Luke Honey umieścił kilka swoich notek na moim blogu. Od niecałego roku korespondujemy ze sobą w emailach, wzajemnie wpływając na siebie i inspirując do odkrywania niezmierzonych oceanicznych przestworzy duchowego świata. Mimo swojego bardzo młodego wieku chłopak emanuje przeogromnym dystansem do siebie i do rzeczywistości. Dziś wklejam niektóre urywki jego wypowiedzi. Są zbyt cenne, by po prostu się kurzyły w skrzynce odbiorczej. 

Po mojej ostatniej notce o zbawianiu świata niesłyszących i on też doszedł do podobnych wniosków, ale … poszedł jeszcze dalej.

Poczytajcie sobie. 

 

 

„Na dzień dzisiaj współczucie dla mnie to jedna wielka ściema. No bo jak ? po co ? Angaż w stany uczuciowe/emocjonalne innych osób, what is the point ? Okej, współczujesz, przyjmujesz na siebie czyjeś cierpienia, a może je mnożysz, bo wzbudzasz w sobie kopie tych stanów przeżyć innych. Dzięki tobie, ten mini świat klęsk, cierpienia, rośnie. No niby że można pomóc, i ulżyć, komuś, ale znów , czy to faktycznie tak działa, że coś pomaga, bo współczucie to takie ludzkie niby, odruch jest żeby komuś pomóc, ale współczucie to chyba ślepy zaułek trochę ?

na YT usłyszałem taką rzecz kiedyś żeby być dobrym człowiekiem, trzeba być niezłym skurczybykiem, i chodziło o pomoc i współczucie, że nie robi się za nikogo rzeczy które te osoby mogą zrobić same, tu chodzi o dzieci i osoby starsze, i w ogóle osoby w potrzebie, że angażowanie się w „pomoc”, jest w zasadzie bardzo krzywdzące, bo odbiera się z jednej strony wolność z drugiej możliwości nauki w wzrostu. Oczywiście chodzi o wyczucie w tym wszystkim, bo są rzeczy których fizycznie ktoś nie jest w stanie zrobić, 5 letnie dziecko same nie przeżyje na świecie, więc trzeba wspierać itd, ale z wyczuciem, zwiększać przestrzeń, aby sobie rosło. Bo wszystko się zmienia i ‚właściwa postawa’ też się zmienia. A gdyby taka zastosować tą postawę też nad 15 letnim dzieckiem tak jak nad 5 letnim, krzywdzące mega było by. Więc to trzeba mieć wyczucie co kiedy, i komu jest potrzebne, a kiedy nie, nasz angaż to zabieranie przestrzeni, podcinanie skrzydeł itd., a czasem, nie, kontekst, czas, i świadomość, się liczy.

Akurat z empatią, to myślę, że chociaż to taki trochę niby synonim dla współczucia, wczuwania się, to jednak to zupełnie co innego. Dla mnie empatia, to czucie w jakim stanie jest druga osoba, co przeżywa, ale z pozycji świadomości, i zrozumienia, może nawet doświadczenia, a nie emocjonowania się. Czyli dla mnie empatyczna osoba rozumie, czuje otoczenia, ludzi, i im bardziej empatyczna czy wyrozumiała, tym jej reakcja jest coraz bardziej właściwa. No bo zobacz, taka natura, mądra, idzie mama, dziecko jedzie rowerem, dziecko się wywala, skaleczyło się, boli płacze i wyje, a mama, wyciąga plaster nakleja, całuje przytuli, odwraca uwagę trochę, przytuli, wykazuje spokój, bo rozumie, ma świadomość, że tak po prostu jest, czasem się wywalisz ale to nic, trzeba jechać dalej. No a co by było gdyby ta mama zaczęła beczeć jak to dziecko, bo cyrk jakiś po prostu, a ludzie przy różnych okazja, lubię ją sobie wspólnie współczuć, pobeczeć razem, bo razem raźniej itd. Ale raźniej jest jak się próbuje zapalić świeczkę, w piwnicy, i dać dobry przykład, nić wspólnie doświadczać ciemności – bo razem. Bycie empatyczną osobą jest chyba trudno – trzeba dużo świadomości i zrozumienia, i trzeba dużo odwagi żeby działać według tej świadomości ?

No i z tą empatią, to jest tak że w zależności od sytuacji/osoby reakcja jest właściwa co nie znaczy że mamczyna, im lepsze zrozumienie tym właściwsze działanie, a czasem to znaczy neutralność. Bo zobacz, milion razy się próbowało, ratować, pomagać, coś tam angażować, no ile można, po tylu doświadczenia już się rozumie, wie, że najlepiej przejść wobec czegoś obok, po prostu i będzie to najlepsza reakcja – bo co robić inaczej usiąść rozłożyć ręce i płakać wspólnie nad niesprawiedliwym losem, lepiej iść dalej. No ale ludziom może się to nie podobać, mogą chcieć aby reagować angażować, się, no ale to ich chciejstwa wobec naszej osoby itd. Ale to jak to zmuszać kogoś żeby współczuć, angażował się, emocjonował, no to ego jak nic, a może niedoświadczenie po prostu – czy można kogoś zmusić aby czuł emocje takie a takie itd.. A do tego, tak jak napisałaś ma się własne życie, które powinno być number 1, o które powinno się dbać jak tylko można. To pomaga światu najbardziej, nasza empatyczna/świadoma osoba, która idzie przez życie, i daje przykład ?

(…)

wiesz to taka odpowiedź w wersji roboczej na dzień dzisiaj dla mnie, bo mi się to wyklarowania od niedawna, i tak wszystko jeszcze chodzi i przemieszcza się trochę. W zasadzie nie wiedziałem czy odpiszę i kiedy bo to trudny temat, subtelny i niuansalny i czy mi się cokolwiek wykrystalizuje ?, bo czasem niby obrazy latają, ale na słowa nie krystalizują za bardzo.”

 

*********

 

„Rozwiązaniem jest sam umysł. Umysł / świadomość to ogrania po prostu, tworząc abstrakcje obiektów. Jest problem nieskończoności, ale świadomość potrafi to sama z siebie zauważyć ową nieskończoność. Wtedy tworzy abstrakt, i redukuje to do np. pokoju. Czyli w pokoju jest nieskończenie wiele ciągle pomnażających się kielichów, ale pokój jest jeden (abstrakcja), w którym można być albo nie być. Można być poza nim i mieć to w nosie co się tam pomnaża w środku.

Co jest oczywiste w świecie, nieskończoność i nieznane, a nawet to co poznasz, zaraz się zmieni, więc dryfuje się w takim nieznanym, które ciągle się zmienia.

Kwestia zatem jest taka jak dobrze radzisz w takim świecie. Ale to świadomość działa tak że zauważa właśnie powtarzalność, i cechy wspólne określa jak abstrakt, etykietę, wtedy powstaje redukcja. Bo inaczej zwariował by człowiek gdyby musiał w każdej chwili przetwarzać nieskończoną ilość informacji. To się małe dziecko uczy co to jest krzesło, stół, kanapka, kubek itd. Wyobraź sobie ile o informacji zawsze jest, spotkasz się w jakieś kawiarni z koleżanką, a tam krzesła, inne niż te co znasz, bo jest nieskończona ilość krzeseł w świecie, pójdziesz do znajomych to samo, tylko że nie zwracasz na to uwagi, bo masz abstrakt, i nieświadomie, z automatu, wiesz czym jest krzesło. Redukujesz ilość informacji do przetwarzania, aby życie uprościć 🙂

No więc jest nieskończenie wiele krzeseł, ale to nie jest problem, bo masz w swojej świadomości abstrakt jednej krzesła (wzór krzesła – to jak pokój – skończona przestrzeń), tak samo inne rzeczy, drzewo w lesie, jest nieskończenie wiele drzew w lesie, więc możesz się zgubić, ale las jest jeden i jest skończony.


I jak się zgubisz to nie gubisz się pośród drzew i chcesz nie spotykać już drzew. Tylko gubisz się w lesie i chcesz z lasu wyjść. Słownictwo język, drzewo to nie las. Las to abstrakt.


Tak ze związkami, jest nieskończenie wiele związków, w których będzie ci źle, nie będzie rezonować, będzie cierpienie, ale nie trzeba w każdym z nich być. Po jakiś czasie człowiek zauważa, i ma pawień mniej lub bardziej trafny pogląd związek bez przyszłości albo związek toksyczny – zamyka tą nieskończoność w pokoje do których nie chce mu się wchodzić po prostu.

Więc redukcja, abstrakcje i etykiety to upraszcza życie 🙂 Brak nadmiaru informacji. Oczywiście to zależy od tego też jak dobrze ktoś rozpoznaje świat, i owe pokoje. Bo można się jako dziecko nauczyć złych wzorców. Piec pogryzie dziecko za małego i będzie silne utożsamianie psy = pogryzienie. Psy czyli każde psy, w zasadzie terapie, to często przegląd takich wątków z przeszłości, aby poprawić perspektywę na te rzeczy, czyli podejrzeć świadomością, zreflektować się i na nowo zbudować pewne wzorce / etykiety czy abstakty, bardziej zdrowe i bardziej odpowiadające rzeczywistości.

W tym potrzeba zmiany siebie też, bo można nie wiedzieć, różnych pokoi do których warto wejść, albo można nie być nimi zainteresowanym po prostu, chociaż tam są skarby itd. Z tego potrzeba rzeźbić swoją świadomość, zwłaszcza w tak dynamicznym świecie.

Im bardziej widzi się świat takim jakim jest tym łatwiej się w nim poruszać.

* niekończąca się opowieść. No jeśli widzi się nieskończenie wiele światów i możliwości, to też można zauważyć że żyje się w świecie o nieskończonych możliwościach do tworzenia światów i historii, ale to nadal jest ten sam świat w ramach którego tworzone są inne światy. Jak biblioteka amazon, jest nieskończenie wiele książek, ale w ramach tego samego świata, ma się do nich dostęp.

To też można zauważyć, że jest twoja jedna nieskończona się opowieść, oraz nieskończenie wiele innych niekończonych się opowieści. Czyli widzenie siebie, oraz zewnątrz. Jest coś we mnie, i jest całe mnóstwo mnóstwa rzeczy na zewnątrz mnie.

Ale dalej to są dwie przestrzenie, czyli twój pokój Anetka, oraz wszystko co jest poza nim. To upraszcza bardzo :)”

 

********

 

 

 

„Taki praktyczny test.

Jak wejdziesz do kuchni to zacznij spisywać każdą rzecz, każdą cechę tej rzeczy i każdą czynność którą można z nią zrobić.

Zobaczysz że to nie ma końca – to wszystko jest bardzo złożone. Zwariować można.

W kuchni idziesz i robisz sobie herbatę – prosta czynność, w bardzo w nieskończenie złożonej rzeczywistości, właśnie dzięki świadomości i redukcji tych wszystkich niepotrzebnych w danej Ci chwili informacji ^^.”

 

**********

 

„to cały czas się upraszcza, tylko z tym jest związana jakość, bo takie uproszczenia i etykiety w stylu „każdy facet to świnia” , albo „powodzi mu się to ukraść musiał”, są tylko wycinkiem małym, na bazie jakiś przykrych doświadczeń, i zamknięcie się w nich, wcale nie pomaga.

To w zasadzie nie jest problem tworzenie etykiet, aby ułatwić sobie, tylko problemem jest trzymanie się tych etykiet do usranej śmierci. Ktoś wchodzi w jakiś światopogląd. Tworzy jakieś etykiety i filozofię, i trzyma się tego wszystkiego do samego końca, chociaż to już nie służy ani mu ani innym.

Czas się zmienić, porzucić stare nawyki i otworzy się na nowe. Niby proste bo nikt w jednych butach nie chodzi przez całe życie, bo już za ciasne, użyte, niemodne, dziurawe i uwierające.

Ale w swojej własnej głowie, ludzie spędzają całe życie – traktując jako świętą prawdę. A tak naprawdę wie się tyle co nic, trzeba się ciągle uczyć, był głupcem w podróży.

Gdy trzeba patrzeć nie przez etykiety, tylko na drugiego człowieka takim jakim jest. Być świadomym, tego że nic się o nim tak naprawdę nie wie.”

 

*********

 

„btw. z tym ratowaniem świata, to miałem niezłe fazy, i cały ten zachwyt doctorem who oraz avatar, bo to takie fajne „ratować” świat. Ty chyba też takie masz/miałaś ciągoty 🙂

A teraz tak się pozmieniało, że to chyba nie ma sensu, nic ze światem robić, tylko skupić się na swojej własnej podróży.

Fajny tekst, ja nie z tego świata głuchych…itd. ale rezonuje nieźle jako świat.

Ale teraz chyba czas na skręt w kierunku siebie ? Bo inaczej

 

„życie zmarnowane”.”

 

*********

 

Czego i ja Wam życzę – nie musicie zbawiać świata, nie jesteście za niego odpowiedzialni NA SIŁĘ, BO TAK TRZEBA, BO LUDZIE KAŻĄ. Odpowiedzialność jest naturalną cechą, ma wynikać samoistnie i jeśli chcesz pomagać swojemu otoczeniu i widzieć realne skutki tego pomagania – zacznij od siebie. Od tego, w czym czujesz się najlepiej, który rodzaj odpowiedzialności najbardziej rezonuje z Tobą. I tego się trzymaj. 

Nie zbaczaj ze swoich wrodzonych predyspozycji, z którymi przyszłaś na Ziemię.