Niedawno zrobiłam małą ankietkę na instagramie. Zapytałam ludzi co by kupili za pieniądze – doświadczenie czy materializm?

Odpowiedzi były do przewidzenia, spodziewałam się 100% doświadczenia, ale okazało się, że finalnie aż 35% głosujących wybrało materializm.

A ja? Też bym wybrała materializm.

Dlaczego?

 

Bo doświadczeń mam już potąd. I chcę w końcu poużywać sobie, odpocząć, wypocząć, pokorzystać z dobrodziejstw, potraktować dobra materialne jako swoistą nagrodę za ciężką pracę w pierwszej połowie życia. Bo się odbiłam od iluzji negatywnych doświadczeń i zrozumiałam jak trzeba pływać na falach szczęścia i spokoju bez uczucia, że za chwilę wszystko się schrzani. 

 

A zresztą, w tej ankiecie wszyscy ślepo glosowali na jedną z opcji, nikt nie napisał od siebie, że można wziąć obie rzeczy naraz.

 

Bo masz pieniądze, prawda? Kupujesz sobie dobra materialne i używając tych dóbr nabywasz doświadczenia. Czyli pieniądze są narzędziem do szczęścia jakby, do zdobycia luksusu, określonych produktów, które z kolei umożliwiają Ci innego rodzaju kolejne doświadczenia, wrażenia, emocje. Dedukując – materializm jest kolejnym narzędziem do zdobycia cennego doświadczenia. Ale tu jest haczyk, gdyż na luksus nie każdego stać. Nie materialnie, ale psychicznie. Do tego rodzaju odpowiedzi trzeba być gotowym. 

 

Dlatego przyjrzałam się, kto głosował za rzeczami materialnymi na instagramie. Nie zdziwiłam się nic a nic. Te osoby mają inne spojrzenie na życie, chłodne, analityczne, trzeźwe i bezpośrednie. Nie ulegają emocjom pod wpływem chwil, nie tracą zimnej krwi. Traktują luksus jako coś oczywistego i normalnego, on nie robi na nich wrażenia i nie pozwalają by pieniądz nimi rządził. Dla nich kasa to tylko środek do celu, do spełniania ich planów, marzeń, jakiekolwiek one by nie były. 

 

Za kasę kupisz sobie najnowszego Maca od Apple, ale nie dla szpanu i hasztagów na insta. Kupisz, bo faktycznie jest Ci potrzebny do pracy, twórczości, swojej pasji. Laptop ten da Ci możliwość doświadczania nowego rodzaju codziennego życia. Wiem to po sobie, to tylko laptop, niby, ale ze swoimi narzędziami bardzo mi pomógł w ruszeniu z blogiem i pisaniem. Dzięki niemu nabyłam sporo nowych doświadczeń. Tak samo najnowszy srajfon – nie afiszuję się nim, traktuję go jako narzędzie i mimo, że mam go zaledwie kilka miesięcy – ten telefon nauczył mnie dużo więcej w codziennych relacjach niż każdy jego androidowski poprzednik!

Wkrótce będą motory w moim życiu. Czy sprawię sobie jakiś najtańszy, najsłabszy? Nie. Nie będę patrzyła na pieniądze, będę patrzyła na swoją przyjemność i radość. Owszem, mogę ten hajs przeznaczyć na lepszy samochód, ale po co, jak moja Karola wciąż rewelacyjnie jeździ? Motor da mi większą frajdę a ja wiem, że jestem gotowa na niego, bo się nie boję i po prostu należy mi się po wielu latach wyczekiwania. 

 

Ty masz te materialne rzeczy kupować dla SIEBIE, a nie dla innych. Bo kiedy kupisz sobie, niby, ale tak naprawdę kupisz coś, by się popisać przed innymi, to w środku będziesz miał wieczne uczucie zazdrości, porównywania się, niezaspokojenia i ciągłego chcenia więcej.

 

Kupując najnowsze BMW dla szpanu przed innymi Januszami będziesz może i paradował swoją dumą na dzielni angielskiej i ta duma będzie Twoim doświadczeniem, jak również doświadczeniem będzie kradzież tego auta czy wypadek. Tylko Ty poprzez strach i nadmierne przywiązanie do tego auta przyciągniesz najgorsze scenariusze. I taki Janusz na bogactwo nie jest zwyczajnie gotowy. Szybko je straci. 

On powinien wybrać opcję właśnie doświadczeń. 

 

Druga strona tego medalu. 

Kupując najnowsze BMW dla siebie a nie dla innych już zupełnie zmienia punkt widzenia. Kupujesz je, bo Ci się należy, bo Ci się podoba, bo masz autentyczną przyjemność z siedzenia w nim i relaksujesz się podczas prowadzenia go. Kupujesz go dla swojego hedonizmu. A w hedonizmie strachu nie ma, możesz spokojnie jeździć tą Beemką do końca życia, bez obawy, że samochodowi coś się stanie. On jest Twój i Ty go traktujesz jako środek transportu. Tak samo jak ktoś lubi latać prywatnymi samolotami czy jechać pierwszą klasą pendolino z Warszawy do Gdańska. Należy Ci się, nie patrzysz na innych. Masz świadomość iluzji bogactwa, i wybierasz tę iluzję.

 

Bogaci doskonale wiedzą jak działa szaleństwo i potrafią odejść od tego szaleństwa, stanąć z boku, nie poddać się mu.

 

To też doświadczenie – daje masę spokojnej radości, zdrowej ekscytacji, szczęścia. Kto powiedział, że doświadczenia muszą być wyłącznie smutne i cierpiętnicze?

 

A kiedy jesteś szczęśliwy i robisz to co kochasz – to wibracje rosną, roznoszą się, udzielają się wokoło, prawda?

Hyhy. 

 

Bo niby dlaczego masz się wyrzekać rzeczy, które są piękne, solidnie wykonane, jakościowe a przy tym cholernie drogie? No dlaczego? Dlaczego masz się umartwiać i rezygnować z wygody i ułatwień życia? Nie pomyślałaś, że to Twoje doświadczenie – możliwość wyboru Twojego statusu życia? 

 

Nie patrz na ezoterykę, chociaż i ona bywa przewrotna. 

Młode dusze na pierwszą logikę wybierają rzeczy materialne, nie znają jeszcze sensu życia i nie jara ich sprawiedliwość, ale z autopsji wiem, że jednak chętniej wybiorą doświadczenia. Z kolei wśród multimilionerów i ludzi sukcesu znajdzie się wiele starych dusz.

 

Pojęcie wolności przy wyborze też jest Twoją iluzją. Jak chcesz się bać o swoje dobra materialne, które nie pójdą z Tobą do trumny, to się bój, ale nie zazdrość już innym, że mają lepiej, że nie mają takiej ciężkiej karmy do odrobienia, że nie widzą jak matrix i farmacje i Bilderbergowie nas oszukują i trują i manipulują. To Twoja rzeczywistość, nie moja. Mnie matrix i farmacje i Rockefellerowie nie dotyczą, spływa to po mnie, bo to ja decyduję jak cośkolwiek od nich ma na mnie działać. 

A ja nie chcę się bać. Jak można się bać wytworów własnej fantazji? Jak można się bać własnego umysłu?

Nie ma znaczenia naprawdę kim jesteś. Liczy się Twoje myślenie i spostrzeganie rzeczywistości. To iluzja, moja droga, to iluzja Twoich myśli.

Ty wybierasz.

 

Ja wybrałam w momencie przeprowadzki do lepszego miejsca, w momencie zakupu swojego Maca, w momencie wzięcia nowego srajfona i w momencie podjęcia decyzji o zrobieniu licencji moto. Na boku podjęłam się również wielu, wielu innych spraw. I mimo, że w pracy zarabiam dużo mniej niż wcześniej, to jednak pieniędzy mi cały czas przybywa, innymi drogami. I dlatego stawiam na rzeczy materialne, bo one mnie uczą by nie przywiązywać się do nich, by nie stać się ich niewolnikiem, by być ponad nimi i przekonywać się nieustannie, że doświadczenia przychodzą wszelkimi drogami. 

 

A ci, co wybrali w ankiecie opcję doświadczeń? Co mieli na myśli? Podróże? Spotkania przy kawie ze znajomymi? Za pieniądze kupisz doświadczenia – jakie się pytam, jakie? Bo, żeby jechać w podróż marzeń musisz postawić na dobry, wygodny plecak, który kosztuje niemało, takoweż buty, dobry telefon na instagrama, czasem jakiś dobry hotel z gorącym prysznicem, dobrą kurtkę z gęsim puchem, bo marzy Ci się Svalbard, trza wypożyczyć materialne auto, by przejechać się włoskimi wybrzeżami. Jakie jeszcze doświadczenia możesz kupić? Na grouponie jest dużo opcji – wyjścia do parków rozrywki, przejazdy sportowymi autami, loty w komorze grawitacyjnej, bliskie spotkania z surykatkami w ZOO, warsztaty kulinarne w restauracji tajskiej, narzeczeńska sesja zdjęciowa w stylu erotycznym, pobyt na agroturystyce ze zwierzątkami, itd.

No, ale hej… Nie widzicie, że to wszystko jest i tak materialne, namacalne? Że, aby zdobyć konkretne doświadczenie MUSISZ tak czy siak dotknąć, przejść, użyć rzeczy fizycznych, zabawek matrixa?

 

Że tymi rzeczami w matrixie jest wszystko wokół Ciebie – maleńki stolik w kawiarni, mocarne drzewa w parku, do których się tulisz, fioletowe irysy w Twoim ogrodzie, bezglutenowe spaghetti z truflami we francuskiej restauracji z gwiazdkami Michelin, najnowsze lekarstwo na raka w kroplówce, jędrne piersi luksusowej prostytutki w Amsterdamie, selfie na lodówce z marokańskim, biednym dzieckiem. 

Wszystko.

 

Na co Ci wspomnienia, zdjęcia, jak po wszystkim będziesz w stanie powiedzieć marne:

 

Fajnie było.

 

Moje pytanie na insta było bardzo podchwytliwe.

A Wy, moi kochani czytelnicy, jakbyście wybrali?

 

bogactwo anetka luksus pieniądze marzenia

Nikt nie powiedział, że ekstremalne wyprawy do pięknych miejsc na Ziemi są tanie. Na sobie mam ciuchy i sprzęt warty ponad 600 funtów. A w całym mieszkaniu zbierze się jakieś tysiąc na pewno, gromadziłam go kiedy byłam w okolicach histerektomii, totalnie niezdolna do podróżowania. Więc na co ten hajs idzie w sumie – na rzeczy materialne (ubrania, sprzęt) czy na doświadczenia (podróże?)