Gaja jest całkiem zabawna i ma spore poczucie humoru. Stworzyła tyle świetnych roślin, że człowiek spokojnie by przeżył nie jedząc przetworzonych odpowiedników, nie chorując nic a nic (no dobra, przewiać może każdego) i ciesząc się życiem jak na normalnego człowieka przystało.

No i Gaja, by się temu człowiekowi dobrze rosło i szczęśliwiło, wymyśliła fajne warzywko. A właściwie jego korzeń. Ze względu na bajecznie czyste i silnie energetycznie miejsce wybrała sobie za ogródek tego warzywka Peru.

Jest to istna królowa urodzaju, płodności, seksu, obfitości oraz radości. Trochę muskularna ta królowa, ale musi reprezentować to czym jest i co potrafi.

 

Drodzy czytelnicy, poznajcie MACĘ.*

 

*(maca czytamy jak maka)

 

Na internetach i w kobiecych magazynach maca znana jest z tego, że reguluje hormony kobiece. Ale mało kto zdaje sobie sprawę z realnych mocy tej królowej. Muskularnej królowej.

 

  • Hormony raz – tak, maca reguluje hormony żeńskie w układzie rozrodczym, ale nie tylko. Działa również na facetowskie hormony w tamtych rejonach. U kobiet pobudza do pracy i stabilizuje poziom estrogenów, a właściwy lewel tych hormonów skutkuje regularnymi miesiączkami i zdrowymi jajnikami. Oraz płodnością. U facetów działa jak osobisty trener plemników i wyrównuje męskie testosterony. Jeśli jesteśmy jeszcze przy dolnych częściach ciała to dodam, że ta królowa to alfa i omega w buduarach – libido fiu fiuuuu a marszałki wciąż w gotowości na straży. Kuszący afrodyzjak.

  • Hormony dwa – żeby nie było, że tylko TAM działa. Hormony są w całym ciele – mamy jeszcze przecież nadnercza, trzustkę i tarczycę. Ona też tam macza swoje urodzajne palce. Właśnie, trzustka – trzustka odpowiada za odpowiedni poziom hormonu insuliny, a insulina, jak wiecie, za poziom cukru. Insulina potrzebuje tylko TROSZECZKĘ tłuszczu, by mogła robić swoją robotę. Jeśli przesadzisz z tłuszczem, trzustka nie wyrobi z produkcją insuliny a wtedy na bank w późniejszych latach będziesz miał przywilej być cukrzykiem. Albo zwyczajnie będziesz miał horrendalną ochotę na słodycze po każdym tłustym obiedzie. (a Polacy w tłustych obiadach przodują jak mało który naród…)

  • Naturalny redbul z muskułami – z tym, że fruwająca krowa (czy tam byk, nie wiem) działa chwilowo, a maca utrzymuje poziom energii i wytrzymałości przez dłuższy czas. Jest świetnym, bo jeszcze naturalnym, anabolikiem dla męskich buldożerów. Omatko, co to za facet musi być, który pije macę – nie dość, że zdrowe muskuły, to jeszcze ochota na seksy i dzieci. Maca zawiera sporo węglowodanów i te węgle właśnie dają energię, ale to idealnie zrównoważone białko w tej macy buduje mięśnie. I powiedzcie – czyż to nie ekstra połączenie dla wszystkich maniaków fitnessów na instagramie? Nie widziałam jeszcze takiego umięśnionego dziwaka, który robi selfie na siłowni… z organiczną macą w ręku.

  • Poprawia samopoczucie – nie, że działa jak głupi jaś, ale poprzez regulowanie i pobudzanie hormonów szczęścia właśnie te szczęście uaktywnia! Jest świetna dla osób zmagających się z depresją, chandrami, dla kobiet przed miesiączką, które w tych chwilach zeżarłyby całą kuchnię i wymordowały pół huty, i generalnie na codzień, co by fajnie i miło zacząć dzień.

  • Oprócz węglowodanów, białka i minimalnego tłuszczu maca zawiera też w sobie całe pokłady dobroci w postaci jodu, błonnika, całej gamy minerałów, aminokwasów, no wszystkiego po trochu.

 

Fajna ta królowa, co nie?

Maca jest potrzebna w sumie nam wszystkim. Tym, co mają problemy z tarczycą, z cukrami, z płodnością, z seksem. Jest potrzebna początkującym wegeterianom i weganom. A jeszcze bardziej tym, którzy jedzą przetworzoną żywność i kupują najtańsze mięso w marketach (bo te mięso na bank jest faszerowane antybiotykami, zresztą to samo można powiedzieć o soi – wszechobecne tofu u weganów – która jest modyfikowana genetycznie a to też poraża cały układ hormonalny, na równi z antybiotykami).

 

Maca jest potrzebna każdej kobiecie, która przechodzi lub przeszła menopauzę, która ma problemy ginekologiczne lub przeszła operacje/zabiegi na tym tle (tak jak ja, jestem po histerektomii i o swoje hormonki w jajnikach muszę dbać jakby bardziej).

 

Jedna łyżka sproszkowanego korzenia macy, koniecznie organicznego, DZIENNIE, w zupełności wystarczy. Można dawać do szejków, do wody – ma cudny, orzechowy zapach i posmak. Albo, tak jak ja, do kakałka. I te kakałko się nazywa MAKACZINO.

 

Przepis jest prosty. Potrzebna tylko maca, kakałko, cynamon i olej kokosowy. Olej kokosowy dodaje trochę więcej tłuszczu, co wpłynie na pracę trzustki.

Wersji jest mnóstwo, mi najbadziej podpasiła ta wersja makaczino, bo zapach i smak ciepłego kakałka ciągnie się za mną od dzieciństwa.

 

Można robić na wodzie, tutaj dałam mleko roślinne. Porcja na jeden kubek.

IMG_20180217_153130130

 

Dajemy jedną łyżeczkę organicznej, sproszkowanej macy.

IMG_20180217_153334707

 

Łyżeczkę czystego kakałka, bez dodatków się znaczy. Kakałko to magnez, jak coś.

IMG_20180217_153418050

 

Niepełną łyżeczkę organicznego cynamonu cejlońskiego.

IMG_20180217_153446392

 

Łyżeczkę oleju kokosowego – oczywiście bio, organicznego, nierafinowanego, i tak dalej.

IMG_20180217_153539979

 

Dajemy na gaz/prąd i mieszamy, trzepaczką najlepiej. Czekając aż olej kokosowy się rozpuści. Nie doprowadzamy do wrzenia, nie gotujemy. Ma być ciepłe, ale nie gorące.

IMG_20180217_153711519

 

Wlewamy do ulubionego kubeczka, posypujemy do dekoracji cynamonem lub wiórkami gorzkiej czekolady i pijemy 🙂

IMG_20180217_154611955

 

Smacznego! 🙂