Religie powoli odchodzą do lamusa, ale dalej bronią się jak mogą. Mieszają się do polityki, do medycyny, granica pomiędzy nimi wszystkimi przestaje być wyraźnie oddzielona. Nadeszły czasy wyznania alternatywnego – wolność, New Age, wróżby, podejrzane czanellingi, hipnozy. Matrix musiał nadążyć za nowymi czasami, dostosować się do nowoczesnych nurtów ezoterycznych, podpiąć je pod siebie. Bo matrix jest zachłanny na każdy Twój strach, na każdą Twoją energię.

Chyba najlepszym sposobem, by kontrolować brzydką ezoterykę jest pojęcie „karmy„. Nie, gwiazdeczki moje, karma zwyczajnie nie istnieje.

 

To alternatywna manipulacja Twoim strachem. Bo skoro religie na ciebie nie działają to się wtedy próbuje innych sposobów.

 

Parę przykładów z życia wzięte.

 

  • Lina wychowała się w rodzinie katolickiej, przeszła sakramenty kościelne, bo co miała zrobić? Na studiach poznała muzułmanina, zaiskrzyło. Linie podszedł islam i dobrowolnie przeszła na te wyznanie, dla męża. Rodzina ją wydziedziczyła: „Zobaczysz, będziesz się smażyć w piekle !!’, „Karma do Ciebie wróci!!”. Po kilku latach Lina bierze rozwód – wypalenie małżeńskie, brak miłości, takie tam. Zaczyna szukać sensu życia, w islamie go nie znajduje. Ale wszystkie odpowiedzi znajduje za to w kartach Tarota. Zatraca się w nim, uzależnia każdą błahą decyzję od tych kart. Wpada w jego negatywne sidła. Odbija się to na jej życiu – pogorszenie jakości relacji, halucynacje, choroby i gaśnięcie w oczach, ogromny wewnętrzny strach. W jednej chwili pali wszystkie karty Tarota. I wraca do kościoła katolickiego, czuje się tam bezpiecznie. Nie na długo. Obecnie Lina ma drugiego męża i spodziewa się słoneczka. Kiedy zapytałam ją kilka tygodni temu jak teraz stoi ze swoją postawą, odpowiedziała mocno: „Pieprzyć religie, pieprzyć karmę, te gówna robią wszystko, byś nie żył.

 

  • Robert wiele lat temu rzucił pracę w korporacji, przestawił się na tiry, a szybko potem założył własną firmę tirową. Ma klasyczną postawę polskiego Janusza, kombinatora, cwaniaka, który patrzy na siebie i swoją rodzinę. Wybiera komu pomagać i oczekuje jawnej wdzięczności, jeśli nie upomina się o nią. Daje wszystkim w łapę, żyje wystawnie, maybachy, restauracje z futrzaną żonką, ibizy dwa razy do roku. Zdrowy jak byk ze swoim alkoholowym brzusiem, tryska energią, kocha robić selfie i w ogóle kocha żyć w swoim materializmie. Przyciąga wszystko co najlepsze dla niego samego. I Kosmos mu to chętnie daje. 

 

  • Agnieszka, szara myszka na kursie zaocznym, lękliwa, bardzo pobożna, wiecznie zagrypiona, ledwie pracę znalazła, a i jej chłopak coś nie teges, z litości. Dziewczę się skarżyło na nieskończoną litanię jej problemów sercowych, zdrowotnych i pracowych. Uważała, że zasługuje na wszystko co najgorsze, bo „Co ja sobą reprezentuję? Nikt mnie nie chce, nie kocha, jestem gupia i brzydka. A w ogóle to Babcia mnie tak wychowała, na niezdarę tragiczną, i ma rację, jestem niezdara.” „A to Babcia jeszcze żyje?„, zapytałam. „Nieee, coś Ty, umarła parę lat temu, rak trzustki ją dobił, i dobrze, karma wróciła do niej!” 

 

Ekhm.

 

Jakby tu zacząć?

 

Może rozkminimy wpierw tę trójkę wyżej?

 

  • Lina – od małego w mackach matrixu, w nieświadomym strachu, chwiejna, bo szukająca swojego wewnętrznego spokoju, próbowała się buntować. Przyciągała lęk wyniesiony z rodziny, znajdowało to odbicie w małżeństwie i w Tarocie. Była słaba psychicznie, manipulowana, zagubiona stąd łatwo zawierzyła się energii tarota. A Tarot to potężna energia i od Ciebie zależy, jak ją potraktujesz, jak się będziesz z nią obchodzić i podchodzić do tego. Wiem coś o tym, dlatego radzę,

 

jeśli nie wiesz na czym polega życie, jakie są mechanizmy i prawa kosmosu, jeśli nie wiesz z czego „się składasz”, jeśli nie masz dobrego kontaktu ze swoją duszą, ego, itd, jeśli się boisz czegokolwiek i kogokolwiek – NIE WCHODŹ W ŻADNEGO TAROTA, ŻADNĄ HIPNOZĘ, ŻADNEGO RODZAJU EZOTERYKĘ.

 

Bo bardzo łatwo jest wpaść w niewłaściwą stronę i zrujnować sobie życie. Z Tarotem, i generalnie ezoteryką bazującą na Świetle, mogą obcować nieliczni. Oni nie przepowiadają przyszłości, oni skupiają się na TERAZ i doradzają co możesz zrobić, by zmienić aktualną sytuację. Ale decyzję zostawiają Tobie. Dobra strona ezoteryki istnieje i pomaga innym. Istnienie światów równoległych mówi samo za siebie – czas nie istnieje a my sami mamy wpływ na wszelkie czasy i wymiary w całym Kosmosie. Jeśli możesz cokolwiek zmienić to zmieniaj TERAZ. I bądź pewny w tym swoim TERAZ. Lina nie była, bała się i Kosmos urealniał jej własny strach, dziewczyna wpadała coraz głębiej, nieustannie truchlejąc nad własną przyszłością. Ulgę znalazła w kościele, ale dla jej umysłu to było znajome podwórko, a w życiu nie wolno się uwsteczniać, nie wolno wracać do przeszłości, powielać błędy. A teraz? Coś w niej pękło, jak mi się przyznała, i wylazła z tego strachliwego kokonu. Życie jej się bardzo odmieniło, bo przestała się bać, zaczęła się cieszyć byle drobiazgiem, krok po kroczku, aż Kosmos jej zaczął ściągać większe, lepsze rzeczy – dom, rodzinę, itd. Z drugiej strony – nasze dusze bardzo lubią doświadczać, poznawać nowe, nieznane, i dusza Liny, jak pies na smyczy u ego, łaknęła nowych doznań. Wystarczyło zmienić właściciela tej duszy (Lina przejęła smycz od ego/matrixu) a wszystko się zmieniło. Zaczęła żyć świadomie.

 

  • No właśnie, i tu klasycznym przykładem szczęścia i obfitości jest Robert. Nie wie o tym, ale z moich obserwacji jego oraz paru innych znajomych, stosuje prawie najlepszą taktykę pod całym Kosmosem.

 

NALEŻY MI SIĘ.

 

Napisałam „prawie najlepszą”, i w tym „prawie” wyróżniają się intencje. Robert jest chamski, arogancki, egoistyczny, brak mu empatii. Takiemu to w sądzie się upiecze, gdyby zakatrupił jakiegoś ministra w afekcie. Wszystko mu się upiecze, spełznie bokiem, wyjdzie tyłem, ominie. Jest bardzo pewny siebie i hardo dąży do swoich planów i marzeń. Swoją postawą, swoimi myślami i przekonaniem wysyła jednoznaczne, silne i konkretne „życzenia” do Kosmosu. A ten je spełnia. Proste. Należy mu się wszelkie bogactwo i zdrowości tego świata, więc je dostaje. To typ, który głośno zadeklaruje: „Karma? Jaka karma? Ja jestem karmą!” Tak, ale jego dusza ma używane, może ma nawet podczepionego jakiegoś krokodyla, który „wspomaga” mu sukcesy. Takie niematerialne „dodatki” można wyczuć. I zauważyć wokół – do wielu ludzi sukcesów (motywacyjnych, pozytywnych) ciągną masy i tłumy, spragnieni własnych „należymisiów”. To nie jest naturalne, nie jest Twoje. A też tworzy matrixową „karmę”. 

 

  • I na drugim biegunie jest Agnieszka. Z postawą „należy mi się” w negatywnej barwie. Należą jej się wszelkie niesprawiedliwości, wszelkie choroby i wszelkie niedorajdy życiowe za mężów. A tę niesprawiedliwość, pełną żalu i złości zwala na babcię, na „karmę”. Nie dociera do niej, że to ona sama stwarza sobie tę karmę, sama sobie przyciąga grube katalogi nieszczęść. Nie dociera do niej, że ona ma wpływ na swoje myślenie, decyzje i to od niej musi wyjść pierwsze „NIE” lub „TAK„. Takie stanowcze, pewne, buntownicze. Póki co, siedzi w swoim kaftanie strachu i wyklina los. Swoje własne piekło, które sama ciągle kreuje. Tu też jej dusza jest w okowach ego, matrixu, symbionta a dziewczę „śpi” mocno i głęboko. I nieświadomie, bo poprzez strachliwe ego, wysyła w Kosmos swoje poczucie niesprawiedliwości, poczucie kary. Więc kosmos ją karze. 

 

 

To co wysyłasz, to wraca. 

 

 

I nie chodzi tu o słowa, ale o myśli, intencje, energie otulające te słowa. Dlatego afirmacje klepane beznamiętnie nie działają. Ty musisz być szczera ze sobą, masz znaczyć całą sobą to co myślisz, mówisz, przekazujesz, robisz. To nie działa tak, że „Jestemszczupłajestemszczupłajestemszczupła„, a na boku żresz pizzę, bo właśnie po raz setny pokłóciłaś się z zaborczą Mamusią. W tym „Jestemszczupłajestemszczupłajestemszczupła” jest strach i nienawiść do Mamy i to właśnie wysyłasz Kosmosowi, a Wszechświat no realizuje to, kreując jeszcze więcej kłótni z Twoją Mamą. I jeszcze więcej pizz. Napraw relacje z Mamą, uspokoisz się, pizza sama odpadnie, i schudniesz. 

 

Podobnie pieniądze. Same nie przyjdą, jeśli nie będziesz działał, nie będziesz twórczy, nie będziesz wciąż się jarał swoją pasją i biznesem. Samo klepanie w pozycji lotosu nic nie da. Tu trzeba działać. Konkretnie działać.

 

Nie karm swoim strachem matrixa, nie twórz karmy, nie twórz brzydkiego prawa przyciągania. 

 

 

Karma istnieje tylko w umyśle, sama ją tworzysz. 

 

Podsycając swoje negatywne, smutne i nieszczęśliwe myśli, fantazje, urojenia, wyobrażenia – TWORZYSZ KARMĘ.

 

 

Może czas się pozbyć tego myślenia? Może czas wstać, otrzepać się z kurzu, wydupczyć smutne i wściekłe diabełki na swoich ramionach i pójść po swoje? Może czas otrzeźwieć i zrozumieć, że ego/matrix poprzez wzbudzanie strachu ciągną Cię w dół, obniżają wibracje? Tworzą sytuacje, w których niechcący mogłeś stworzyć karmę – zamordować kogoś w afekcie, zgwałcić po pijanemu nieletnią, sowicie schrzanić od szmat i dziwek swoją nieudolną teściową, spotkać dilera marysi i nawiązać z nim bliskie stosunki, znaleźć się w centrum zamachu bombowego? 

 

 

W szczęściu, w radości i w spokoju tej KARMY zwyczajnie nie ma, nie istnieje.

 

 

Wiecie dlaczego?

 

Bo nikomu nic nie jesteś winna, wszystkim przebaczasz na bieżąco, wzruszasz ramionami na czyjeś emocje, z nikim nie jesteś w niezgodzie, wszystkich równo kochasz i ściskasz, lub masz zwyczajnie „wyjebane”, wszystkich akceptujesz. Nie obchodzą Cię żadne dramy i przeklinania, masz to wszystko gdzieś, nie pozwalasz sobie na psucie humoru negatywnymi słowami. Jesteś wdzięczna za wszystkie lekcje, doświadczenia, wyciągasz wnioski i idziesz dalej. Nie siedzisz w przeszłości, nie rozdrapujesz ran. Nie gdybasz w przyszłości. Masz swoje cele, plany i marzenia i bardzo wyraźnie widzisz tam siebie. I te wizje konsekwentnie podlewasz, wspierasz. Tylko Ty się obchodzisz, nikt inny. Lawirujesz na czystych wibracjach. 

 

Karma Ciebie nie dotyczy, jesteś ponad nią.

 

Czujesz się czysty, nieuwiązany żadnymi łańcuchami z innymi osobami czy traumami. I Twoja energia również jest czysta. A wtedy w Twoim życiu dzieją się cuuuuudaaaaaa !! I zaczynasz rozumieć, tak jak Lina, jak mogłeś tyle czasu spać w swoim strachu? I tak pozwolić „pomiatać” swoją duszą, która często nie wie jak żyć na Ziemi.

 

„Pieprzyć religie, pieprzyć karmę, te gówna robią wszystko, byś nie żył.”

 

W strachu nie ma życia.

 

Naucz się mówić „Należy mi się!” oraz „Mam to gdzieś.”

oraz

 

„Po prostu jestem każdego szczęścia warta!”

 

 

karma należy mi się

Dwie postawy należymisiów