Jednym z elementów podnoszenia własnego samopoczucia jest wartość siebie (czy jakoś to tak się nazywa). Ego, z którym się rodzimy, a które składa się na naszą całość jest świetną nauką do uzyskiwania jak najlepszej wersji siebie. Ale życie bywa takie przewrotne, że diabełek na naszym ramieniu często wygrywa i psuje nasz dzień byle oceną o Tobie od byle człowieka. I wtedy żaden trener personalny za grube pieniądze nie przywróci Ci Twojej wartości.

Ty sam tego też nie zrobisz, przecież nie wmówisz sobie, że jesteś samowystarczalny, spełniony, piękny i ogarnięty. Sam wiesz najlepiej jakie słowa chodzą Ci po głowie i Ty sam cenzurujesz swoje wypowiedzi, starannie selekcjonując, którą myśl warto zwerbalizować a którą schować pod dywan w mózgu.

No więc, kto jest w stanie zmienić podejście i myślenie a tym samym podnieść Twoje morale? Ale nie takie egowskie, takie Twoje, Twoje?

 

Wiecie, to jest bardzo długa droga, bez mety, bez celu. Twoje życie to niekończąca się opowieść, z wieloma scenariuszami do wyboru, z wieloma atrakcjami do doświadczania. Niezależnie od tego jaki masz pogląd na śmierć, niezależnie jak bardzo odczuwasz niesprawiedliwość wokół Ciebie, niezależnie od tego w co wierzysz, jaki styl życia prowadzisz, nieważne jak wyglądasz – nigdy nie wiesz, w której sekundzie odnajdziesz siebie. A kiedy odnajdziesz, na zilion procent okaże się, że tak naprawdę jeszcze siebie nie odnalazłaś, że jest Ciebie więcej, szerzej, głębiej i znowu masz parcie na dalsze szukanie. Znowu masz parcie na udowadnianie sobie, że jesteś lepsza, piękniejsza, wartościowa, cenna, bardziej, mocniej, więcej.

Ego zawsze będzie zachłanne i łakome komplementów, ale… Nie wiem jak Wy, ale ja widzę różnicę, kiedy ego przyjmuje komplementy a kiedy ja sama. Nie wiem czy wpływ na to ma niska samoocena, brak niewiary w siebie, obiektywność. Nie jestem czyimiś oczami, nie znam czyichś oczekiwań, moja opinia o mnie samej diametralnie się może różnić od czyjejś. I to ja sama będę wypierała pochlebstwa z uprzejmym „dziękuję”, zamiast je przyjąć do siebie. Bo, na przykład, nie wierzę w siebie, nie wierzę, że jestem wartościowa, idealna dla kogoś, że całą sobą mogę spełniać czyjeś oczekiwania. Nie da się z tym walczyć. Czy to ego jest, nie mam pojęcia, ja to zwalam na ostrożność, blokadę przed fałszem, pustymi komplementami, zawistnymi energiami. Kokon odruchowo się włącza, ochrona własnej energii.

 

A co jeśli ktoś naprawdę będzie znaczył to co mówi? Uwierzysz?

 

Za pierwszym razem – nie. Za tysięcznym razem – może. Za dwutysięcznym – coś tam puści. Za ośmiotysięcznym – poczujesz ciepło i drgania w środku. Przyjęłaś, uwierzyłaś.

 

Pytanie bardzo istotne – OD KOGO usłyszysz komplementy, słowa pochwały, pochlebstwa. Ty sam musisz akceptować daną osobę w całości, bez uprzedzeń, bez stereotypów, bez jąkania się umysłowego, bez wątpliwości. Jeśli nie będziesz jej akceptował zostanie Ci w środku taka blokada, która zamknie z hukiem przed nosem słowa lecące od tej osoby.

Często wierzymy bardziej ludziom obcym, poznanymi przypadkowo, którzy patrzą na Ciebie bez własnych oczekiwań, nie znają Twojej przeszłości, są obiektywni. A my sami nie mamy założonych ochraniaczy, bo czego się bać? Osoby, która nas nie zna i nie ma na nas haka? Nie zna naszych słabości?

 

Modny jest teraz coaching, influencertswo jakieś dziwne, wpływanie na ludzi, na ich życia w niemal każdej dziedzinie. Programowanie neurolingwistyczne ma się w najlepsze w social mediach i w mediach w ogólności. Coraz ciężej nam włączać filtry, które przesieją prawdę od fałszu. Coraz ciężej nam wyłączać filtry i pozwalać zaufać ludziom. Coraz rzadziej empatia idzie w parze z lojalnością czy zaufaniem. Jedno może wykluczać drugie i trzecie wzajemnie. Coraz ciężej nam wierzyć ludziom, którzy nam wmawiają, że jesteśmy wyjątkowi, zaradni i niepowtarzalni (co to za słowo w ogóle? logiczne przecież, że nie ma drugiej takiej samej Ciebie). Szukamy tego, łakniemy jak wody, wydajemy grube hajsy na to, by jakiś znany coach powiedział nam, że jesteśmy coś warci i nie powinniśmy się poddawać w dążeniu do realizacji własnych planów i marzeń.

 

A czy wychodzi? Udało się Wam uwierzyć Kamili Rowińskiej na przykład? Ja jestem odporna na takich trenerów, żadne słowa od nich na mnie nie działają, bo żaden z nich nie przeżył mojego życia, nie wie co ja przeszłam i ile się napracowałam nad sobą. I żaden mi nie wmówi, że moje życie jest coś warte, że jestem wyjątkowa, niepowtarzalna i warto walczyć o swoje marzenia.

Tyle to ja sama wiem.

 

Bądźmy realni.

 

Życie jest brutalne i mocno i często i gęsto daje po doopie. Kilka tysięcy złotówek wydanych na szkolenia motywacyjne może pójść w pizdu w jednej sekundzie, kiedy Twój chłopak podczas zrywania z Tobą powie Ci prosto w twarz, że jesteś do niczego. I to samo szkolenie również nie pomoże Ci wygrzebać się z traumy dziecięcej, kiedy byłaś non stop poniżana za słabe oceny.

 

Życie to nie coaching, to nie szkolenia podnoszące Twoją wartość za pieniądze, życie niczego od Ciebie nie chce. Coaching jest płatny, i Ty płacisz swoimi ciężko zarobionymi pieniędzmi, coaching wymaga od Ciebie poświęcania w postaci pracy w hucie czy nad sobą. Kupujesz słodkie, egotyczne słówka, które połechcą Twój umysł i podziałają na chwilę. Ludzie czasem muszą wierzyć – w religię, w nadzieję, w cuda, piękne słówka.

Życie fałszywe nie jest, życie jest darmowe i oferuje multum darmowych wyborów, które często są bolesne i okrutne, ale dzięki temu – prawdziwe, głębokie i szczere, wryją się w Tobie na amen i tam już zostaną. Tego już nikt nie zmieni, żaden rzucający Ciebie chłopak czy bijący batem tatuś na emeryturze. Będziesz silniejsza tak od siebie, od swojego głębokiego środka, i to całkiem za darmo.

 

Coaching nie nauczy Cię szacunku do siebie samej. Życie tak. Druga, bliska osoba tak. Ty sama tak. Życie pozwoli Ci wykrzesać z czeluści to co coaching przykrywał pod postacią fałszywych, powierzchownych komplementów.

 

Nie neguję obecnego trendu w tej dziedzinie. Ludzie rozwijają się na swój sposób, w swoim tempie, nie oceniajmy zatem. Dla wielu z nich jest to środek do osiągnięcia celu, naumieją się, wydają kasę, podniosą siebie o ileś tam poziomów i pójdą dalej. To fajne narzędzie, jak ktoś potrzebuje. Dobre dla ludzi, którym brakuje doświadczeń w życiu, atrakcji emocjonalnych, bo nie mają jak się rozwijać.

Ale nie róbmy z coachingu celu samego w sobie. Zostawmy to profesjonalistom, którzy wybrali sobie taką drogę.

 

Nie powiem Ci, że jesteś wyjątkowa, bo i tak na logikę jesteś, nie masz sobowtórów przecież, nie masz z kim się porównywać. Nie powiem Ci, że jesteś mądra, zdolna i wartościowa – bo nie jesteś (wg Ciebie). Nie uwierzysz mi po pierwsze, zbędziesz mnie „ojtam, daj spokój„, a po drugie – zawsze będzie Ci tego mało, paradoksalnie, nie przyznasz się do tego nawet przed sobą. Ja nie sprawię, że Ty sama w siebie uwierzysz, to Twoja robota, dlatego ściemniać nie będę, tylko potwierdzę to co Ty sama sobie wmawiasz.

 

Jak odzyskać wiarę w siebie? Jak podnieść własną wartość?

 

Po prostu żyj. Obserwuj, odczuwaj, doświadczaj, przeżywaj, płacz, przeklinaj, ciesz się, doceniaj, kochaj i zakochuj się, kłam i zdradzaj, walcz, poddawaj się, cierp, zamykaj się w sobie, uwalniaj się. Bierz życie w pełni i nie wstydź się swoich błędów, porażek, nie wstydź się swoich emocji, nie wstydź się być człowiekiem.

 

anetka niesłysząca blogerka wartość

Jak kumpel stwierdził, wróżka Zębuszka zabrała mi zęby, bo potrzebowałam trochę funtów na ratę auta :))