Nie twierdzę, że ezoteryka i religia jest zła i be. Nie twierdzę, że nie powinnismy jej próbować, że nie powinniśmy szukać swojej drogi poprzez nią, szukać „prawdy uniwersalnej”. Ona jest potrzebna, jeśli ją wybierzesz jako proces swojego wzrastania duchowego – to bierz.

Ale nie nawracaj innych na swoje „prawdy”, nie nawracaj mnie na swoją stronę „wiary”.

Bo byłam tam, siedziałam tam i z całym przekonaniem mogę stwierdzić, że ta część życia jest ślepa. I dopiero teraz widzę, czuję i doświadczam realnego, ludzkiego życia.

Ale nie wykluczam też, że ta część życia, w której obecnie sobie żyję, może być również iluzją.

I co z tego?

 

Nie wiem, czy to zasługa M., może w większej części jego, ale nawet jeśli, to bardzo dobrze. Chociaż kto inny twierdzi, że jednak to wszystko moja zasługa, bo to ja musiałam pracować nad sobą, to ja musiałam pracować nad każdą zmianą, która zachodzi we mnie, to ja musiałam przyjmować na cycki każdą traumatyczną sytuację, zdanie, słowo. To ja musiałam im stawić czoło, oczy, serce. Nikt inny.

 

Bo to ja jestem głucha i to ja jestem w mniejszości słyszących. I to ja się muszę dostosować i M. się musiał dostosować również do mnie.

 

Ale o związku osoby niesłyszącej ze słyszącą poświęcę osobną notkę. Dziś chcę skupić się na innym aspekcie. Krótko. Bo to luźne przemyślenia z ostatnich tygodni.

 

Powiedzmy, że wykaraskałam się z tej ezoteryki i religii. I zaczęłam jakby „żyć”. Czyli poruszać się do przodu? Bo ezoteryka jest chmurna i górna? Stoi w miejscu? Załóżmy tak.

 

Życie – na czym polega w nowej odsłonie Anetki?

 

Na komunikacji. 

 

Tak drodzy moi, życie polega na komunikacji.

 

A komunikacja to co to jest? Język? Porozumiewanie się? Werbalne czy niewerbalne? Jest i takie i takie. Pisząc notki na blogu porozumiewam się z Wami niewerbalnie. Ale, niestety, życie pokazało, że ten sposób jest ZA ŁATWY. Pół biedy, że można wszystko napisać do szuflady, sympatycznym atramentem, pół biedy, że można coś opublikować na blogu pod anonimową nazwą. Palce bardzo ładnie są powiązane z naszym umysłem, sercem. Ale przecież nie wszyscy potrafią wyrażać się pisemnie, jak również nie wszyscy potrafią się wyrażać werbalnie.

Można przecież być dobrym w jakiejś formie, ale mimo to, nie umieć powiedzieć najważniejszych rzeczy, nie umieć wyrazić swoich potrzeb, lęków, oczekiwań, pretensji, EMOCJI. 

Pół biedy wyrażać swoje potrzeby krzycząc i bijąc, pół biedy wyrażać traumy poprzez wywijanie kota ogonem, pół biedy… 

 

Odwagą jest powiedzenie sobie i komuś wprost dokładnie to, co w dokładnie danym momencie czuje. Nie krzycząc, nie bijąc, nie uciekając, nie owijając w bawełnę, ani nie zbywając tematu. Ale powiedzieć TO w miarę spokojnie, z głębokimi oddechami, ze łzami w oczach nierzadko, z buzią pełną śliny, z kilkunastowymi sekundami przerwy, byle wydusić to z siebie, byle wykrzesać, byle mieć to z głowy. 

 

Cokolwiek to jest. Bo nic nie jest głupie.

 

Nigdy nie jest głupie coś, co może zaważyć na związku, na relacji przyjacielskiej, rodzinnej. Nigdy nie jest głupie coś, co sprawia, że dana relacja ma szansę być czysta, szczera i bez tajemnic. 

 

Bo w codzienności nie warto mieć tajemnic. Jeśli chcesz z kimś żyć, mieszkać to nie ma bata, kompromis w ustalaniu form komunikacji musi zaistnieć. Bo co będzie dalej, głębiej, później jak już na starcie się zwyczajnie nie dogadacie? Nie powiecie co Wam uwiera, dręczy, przeszkadza?

 

Życie to komunikacja werbalna.* 

 

* w przypadku osób porozumiewających się językiem migowym znaczenie jest to samo – ma być rozmowa i ma być kontakt wzrokowy

 

Przestając szukać swojej „prawdy” w ezoteryce (bo z religią nigdy się nie dogadywałam) spojrzałam na swoje życie z innej perspektywy. Pojawił się M. ze swoją racjonalnością, męskim, dojrzałym rozumem, ze swoim cholernym, upierdliwym

 

Mów do mnie.

 

Musiałam mówić, jeśli chciałam utrzymać nasz związek. Musiałam wygrzebywać zakopane trumny przeszłości i odklejać zasklepione plastry po niezabliźnionych wciąż ranach. I wiecie co? On to odczuwał i odczuwa dalej w naszej codzienności. Ja się zmieniam, on się zmienia, nasz związek dojrzewa, nabiera głębi. Skupiam się na nas, na wspólnych chwilach w różnych sytuacjach, tych intymnych i tych grupowych. Bo mi zależy. 

 

Wiecie co jeszcze pomaga zrozumieć realne życie? 

 

Wyjście do ludzi. Zamiast siedzieć nad internetem i czytając duchowe blogi i teoretycznie „zakuwać” jak radzić sobie z danym problemem, to lepiej po prostu wyjść – do kawiarni, do restauracji, na basen (kurczę, ile ja się nabawiłam na tym basenie niedawno, nurkując i przesyłając bąbelkowe całusy całkiem zapomniałam o reszcie świata!), gdziekolwiek no. Umówić się na kawę z zilionem kalorii z kolegą, pojechać do kumpeli, która ma kilka psów i zostać obślinioną przez nich, kupić last minute bilet lotniczy do Hiszpanii na krótki weekend i zjeść w nocy paellę w obskurnej knajpie, pooglądać bajki na diaskopie i nadziwić się, jak mogliśmy to oglądać, 

 

wyłączyć ten cholerny laptop, odstawić smartfona i usiąść koło drugiego człowieka i zwyczajnie pogadać o duperelach.

 

Nigdy nie wiesz, które słowo wywoła w Tobie reakcję, łzy, śmiech. Nigdy nie wiesz, które zdanie Cię olśni, zainspiruje, zmotywuje. Nigdy nie wiesz, która chwila z drugim człowiekiem zmieni Ciebie na zawsze. Bez odwrotu.

 

Ezoteryka nie zapewni Ci tego. Ona będzie zawsze ciągnąć Cię do środka, w abstrakcje, wyobrażenia, surrealistyczny świat fantazji i matrixu. Środek jest piękny, zgadzam się, ale

 

ezoteryka nie nauczy Cię jak żyć, nie przystosuje Cię do codziennego życia, nie przygotuje Cię na kopy w dupę, nie pokaże na czym polega drugi człowiek, nie zapewni Ci wszystkich zmysłowych doznań – słuchowych, dotykowych, wzrokowych, zapachowych.

 

Dlatego jest mnie tutaj coraz mniej, ebooki nie będą się szybko pisać, nie mam spiny już jak wcześniej. Moje życie mnie jara, a ja codziennie jestem zafascynowana jak się na moich własnych oczach zmieniam. 

 

Wam też tego życzę – świadomości w codzienności. 

 

Bez horoskopów, bez numerologii w podrzędnych stronach internetowych, bez tarotów przez telefon, bez analizowania wahadeł destrukcji tu i tam, bez rozkminiania dlaczego dana osoba okazała się wobec nas wredna (zapytaj się jej wprost i załatw sprawę od ręki a nie szukaj po pierwszych lepszych kartach o co łazi).

 

Jeśli już musisz włazić w pola ezoteryki – rób to z rozmysłem. Skoro Twoje życie jest ważne dla Ciebie i stawiasz na jego jakość doznań i doświadczeń – postaw również na wysoką jakość ezoteryki. 

 

anetka komunikacja werbalna

Bo tu chodzi o apetyt na życie a nie na horoskopy!