Tyle się o tym gada i sama tego zaczynam doświadczać na własnej skórze. Przykre to. No, ale to Ziemia, tu nigdy nie będzie tak jak chcesz, zawsze będą jakieś przeciwstawki do Twoich celów, planów, oczekiwań. 

Nie może być nudno.

Ludzie muszą marudzić, narzekać i przeklinać swój i Twój los. Ludzie lubią kiedy spotykają Ciebie nieszczęścia i masz gorzej od nich. To łechcze ich empatyczne ego.

Ludzie są Twoim lustrem, w którym nie widzisz siebie tylko umalowaną, spokojną i uśmiechniętą, ale widzisz siebie również zmęczoną, rozpłakaną, umęczoną i wściekłą. 

 

Oni lubią Ciebie widzieć brzydką i smutną, bo wtedy wiedzą, że z nimi nie jest tak źle, że jednak mają lepiej niż Ty. Spoglądając na Ciebie nieszczęśliwą, marudzącą podnoszą jednocześnie swoje poczucie wartości. 

I za nic się do tego nie przyznają, bo zwyczajnie nie są tego świadomi. Nie wiedzą, dlaczego tak reagują, tak czują, tak się zachowują.

 

A kiedy widzą Cię szczęśliwą i spełnioną?

 

Wtedy dużo się zmienia. Domyślacie się co dokładnie i jak bardzo, prawda? Założę się, ze wielu z Was tego doświadczyło. Nie jest fajnie, co nie?

Kiedy widzą Cię zadowoloną i radosną, nawet bez powodu, automatycznie zaczynają się porównywać i zastanawiać co z nimi nie tak? Czemu oni nie są szczęśliwi? Czemu nie potrafią cieszyć się Twoim sukcesem?

 

Dlaczego w ogóle się porównują? 

 

Wiecie, każdy z nas ma oczekiwania i chcąc nie chcąc patrzy na innych poprzez pryzmat właśnie tych oczekiwań. Każdy z nas jest z kimś tylko dlatego, że ta druga osoba spełnia jej oczekiwania. A kiedy przestaje spełniać robi się nudno, nagle nie ma o czym rozmawiać, pozostaje taka sucha uprzejmość, znajomość się urywa a człek szuka kogoś innego, bardziej dopasowanego pod swoje oczekiwania i potrzeby. 

Wspólne nieszczęścia zbliżają, bo owe nieszczęścia wymagają zaspokojenia podobnych potrzeb i oczekiwań. Dlatego mówią, że przyjaciół poznaje się w biedzie, kiedy się jest na samym dnie. Ma się wówczas poczucie, że druga osoba nas doskonale rozumie, bo to przeżyła, wie jak to jest.

 

Ale kiedy ktoś wygrzebuje się z tego dna i jego mordka zaczyna się śmiać, szczęśliwić to już nie ma co marnować czasu na czyjeś smutki i biadolenia. Idzie się dalej więc, znajomość się odrezonowuje. Wibracje szczęścia i smutku kłócą się straszliwie ze sobą. Ciężko jest wyjść z klatki własnej, ślepej radości i z klatki własnego, ślepego smutku. Nie ma tu co mówić o empatii. Nie ten rodzaj pryzmatu.

 

Przyjaciół poznajemy w szczęściu, nie w biedzie. Poznajemy wtedy, kiedy nasze wzajemne wibracje są totalnie różne, kiedy bujamy się na różnych falach, ale mimo to nie zapominamy o drugiej osobie, potrafimy wykrzesać z siebie słowa pociechy, gratulacji, sympatii, współczucia. 

Mało kto tak potrafi, bardzo mało z Was…

Wiem, że może być Wam przykro, że czujecie zniechęcenie, brak tematów, upokorzenie jakieś. Przestałam Was prosić o pomoc, pierwsza zagadywać jak tam, co tam, wszystko okej?, bo Wy sami przestaliście udzielać się od siebie. Jak nie chcecie – to nie. Szacunek trzeba mieć. Ale czekam cierpliwie.

Bo, by cieszyć się szczęściem drugiej osoby, kiedy samemu jest się na dnie, lub czuje się gorszym, ofiarą losu, porażką życiową – trzeba odwagi. Mało komu się chce.

 

I Ci znajomi, kiedyś tak Ci bliscy – wykruszają się naturalnie, odchodzą, przestają pisać. Pozostają gdzieś tam w tle, odezwą się, kiedy będą Ciebie potrzebować.

I nie, nie kupią Twoich produktów, Twoich ebooków, owoców Twojej twórczości, Twojej ciężkiej pracy, w którą wkładasz całe swoje serce.

 

Co z tego, że Ty jesteś silna i potrafisz się ich wesprzeć, nie patrząc na swoje dupne nastroje i sytuację życiową i dasz im swój ostatni pens. Nie, w drugą stronę to nie działa. Nie w przypadku bliskich znajomych.

 

Wspierać Cię będą zawsze ludzie, którzy sami znają ten ból dupy bycia sławną, zauważoną, docenioną, mądrzejszą i w ogóle spełnioną. Którzy sami potrafią być ze sobą szczęśliwi. I to oni kupią Twoje produkty, usługi, będą Ci pomagać. I bardzo często są to obcy ludzie, nie znający Cię prywatnie. I to oni swój hajs przeznaczą na Twoje gadżety, docenią Twoją twórczość. Bo tacy nie mają określonych oczekiwań wobec Ciebie, nie wiedzą czego się po Tobie spodziewać, nie mają jak odnieść Ciebie do swoich potrzeb. Biorą Cię całą, jak jesteś, obiektywnie.

 

Ale tacy też najbardziej będą Ci się podlizywać.

 

Im większe masz oczekiwania wobec kogoś tym bardziej się zawiedziesz na sobie, będziesz mieć żal nie do niej, ale do siebie. I ten ślepy, dumny żal nie wyduka z Ciebie gratulacji ani prostego „Co tam słychać, słonko?” do dobrego kumpla. 

 

 

adfalkiewicz niesłysząca blogerka

Wolę takich lizusów 🙂