Wiecie, pracuję jako Support Care Worker w Cambridgeshire Deaf Association (notka o pracy tutaj). Mam pod sobą klientów różnej maści, ale jedno ich wszystkich łączy – wada słuchu. Są sparaliżowani, są starsi, są młodzi, są z porażeniem mózgowym w różnym stopniu, mają różniaste choroby przewlekłe. Mieszkają samodzielnie, w domach pomocy społecznej czy hospicjum.

No i przyszedł sobie Covid19.

Jak pandemia koronowirusa wygląda/ła w mojej pracy? Jak niesłyszący z mojego zespołu ustosunkowali się do nowej normalności? Czy ktoś z nas zachorował lub umrzył?

 

Trochę inaczej u mnie będzie, bo od kiedy zaczęli ostrzejsze restrykcje wprowadzać to ja siedziałam cały miesiąc w domu, wróciłam dopiero w tym tygodniu do pracy. Zaczęłam leczenie na wirusa HCV, skutki uboczne nie były fajne i musiałam je przeleżeć. W sumie dobrze się złożyło, bo z HCV byłam w grupie ryzyka, która musiała odczekać 12 tygodni w domu. 

Niektórzy z nas już na samym początku dostali listy od rządu z takim nakazem.

 

Ale, że moja praca wymagała pracy, toteż zaliczyli nas do tzw.key worker. Wchodzili tu wszyscy ze

  • służby zdrowia i opieki społecznej;
  • pracownicy większych sklepów z niezbędnymi produktami (pozostałe tj, ubrania, fryzjerzy, dentyści, buty, zabawki, no cała reszta poza jedzeniem – się zamknęły na dwa miesiące i dłużej),
  • dalej dostawcy ze sklepów spożywyczych z zamówieniami przez internet,
  • pracownicy związani z kanalizacją wodną, elektrycznością, gazem;
  • policja i służby ratownicze;
  • pracownicy z fabryk żywności;
  • nauczyciele dla uczniów, których rodzice są w grupie key workers, te dzieci chodziły do szkoły; 
  • kurierzy, poczta, śmieciarze, kierowcy tirów, busów, pociągów, itd. 

Moi klienci wszyscy musieli zostać w domu – często nie rozumieli dlaczego sytuacja na świecie się tak diametralnie zmieniła i dlaczego nie mogą wychodzić na zakupy, na spacery, spotykać się z innymi. Nie rozumieli dlaczego musimy zachowywać odstęp od siebie. Nie rozumieli dlaczego ich opiekunowie muszą zakładać maski, rękawiczki i cały arsenał ochronny podczas bliższego kontaktu (higiena osobista, prysznice). Rodziło to w nich frustrację, wściekłość, depresję – musieliśmy się z tym mierzyć. 

Zaczęła się mocno intensywna praca dla nas – robimy wielkie zakupy dla klientów, często kilku naraz, chodzimy do aptek załatwiać leki i recepty, nierzadko stoimy w kilkugodzinnych kolejkach. Zakupy przez internet były niemożliwe dla nich, mimo zapewnień, że klienci są priorytetem jako niepełnosprawni.

Założone maski bardzo utrudniają nam komunikację, jako, że większość z nas czyta z ust. Zarząd z CDA wychodził ze skóry, byśmy byli na bieżąco z procedurami osobistej ochrony, zawsze mieliśmy (i mamy) spore zapasy rękawiczek, masek, fartuszków oraz żelu antybakteryjnego z alkoholem, który nosimy wszędzie ze sobą. Biuro CDA już na długo przed zamknięciem kraju zaczęło pracować z domu, więc szybko się ogarnęli – w ruch ruszyła aplikacja Zoom, tworzą się wciąż nowe filmiki z aktualnościami co się dzieje i co dalej i jak długo. Połowa CDA pracuje z domu, połowa w terenie (ja). 

Menedżerowie wykazali się piękną postawą, do końca zachowują humor, spokój, profesjonalizm i tego oczekują od nas. Zniknął podział praca-dom. Telefon służbowy zmienił się w prywatny, by wyżalić się, by wypłakać się, by wygarnąć, by wygadać się szefom. Nie wolno było nam dusić emocji w sobie, tęskniliśmy za przytulaniem, za dotykiem, za głaskaniem, to część kultury głuchych przecież. Wspieraliśmy się sporo na odległość. Mój zespół stał się jeszcze bliższy niż wcześniej – byliśmy jedynymi ludźmi, którzy spotykali się poza domem, dzięki temu potrzeba migania, potrzeba humoru i automatyczny optymizm zostały zachowane.

koronawirus opiekun

Siedząc w domu na zwolnieniu nie zapominałam o pracy – spotykałam się na Zoomie z klientami, pytając jak sobie radzą, co robią, czy też z zespołem by pogadać o dupie Maryny, byłam na bieżąco, ale i tak tęskniłam. 

Jeżdżę do sklepów raz w tygodniu, z maskami i rękawiczkami. Jako care worker pokazując identyfikator mam wszędzie pierwszeństwo wejścia. Minimalizuję tym samym przebywanie wśród ludzi. Bo nie mogę myśleć tylko o sobie, ale muszę myśleć o domu, o klientach, o zespole.

Kilka dni temu pojawiły się w kraju bezpłatne testy dla key workerów. Menedżerka CDA zaleciła nam wszystkim jechać i się przebadać. Pojechałam dziś rano. Wszystko odbywało się w atmosferze spokoju, kultury i humoru, przy zamkniętych oknach auta. Nie widzieli problemu, że ja głucha, znalazła się kobieta znająca BSL (Brytyjski Język Migowy), a nawet jeśli nie, to SignLive (tłumacz online) również był pod ręką. 

Wyniki przyjdą za kilka dni. (aktualizacja wrzesień 2020 – wszyscy robiliśmy testy co dwa tygodnie i NIKT do tej pory nie miał plusa).

Nikt od nas nie zachorował na Covid19, w ogóle zresztą na nic nie zachorował, nie umrzył tym bardziej. Zdawaliśmy sobie sprawę z powagi sytuacji, ale nie okazywaliśmy tego klientom. Dbaliśmy o siebie i o innych, zagryzaliśmy zęby i jechaliśmy na nadgodziny w ostatniej chwili, wymęczeni, niedospani, z przesuszonymi mocno dłońmi.

I wciąż to robimy.

Jestem dumna i czuję się bezpiecznie pracując z ludźmi na wysokim poziomie.

Niedawno na Zoomie było spotkanie organizacyjne zespołu. Szefowa powiedziała, że na ostatnim posiedzeniu z przedstawicielami opieki społecznej w hrabstwie sama góra (CQC) była nami zachwycona, a jedna agencja opieki chciała „pożyczyć” pracowników od nas. Odmówiła – nie wyśle niesłyszących do słyszących, za dużo barier (maski, język migowy, kontakt z klientami).

W tym tygodniu zaczęło się odmrażanie normalności, pootwierali niektóre sklepy, ludzie wciąż stoją w kolejkach, w maskach, w odstępach, unikają dotyku, czekają cierpliwie, aż ktoś przejdzie spod regałów. 

Moja dobra kumpela tutaj pracuje jako kierowca w sklepie Ocado, rozwozi ludziom produkty zamówione przez internet. Wspominała wielokrotnie jak na początku po skończonej zmianie siedziała w swoim vanie i ryczała. Bo ludzie starsi ze łzami w oczach dziękowali, że przywiozła jajka, mleko, chleb, papier toaletowy, karmę dla kota. Bo musiała zostawiać zakupy u progu domu a nie jak wcześniej pomóc wnieść do kuchni, bo klient sparaliżowany lub ma Parkinsona. Bo restauracje, bary i stacje benzynowe się zamknęły i nie miała gdzie i jak zmienić podpaski lub zwyczajnie się wysikać. Teraz nieco lżej, nosi własną maskę (od mojej Mamy tak właściwie, uszyła nam, jej Ocado nie daje), wchodzi do domów kiedy naprawdę trzeba, toalety gdzieniegdzie już są otwarte dla dostawców sklepów. 

W całej Anglii w każdy czwartek wieczorami o 20.00 bije się brawa dla key workerów i NHS (angielska służba zdrowia). Malowane są tęcze na oknach. O ile rysunki są miłe o tyle oklaski są o dupę kant potłuc tak naprawdę. Z wypłacalnością nie ma problemów, bo tu nie chodzi o to, ale zamiast oklasków dwa miesiące temu przydałby się dystans i wcześniejszy zakaz zgromadzeń (zwłaszcza Festiwal w Cheltenham w marcu, na którym Boris Johnson również był). Może nie bylibyśmy krajem z największą liczbą zgonów w Europie. Mnie wystarczy uśmiech, zagadanie, podziękowanie dla śmieciarzy, listonoszy czy kurierów.

Ale nie ma co. Najważniejsze, że moje miasto, moje hrabstwo jest całkiem na poziomie, a co najważniejsze – moje najbliższe otoczenie jest harmonijne. 

AKTUALIZACJA – wrzesień 2020 (powyższa notka z maja) Pracuję już kilka miesięcy w warunkach Covidowych. Restrykcje nieco zelżały, ale większość klientów wciąż nie wychodzi do sklepów ani publicznych miejsc. Spacery są dozwolone. Wciąż to my robimy zakupy dla nich i jeździmy po mieście po potrzebne rzeczy. Wciąż używamy masek, rękawiczek i przyłbic, ale już nie tak srogo jak wcześniej. Godziny mamy skrócone, ale zarąbiście ogarniamy wszystko. Osobiście wiem, że spora część mojego zespołu „nie wierzy” w tego wirusa i nie zaszczepi się jak przyjdzie taka możliwość, ale zasady zasadami i musimy stosować się do biurokracji, dbać o poziom naszej pracy. „Góra” wciąż jest nami zachwycona. Przed nami (albo już właśnie idzie) druga fala, idzie też zima co będzie jeszcze większym wyzwaniem.

Zaczęliśmy stopniowo tłumaczyć, że życie już nie będzie takie same jak wcześniej, codzienność nie będzie już taka swobodna, ograniczone są i będą możliwości i wolność. To trudne dla nich, zwłaszcza niepełnosprawnych umysłowo i osamotnionych głuchych klientów. Zwłaszcza w dobie masek… Dla nas też trudne, bo to my jesteśmy pośrednikami między ich „życiem” a zewnętrznym światem i maski (i niewiedza u słyszących) powodują u nas rozstrój nerwów. Od firmy mamy takie broszki i one są ogromnie pomocne!

i am lipreader