Jestem człowiekiem, jednym z siedmiu miliardów człowieków na Ziemi a jednak jestem wyjątkowa. Jestem też kobietą, mimo, że seksualnością nie szastam. I jestem Świadomością, która wie o co chodzi w życiu, ale wciąż się tego życia codziennie uczy na nowo.

Jednak w czymś jednym nie jestem odmienna od ludzi, bo tak jak my wszyscy na Ziemi – jestem Simsem.

 

Żyjemy w ziemskim matrixie. Matrix to taki wielki program komputerowy, w którym dzieją się niesamowite rzeczy. Niby wszystko wygląda tak, że zmieniamy każdą sekundę a jednak wszystko jest ściśle precyzyjnie zaprogramowane. Ten program został utworzony na potrzeby doświadczalne i naukowe przez istoty z Kosmosu. Mamy wgrane kody i implanty (ego/osobowość, dusza, wspomnienia, obrządki rytualne, obciążenia karmiczne, itd). Gaja/Ziemia jest chyba najlepszym a zarazem najtrudniejszym w Kosmosie miejscem do doświadczania emocji, dokonywania wyborów, nauki miłości i cierpienia. Znamy tylko trzy wymiary, które odbieramy zmysłowo. Matrix jest czwartym. W piątym niewielu z nas bywa. W trzecim, znanym nam wszystkim wymiarze czas jest linearny, jest przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. W czwartym i piątym – tych czasów jest nieskończenie wiele, jest nieskończenie wiele wariantów rzeczywistości. Sporo z nas podczas snów „wędruje” po innych wymiarach (równoległych światach), ale wciąż są to warunki ziemskie. Kosmosu ludzki mózg nie ogarnia, ale Świadomość/Iskierka może go swobodnie „czuć”.

Tak, mam taką wiedzę. Urodziłam się z nią, ale potrzebowałam czasu, by uwolnić chociaż jej odrobinkę. Doceniam rozmowy o butach, o chorobach dzieci, o depresjach, o dupie maryn generalnie, ale autentyczną radość dają mi rozmowy o starożytnych cywilizacjach, o innych gęstościach, o Kosmosie i jego prawach, o innych rasach, o uniwersalnej Miłości, o Absolucie, o Domu, o aurach, o odkrywaniu siebie, swojego środka, o odkrywaniu dróg życiowych innych. Niestety, jest bardzo, bardzo mało takich osób.

Zostaje mi codzienna proza, która również daje mi szczęście. W każdej czynności potrafię się świadomie zatracić, wyłączyć aparat słuchowy i odlecieć, być całą sobą na obieraniu …, nie, nie obieram warzyw, dobra, być całą sobą na zmywaniu naczyń, gapieniu się na motylka, pisaniu teraz, rysowaniu, wdawaniu się z bezsensowne dyskusje na grupach fejsbukowych.

Bezsensowne dyskusje na grupach fejsbukowych.

Na których bierze mnie sroga zgroza na widok dramatycznych emocji innych ludzi. I sroga zgroza jak ja sama reaguję na porażki, na krytykę i hejty pod moim adresem. Wiecie, zwolniłam się z huty, nie sądziłam, że ciało zareaguje po swojemu. Nie przeskoczę jego „praw”, muszę przeczekać, zająć się czym innym. Muszę mu pozwolić po swojemu się wyładować. Emocje się wygarną, wyżalą, wyryczą. Ciało się naje, nabiega, należy. Tylko Maleństwo moje (dusza) wciąż goni za swoimi planami, by robić, działać, gonić, załatwiać już już, na już !

Osobowość/ego, Dusza, i kto wie jeszcze jakie implanty mamy jeszcze wgrane (krokodyle, byty niematerialne, symbionty)?, takie dodatki do Simsa ma każdy, ja też. Nie pozbędę się ich przecież, nie zdrapię, nie wyskrobię. One są częścią mnie. Ujarzmione – zacnie współpracują.

 

Dodatki, mimo, że wredne to często bywają pomocne – obronią, pokażą Cię jako człowieka ze słabościami, ukorzą, otrzeźwią, nauczą, że każda porażka to krok ku zmiany w sobie. Dodatki uczą Ciebie jak Twoją słabość przekuć na mocną stronę.

 

 

Matrix to taka gra, w której my jesteśmy czyimiś pionkami. Jesteśmy Simsami. Ktoś nam buduje domki, ktoś nas ubiera, konstruuje samochodziki, ktoś sprawia, że chorujemy lub zdrowiejemy. Jesteśmy sterowani i manipulowani w internetach, politykach i religiach. Wgrywają nam różne ustrojstwa, coś tam się pieprzy podczas wgrywania, jakiś skutek uboczny wyskoczy. I nie ma co z tym walczyć na siłę. To część ziemskiej inkarnacji. Możemy tylko się uczyć, obserwować, doświadczać, budzić się i wzrastać.

 

Jestem Simsem. Kobietą. Mam hormony i mam ego (Crystal). Ciało ryczy razem z Crystal, a ja tylko ręce bezradnie rozkładam:

„Rany… Weźcie się… Chcę rysować do ebooka a nie przeżywać rozmowę w urzędzie pracy…”.

Nie mogę tłumić w sobie emocji, oczy wywracam do góry:

„No jenytolera, jakbym czasu aż nadto miała by marnować go na Twoje, Crystal Ty moja, złości…”.

Nie mogę ich dusić, uczę się też, wzrastam, poszerzam się, nabywam doświadczenia, mądrości. Moja Crystal jest cudna i zaradna, w lot kojarzy i reaguje to co jej Maleństwo telepatycznie przyniesie. A jak kobieta to kosmetyki i ubrania i buty. Zgadza się, jestem próżną kobietą, ale próżną świadomie. Uwielbiam łazić do tikejmaksa po unikalne, (często włoskie) ubrania, po organiczne kosmetyki i inne bajery do kuchni, pociągają mnie motory, ładne wizualnie rzeczy.

Ale nie ekscytuję się niczym, nie utożsamiam się z ciuchem z Włoch, nie identyfikuję się z nowym modelem Kawasaki, nie pragnę na śmierć i życie najnowszego makbuka ani wyciachanego czipendalsa w klubie gołgoł. To są tylko zabawki ziemskie, zabawki simsowe. 

Nie potrafię się ekscytować, unosić się, poddawać się czemuś, co wiem, że będzie trwało tylko chwilę a może zostawić opłakane skutki (brak hajsu, „nocopotemztymzrobię?”, kac moralny i jedzeniowy, ciąża lub opryszczka po przygodnym seksie, narkotyki, libacje alkoholowe). Jestem maksymalnie czujna. Ekscytacja jest równoznaczna ze strachem i seksem. To są brzydkie kody matrixu, które brutalnie wyszarpują naszą unikalną energię kosmiczną.

 

Jestem Simsem. Z wadą fabryczną. Bo Simsy też chorują. Są wady fabryczne genetyczne i te wgrane za życia, nabyte. A kod DNA możemy zmieniać odpowiednim, naturalnym jedzeniem i podejściem do życia. Niestety, jest to systematycznie nam odbierane i nie mamy szansy nawet zacząć się budzić. Wada fabryczna jest też nauką dla naszego doświadczania. Nie żałuję, że jestem głucha i mam genetyczne ustrojstwo oddechowe. Doceniłam, zaakceptowałam i ruszyłam. Mój styl życia, metodą wieloletnich prób i błędów, znacząco poprawia moje oddychanie i utrzymuje stan płuc w idealnym stanie. Do odzyskania słuchu mam również spore możliwości, leżą na półce na widoku, oswajam się z nimi, przyjdzie na to czas.

 

Większość powie, że z tymi głosami w środku mogę mieć schizofrenię. Nie, nie mam żadnych psychosomatycznych zaburzeń. Różnice są dwie – nieświadomy schizofrenik nie wie co się z nim dzieje i nie potrafi dostosować się do społeczeństwa, ja jestem świadoma, wykorzystuję matrix do swoich celów i mogę kontrolować moje „głosy”. Druga różnica to taka, że to nie są „głosy”, ale odczucia bardzo trudne do opisania słowami. Są to takie a’la fale energetyczne, które w mniej niż nanosekundzie zawierają ziliardy informacji, odpowiedzi. Te „głosy” wypływają ze środka, serca, świadomości. I bardzo często jest tak, że ja tych informacji nie potrafię przekształcić na żaden język.

 

Robię mnóstwo selfie, zdjęć do lustra, ale nie dlatego, że jestem śliczna i przyciągam w jakiś sposób, ale dlatego, że lubię siebie obserwować, jak sama się zmieniam, jak zmienia się moje kobiece ciało. A co najważniejsze – dlatego, że mam zaszczyt być na Ziemi i jarać się takim „opakowaniem”, wraz z wszystkimi dodatkami – emocjami, ego, odczuwaniem, przeżywaniem we wszelkich przejawach tj. deszcz latem, sierść konia, koncert Brahmsa, woda kokosowa na Zanzibarze, magnolie w ogrodzie sąsiada, zachwycanie się tym, jak prosty ciuch może wpłynąć na Twoje egotyczne samopoczucie. W Kosmosie Twoją naturalną postacią jest „światełko”, promyczek taki, więc wyobraź sobie, jak takie „światełko” może sobie ubrać takie ziemskie ciało i się cieszyć z tego.

 

IMG_20180427_115629

Świadoma aktualizacja Simsa

 

I Wam to samo radzę.

 

Każda chwila bezpowrotnie ucieka, nie ma przeszłości a jutro jest nieskończone, nieosiągalne. Nie cofniemy czasu i nie przewidzimy, gdyż każda sekunda na Gai ma wpływ na wszystko.

 

Jesteś Simsem, ktoś Tobą kieruje i w każdej chwili ktoś wyżej może zmieść Cię z powierzchni Ziemi. Ale Ty też masz wpływ na swoje życie, dlatego nie daj się kierować – obudź się, zacznij żyć świadomie, zacznij wykorzystywać matrix do swoich celów. Nie pozwalaj, by to system ziemski Ciebie aktualizował, apdejtował. Rób to samodzielnie, od tego masz serce, intuicję i mózg. Sama się ubieraj, sama urządzaj domy, sama szukaj wiedzy, sama pracuj dla siebie, sama decyduj o swoim ciele.

 

Ziemia nie jest jedynym miejscem, gdzie bywamy. Na samej Ziemi również mamy nieskończone światy równoległe, z innymi technologiami, jedzeniem, odczuciami. Natomiast tutaj mamy telefony z przednimi kamerkami, mamy sztucznie wywoływane raki, mamy hamaki na balkonie na ósmym piętrze. Mamy H&My, parki rozrywkowe, głodne dzieci w indiach, mamy łzy i nagrody nobla. Tego nigdzie indziej nie ma, nic się nigdzie nie powtarza, nie wraca, nie przyśpiesza.

 

Siedzę teraz w drogiej cafe, jem „wegański” obiad za 1/3 ceny i obserwuję innych Simsów. Każdy z nich ma swoją unikalną historię do opowiedzenia, każdy z nich ma wyjątkowe „światełko”, które zeszło na Ziemię, by się pobawić w matrixie, by pomóc innym. By poczuć jak to jest zjeść wieprzowinę z tym samym kodem genetycznym co jej „pojazd”, by poczuć lodowaty wiatr na lickach w odludnej Islandii, by poczuć jak to jest stracić kogoś ukochanego, jak to jest dawać prezenty innym. By poznać smak orgii seksualnych, smak morderstwa w afekcie, samotność w klasztorze oraz przekonać się jak to jest być pod czyimś wpływem. Każdy Sims wokół Ciebie jest wyjątkowy, ma swoją drogę. I każdego z nich widzisz tylko raz w życiu.

 

Bo Ty sam jesteś na Ziemi, w tych czasach, w tym miejscu, wśród tych ludzi tylko raz.

 

Tylko raz.