Wyryj to sobie na czole, wytatuuj. Napisz ślicznym, różowym markerem na ścianie, wściekłą czerwoną szminką na lustrze w łazience, wygrafikuj sobie fikuśnie, wydrukuj w formacie na pół ściany, opraw w ramki i powieś.

Powtarzaj jak mantrę, niech stanie się to Twoim rześkim powietrzem, słonecznym wiatrem, ulubioną czekoladą.

 

„NIC NIE MUSZĘ.”

 

Życie to nie rywalizacja za czymkolwiek. To nie pogoń za najnowszymi zdobyczami matrixa. To nie dążenie do przebudzenia i oświecenia jeszcze w tym wcieleniu.

Życie to po prostu bycie sobą. Tak świadomie, tak pełnie.

Bez nakazów, bez zakazów, bez przymusów.

Bo inni tak twierdzą, bo inni tak mówią, bo inni tak głoszą.

 

Nie, życie to nie kara, nie masz żadnych batów nad sobą. Nikt nad Tobą nie stoi i nie krzyczy, nie hipnotyzuje. Ty sam przyzwalasz na to, sam się podsuwasz pod takiego ktosia i pozwalasz by on do Ciebie krzyczał, manipulował Tobą, hipnotyzował, nakazywał, przykazywał. Ty sam się na to zgadzasz.

Tak naprawdę Ty od siebie nie jesteś sadystą, nie musisz się samobiczować.

 

Ty nic nie musisz.

 

Ty se po prostu jesteś na Gai i se żyjesz. Nic więcej nie masz do roboty.

 

Nic na Gai nie ma znaczenia, ani pieniądze, ani uczucia, ani intencje, ani zdarzenia, ani osoby. Żadna z tych rzeczy nie ma znaczenia. Wszystko jest neutralne, ani kwaśne ani zasadowe, jest obojętne.

 

Wiesz dlaczego?

Bo dopiero Ty nadajesz temu wszystkiemu znaczenie, Ty definiujesz, Ty ubierasz w intencje, energie i Ty decydujesz, czy dana sytuacja, osoba, zdarzenie będzie złe czy dobre.

Dlatego, jeśli nie ma takiej potrzeby, nie musisz niczego nazywać, etykietować, szufladkować do pojęć dobra i zła.

 

Każdy z nas ma swoją drogę do przeżycia, swoje kwiatki do obwąchania i dżdżownice do podeptania. Ty nią kroczysz i to sam, i Ty jesteś za nią odpowiedzialny. Jak również jesteś odpowiedzialny za kogoś, kogo zaprosisz do tej drogi, ale ten ciężar, prędzej czy później będzie Ci mocno uwierał.

 

Sobą czujesz się, kiedy idziesz swoją drogą sam.

 

Bycie samemu nie mam na myśli dosłownie samotności, eremictwa w głębokim lesie, wyalienowania. Chodzi mi o swoją przestrzeń osobistą, czas dla siebie, zdrowy egoizm. Nawet kiedy jesteś w związku, masz swoją rodzinę, należysz do jakiejś paczki wciąż masz prawo do wolności osobistej, do walki o swoje potrzeby, marzenia i cele.

I kiedy idziesz sobie sama tą swoją drogą – oglądasz kadry z filmu, obrazki jak w galerii, zachwycasz się nimi, płaczesz nad nimi, współodczuwasz. Celebrujesz swój własny show, własny teatr na Gai.

 

Nic nie musisz, i wiesz dlaczego? Bo chcesz być szczęśliwy. I chcesz być szczęśliwy, dlatego nic nie musisz.

 

Nie patrz na innych, na cudze drogi. Inni mają wypasione, nowoczesne autostrady, inni ledwo co wydeptane ścieżki, a jeszcze inni, puste, wyjałowione szosy. I co z tego? Niech se mają. Czyjeś drogi nie mają dla Ciebie żadnego znaczenia, nie idziesz nimi, nie nadajesz im odczuć, emocji, doświadczeń, własnych nazw. Nie masz prawa oceniać. Tak samo jak właściciel superszybkiej autostrady nie ma prawa oceniać Twojej kwiecistej, pełnej ziół dróżki. Każdy z Was ma swoje potrzeby, nie warto się porównywać, no bo jak? Żadne DNA w Kosmosie się nie powtarza, żadne DNA nie da się z innym DNA porównać.

 

Dbaj o swoją drogę, o swoje kwiatki, pszczółki, swoje chwasty i dzikie zwierzęta czyhające na niej. Rozmawiaj z każdym, kto Ci stanie na wprost, dziękuj, przepraszaj, wybaczaj, słuchaj, rozmawiaj i jeszcze raz dziękuj. I idź dalej, nie stój. Nie wiesz ilu dziwaków spotkasz, ile bratnich dusz, ile inspirujących postaci, ważnych, chwilowych, kilkuletnich, nieśmiertelnych. Bo niektórzy idą równoległe obok Twojej drogi, w tle, jak cień, jak tory kolejowe. W każdej niemal inkarnacji. I to też jest w porządku.

 

Ciesz się każdym ludziem. Nigdy nie wiesz, kiedy skręcą w bok.

 

Twoja droga jest unikalna, wyjątkowa, jedyna i niepowtarzalna. Jest zilion światów równoległych, zilion wersji twojej duszy, ale nie, nie ma takiej samej drogi. Dlatego nigdzie nie musisz się śpieszyć, gnać, gonić, podążać za czymś/kimś. Nic nie musisz.

 

Idź swoją drogą, biegnij, maszeruj, czasem przystań na chwilę, usiądź, się połóż, popłacz, wyrycz się, poprzeklinaj, wstań, cofnij się parę kroków, czołgaj się i idź dalej. Bądź sobą, bądź świadomy w każdym takim momencie.

Nie słuchaj innych, słuchaj tylko swojego serca, patrz tylko na swoją drogę, ona doskonale wie, gdzie Cię ma prowadzić.

 

Nie, nie znasz celów, nie widzisz horyzontu, nie wiesz, kiedy ścieżka skręci lub nagle zobaczysz skrzyżowanie, nic nie wiesz, dlatego nie oczekuj niczego, nie musiej.

 

Bo kiedy coś musisz – nastawiasz się na cel.

 

Masz idealną drogę na Twoją aktualną inkarnację.

 

Dlatego nie musisz naśladować innych, nie musisz ślepo kopiować innych, słuchać ich. Bo zwyczajnie nie jest to Twoja nauka, nie Twoje kwiatki i pszczółki i chwasty, tylko czyjeś. Ty masz swoje, patrz na swoje, pielęgnuj swoje.

 

  • Mieszkasz w takim a takim miejscu. W domku w lesie a marzysz o penthousie w Londku Zdroju, cywilizacji, drogich sklepach i planujesz tam się przeprowadzić. Ktoś inny gada, że źle robisz, bo Londek Zdrój to światowa stolica gadów, reptyli i w ogóle czarna dziura matrixowa. Ale Ty wiesz, że będziesz źle się czuł i uschniesz na tym leśnym zadupiu. Nie musisz ich słuchać, ich wiedza i ich trapery to nie Twoja wiedza i Twoje szpilki. Wiesz co to ego, wiesz jak próżne bywa. Prawem przyciągania szybko przeprowadzasz się do tego apartamentu i jesteś przeszczęśliwa. Łazisz po primaniach, gucziach, harodsach i jesteś piękna, emanujesz szczęściem i nie żałujesz tego zadupia w lesie. I to jest super!

 

  • Nie musisz być oświeconą mamusią trójki dzieci tylko dlatego, że Twoja najlepsza psiapsióła ma dzieci-gwiazdki, a Ty nie masz i sama jest weganką a Ty wciąż jedziesz na niedzielnych rosołach i drożdżowych na komuniach swoich słoneczków. Nie kopiuj koleżanki na siłę. Sama czujesz co jest najlepsze dla Ciebie i sama wiesz, że robisz wszystko dla swojej rodziny. Nic nie musisz, tylko dlatego, że taka teraz „moda” i trzeba ratować Ziemię, podwyższać wibracje i w ogóle. Wiedz, że bycie właśnie taką spełnioną i szczęśliwą mamusią i żoną jest dla Ciebie najlepszą drogą. I poprzez takie bycie automatycznie podwyższasz wibracje Gai. Bo jesteś szczera w tym co robisz i w tym, kim jesteś.

 

  • Nie musisz być wegetarianinem i weganinem, bo ktoś twierdzi, że to uduchawia i podnosi wibracje. To największa bzdura, jaką ostatnio zdarza mi się słyszeć/czytać. Masz ciało, te ciało jest komórkowo zsynchronizowane z duszą, a ta dusza ma kosmiczną pamięć DNA. Zatem ciało pamięta gdzie się szlajałaś w innych wcieleniach i co jadłaś. To jest absolutnie kwantowo niemożliwe, by w ciągu jednej, góra trzech inkarnacji z mięsożercy w Kanadzie przejść na witarianizm w Indiach. Komórki też się muszą dostosować. Dlatego uszanuj swoje ciało, słuchaj jego potrzeb i nie zrażaj się, jak nie udaje Ci się przejść na weganizm, bo jajka są Ci niezbędne do prawidłowego funkcjonowania ciała. Będzie czas, to w kolejnej inkarnacji przejdziesz sobie bez bólu na ten weganizm, proste. To samo tyczy się mięsa, glutenu, nabiału, cukru, itd. Jest tylko jeden haczyk – masz być świadomy tego co jesz, masz dziękować pokarmowi, że daje Ci pożywienie, masz jeść całym sobą – i ciałem i duszą. Nie ma tu miejsca na ślepe bulimie. Jak masz ochotę na czekoladę o północy – zjedz. Jak masz ochotę na babcine ruskie pierogi – zjedz. Jak masz ochotę na wegańską pizzę na włoskiej pszenicy – zjedz. Jak masz ochotę na schabowego, bo organiczny rolnik właśnie ubił swoją kurkę – opatul swoją wdzięcznością tego kotleta a’la namaste i zjedz. Nie musisz słuchać reszty świata, bo złe, bo obniża wibracje, bo trujące, bo gieemo, bo matrix i nwo i depopulacja. Miej to w dupie. Chcesz przejść na bretarianizm – to przejdź, wolna wola. Będziesz się czuła okej, super, dobra decyzja. Będziesz się czuła źle – super, spróbowałaś, nie miej wyrzutów, że się nie udało, Twoje ciało jeszcze nie jest gotowe, Twoje DNA nie jest gotowe. Nie musisz gonić za innymi, bo to modne i takie ‚oświeceniowe’. Miej na uwadze, że matrix duchowy też ma używane z Twojej energii. 

 

  • Nie musisz chodzić na jogę, bo inni twierdzą, że kundalini, że bogactwo po aktualizacji czakry podstawy, nie musisz biegać, bo nirwana i wydupczenie myśli, nie musisz ćwiczyć codziennie rytuałów tybetańskich, bo lepsze niż joga i odmładza. Masz wiedzę o tym wszystkim, zgadza się, ale nie zmuszaj się do niczego, znajdź swoją niszę aktywności i tam się spełniaj – spaceruj, rozmawiaj z kaczkami, przytulaj się do drzew, boksuj się, leż na trawie, zrób za jednym zamachem 45 km na rowerze, zrób parę skłonów raz na tydzień. I też będzie dobrze. Ciało samo Ci mówi, dusza sama Ci mówi, czego potrzebuje, słuchaj ich. Jeśli masz się uczyć dyscypliny w tym wcieleniu to dyscyplina sama będzie Ci wchodziła do głowy i to będzie dla Ciebie czystą przyjemnością (przykładowo dyscypliny uczą się dusze ludzi związanych z siłowniami i kultem wysportowanego ciała). Świadoma smycz się przydaje, ale czasem lepiej puścić ze smyczy i mieć wszystko gdzieś. Rób cokolwiek, bylebyś nie oszukiwał siebie, masz wiedzę o zdrowiu, Twoja wolna wola co z nią zrobisz.

 

Życie to nieustanne wybory, Twoje decyzje, Twoje konsekwencje, Twoja wyłączna droga. Dlatego nic nie musisz. Co nie znaczy, że masz całe życie przeczekać leżąc na kanapie i wertując strony o przebudzeniach. Nie, nie i jeszcze raz nie. Tu chodzi o nie-naśladowanie innych. 

 

„Nie muszę Ciebie słuchać, za Tobą podążać. Pójdę swoją drogą i tutaj będę doświadczać, szukać, próbować. Będę po swojemu aktywna.”

 

Na każdej drodze, kimkolwiek jesteś, cokolwiek robisz masz być sobą. Masz być w zgodzie ze sobą, masz rezonować ze sobą szczerze, Twoje wibracje mają być czyste, klarowne i czytelne dla Kosmosu. Wtedy prawo przyciągania będzie działało a Ty będziesz mogła spędzić aktualne wcielenie tak najpełniej jak tylko to będzie możliwe. Będziesz mogła przejść swoją drogę bez możliwości ominięcia kwiatka, pszczółki i chwaścika.

Bo kiedy będziesz próbowała kopiować innych, podążać za kimś, będziesz w sprzeczności wewnętrznej, będziesz się szarpała w środku, chwiała się i traciła grunt pod nogami. A wtedy, cóż, pieprzysz sobie życie idealnie.

 

I po co?

 

Nic nie musisz w końcu.

 

Co z tego, że ktoś swoją wiedzą i bretarianizmem pruje po swojej zielarskiej autostradzie? Co z tego? Zostaw go w spokoju, niech się jara swoją wycackaną autostradą, to jego życie.

Ty się jaraj swoją. Bo tylko na swojej drodze możesz być sobą, możesz być wolny, możesz robić cokolwiek chcesz, cokolwiek Ci pasuje, gdzie Ci pasuje i jak Ci pasuje.

 

Bo nic tak naprawdę nie musisz.

 

Pamiętaj, jesteś na Gai i masz do dyspozycji jej wszystkie „dobra” – wybory, studia, uroki macierzyństwa, cierpienia, śmiechy, wpływy i uznanie, technologie, samoloty, przyrodę, domki w lesie, książki, social media, noż multum do przeżycia. Nie zmarnuj tego.

Jesteś na Gai TYLKO RAZ po pierwsze, a po drugie – nigdzie indziej w Kosmosie nie doświadczysz tego wszystkiego. Nigdzie.

 

 

Każdy z Was jest po prostu dziełem sztuki, cokolwiek robi, na jakim poziomie świadomości jest i gdziekolwiek się znajduje.

 

 

Obejrzyjcie sobie na Youtube filmiki Zapatou (Best of web). Zrozumiecie co mam na myśli. Te filmiki mogę oglądać w nieskończoność i za każdym razem jestem zachwycona ludźmi, ich podejściem i życiem tutaj. Życiem jako zabawą.

 

nic nie musisz

I kiedy trzeba – wypijesz dobre piwo oglądając mecz, na jednym z najpiękniejszych miejsc na Gai