W ostatnim wpisie życzyłam nam wszystkich w nowym roku kopów w dupę. Bo bez tych kopów nie uczylibyśmy się życia.

Oczywiście, tekst został zrozumiany bardzo różnie, bardzo indywidualnie, były potwierdzenia i były hejty. Każdy z nas ma swoje doświadczenia, własny pryzmat odbierania moich słów na tym blogu.

Dziś poruszę tę „patologiczną” kwestię z innych stron, których unikałam w komentarzach na facebooku/prywatnych wiadomościach.

Są ludzie, którzy potrafią patrzeć szerzej, i to dla nich jest ten blog.

Nie dla zwykłych rodziców zwykłych dzieci.

Bo potem powstają takie gównoburze, do których ciężko jest mi się ustosunkować przyjmując Wasz poziom świadomości.

 

Oczywiste, że ludzie posiadający dzieci będą mieli zupełnie inne spojrzenie od tych bezdzietnych. Ale to wcale jeszcze nie znaczy, że są „mądrzejsi”. Bo nieczęsto się zdarza, że to właśnie Ci bezdzietni potrafią spojrzeć obiektywnie na relacje rodzic-dziecko. 

Nie będę tego rozkminiać tutaj, nie byłam w tym życiu matką, nie jestem i nie będę. Chcę zwrócić na coś innego uwagę, o której wielokrotnie wspominałam w moim darmowym ebooku o wierze.

 

Na Ziemi musi być równowaga.

 

Musi być cierpienie, musi być zło, musi być smutek, rozpacz, ból. Bo wtedy nie doceni się zdrowia, dobra, radości i spokoju. 

 

Musi być trauma, musi być patologia, musi być krzyk, gniew. Bo tylko wtedy jest szansa na przebaczenie, pogodzenie się, przeprosiny, skruchę.

 

Na ambonach, w poradnikach, od słów starszych ludzi usłyszymy to samo.

 

Jak ktoś nam wyrządził krzywdę – przebacz.

Jak Ty wyrządziłaś krzywdę – przeproś.

Jak ktoś nas oczernił na oczach innych ludzi – postaw się, odpuść, zapomnij i idź dalej.

Jak komuś ubliżyliśmy – napraw wyrządzone krzywdy, puść swoje wyrzuty sumienia i idź dalej.

Im cięższe doświadczenie tym trudniej jest „pójść dalej”.

 

Gwałtów, molestowań fizycznych i mobbingów, morderstw, wypadków jest pełno. Jest dobrze dopóki one nas nie dotyczą. A kiedy dotkną …

 

Miara cierpienia każdego człowieka jest inna. Nie wolno porównywać ani osądzać innych (a tego dużo było w tych krytykach, nikt mnie nie zna, ani tym bardziej nie zna mojej przeszłości a porównywał się do mnie, nie wiedząc co tak naprawdę przeżyłam). Każdy ma swoją przeszłość, swój własny pryzmat reagowania na dane traumatyczne sytuacje. Nawet takie, z których nie zdaje sobie świadomie sprawy.

 

Bo wiecie – dochodzi tu też ezoteryka, a wielu z Was jeszcze w nią „wierzy”. Uczepię się jej na krótko.

Mamy młode dusze, dojrzałe i stare dusze. Stare są nie pierwszy raz na Ziemi, przeżyły trochę, pocierpiały, nacieszyły się, odegrały mnóstwo możliwych ról społecznych, w tym rodziców w każdej wersji. Młode jeszcze nie myślą o dzieciach, do macierzyństwa dojrzewają dopiero wczesnodojrzałe dusze. Wielu hejterów ostatniej notki to właśnie takie dusze. Nie dziwię się ich reakcjom, są one całkiem zrozumiałe, uczą się. 

 

Ja jestem bardzo starą duszą. Stąd brak ochoty na posiadanie dziecka. 

 

Kolejna sprawa, ściśle związana z wiekiem duszy – lekcje życia. W tej inkarnacji masz być rodzicem w takim i takim miejscu, z taką a taką sytuacją, z takim i takim dzieckiem. Jak „naumiesz się” utraty dziecka, jak poczujesz co to znaczy chronić go za wszelką cenę, walczyć o niego, jak doświadczysz smaku tego rodzicielskiego szczęścia i dumy podczas pierwszych kroków, słów, zauroczeń, ślubów, niezależnie od stanu jego zdrowia, jak po prostu przeżyjesz wszystkie możliwe strony dobra i zła bycia rodzicem – wtedy poczujesz swoiste zmęczenie tą szkołą.

 

Jedno życie – X lekcji – jeden świat.

 

A tych światów mamy nieskończenie wiele. Mamy nieskończenie wiele wersji siebie. Nie wiemy o tym, nie pamiętamy, za „małe” umysły na Ziemi, ale dusza – tak, ona wszystko pamięta (więcej pamięci mają również stare dusze). Ona jest chętna doświadczać, czuć, przeżywać. Nie należy jej za to winić. Ziemia to tylko iluzja, plan doświadczalny. Jeden z nieskończenie wielu.

Dla duszy emocje są grą, chwileńką, nanosekundą, której już nie ma, było dawno lub jeszcze nie było. To jest ciężkie do zrozumienia dla młodych i dojrzałych dusz. Trochę wiąże się to z empatią, trochę z umiejętnością patrzenia z dystansu. To przywilej, ale i też przekleństwo.

 

Wracając.

 

„Znęcanie się nad dziećmi”. Nie, kochani, nie miałam tego dosłownie na myśli. Człowiek, który wyrządza krzywdę Twojemu dziecku jest Twoim lustrem – lustrem Twoich strachów, lęków, obaw. Urealnia Twój strach, z którego możesz sobie nawet nie zdawać sprawy. Jest Twoją lekcją. 

A samo dziecko – jego zachowania, reakcje, doświadczenia są Twoim lustrem również. Zrozumiesz swoje zachowanie, swoje reakcje względem niego, zmienisz postawę i styl rozmawiania – Twoje dziecko zmieni się też. 

Zauważyłam po swojej relacji z Mamą. Zauważyła to też jedna czytelniczka.

 

 

Ile poradników napisano o tym, jak rozmawiać z dziećmi, jak je chronić przed złem tego świata, jak postawić na świadome rodzicielstwo. To zawsze będzie na chodzie wraz z rozwojem technologii i duchowości. Dziś już nie ma autorytetów i szacunku, jest samowolka wychowawcza. Dzieci się wychowują same. 

 

I znów zboczę na chwilę. 

 

Dzieci to indywidualne dusze, wybierają sobie dzieciństwa do doświadczania – białaczki, przedwczesne śmierci, poronienia (niegotowość do życia), molestowania i gwałty (karmy rodowe), samobójstwa z powodów cyberprzemocy. Mylicie się grubo, że to Wasza wina w wychowaniu. Tragedie zdarzają się nawet w świadomych, wysoko uduchowionych rodzinach!

 

Dzieci się wychowują same. Rośnie zjawisko przybywania na Ziemię dzieci z aurą kryształową i tęczową. To stare dusze, ze sporym bagażem traum, wysoko empatyczne, posługują się innym językiem (język uczuć* dziękuję anna za maila o dzieciach), pamiętają dużo z poprzednich inkarnacji, mają niesamowitą telepatię z naturą i z innymi ludźmi, ale i wymagają specyficznego traktowania – szacunku. Bo tylko w ten sposób będą mogły uczyć innych jak szanować, jak przebaczać i jak kochać. Hellinger, ten od ustawień rodzinnych, nie bez powodu stwierdził, że „trudne dzieci kochają najbardziej”. One nie pojawiają się w Waszym życiu bez powodu.

Wiedzą doskonale, że człowiek rozwija się, rośnie w środku tylko poprzez doświadczanie, poprzez smutek, cierpienia, poprzez naukę przebaczania. Bez trudnych sytuacji nie ma tego!

 

Trzeba z dziećmi umiejętnie rozmawiać, ICH językiem, one potrzebują uwagi, koncentracji, skupienia na sobie, wymagają szacunku, a nie krzyków i czyichś oczekiwań. Im trudniejsza komunikacja między Wami, tym bardziej zamknięte dziecko w sobie, tym bardziej trzeba szukać innych sposobów by dotrzeć do niego. A w tym dotarciu do niego zawiera się WŁASNA WALKA – przekraczanie własnych możliwości fizycznych, psychicznych, moralnych, uprzedzeń i stereotypów.

 

Nie walczycie z dzieckiem o jego kontakt, tak naprawdę walczycie ze sobą!

 

Wierzcie mi, dzieci poza domem rodzinnym świetnie sobie radzą.

To Wy nadajecie im etykiety społeczne. To Wy je „niszczycie”, rzeźbicie i szufladkujecie na resztę życia. 

 

Kliknijcie by powiększyć

 

Czytając krytyki pod swoim adresem, nie przyjmowałam krytyk do siebie, jestem ponad to – czytałam Was, Wasze tła, przeszłości, relacje z dzieckiem. Energetycznie. Ludzie reagują żwawo na to co ich boli, uwiera, dotyka, swędzi. Muszą się podrapać, sprostować.

 

Przecież jak coś dla kogoś jest obojętne – to nie ma reakcji, prawda?

 

Kliknijcie by powiększyć

 

Kopy w dupę są potrzebne. Nie tylko rodzicom, również młodym duszom, które przeżywają depresje z powodu 4+ z egzaminów. Kopniak kopniakiem, ale to od Was zależy jak mocno będziecie płakać. Dziecko ryczy najgłośniej z zabranej zabawki, babcia już Ci całą chatę da bez mrugnięcia okiem. Tak samo z duszami.

 

Życie to tylko nanosekundowa chwila.

 

Jak już szarpać się to konkretnie!