Notka offtopowa. Luźne przemyślenia. Bo hasła rzucił jeden czytelnik i mi kazał wyłuszczyć mój punkt widzenia na te pojęcia. Ostatni raz to robię, bo nie lubię, jak ktoś mi każe pisać o czymś, co jest dla mnie oczywiste.

Chodzi o moją perspektywę wobec pojęć jak miłość, dobroć, szczerość, sumienie. Dodam też poczucie winy, bo o sumienie się rozbija. A wszystko to powyższe w kontekście karmy. O której pisałam wiele razy, a która według mnie – nie istnieje.

 

Miłość

 

Pomińmy wielkosłowną literaturę oraz dramy w domach januszów & grażyn, te w tiwi tym bardziej pomińmy. Miłość istnieje i nie istnieje – to jest Wasz wybór i żadna moja opinia nie ma prawa tego zakwestionować. Ilu ludzi tyle „prawd”, ilu ludzi tyle doświadczeń, ilu ludzi ludzi tyle spojrzeń melodii i zabarwień tego słowa. Kochać można ludzi, przedmioty, naturę, siebie, abstrakcje, życie. Ściśle łączy się z wieloma pojęciami – wiara, nadzieja, ufność, ekscytacja, spokój. Przeciwieństwem nie jest nienawiść – przeciwieństwem miłości jest obojętność. 

Idąc tokiem rozumowania z ostatnich notek nasuwa się pytanie – im bardziej powszedni jest chleb, tym mniej miłości w nas? Przyzwyczajenie też zabija miłość? To miłość taka egotyczna, że potrzebuje ciągłego wzniecania i chuchania, zauważania? Toć to ego. A skoro ego jest be, to miłość też be? Bezwarunkowa miłość? Tylko w wersji hardcore – każdy się wypala z ciągłego dawania. Tu musi być balans, dawanie i otrzymywanie. Wtedy miłość (nieważne czy to związek, przyjaźń, pasja) istnieje naturalnie, bez spiny i wysiłku. To świadomy wybór kochania przez nas – kogoś, czegoś, coś. 

 

Nie byłam nigdy zakochana ani zauroczona. Miewałam i miewam chwile ekscytacji, ale coraz rzadziej. Nie mam rzeczy ani kogoś, kogo kochałabym bezgraniczną miłością – nie za każdego i nie za wszystko oddam życie.

 

Wszystko to co widzę i czuję na Gai jest razem, jest połączone, jest mną, jest moją iluzją, moją rzeczywistością, odbiciem moich myśli, więc niby jak mam się rozdrabniać na mniejsze „miłości”? „Miłości” siebie samej? I robić jakieś niestworzone dramy? Które istnieją tylko w mojej głowie?

 

Nie posądzajcie mnie o schizofrenię – mam już unormowane poziomy witamin z grupy B.

 

Bo tego kumpla kocham mniej, Ciebie bardziej, motor kocham nieco bardziej niż moją mamę, a siostrę kocham mniej niż moją wypaśną kuchenkę. Ten zapach perfum kocham, ale ciutek mniej niż racuchy o drugiej w nocy. Bądźmy poważni… Powiecie, że miłość do rzeczy to nie to samo co miłość do kogoś. 

 

Żebyście się nie zdziwili jak napiszę, że to to samo. Drgania w serca te same, biochemia w mózgu ta sama.

 

Miłość ma również ciemne strony – obsesja, nienawiść, masochizm, skłonności psychopatyczne. Ego? Możliwe. Ale wiedzcie, że ego to Wasza nieodłączna część osobowości – to co widzisz, oglądasz to urealnione myśli Twojego ciemnego ego, Twoje najczarniejsze lęki w postaci namacalnej. Im więcej ku temu dajesz okazji i sposobności tym więcej tych rzeczy się dzieje u Ciebie, wokół Ciebie. Przyciągasz.

 

Ty wybierasz – jak chcesz kochasz, kogo i co chcesz kochasz, jak chcesz być kochana i przez kogo. Ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, takie „objawienia”, wyjaśnienia przychodzą dopiero po jakimś czasie, po kolejnych doświadczeniach, naukach, błędach, wyciągniętych wnioskach. Ciało bardzo często zachowuje się inaczej, niż Twój umysł, i wydaje Ci się, że go kontrolujesz. A tymczasem jesteś pod władaniem duszy? Ego? Niedoborów witamin i minerałów? Zbadaj się, potem skup się na duchowości.

 

Wszystko to co czujesz w środku, obserwujesz wokół jest tajemnicą. Jest Twoją indywidualną prawdą. I miłość też jest taką „prawdą”. Nie ma jednoznacznej definicji dla miłości.

 

Tak samo jak nie będzie jednoznacznej definicji na pozostałe słowa – szczerość, dobroć, sumienie. To wszystko jest kwestia względna, odczuwana z blisko ośmiu miliardów serc. Osiem miliardów „prawd”. Osiem miliardów spojrzeń na miłość. Na zło i dobro.

Dobro

Jest chytre. Wredne. Piękne. Kontrowersyjne. Paradoksalne. Złe. Niesprawiedliwe. Według mnie – nie istnieje, tak samo jak zło. Pisałam o tym w swoim darmowym ebooku, jak ma się sprawa dualności/dualizmu w naszym świecie. Dobroć jest subiektywna, oparta na naszej intencji, energii wysyłanej w eter. Tak samo jak zło.

 

Sumienie

Łączy się z dobrocią i złem. Nasz wewnętrzny kompas moralny. Zależny od wychowania, programowania społeczno-edukacyjnego, czuły na energie, własne doznania, działania i słowa innych, zmienny z dnia na dzień, z godzinę na godzinę, z sekundy na sekundę. 

W połączeniu z ego, tą ciemną i wredną naszą stroną osobowości, daje poczucie winy. Czyli umiejętność odróżniania własnych dualnych perspektyw. Co wcale nie znaczy, że te perspektywy będą takie same u wszystkich. 

 

Dobro oraz zło są pojęciami umownymi społecznie, różnią się między sobą kulturą, językiem, miejscem. Są pojęciami ziemskimi, nie są kosmiczne, bo kto to sprawdził tak w ogóle? Dusze, o ile istnieją, czy ich obchodzą tak trywialne sprawy jak poczucie sprawiedliwości wobec okradzionego sąsiada? Skoro wiedzą, że ich „życie” to tylko chwila? I jednocześnie bywają w wielu, wielu innych miejscach, gdzie „przeżywają” inne scenariusze pod tytułem „Okradziony sąsiad i moja postawa wobec tej sytuacji„?

 

O ile.

 

Także luzu tam.

 

Szczerość

Zgoda ze sobą samym. Na szczerość stać Cię tylko wtedy, kiedy znasz dobrze siebie i kiedy nikogo/niczego się nie boisz. Lub nie obawiasz się, że coś/kogoś stracisz. Brutalnie napiszę:

 

tylko tchórze kłamią. 

 

Ale nie zawsze.

 

Bo istnieje jeszcze taki typ ludzi, który ma gdzieś wszelką moralność, karmy i ewolucje świadomości, kłamie na potęgę i ma w życiu wszystko czego zapragnie. O tym pisałam TUTAJ. Taki ludź tworzy swoją rzeczywistość, bo wysyła w eter intencje pewne, konkretne, bez strachu, więc się spełnia. Karma wróci? Nie wróci. Dopóki nie ujawni swojego poczucia winy, tego elementku strachu w sobie – dopóty nic mu nie będzie. Będzie bezkarny za życia. I niech se będzie. A Ty się burz, sprzeciwiaj, walcz, trać swoją energię, tylko dlatego, że ktoś ma talent do tworzenia swojej zarąbistej rzeczywistości a Ty nie. To zazdrość, kochanie, a nie empatia w imię wyższej sprawiedliwości.

 

Bo czy ktoś udowodnił, co dzieje się po śmierci? Tak, wiem, jest dużo filmów. Ale…

 

Widzimy to co chcemy widzieć, to co jest nam potrzebne do rozwoju, do iścia dalej. Przerobimy dany temat, to otoczenie nagle się zmienia, ludzie odchodzą, nowi się pojawiają, zmiana huty, kraju, wypadek, morderstwo czy inne takie. Zmienia Ci się całokształt do życia. Oświeca się, przebudzasz się, odkrywasz nową „prawdę”. Do czasu, do czasu kolejnego zderzenia się z własnym kompasem moralnym. Do momentu, w którym postawisz pod ścianą wszystkie swoje wartości, podważysz ich sens. Nic już nie będzie takie samo jak wcześniej. O tu macie szerzej –> Co to jest oświecenie?

 

I tak w kółko. 

 

Tematów scenariuszy mamy mnóstwo. Jeśli wierzymy w przeznaczenie to wierzymy, i to jest piękne, magiczne, daje nadzieję, motywację, ale daje też uczucie porażki i goryczy. Jeśli wierzymy w tworzenie własnej rzeczywistości – nie bójmy się być chamscy, nie bójmy się zła, egoizmu, ranienia innych. To też piękne. Jeśli wierzymy, że jesteśmy rządzeni przez inne istoty – poddajmy się temu, nie róbmy nic ze swoim życiem, toczmy zażarte wojny o sprawiedliwość kosmiczną i ratunek Gai na social mediach. Walka, upór, zawziętość. To też piękne. Bo każdy rodzaj walki jest piękny. 

 

Reinkarnacja? Pamięć duszy i ciała? Tarot i numerologia? System matrixowy? Żniwa dusz od Archontów? Bratnie dusze? Piękne, wzniosłe chwile z ich nieprzypadkowych spotkań? Nie zawsze kojarzą się z dobrem. Dla niektórych takie chwile mogą być przekleństwem. Przykrość, smutek, gniew, afekt, tak egotyczne, a zarazem tak naturalne i piękne, to też jest potrzebne, to też jest dobre na swój sposób, dobre z czyjejś perspektywy, z mojej perspektywy. Dualność jest bardzo ważna. 

 

Jeszcze raz odsyłam do mojego ebooka. 

 

Wszystkie te wyżej wymienione pojęcia są bardzo subiektywne. Dyskusyjne jak kto woli i ma ochotę. Ja nie mam ochoty już rozmawiać o tych tematach, widzę jak na dłoni co kto czuje, jak reaguje, czy jest sobą, czy jest zgodny ze sobą, czy jest szczery w swoich intencjach, każdy ma swoją drogę do przejścia, do rozwoju. Nie mam prawa się wtrącać, nie mam prawa manipulować kimś, programować by zyskać swoich fanów, popleczników, mogę tylko napomykać, bazując na własnych doświadczeniach, że wszystko dzieje się w naszej głowie. Mój blog jest wiecznie otwarty, każdy se może wejść, wyjść, nie wszyscy zostają, to zrozumiałe. I autentycznie się cieszę, jak mnie zostawiają i idą dalej szukać. Szukać trzeba !!

 

I tak to wszystko, co zawiera się w miłości, i tej reszcie słów, jest potężną tajemnicą. Której nie poznamy i tak, choćbyście się upierali przy swoich prawdach – nikt mnie do swojej nie przekona. Nikt mnie nie przekona do czegoś, co ma wartość zmienną.

 

Reszta to zbiorowa schiza, społeczne programowanie do konkretnych definicji zależnych od danej kultury i miejsca na Ziemi. Te słowa nie istnieją, podobnie jak nie istnieją wiara i nadzieja.

 

Im mniej wiesz – więcej odpuszczasz – mniej się przejmujesz – jesteś szczęśliwszy. 

 

adfalkiewicz wiara nadzieja

I pełniej cieszysz się życiem ! Bo nagle dostajesz to, co zawsze chciałaś mieć.