejrzewała go o wszystko. Stworzyła sobie małe, kobiece piekło w swoim umyśle – zazdrość, żal, pretensje. Bała się, cały czas się bała, że utraci to co teraz posiada – domowe, ciepłe szczęście. Nie wierzyła, że może coś takiego się stać jak rozstanie się z człowiekiem, którego bardzo kocha, jak ona mogłaby bez niego żyć, jak sobie poradzi sama z córką i przede wszystkim – DLACZEGO do tego musi dojść?

Karolina swój strach, począwszy od pierwszej wróżki, kumulowała w sobie nieświadomie, nosiła go, nosiła w sobie ten przykry ułamek przeznaczenia. Później urodziła się Alicja, ze swoimi „mocami”, dziewczynka podrosła, nauczyła się mówić. I zaczęła opowiadać o swoich snach. I te sny przerażały Karolinę. 

Były typowo metaforyczne, ale idealnie odzwierciedlały utajony, skumulowany przez lata, strach Karoliny przed nadejściem tego co nieuniknione. 

Mała Alicja miewała dosłownie koszmary od kilku lat a Karolina nie potrafiła sobie z nimi poradzić, nie potrafiła ich zinterpretować, by móc pomóc córeczce w jakiś sposób. Kolejna wróżka poradziła jej, by zrobiła rytuały z „białej magii”, co podniosło moją jedną brew. 

Nie, takie rytuały są zupełnie niepotrzebne. Energia dziewczynki jest silna, samowystarczalna i poradzi sobie bez wspomagaczy doskonale. Alicja jest odbiorcą, czytaczem, pośrednikiem, medium, takie rzeczy nie podlegają zewnętrznej ochronie. One same w sobie mają już „wbudowany” kokon. Alicja była i jest lustrem energetycznym dla Karoliny. Karolina „patrząc” na sny córki musiała nauczyć radzić sobie ze swoim strachem przed przyszłością. 

Dopiero jak poradzi sobie ze swoimi „demonami” w codziennym życiu to wtedy Alicja będzie spała spokojnie. 

Ale najgorsze dopiero przed Karoliną – bo czy faktycznie jej mąż ją zdradzi? Przecież niekoniecznie może to się stać w ten sposób. Może dojść do rozstania inaczej, o ile dojdzie. A Karolina poprzez swoje działania i zachowania (podejrzliwe sprawdzanie męża) jednocześnie przyciąga „szanse” na spełnienie tego „proroctwa”. Nakręca się sama, doprowadza sama do tego przełomowego punktu w jej życiu. 

 

Wiecie…

Tarot nie zawsze przepowiada nam przyszłość. Jego zadaniem jest pokazywać nam ewentualne możliwości wyboru, opcje i skutki naszych decyzji, bo finalnie my sami wybieramy. Pozornie mamy wolną wolę, ale przeznaczenie, to coś w górze, nasza karma, linia życia, lekcje do odrobienie, tego nie przeskoczymy. Tarot odczytuje Twój AKTUALNY stan i na podstawie tego AKTUALNEGO stanu „wytycza” on możliwe opcje i wybory, które możesz podjąć będąc w tym stanie. Jeśli jutro zmienisz nagle swoje podejście i spostrzeganie do życia to wczorajszy rozkład kart Tarota będzie już o dupę kant potłuc. On jest Twoim „pośrednikiem”, narzędziem, czyta Twoje energie i jest tak samo zmienny jak Ty sama! Warto mieć to na uwadze.

 

Pewne zdarzenia są wpisane w nasze życie, nie uciekniemy przed nimi, są częścią naszego rozwoju, o ile ten rozwój świadomości istnieje. Możemy wiedzieć o tym co nastąpi, ale od nas zależy jak zareagujemy. Czasem bywa to przekleństwem, czasem darem. Trzeba przejść wszystkie fazy – zaprzeczenie, pogodzenie się, spokój, by na końcu powiedzieć sobie po wszystkim:Jednak dobrze się stało…”

Emocje i odruchy, łzy, śmiech, cierpienia, żale, pretensje, są wpisane w naszą osobowość, uczymy się z nimi sobie radzić, oswajać je, kontrolować, nazywać. Uczymy się z nimi walczyć, kochać, rozumieć. Emocje są częścią Ciebie, ego jest częścią Ciebie, dusza i serce i umysł również. One wszystkie składają się na Ciebie całą.

A kiedy umysł szaleje ze strachu, ego świruje, bo już oczekiwań nie będzie miał kto spełniać (relacja mąż-żona-pełna rodzina), serca nie słychać, albo słychać bardzo cichutko. Które mówi, żebyś zaufała, żebyś była spokojna, że nie zginiesz, że dasz radę, że potem będzie lepiej, piękniej, że warto będzie przejść przez chaos emocji i umysłu. 

Że balans musi być zachowany, że nauczysz się oswajać strach i nie pozwalać mu później, by rządził Twoim życiem.

Że wszystko siedzi w Twojej głowie i nie istnieje. Że to Twoja wyobraźnia, projekcja Twoich myśli i ukrytych lęków. Że jeśli to wszystko puścisz – rzeczywistość wokół Ciebie się zmieni nagle i Alicja będzie spała spokojnie a Ty zdecydujesz właściwie co do ewentualnego rozstania z mężem. 

 

Ezoteryka potrafi naprawdę uwalić na mózg, sprawia, że odlatujesz w schizowe abstrakcje, które nie mają racji bytu. Chcesz duchy, to będziesz miała, chcesz zdradę, to będziesz miała, wystarczy, że się boisz. Strach jest potężną energią kwantową, dużo łatwiej i szybciej się urealnia niż pozytywne „marzenia” i fale wdzięczności.

 

Ale z drugiej strony – bać się życia? Niektórzy się bardzo boją. Luke Honey zauważył: 

„No bo jak się nie bać życia, życie jest nieprzewidywalne, chaotyczne ciągle w ruchu. Życie, to nieznane. Życie to chaos. Nie ma świętego mikołaja. Jesteś tylko Ty sam, i wszechświat, nie ma do życia instrukcji. Częścią podróżowania we wszechświecie, jest cierpienie, bo nigdy nie wiesz co się stanie dalej, czy dobrze wybierzesz, bo skąd masz wiedzieć, życie jest trudne, pełne błędów i cierpienia. Nie da się tego uniknąć.”

 

Nie bój się tracić, nie trzymaj się kurczowo rzeczy i ludzi, których kochasz, na których Ci zależy. Bo pewnego dnia znikną. Nie wolno się bać, bo strach urealnia każdą Twoją chwilę w codzienności, przekłada to na Twoje irracjonalne zachowania, odbija się to na pozostałych domownikach, oni są Twoim lustrem przecież. 

Nie bój się, jeśli jesteś spokojna, czujesz się bezpiecznie w swoim życiu nic złego się nie stanie. A nawet jeśli się coś stanie – to nie będzie miało rozmiaru życiowej tragedii, ale wyzwania i okazji do powstania lepszej wersji siebie.

 

Nie bój się nie brać życia na poważnie, wszystko tu istnieje tylko teraz, jutro tego nie będzie, jutro będzie co innego do doświadczania. Jest to chwila, scena teatru, iluzja.

A nawet jeśli się mylę i życie trzeba wziąć na poważnie? Wytłumaczcie mi w takim razie, dlaczego mam się trząść ze strachu przed każdą zmianą, każdym „przebudzeniem”, każdym pójściem na przód? Dlaczego mam analizować nieprzewidywalne zdarzenia i gdybać na wyrost – gdyby nie moja spontaniczność nie poznałabym mojego M., gdybym nie zagadała swego czasu do Jasona Hunta nie wydawałabym dziś swoich ebooków, gdybym nie wzięła rozwodu męczyłabym się w roli kury domowej i żyłabym pasją byłego męża a nie swoją. Wszystko jest po coś, a ja wiem, że żadnej z tych decyzji nie podjęłam pod wpływem stresu, strachu i przymuszenia. Wszystkie one były dobrowolne, bardzo moje i przesiąknięte odważną ciekawością.

.Przecież to paradoksalnie brzmi – w strachu nigdy nie ruszysz do przodu, będziesz tkwiła w jednym punkcie.

Chcesz?