Niniejszego posta piszę na prośbę czytelników. W końcu co się mam z osobna tłumaczyć tym, którzy nie wiedzą oraz tym, którzy pytają w mailach jak sobie z tym radzić?

Bo bycie dzieckiem z Gwiazd nie jest takie fajne. Ktoś tam dopowie, że wszyscy takimi dziećmi jesteśmy, ale sprecyzuję to w tej notce, że jednak nie wszyscy.

Ostatnimi czasy (od 2015 roku właściwie) zaczęły się dziać niesamowite rzeczy. I będą się dziać dalej. W mniejszej lub większej skali. W mniejszym lub większym natężeniu.

 

Na początek króciutko. 

 

Mieszkamy se w Kosmosie. Prawie każdy z nas ma swoją duszyczkę (esencję, promyczek, światełko, świadomość) i sobie fruwa po całym Kosmosie doświadczając różnych rzeczy. Prawie każdy z nas ma swój Dom w tym całym Kosmosie, Dom, gdzie się narodził, powstał, wykreował. Kwantowo, molekularnie, energetycznie, no różnie. Prawie każdy z nas ma swoją drogę do przebycia, do nauki, sam sobie wybiera gdzie chce dalej iść, mieszkać, uczyć się. 

 

Padło na Ziemię.

 

Ziemia to Gaja. Gaja też jest duszyczką, jest sama sobie świadomością. Ma swoją lekcję do nauki. Zgodziła się być planem doświadczalnym dla istot z Kosmosu. Planem, gdzie esencja może zapoznać się z dualnością, biegunowością oraz poeksperymentować sobie tu i ówdzie. Jest fajnie do czasu, dopóki eksperyment wychodzi poza kontrolę. Wtedy Gaja „pęka” i tworzy się nowy plan. Obecna wersja nie jest pierwsza i nie jest ostatnia

 

Jednak my trzymajmy się obecnej wersji. 

 

Pomijam historię pierwszych ludzi, cywilizacji antycznych, luk w epokach, niedostępnych dla nas skarbów watykańskich. Wokół Gai został utworzony hologram, taka scenografia, system, iluzja, która została dostosowana do potrzeb naszego odbierania zmysłowego. Ten hologram nazywa się matrix i mieści się w czwartym wymiarze. 

 

Ten matrix to ego Gai.

 

Bo trzeci wymiar my doskonale znamy i odbieramy go swoimi pięcioma zmysłami. Za matrix odpowiedzialne są brzydkie istoty z Kosmosu – reptyle, gady, archonci, szaraki (szare ufoludki). Oni operują „złą” stroną dualności, oni są odpowiedzialni za wszelkie wirusy i implanty wgrywane nam do świadomości (w tym ego, mutacje DNA na duszach). 

 

Gaja się przebiegunowuje, o czym pisałam TUTAJ, wchodzi na wyższy wymiar. Do „głosu” dochodzi piąty, szósty i w powijakach jest siódmy.

 

Ostro zaczęło się po wybuchu bomby atomowej, kiedy to Gaja nie wytrzymała, zawołała o pomoc, i po tym czasie na Ziemi zaczęli pojawiać się wolontariusze kosmiczni.

 

Pierwszymi dziećmi z Gwiazd, były dzieci – kwiaty. Ludzie z tego pokolenia nie umieli odnaleźć się na okrutnym, zszarganym wojnami, jakże obco wyglądającym, planie ziemskim. Uciekali w świat narkotyków, przy których halucynacje były zbliżone do ich Domowego odczucia. Głosili pokój, harmonię, odkrywali ciała, seks, w końcu warunki ziemskie były dla wielu z nich obce, byli pierwszy raz, chcieli używać a jednocześnie tęsknili do Domu. 

Kolejnym pokoleniem były osoby z aurą o koloru indygo (od 1975r – dziś). Dlatego te pokolenie nazywa się Dziećmi Indygo. Tu już wychodzą na jaw ich niespotykane dotąd zdolności parapsychiczne, paranormalne, psychokinezy, większa intuicja, potężna empatia i współodczuwanie, wspomnienia z poprzednich wcieleń, wysoka inteligencja emocjonalna, czytanie ludziom jak z ręki, nierzadko wyspecjalizowany geniusz. Sporo osób z tego pokolenia ma buntowniczą i wojowniczą postawę oraz niemożność dostosowania się do współczesnego systemu społeczeństwa, a już na pewno przestarzałego systemu szkolnictwa. I to bardzo często mylone jest z ADHD (nadpobudliwość psychoruchowa). Dzieci, przyjmując leki na ADHD, mają skutecznie tłumione swoje nadnaturalne zdolności. A tym samym nie są zdolne do bycia sobą, do pomagania innym, do pomagania Gai. 

 

Po Indygo przyszła fala dzieci Kryształowych (od około 2000 roku, są wcześniejsze też). Z jeszcze większą ochroną od Kosmosu i jeszcze większymi „mocami” (dodatkowa czakra serca plus brak strachu). W przeciwieństwie do Indygo, Kryształki cechuje potężny spokój i brak walki. One operują swoimi energiami i energiami leczą, wpływają na innych poprzez „głoszenie” uniwersalnej Miłości oraz wybaczania (rozpuszczanie karmy matrixowej). Mają doskonały kontakt ze swoją świadomością, z Wyższymi Jaźniami, w lot czytają ludzkie wibracje. Późno zaczynają mówić, nierzadko wykazują brak emocji, żyją jakby w szklanej kuli, stąd ich cechy mylone są z autyzmem. Ale w przeciwieństwie do autystycznych dzieci one nawiązują kontakt z ludźmi, zwierzętami, kamieniami, potrafią „rozmawiać” z całą naturą, z Gają. Podróżują po innych wymiarach w swoich snach, wizjach.

„Moje dzieci mnie przerastają. Mam wrażenie, że z mężem opiekujemy się dwójka mini-dorosłych, którzy fizycznie musza dojść do siebie, ale psychicznie są ponad nami.  Oboje od razu po porodzie patrzyli mi głęboko w oczy i nie płakali. I są „przytomni” od początku, ni tak jak większość dzieci- świętych aniołków. Młody jest mega wrażliwy, coś juz zaczyna widzieć, tak jak ja kiedyś i już ciekawe rzeczy opowiada. Nie namawiam go, ale nie neguje jego doświadczeń. A młoda to „królowa”. Ma w oczach skaner i przygląda się każdemu, mierzy ludzi wzrokiem  od góry do dołu i ma w sobie coś, co wzbudza respekt. W wieku 10 mies posłała takie spojrzenie mojej kumpeli, która zabrała jej kredkę z rączki (w trosce oczywiście, żeby sobie nie wbiła w oko), że ta zamarła i natychmiast jej oddala 😀 ” 

A wczoraj dzieci spały na mnie (dosłownie) po obu stronach i zabrałam je „tam” ze sobą:) ” (maile od jednej z czytelniczek)

 

Generalnie takie dzieci wybierają sobie ziemskich rodziców z bardzo różnych powodów, Niektóre przychodzą w patologicznych rodzinach, by je wyleczyć, naprawić (już poprzez same bycie sobą), niektóre pojawiają się u rodziców juz uświadomionych. Wszystkich rodziców jednakowo kochają, szanują i są wdzięczne za opiekę nad nimi, za wprowadzenie ich w świat. 

 

Ostatnio pojawiają się aury tęczowe oraz białe. One już mają kontakt z siódmym i wyższymi wymiarami. „Moce” mają już wypasione !!

 

Wszystkie te wyżej wymienione osoby łączy kosmiczna Miłość, wysokie poczucie godności i wymóg szacunku, otacza je aura „królewskości”. Normą jest u nich telepatia i wysoka inteligencja. Posiadają niezwykłe spojrzenie, które świdruje Ciebie na wylot. Łączy ich magnetyzm, charyzma, przyciąganie, wdzięczność i miłość do życia oraz wewnętrzny, głęboki spokój.

 

Bo medytacja jest w nich „wgrana”, „wgrane” jest też „tu i teraz„. I łączy je też jeszcze jedno – wysoka wrażliwość (alergia) na sztuczne, martwe produkty (gluten, laktoza & kazeina, GMO, mięso, lekarstwa, chemia AGD, szczepionki, niektóre zabiegi medyczne).

Oczywiście, trzeba wykluczyć wszelkiego rodzaju zatrucia poszczepienne (metale ciężkie, które blokują szyszynkę, z wszechobecnym fluorem na czele) i polekowe (otumanienie ciała & duszy). Bo z religiami te dusze same sobie radzą w późniejszym, dorosłym wieku. 

 

Dlatego jeśli chcesz wrócić do „naturalnego stanu” – zacznij od zmiany jedzenia, odstaw mięso i inne produkty odzwierzęce (ale nie na siłę, słuchaj ciała !!!), napraw swoje ciało (pojazd), pozbądź się chemii, wyjdź do lasu, przytul się do drzewa, porozmawiaj z kamieniem, szukaj wiedzy, czytaj, obserwuj swoje reakcje, odróżnij ego od duszy, słuchaj intuicji, tańcz, śpiewaj, jaraj się każdą chwilą, i przestań się bać ludzi, przestań się bać smutnych panów w garniturach, bać się, że zostaniesz odrzucony i uznany za dziwaka.

Jesteś przyszłością Ziemi. A pionierom nigdy nie było łatwo.

Masz w sobie odwagę, której inni mogą Ci zazdrościć. Odwagę w byciu sobą.

 

 

I teraz.

 

Wszystkie te osoby z wyżej wymienionymi kolorami aury to są dusze z Gwiazd. Ziemia nie jest ich domem, nie ewoluowały tutaj. Wspomnienia z poprzednich inkarnacji są albo zamazane (taki kontrakt kosmiczny) albo „zapożyczone” z Kronik Akaszy. To ostatnie jest przydatne, by wiedzieć jak umieć się przystosować do ziemskich warunków. 

 

Kosmos jest nieskończony. Jest nieskończenie wiele wymiarów i czasoprzestrzeni. Wiele, wiele planów zbliżonych do ziemskiego (tak, są miejsca zbliżone do Gai), wiele, wiele kosmicznych ras. Wszyscy pochodzimy od jednego Absolutu, wszystko jest ze sobą fantastycznie zgrane i wszystko możemy sobie kreować i tworzyć, jako niezależna świadomość. 

Tworzyć sobie możemy najróżniejsze gry, by się pobawić, by spróbować, by doświadczać, by się uczyć. 

Taką grą właśnie jest matrix. Przecież dopiero w trakcie gry wychodzi, z kim tam naprawdę gramy, prawda?

 

Rasy kosmiczne – tak, widzicie je w książkach i filmach sajensz fikszyn.

 

Star Treki, Gwiezdne Wrota, Gwiezdne Wojny, hobbici i elfy (te leśne i te wysokiego rodu), anioły, wróżki, syreny, delfiny, jednorożce, trolle, krasnoludy, reptyle, gady, no cokolwiek zobaczycie w filmach i książkach – nie pochodzi z Waszej wyobraźni. Pochodzi ze wspomnień Twojej duszy. I ma się świetnie w Kosmosie.

 

Iście kosmiczna opera mydlana !!

 

Każda rasa ma swoje DNA (materiał genetyczny, pamięć komórkowa, pamięć esencjonalna), wklepione na stałe w świadomość. Dusza może mieszkać w jednym Domu i mieć pojedyncze DNA i z tym DNA, charakterystycznymi dla jej rasy, przylecieć na Gaję. I dusza może też szlajać się po różnych wymiarach i galaktykach i „obcować” z innymi rasami. Wtedy DNA jest zmutowane, dusza jest hybrydą i posiada „zdolności” nabyte od kilku lub więcej ras. 

Dzieci – kwiaty miały pojedyncze DNA. Chociaż tacy pojawiają się i dzisiaj też, z mocno ukierunkowanymi misjami i celami, wykazują nadprzyrodzone umiejętności uzdrawiania/leczenia ludzi. Kryształy i tęczowe to już hybrydy.

 

Najpopularniejsze rasy kosmiczne na Ziemi to istoty pochodzące z konstelacji Plejad, Oriona, Andromedy, Syriusza, są też Arkturianie, Lyrianie, Turacy, Kasjopejanie, Szaraki & Reptilianie (matrix), Dogoni, Zeta, i wiele, wiele innych. 

 

Pochodzenie duszy to jedno, wiek duszy to drugie, i kolor aury to trzecie. Wariantów jest mnóstwo. 

  • można być czystym arkturianem, wysoko rozwiniętym w swoim Domu, ale świeżakiem na Ziemi, aura – kryształowa
  • można być Elfem Wysokiego Rodu, z naleciałościami anielskimi, który się trochę poewulował na planie ziemskim, i jest wiekowo bardzo starą duszą, aura  tęczowa
  • można pochodzić z Andromedy, „uczyć się” u Arkturian budowy statków kosmicznych, „obcować” ze Smokami i być pierwszy raz na Ziemi (przesrane…) – aura indygo
  • można być reptylem, urodzić się na Ziemi jako klon, jako produkt mutacji genetycznej, można się przebudzić i zacząć walczyć w kolejnych wcieleniach – stara dusza, aura indygo
  • można być człowiekiem, urodzić się na Ziemi, jako czysta, ludzka dusza i ciągle się inkarnować tylko i wyłącznie na planie ziemskim – i takich dusz jest NAJWIĘCEJ i to właśnie dla Was przybyła gwiezdna „pomoc” – dusze, które mają przypomnieć Wam, nauczyć Was co to znaczy wybaczać, co to znaczy kochać.

 

Każdy z nas ma swój cel, swoja misję (która polegać może na samym „byciu” również) i każdy z nas ma swoją ochronę z Kosmosu. 

 

I każdy z nas czuje się obco, czuje się wyalienowany, niedostosowany do materialistycznego planu. W którym nie ma Miłości, spokoju i bezpieczeństwa. Wszędzie dramy, lamenty i strach. A co dopiero znaleźć nam takiego partnera. Ciężko, bardzo ciężko, zwłaszcza, że wszyscy chcą tu seksu i mylą seksualną miłość z Miłością. Mezalians kosmiczny? O nie… Wciąż jesteśmy dziwni i niezrozumiani przez większość z Was.

No więc dlaczego taki trend w zmianie DNA?

 

I dlaczego ostatnimi czasy po ludziach uaktywniają się kosmiczne DNA? (najczęściej dzieje się to podczas narkozy, wypadku, rzadziej podczas snu, świadomość musi być wyłączona, „objawy” około-zdarzeniowe są wspólne dla takich osób).

 

Tutaj pozwolę sobie wkleić fragment maila od czytelniczki:

„(…)od razu przyszło mi coś na myśl: w styczniu 2015 r miałam zabieg w pełnej narkozie i tuż po zaczęły się u mnie bardzo dziwne objawy, tak dziwne ze diagnozowano mnie nawet pod katem stwardnienia rozsianego, guzów mózgu itd. Dziś nazwałabym to energetyczna jazda bez trzymanki; podrzucanie kończynami, mrowienia od stop po czubek głowy, zrywanie mięśniami kilkaset razy dziennie, ciepło zimno w rożnych okolicach ciała, widzenie kul światła ( niebieskiego, białego ) rozbłyski pod zamkniętymi powiekami i mnóstwo innych dziwnych akcji. Oczywiście ruszył galop po lekarzach wszelkiej maści, dziesiątki badań, w tym pełny rezonans magnetyczny eeg i tym podobne. Zero odpowiedzi. Wiec zaczęli mnie leczyć na nerwice; były i psychotropy i cały proces został stłumiony :/
Dalej widzę rożne fenomeny (właściwie to widzę coraz więcej) ale od jakiegoś czasu stało się dla mnie po prostu oczywiste ze to nie jest żadna choroba.(…)”

 

Takich maili dostaję coraz więcej. 

 

Bo matrix nie daje za wygraną. Czwarty wymiar przestawał mu wystarczać, matrix chce władzy, manipulacji, potęgi, strachu, jest Twoją czarną, głęboko ukrytą stroną.

 

Matrix jest Twoją osobistą konfrontacją i wyborem potrzebnym do wzrastania.

 

Musi być równowaga we wszystkim. Kiedy zaczyna być „lepiej i spokojniej” na Gai, prawo dualności leci na szalę „gorszego i złego”. A, że ludzie ze swoimi wyborami i wolną wolą stają się coraz bardziej cwani i przechytrzają systemy, poznają swoje serca lepiej, podążają za nimi, cała energia Gai również się podnosi. Do wyższych wymiarów. „Wróg” też się musi dostosowywać, iść za postępem. Musi udoskonalać swój energetyczny marketing.

Obecnie wiadomo, że matrix dokopał się, „zhakował” piąty i szósty wymiar. 

 

Jak to wygląda w praktyce?

 

Chociażby narastająca wiedza w tym zakresie – liczne szkoły jogi (za chwilę o tym napiszę więcej), grupowe medytacje, szkoły tarota i astrologii, hipnozy w podejrzanych gabinetach, czanelingi, dezinformujące strony internetowe o rasach kosmicznych, fałszowanie epok historycznych, przymusowe szczepienia, modyfikacja jedzenia tudzież sianie nieprawdziwych informacji, obniżanie norm witaminowych, uzależnianie ciała od leków, itd. Wszędzie tam, gdzie za usługę pobierana jest bardzo nachalna forsa.

 

Tak, porywania ufo, to temat w sumie na inną notkę. Porywania się zdarzają cały czas i wcale nie są złe i negatywne, jak Wam to wmawiają. Zainteresowanych odsyłam do książek Dolores Cannon. Zajmowała się hipnozą kwantową, a jej wywiady z tysiącami ludzi powalą każdy system wierzeń na Ziemi. Jednak mimo wszystko – ufajcie swojemu sercu. Czytajcie, nabywajcie wiedzy, ale nie zapominajcie o swoim flircie, to bardzo ważne!

 

Wróćmy.

 

Joga wiąże się z jedną najpotężniejszych energii na Ziemi – energią kundalini. Nieprzypadkowo ona ma kształt węża (gad, reptyl, matrix). Osoba, która ćwiczy asany, by uaktywnić swoje czakry, czyli przyciągnąć bogactwo i dobry seks (czakra podstawy i sakralna), lub boskość (czakra trzeciego oka, czakra korony) tak naprawdę otwiera swoje pole energetyczne dla matrixa. Tak jak twierdzi 99% nauczycieli jogi energia kundalini (przebudzenia) może być wyniesiona od pierwszej czakry (podstawy) do siódmej (korony) poprzez medytacje i ćwiczenia. W rzeczywistości czakr jest więcej, dużo więcej i matrix na tym polu będzie miał niezłe używanie by dokopać się do Twojej kosmicznej duszy. Nie twierdzę, że kundalini jest „zła”, ale jeśli jest nieodpowiednio używana – jest bardzo, bardzo niebezpieczna. Z tą energią mogą obcować tylko świadomie przebudzeni. 

 

Podobnie z grupowymi medytacjami – matrix w owczej skórze, przywdziewając „skórę” hipotetycznych a’la arkturianów, plejadianów, itd stwarzając ułudę powrotu do domu, do swoich, wyciąga ręce do Ciebie, zaprasza w swoje macki. Ty się poddajesz, otwierasz się w takich warsztatach, grupach, bo przecież jesteś w Domu, pozwalasz, by obce energie wlazły i scaliły się z Twoją. 

 

I tak samo z wieloma różnymi sztuczkami ezoterycznymi, których jest pełno dookoła, a które wyciągają hajs od Ciebie już na starcie.

 

Normalne jest, że pierwsze to, co odczuwasz to ekscytacja. Ekscytacja nie jest Twoja, jest częścią ego, jest częścią matrixu, jest chwilowa. Musisz to przeczekać. A co najważniejsze w takim czasie – NIE RÓB NICZEGO, czego potem możesz żałować. Nie wchodź w żadne czanelingi, żadne hipnozy, żadne taroty, żadne warsztaty.

 

W momencie ekscytacji jesteś energetycznie najsłabsza.

 

Poczekaj aż Twój własny filtr się włączy. Jak to ładnie ujęła moja czytelniczka:

Mam tak ze szukam takich treści (lubię wiedzieć ze jest nas więcej, mieć dowód ze coś się naprawdę zmienia) ale czasem to tylko mniej lub bardziej zgrabnie napisany tekst, nie wywołuje u mnie uczucia miłości, jedności, prawdziwości tego co czytam. Nic we mnie nie porusza.”

 

Jest niewiarygodnie ciężko znaleźć kogoś, kto pracuje ze Światłem, z Miłością. Chociaż bratnie dusze są normalnym zjawiskiem u nas, to jednak zdajemy sobie sprawę, że większość z nich jest „na chwilę” i my sami jesteśmy w ich życiu „na chwilę”. Nie mamy prawa się przywiązywać do nikogo. Bo to już tworzenie karmy. To dotyczy również związków partnerskich.

 

Ja sama jestem na NIE wielu rzeczom i sytuacjom. Nie ćwiczę jogi, nie medytuję w pozycji lotosu, jestem weganką, siedzę na trawie/piasku i po prostu jestem sobie. Ufam tylko swoim snom, (nie)przypadkom, wizjom, odpowiedziom i odruchom ze środka. Nie byłam na żadnej hipnozie, nie czytałam i nie czytam żadnych książek ezo. Znam pochodzenie swojej Duszy, wiem, gdzie się szlajała, wiem dlaczego mam takie a nie inne cechy, i od której rasy poszczególne zdolności (dowiedziałam się tego ze swoich snów i wizji).

I jakby to wszystko w całość połączyć – nagle znajduje się sens istnienia wszystkiego co Ciebie otacza. 

 

Ale to nie jest tak naprawdę ważne. Teraz jestem na Gai, mam ciało, mam ego, mam ludzkie cechy, jestem Simsem jak wszyscy z Was, i jedyne co mi pozostaje to cieszyć się tym byciem tutaj.

I mimo, że rozpoznaję w wielu z Was inne Gwiazdki, to jednak nie mogę nic zrobić. Wy macie swój czas.

 

Czytelnik raz w majlu zapytał mnie, jakby zatem wyglądała moja „grupa”, jeśli pozbierałabym inne Gwiazdki w jedno miejsce, co byśmy robili? Siedzieli i medytowali?

Gdzie tam. Odpowiedziałam:

„Grupa pełna „dziwaków”, ale „swoich”. Tydzień na zadupiu, las, jakaś woda, duży drewniany dom, z hamakami, fotelami bujanymi, z dobrze zaopatrzoną kuchnią, żeliwnymi patelniami i przyprawami, świecami, ogniska wieczorami, lampki na tarasie, paletki do badmintona, fikołki, zero butów, koce do opatulenia się, zero wifi i telefonów. Mnóstwo rozmów, w tym takich do drzew, marchewek, pszczółek, mnóstwo ciszy, mnóstwo spojrzeń, mnóstwo śmiechu, mnóstwo tulituli, bez patrzenia na płciowość. 

Czyste tu i teraz. A w ogóle to niech trwa i trwa i trwa.”

 

I właśnie w takich momentach wibracje zarówno nasze własne, jak i Gai, błyskawicznie się podnoszą. Czyste wibracje. Matrix nie ma szans.

 

Bo tu nie chodzi o to, skąd pochodzimy, jakie mamy „moce”, chodzi o to, że jesteśmy tu i teraz, na Gai, i każdy z nas jest piękny w swojej unikalności.

 

I wcale się nie uważamy za wyjątkowe, cudowne dzieci. Przeciwnie, my jesteśmy tutaj po to, by Wam przypomnieć o Waszej własnej wyjątkowości, o odrzucenia szarości i przeciętności matrixu.

 

Obudźcie się, Gwiazdki moje. Nie jesteście sami. Nie ma czego się bać.

 

 

PiEs: Więcej o tym możecie poczytać w moim darmowym ebooku, po zapisaniu się na newslettera 🙂 Tam ładnie i zacnie o wierze, o matrixie, o Domu.

 

dziecko z gwiazd

Namaste!