No dobra, jestem jaka jestem, mam sporo możliwości ku temu bo i wykształcenie wyższe, w ogóle kursy porobione i sprzyjającą osobowość i mnóstwo doświadczenia w ramach wolontariatów i pojedynczych zleceń na skalę krajową. Ale najważniejsze, że to wszystko co wymieniłam nieświadomie pcha do czegoś bardzo zgubnego, bardzo niszczącego, i nie każdy z nas jest w stanie temu podołać. I co, gorsza, nie każdy z nas jest w stanie temu odmówić. Bo istnieje w nas tak zwane ZOBOWIĄZANIE

 

Zobowiązanie wobec środowiska osób z wadą słuchu.

 

Zauważam ten trend od jakiegoś czasu, można by sprecyzować, że właściwie od momentu pojawienia się social mediów typu Facebook i Instagram. Przed hasztagowym szaleństwem oraz niebieskimi kciukami w górę istniała bardzo przyjazna jedność naszej społeczności. Nie istniała Kultura Głuchych, podział na SJM (system językowo-migowy) i PJM (Polski Język Migowy), nie istniały podziały na Głuchych, głuchych, słabosłyszących, głuchych z implantem, głuchych z aparatami słuchowymi, niedosłyszących bez PJM, głuchych oralistów bez PJM, no od groma tego. Było fajnie, swojsko i wyrozumiale. Każdy sobie pomagał jak mógł, bez względu na sposób porozumiewania się. Bezinteresownie, bez parcia na hajs, fundusze, dotacje rządowe, PFRONy, UE. 

 

Walczyliśmy o dostęp PJM w edukacji, codzienności, wywalczyliśmy ustawę. Bez kasy. Ja nic za to nie dostałam a nasiedziałam się nad tym tysiące godzin. Tysiące godzin mojego wolnego czasu i stresu nierzadko. Kupa mojej własnej kasy na druki, kopie. Kupa godzin na maile do różnych instytucji. Kupa godzin nad burzami mózgów w zespole. Czy ja musiałam? Byłam znana, chcieli mnie, nie bałam się ujawniać swojego nazwiska. No, ale czy musiałam? Nie. Czułam się zobowiązana. Bo jestem głucha, operuję całkiem dobrym polskim piśmiennym i czułam się zobowiązana pomóc. Bo nie było nikogo innego. Ustawa by powstała i beze mnie, prędzej czy później, ale akurat ja się musiałam znaleźć w tym zespole. 

 

Podobnie było z wieloma innymi rzeczami – krajowe zloty, wycieczki, imprezy Miss Deaf Poland, forum deaf.pl, czat ONSI, angażowałam się na ile mogłam. Bo miałam sposobność ku tego, miałam predyspozycje organizacyjne, umiałam mówić całkiem nieźle jak i posługiwać się migowym. Taka między dwoma światami. Byłam zobowiązana pomóc głuchym jako tako się bawić, ułatwiać rozrywkę, życie, codzienność. 

Niezliczone godziny. Tylko dla nich.

 

Czy ja coś z tego teraz mam? 

 

Sława zniknęła. Necia z ONSI i forum deaf.pl zniknęła. Ta gównoburzycielka. Czarna owca, na którą połowa GGGłuchej Polski się poobrażała. I ta połowa GGGłuchej Polski teraz udziela się sama w środowisku osób z naszą niepełnosprawnością. Za dotacje, za PFRONy, za UE. Nie ma, że bezinteresownie. Bo zobowiązania już kosztują. Nie ma już w nas charytatywności. O wszystko musimy wciąż walczyć, i jeśli już to robimy, to lepiej, żeby nam za to płacili. Bo zasługujemy. Bo jesteśmy roszczeniowi. I niewdzięczni. Bo tacy jak ja, którzy lepiej znają język polski – pomogą, załatwią, znają grube ryby, będą napisy, będą tłumacze PJM. 

 

I to jest ciężkie. Cholernie ciężkie.

 

Oczekują od Ciebie migających gwiazdek z nieba na każdym kanale w TV, oczekują od Ciebie dostępności wszędzie tam, gdzie Ty sam bywasz – praca, impreza, sklep, bank, urząd. Ty nie masz problemów, bo mówisz, znasz polski, ale inni mają. 

 

Wiecie co jest paradoksalne?

 

Że GGGłusi wcale nie uważają się za niepełnosprawnych. Nazewnictwo tego środowiska jest jak podłoga pełna rozżarzonych węgli – „głuchoniemy” jest obraźliwe, „głuchy” czasami też (bardzo często wolą mówić angielskie „deaf” niż polską jego wersję), „niepełnosprawny” też, lepiej używać „z niepełnosprawnością słuchową„. A „wada słuchu„? Nie boli jak „wada wzroku” czy „wada genetyczna„? W tym samym stopniu umniejsza naszą wartość w oczach społeczeństwa. Jesteśmy i tak gorsi, nieważne jak pięknymi słowami nazywalibyśmy siebie. 

 

Ja jestem niepełnosprawna, nie wstydzę się tego. Nie jestem GGGłucha, jestem głucha/niesłysząca/niedosłysząca w aparacie słuchowym. I mam już gdzieś Kulturę Głuchych i PJM. Nie lubię podziałów, zwłaszcza tych wewnętrznych. Cieszę się, że moje „poczucie zobowiązania” miało miejsce w innych czasach, z dala od social mediów. Kiedy nikt nie szykanował za to, że nie jestem KG i nie muszę udawać kogoś, kim nie jestem. 

 

Swoje zrobiłam, teraz odpocznę. Bo teraz ponoć już nie kwalifikuję się, by reprezentować nasze środowisko. I dobrze. 

 

Nic nie muszę już. 

 

Nie mam problemu tożsamościowego, nikt mnie więcej już nie „nazywa„, nie tyka palcami, nie obmawia za plecami, a jeśli obmawia, to co? Nie obchodzi mnie czyjaś opinia, nie znają mojego życia, eloł. Nie bywam na konferencjach, nie uczestniczę na festiwalach, zgromadzeniach, itd poświęconych tematyce osób GGGGłuchych – jestem wykluczona. 

 

Nawet na moim blogu – nie udzielam porad w zakresie zdrowego jedzenia, suplementacji w postaci PJM-owych vlogów (boziu, napisy robić do tego, za darmo?? ja mam jeszcze pracę, ebooki w drodze, mam jeszcze dobrowolnie napisy robić?!) czy indywidualnych rozmów przez kamerkę. Nie udzielam porad psychoterapeutycznych czy ezoterycznych w PJM. Z prostego powodu – Głusi mi nie zapłacą. A ja już więcej nie zamierzam dawać siebie za darmo. 

Bo nic nie dostaję w zamian, poza oczernianiem tego, co jest aż nazbyt oczywiste. Macie swoje „racje”, wiecie lepiej ode mnie co jest właściwe, i to prawda, trzymajcie się tego, ale nie oczerniajcie, nie poniżajcie. Ja nie usuwam negatywnych komentarzy, i chwała boziom, nie jestem celebrytką, nie muszę reprezentować naszego środowiska w żaden sposób i się tłumaczyć dlaczego tego, tamtego i owego nie zrobiłam, czemu nie ma materiałów w PJM, napisów, czemu ja tam nie mogę być. 

 

Nie chce mi się już walczyć.

 

Zrobiłam „trochę” w zeszłym roku, dałam Wam kontakt do najlepszego nauczyciela i konsultanta social mediów w Polsce, on był bardzo chętny Wam pomóc rozwinąć swoje biznesy w social mediach, pokazać jak wylansować swoje profile/usługi/produkty na internetach. Tłumacz PJM u niego to nie był żaden problem. I co? I nic. On nie podjął ze mną współpracy, nikt z Was się nie odezwał. Ani Wy, ani ja nie zyskaliśmy dostępu do materiałów i kursów, którzy tylko słyszący mogą kupić bez problemu. Zależało mi, bardzo. Nawet tegoroczna konferencja See Bloggers zawiodła na całej linii.  

Więc po co się starać?

 

To, że jestem głucha, a nie Głucha, może mnie usprawiedliwiać, zostałam wykluczona a więc nie muszę wykorzystywać swoich predyspozycji, by pomagać innym. W 90% roszczeniowym osobom. 

 

Ja już nic nie muszę. Zwyczajnie mam to w dupie.

 

Ustawy PJM, KG, edukacja dwujęzyczna, celebryckie kółeczka PJM/KG będą sobie trwać, social media będzie ich nakręcać, żebrać o dotacje i fundusze. Kiedyś konferencje GMG były dumą, dziś dla mnie są wstydliwym odgrzewaniem wieloletnich kotletów, całowaniem sobie wzajemnie rączek.

 

Wielu moich znajomych w podobnej sytuacji co ja – dobra polska piśmienność, dwa języki, dwa światy, własne firmy/biznesy – odczuwają ogromną niewdzięczność ze strony środowiska osób z wadą słuchu, Ze strony Głuchych w porażającej większości. Nie czują się docenieni za swoją wykonywaną usługę czy produkt. Rzucają raz za razem to, co robią, by po chwili znowu wrócić. Bo przecież wiedzą, jak to jest nie słyszeć, rozumieją, chcą innym pomóc, pokazać możliwości, środki, drogi. Bardzo często bezinteresownie, olbrzymim kosztem swojego wolnego i zawodowego czasu oraz zdrowia. Olbrzymim kosztem. 

 

No i po co?

 

Odpuść. Zostaw „brudną robotę” tym, którzy mają z tego jakieś realne profity, dla siebie, dla innych, tak bliżej. Mają z tego realny hajs, uznanie i kompetentnych ludzi od tego (w ten sposób powstała na przykład Encyklopedia Sztuki PJM). Nie jesteś sama, nie zbawisz sama świata G/głuchych, nawet lokalnie. Nie wtedy, kiedy zdrowie Ci pada i woła o pomoc, o chwilę oddechu dla siebie. Nie, bo trzeba głuchym pomóc. Bo Cię wykluczą, obsmarują na całą Polskę. No to wykluczą i obsmarują. Będziesz miała spokój, nikt Cie już nie będzie czepiał, nagabywał, żądał do spełniania oczekiwań, tylko dlatego, że jesteś niesłysząca i możesz więcej niż tamci, gorsi, roszczeniowi. Miej to gdzieś. To tylko słowa. Słowa nie trwają wiecznie. Wiem to po sobie. To, że byłam obsmarowana swego czasu wcale nie odbija się na moim zdrowiu psychicznym ani fizycznym. Mam to gdzieś. Zresztą to nawet pomogło, bo swoją prywatność szanuję teraz bardzo wysoko. A prywatność to przywilej, na którego coraz mniej ludzi stać. 

 

Najważniejszy jesteś TY, Twoje zdrowie, Twoje życie prywatne, Twoja psychika i relacje rodzinne. Najważniejsze jest, byś nie miała żadnego poczucia winy wobec siebie. Że głusi ze swoimi problemami są ważniejsi od Twojej rodziny, depresji i zleceń zawodowych. Nie może tak być. Nie możesz wypruwać sobie żył by zadowolić innych.

 

Nie jesteś zobowiązana do niczego. Nie jesteś zobowiązana do robienia czegoś wbrew sobie, czegokolwiek co Ci nie pasuje, uwłacza Twojemu morale, przeszkadza w pracy, irytuje. Nie jesteś zobowiązana do odpowiadania na opryskliwe pytania i żądania.

 

Niweluj wszystko to co Cię wkurza. WSZYSTKO. Ty już swoje zrobiłaś. 

 

Bycie niepełnosprawnym nie zobowiązuje Cię do NICZEGO.

 

Tylko do bycia samym sobą. To Twój wybór co chcesz zrobić ze swoją głuchotą, wózkiem inwalidzkim, ze zdeformowanym ciałem i padaczką. To tylko Twój i wyłącznie Twój wybór. To, że jesteś w „swojej” skórze nie znaczy, że podobni Tobie odczuwają tak samo, lub chcą jakiejkolwiek pomocy. Bo mogą nie chcieć. Mogą sobie siedzieć i żyć i korzystać z życia po swojemu. Ty nie pchaj się tam, gdzie Cię nie potrzebują. Chyba, że faktycznie chcesz i masz siły i zdrowie do tego. Ale znajdź swoją granicę, której nie przekroczysz w żadnym wypadku – granica Twojej zdrowej prywatności i równowagi psychiczno-fizycznej. 

 

Inaczej totalnie zmarnujesz swoje życie. 

 

 

jestem głucha niesłysząca deaf kultura głuchych

No i mając czas dla siebie możesz zrobić multum odwlekanych wciąż rzeczy!! A ile do odkrywania siebie przy tym…