Byłam niedawno w Polsce, tematem przewodnim była blogosfera. Ale ktoś zauważył, zresztą taka tendencja już się od jakiegoś czasu pojawia, słowo „blogosfera” odchodzi do lamusa. Pojawiło się modniejsze, zapożyczone z angielskiego słowo – influencer. 

to influence” znaczy „wpływać lub oddziaływać na coś/kogoś„. Influencer brzmi ładniej, niż z polskiego „wpływacz, oddziaływacz”.

I ile kasy Ci ludzie zarabiają… Tylko dlatego, że przekazują innym swoją wiedzę, wpływają na innych swoją wiedzą.

Ale czy naprawdę za oddziaływanie na siebie musimy płacić akurat im? Czy naprawdę chcemy się poddawać obcym wpływom i „tracić” pieniądze?

Czy naprawdę ta wiedza jest warta Twoich zielonych?

 

Zaskrobałam kiedyś notkę. Przyskopiuję kawalątki.

 

Modne ostatnio słowo robi furorę wśród szarego tłumu słabej i małej wiary.

 

Influencerzy to medialni głosiciele dobrej nowiny i wielkich zmian.

Manipulatorzy ludzkich emocji.

Wychowawcy.

Hipnotyzerzy zachowań.

Mówcy motywacyjni.

Ratownicy dusz.

Lekarze ludzkich słabości.

Światełka w tunelu.

Coache personalni.

 

Różnie można ich nazywać. Rowińska, Dyer, Coelho, Hunt, Hay, Robbins, Zafon, Jan Paweł II, Osho, JasonHunt, no i te wszystkie bozie świata.”

 

Influencerzy to bogowie internetowego i psychologicznego matrixu. Nieważne czy to jest zdrowe odżywianie się czy dekoracja wnętrz lub blog parentingowy. Liczy się skutek „odgapiania”.

 

Rozgłos zdobywają w internetach i innych social mediach, wydają książki, organizują szkolenia motywacyjne. Tłumy ciągną jak spragnione rześkiej wody cielęta z maślanymi oczami. Te cielęta potem stają się krowami lub bykami. Będą pasać się na organicznej trawce. I poić ludzkość swoim mlekiem. A mogą też paść się w ciasnych farmach i tyć na antybiotykach, aż pójdą na rzeź. By inni ich zjedli.

 

Ale Ty nie jesteś cielakiem. Nie musisz iść za resztą tłumu. Wszystko jest w Tobie, w środku. Nie wiesz o tym, bo nieświadomie zapominałeś przez lata. Wykorzenili Ci naturalny kompas moralny podczas wychowywania, dostosowywania się do norm społeczeństwa, wybielili w Ace mózgi i serca. Po jakimś czasie nie pasuje nam to już, mamy wrażenie, że żyjemy i zachowujemy się nie tak jak chcemy. Brak nam odwagi, pewności siebie, zuchwałości. Tacy to wiecznie narzekają, marudzą, że nic im w życiu nie wychodzi. I się ciężko dziwią dlaczego tak się dzieje?

 

A potem z nieba spada nam pewna osoba, jakaś książka, jakiś film, jakiś cytat, jakaś sytuacja. I nas olśniewa.

Zaczynamy śledzić tę osobę, czytać jej książki, instagramy, chłonąć każde jej słowo na szkoleniach. Pozwalamy się przyciągać temu fascynującemu magnesowi.

 

I bardzo dobrze. Potrzebujemy tego. Akurat znaleźliśmy się w takim momencie życia, że właśnie TEJ osoby najbardziej potrzebujemy. JEJ książek. JEJ słów. JEJ energii.

 

A potem? Potem to już bardzo różnie bywa. Bo czytać, obserwować a działać to przepastne pojęcia.

 

Inspiracja często się kończy na dobrych chęciach. Od poniedziałku.

 

Przecież zmiany nie są łatwe, takie hop siup, bolą. Każda zmiana boli. Każda kalibracja siebie po takiej zmianie boli. Wycieraczki w naszych oczach pracują jakby mocniej, silniej, boleśniej. Ale potem się przyzwyczajamy. Zrzucamy starą skórę, liniejemy ze starej osobowości. Rośniemy w środku.

 

I nagle ta magnetyczna dotąd osoba przestaje nam już wystarczać. Wiemy już wszystko co mieliśmy wiedzieć. I zaczynamy szukać czegoś więcej. Zaczynamy szukać kogoś silniejszego, kogoś kto nam podpasuje i przekona do kolejnej zmiany w życiu. Do lepszego Ja.”

 

I tak dalej, i tak dalej. Rozwój się nie kończy, cały czas siebie odkrywamy, eksplorujemy, poznajemy nowe, cudne kwiatki na naszej drodze.

 

No, ale płacimy za to grubymi pieniędzmi.

 

Wiemy, że pieniądz jest energią. Czy jest dobry czy zły – zależy od nas samych. My sprawiamy, że odczuwamy jego brak lub dostatek. I jak każda energia – pieniądz musi być w ruchu. Dotyczy to także przekazywanej wiedzy.

 

Dostajesz informację, niewerbalny produkt na złotej tacy, otoczony zgrabną reklamą – jesteś skłonny zapłacić. To w porządku. Nie żałujesz wydanego grosza na tę chwilę. Pieniądz jest fajny a Ty czujesz się usatysfakcjonowany, że zainwestowałeś w siebie, dowiedziałeś się pożytecznych rzeczy, zostałeś zmotywowany, życie Ci się układa a Ty możesz góry przenosić. Nagle masz dużo kasy na dalsze rozwoje i szkolenia i działania. A infuencer rośnie w siłę, popularność i zyski. Zgarnia dla siebie energię masy ludzkiej. Staje się idolem, ołtarzem, bóstwem. Świadomie czy nieświadomie, nie ma znaczenia. Ważne, że energia leci do niego a on ją „zamienia” na własny użytek. 

 

Ale kiedy widzisz, że ta informacja, niewerbalny produkt na złotej tacy nie przynosi Ci pożądanych efektów – zaczynasz wyklinać oddziaływacza. Wyładowujesz złość i żal nie na siebie, ale na pieniądze. Pieniądz staje się niefajny. Przyciągasz jego brak i życie Ci się nieszczęśliwie sypie. Ale, że wyklinasz oddziaływacza Twoje negatywna energia leci do niego. Z tym, że to już tylko energia, i biorca tej energii widząc taką bombę zamienia ją na swoją modłę. 

 

Mówię Wam, nieważne jaka energia do Ciebie leci, kiedy jesteś sławny, znany i obgadywany w kółku gospodyń miejskich, ważne, że jest to energia. Ty i tylko Ty odpowiadasz za jej przyjęcie, zmianę i odniesienie jej do swojego życia.

 

Wiecie, że ja nie wydałam osobiście żadnej złotówki ani funta na szkolenia rozwojowe? Ostatnie szkolenie z Jasonem Huntem było darmowe, płaciliśmy za tłumaczy języka migowego, ale tu nastąpiła wcześniejsza „wymiana” z kumpelą – książka z hamerykańskiego amazona za koszta tłumaczy. Jedyne co kupowałam i kupuję to książki – reszta siedzi w środku i wyłazi intuicyjnie, metodą prób, błędów, porażek, cichych dni i reakcji czytelników & rozmówców.

 

A można się rozwijać i bez tego hajsu? Można. Ściągając pirackie ebooki. Lub dostając książki w prezencie.

A tak serio to:

 

Influencerem jest każdy człowiek spotkany na naszej drodze. Może to być spontaniczna rozmowa na przystanku autobusowym z jakimś dziadkiem. Może to być wolontariuszka w schronisku dla zwierząt. Może to być wpływowa kobieta biznesu. Albo ulubiona fryzjerka. Albo ciacho z siłowni. Może to być jakiś nieznany poeta z siedemnastego wieku. Może to być Ojciec. Własny syn. Może to być jakaś fundacja charytatywna. Może to być mężczyzna wypasający owce na zadupiu.

 

Każdy inspiruje.

Siedem miliardów ludzi inspiruje.

 

Nie wliczając zwierząt.

Nie wliczając przyrody.

Nie wliczając kosmosu. Bo i to nawet inspiruje przyszłych astronautów czy tam astronomów.

 

Wszystko jest zapalniczką naszych zmian w życiu. Kwestia właściwego momentu i podpasowania do własnych potrzeb. Kwestia rozpiętości własnego myślenia. Im bardziej te myślenie otwarte, szersze i czulsze – tym lepiej.

 

No, ale komu się chce za darmo ćwiczyć nad sobą? Wydane pieniądze przynajmniej są swoistą motywacją, by iść, przeczytać i zacząć działać.

 

A my dalej leniwi i tak czy siak. Wciąż błądzimy z przepaskami na oczach na tej marnej i maleńkiej Ziemi. Influencerzy te opaski ściągają. Niektórzy rozdrapują ją delikatnie, warstwa po warstwie, niektórzy brutalnie ją zdzierają, raniąc skórę wokół oczu. Wszystko zależy.

 

Szukamy całe życie. Szukamy dobra wokół siebie, bo ciągle tylko chorowita głodonędza. Szukamy spokoju, wszak technologia nas ogarnia niemożebnie masakrycznie. Szukamy bezpieczeństwa, bo mediom najbardziej opłaca się żerować na naszym strachu.

 

Szukamy sensu życia. 

 

Uczymy się na błędach, na własnych słabościach, na emocjach, na uczuciach. Wybaczamy całe życie. Kochamy całe życie. Doświadczamy całe życie. Mamy prawo do wszystkiego, co nas dotyczy. Jesteśmy na Ziemi tylko chwileńkę. Jesteśmy tutaj tylko ludźmi. Takimi jakimi mamy być.

 

Influencerem może być każdy. Dosłownie każdy. Marketing tylko to tak ślicznie nazwał, bo różnica jest tylko w sposobie wymiany wiedzy – czasem za dobre słowo, porządny kop w doopę, zmotywowanie trzeba zapłacić niemałe pieniądze. Im więcej masz fanów i bardziej Cię znają tym większą siłę perswazji masz. Co niekoniecznie może być dobre DLA CIEBIE na daną chwilę.

A tymczasem to samo i za darmo może zrobić dobra przyjaciółka, kumpel przy piwie, pani na targu mięsnym czy przypadkowy czytelnik Twojego bloga.

 

I Twoje własne dziecko. 

 

O tak, dzieci są chyba najlepszymi influencerami. Rozmowa z nimi to istny majstersztyk słowny, powalający na kolana Twoje własne, stabilne dotąd wartości, totalnie zmieniające Twoje podejście do spraw codziennych.

 

Dzieci za darmo dają Ci to samo, o czym mówią popularni kołczowie za grube pieniądze. 

 

Każde dziecko jest darem, nie bez powodu pojawia się w Twoim życiu, nie bez powodu wychowuje Ciebie, kształtuje i zmienia Ciebie o wszelkie możliwe kąty. Wykorzystaj to, nie bój się go słuchać, rozmawiać z nim, być i bawić się z nim. To naprawdę najmądrzejszy influencer w Twoim życiu jaki może Ci się trafić. Bez względu na Wasze relacje, jakiekolwiek one by nie były – uczą, trzeźwią, każą patrzeć z innej perspektywy, dostosowywać się, poskramiać i wyrzucać emocje, czy też te słoneczka pokazują jak wykrzesać własne wewnętrzne dziecko z siebie

 

Też ludzie powiadają, że podróże kształcą. Ile darmowej inspiracji i własnego rozwoju. Ale nie ma co zagryzać usteczek z zazdrości – każdy z nas ma swoją drogę do doświadczania, inni podróżują, inni kupują nałogowo książki, inni zostają psychologami, a inni pracują za najniższą krajową jako pielęgniarki i udzielają dobrego słowa, kiedy trzeba. Inni mają dzieci. A jeszcze inni podróżują z tymi dziećmi. 

 

Wiecie, jaka jest różnica między dwa powyższymi przykładami?

 

Darmowe influencerstwo jest ściśle dopasowane do Twojej aktualnej, indywidualnej energii. Słowa, działania i akty od danej osoby w danej chwili są najlepszą wskazówką, najlepszą radą i najlepszą motywacją na dany moment, daną sytuację w Twoim życiu. Jest to po prostu Twoje, intymne, szczelne i tylko Ty sam zrozumiesz przekaz i odniesiesz go do swojego życia.

 

Ja tez jestem influencerem, oddziałuję na Was, wpływam na Was. I bardzo, bardzo staram się być w tym naturalna i szczera, nie chcę dawać Wam odczucia bycia manipulowanym, osaczanym.

I Wy wszyscy, którzy czytacie mnie, piszecie komentarze, maile, prywatne wiadomości, jesteście dla mnie swoistymi influencerami. Każdy z Was. I to jest fantastyczna wymiana energii, darmowa w dodatku, prawda?

 

Dziękuję.

 

A Wy tam oczy i uszy i serca otwórzcie, zaoszczędzicie na zielone szejki, i jeszcze się okaże, jak wiele darmowych inspiracji dostajecie w codziennym życiu. I to nie od innych, przypadkowych ludzi, ale od swojego środka, serca. Tam są wszystkie odpowiedzi dopasowane do Waszej drogi. Szukajcie, pytajcie, słuchajcie, działajcie. W swoim tempie. Na wszystko jest właściwy czas i wszystko przychodzi w odpowiednim momencie.

 

influencer podróże adfalkiewicz

Anetka czasem ma potrzebę wybyć po nieznane inspiracje gdzieś w Gaję