Była piękna, wiosennie ciepła pogoda. Mój M. położył się na trawie i zamknął oczy. Ja wkrótce położyłam się obok niego, z moją głową na jego torsie. Nad nami było bezchmurne niebo i zielone drzewa, słyszalny był ich szum. I po długiej chwili bezruchu i trwania w próżni umysłowej zaczęły do mnie „spływać” zdania.

Tak jakby ktoś w moim środku włączył swój głos a ja go „słyszałam”.

W tamtej chwili poczułam, że „poszłam” dalej, głębiej, wyżej, szerzej.

 

Wiedziałam już parę lat temu, że jesteśmy takimi Simsami, pisałam o tym wiele postów. Zaczęłam pisać też ebooka w tym temacie, ale z braku czasu (kurs języka migowego) zszedł on na dalszy plan. Nieprzypadkowo…, bo teraz będę kontynuować z dużo szerszej narracji. Simsy, wiecie, to takie ludziki w grze komputerowej, którymi steruje gracz. Jednak ta wersja jest bardzo okrojona. Owszem, można sterować nimi, ich życiem, decydować za nich, karać za nieposłuszeństwo, taka zabawa w Bozię dla dzieci. 

Bo zabawa w Bozię dla dorosłych rozgrywa się na prawdziwych ludziach, na nas.  W Simsach nie da się sterować umysłem ludzika. W życiu – już tak. Tylko kto nami steruje? I co ma wspólnego z tym wszystkim iluzja?

Nie wiem. I nie ma sensu tego analizować.

Zacznę od podstawowych rzeczy jakimi są nasze zmysły, bo właśnie poprzez nie odbieramy świat i odczuwamy go. Jesteśmy otoczeni komórkami, sami też nimi jesteśmy, mamy na siebie wzajemny wpływ. Te komórki przenoszą informacje, które po zetknięciu się z określonymi komórkami w naszym ciele powodują odpowiednie reakcje. Kto jest odpowiedzialny za te reakcje? Mózg czy nazwijmy ją – dusza? Biochemicznie mózg, ale dusza „pamięta” i jest wcielona w te ciało, z jego wszystkimi komórkami.

Daje mu swoją pamięć genetyczną z różnych inkarnacji czyli przekazuje mózgowi odpowiednią SYMULACJĘ.

Mózg zostaje zaprogramowany by odczuwać tak i tak na konkretne wydarzenia, osoby czy bodźce zmysłowe. 

Zapach konwalii przywodzi nam wspomnienia komunii świętej, zapach perfum „Vanilla Fields” – ukochaną ciocię. Feromony to wyższa półka mechanizmów mózgowych. Widok królika na polu – wujka myśliwego, który obrabiał go na świąteczny obiad. Dotyk jest niemożliwy do zapamiętania przez widzące osoby. Ale na przykład dotyk wody morskiej zabarwiony lękiem może mieć podłoże w traumie z innego wcielenia. Słuchem wychwytujemy tembr i barwę głosu partnera – przez słuch przyciągamy też wspomnienia z innych inkarnacji. Dlatego nic dziwnego, że poprzez zmysły trafiamy na bratnie dusze, które niekoniecznie muszą zostać z nami już do końca życia. 

To tylko wspomnienie duszy – to komórki, to geny, wgrane w nasz mózg, w naszą świadomość. To co widzimy, słyszymy, wąchamy, smakujemy – to jest misterna, wyrafinowana iluzja. 

A co z uczuciami? Przecież to, co czujemy to takie prawdziwe…

Smutek, żal, zazdrość, radość, śmiech, wdzięczność, chciwość…

Wdzięczność można praktykować. Można też praktykować zazdrość, prawda? Można sobie wmawiać, że inni mają lepiej tak samo jak można sobie wmawiać dziękczynienia za wszystko co mamy.

Przypuśćmy, że skoro wdzięczność jest iluzją, to wszystko to do czegokolwiek ją kierujemy jest również ZAKŁAMANIEM?

Oczywiście. 

Odczuwamy wdzięczność za wszystko co mamy, to co nam potrzebne, w zależności od inkarnacji – miejsca, czasu i osób wokół.

Odczuwamy wdzięczność, bo zaakceptowaliśmy stan rzeczy. To podobno rozwój – pozytywne uczucia i emocje pchają do „przodu”. Jakiego przodu?

Tak jakby negatywne emocje nas cofały? Śmiem zaprzeczyć. One nas uwalniają, puszczają, oczyszczają, uczą i doświadczają. Wcale nigdzie nie cofają ani nie zatrzymują.

Wróćmy do wdzięczności – a właściwie jej związku z kochaniem siebie, kochaniem życia i Wszechświata. Miłość jest emocją, jest uczuciem jak każde inne na Ziemi. Jest biochemicznie wprogramowane w nasz mózg. Jesteśmy genetycznie wyposażeni w odczuwanie takich i takich emocji lub uczuć wobec konkretnych miejsc, sytuacji lub osób.

Wdzięczność – to taki chwytliwy chwyt marketingowy medialnej duchowości. Bo skoro wdzięczność jest zaprogramowana to zaprogramowane są również nasze uczucia wobec sił wyższych, nasze PODDANIE SIĘ, AKCEPTACJA oraz zaufanie do nich. I to właśnie usłyszałam tamtej chwili na ogrodzie.

 

„Jesteśmy zaprogramowani aby odczuwać jedność ze Wszechświatem.”

 

Czyli, że wdzięczność i poczucie jedności z Kosmosem jest fałszem i zakłamaniem? Odpowiednią symulacją w naszym mózgu, który „każe” nam odbierać świat tak a nie inaczej?

Na to wygląda.

Wiemy, że w genetyce siedzi reinkarnacja i historia pokoleń wielu lat wstecz (epigenetyka) więc nasze określone zachowania są nawet wytłumaczalne. Jesteśmy otoczeni komórkami, przekaźnikami, falami energii, czerwonymi nitkami przeznaczenia, ja ja to lubię nazywać. Tego w Simsach nie ma. To gra na bardzo wysokim poziomie. 

Właśnie, gdzie Simsy mieszkają? Jakieś tam domki, jakieś tam miasteczko, jakaś tam globalna wioska. A gdzie my mieszkamy? Na Ziemi, na planecie, w Układzie Słonecznym, w Galaktyce Mlecznej, we Wszechświecie. Razem z innymi rasami – Plejadianami, Aldebaranami, Arkturianmi, Reptylami, Szarakami, itd… 

Ktoś starszy ode mnie kilkanaście lat temu mi powiedział, że gwiazdy nad nami to makieta. Skoro tak, to Ziemia też musi być makietą (już „słyszę” zwolenników NASA i płaskoziemców). Więc co jest poza tą makietą? Poza kulisami teatru ziemskiego? Czyżby „Truman Show” nie kłamał? W tym filmie przecież wiele cennych wskazówek się pojawiło. Jest PODOBNO ciężko wyjść z tego hologramu, dusze mają wracać i doświadczać w kółko aż do osiągnięcia oświecenia czyli numeru conajmniej 700 u dr D. Hawkinsa – inni fachowo nazywają to Samsarą.

 

Wiecie jak to jest mieć sny, prawda? Niektórzy z Was mogą mieć świadome sny – takie, w których można kontrolować akcję snu. Zupełnie jak w realnym życiu! A skoro można to znaczy, że w tym śnie istnieje nasze inne, równoległe życie. Równoległych światów jest nieskończenie wiele, przeplatają się one wzajemnie i mają one odbicia w naszych snach. 

Więc nasze aktualne życie jest również snem? Snem, który śni nasza dusza egzystująca gdzie indziej? Czyli, że skoro nasze sny tutaj to iluzja, nierealność to znaczy, że nasze życie tutaj też może być FAŁSZEM?

Dla wgłębienia tego aspektu polecam film „Vanilla Sky” z Tomem Cruise. 

 

_____

Chcę dodać, że „aktualizacja” symulacji mózgu na poziomie duchowym odbywa się tylko i wyłącznie przy wyłączonej świadomości człowieka – wypadek, narkoza, omdlenie. Nie jest tajemnicą, że moja świadomość znacznie się poszerzyła po kilku narkozach w okolicach histerektomii i licznych omdleń w 2015-2016 roku. Wydarzenia tak się paprały, że miałam wrażenie, że ci tam w górze specjalnie opóźniali operację. Niedawno była podobna sytuacja. Zgodziłam się na szczepionkę na Covid-19 (Pfizer) i drugą dawkę miałam otrzymać po trzech miesiącach. Jednak szpital skrócił czas o połowę (tym razem się spieszyli?). W nocy po otrzymaniu drugiej dawki zemdlałam i nie mogłam długo dojść do siebie. Mój M. zadzwonił po ambulans. Wszystko skończyło się dobrze, ale pamiętam tamte chwile – jak ostro (nie znam innego słowa) świadoma byłam zaraz po ocknięciu się, jak długo bezwładne było moje ciało, jak długo utrzymywały się wibracje w ciele… Już wtedy wiedziałam, że mój mózg dostał kolejną aktualizację. Ta szczepionka, te omdlenie – to się musiało stać.

Minął miesiąc i powoli już odczuwam skutki tego. Moje ciało wraca do równowagi po fatalnym, „zamglonym” roku, mimowolnie zmieniłam nawyki żywieniowe, stres jakby znacznie się zmniejszył (ale tutaj zwalam „winę” na aromaterapię). Mam większe wrażenie, że wszystko wokół mnie to iluzja i coraz częściej wypycha mnie z tej nierealnej rzeczywistości – materializmu i ezoterycznej duchowości. Zniknęła intuicja, taka, która mi „opowiadała” o spotkanych ludziach. – ich reinkarnacje, tło, lekcje w tym życiu. Może nie zniknęła, ale „wtopiła się”, stała się niewerbalną, zwykłą komóreczką.

Ja wiem, że to kolejna symulacja mózgu i ktoś może sobie na mnie eksperymentować, prowadzić, chronić.

Świat ewoluuje, Ziemia ewoluuje, wibracje się zmieniają (zauważcie, że nie używam słowa „podnoszą się”) – umysł również MUSI ewoluować. Receptory zmysłów pozostają takie same (oczy, uszy, dotyk, węch i zapach), ale dzięki ulepszonej symulacji mózgu – ich odbiór będzie systematycznie rozszerzany. Ale w dalszym ciągu będzie to iluzja. Na prawdę nie ma co liczyć w tym miejscu.

 

Oba bieguny – yin i yang, pozytywizm i negatywizm, dobro i zło, wszelkiego rodzaju intencje, ezoteryka, duchowość, materializm, nauka – to iluzje. Dlatego nie warto brać życia na poważnie, tylko pozwolić płynąć z prądem.

 

A jeśli ktoś chce się buntować i zaprzeczać – wolna wola czy sterowane przeznaczenie? Twój wybór w co chcesz wierzyć.