Wszędzie Ci to mówią – bądź sobą i zdobywaj świat, pieniądze, sławę i lajki. Bądź sobą i rób na przekór wszystkim. Bądź sobą i spełniaj marzenia. Bądź sobą i kochaj siebie, kochaj swoje ciało tak jak chcesz.

Bądź sobą i miej wszystko w dupie co pomyślą inni.

No właśnie. Miej wszystko w dupie co pomyślą inni. I nie musi to pochodzić od optymistycznej, bogatej influencerki.

Bo co, jeśli powiem, że bycie sobą jest również nacechowane NEGATYWNIE?

Albo ja wcale nie muszę mieć żadnych intencji i Ty sam odbierzesz te bycie sobą po swojemu?

Każdy z nas ma unikalne predyspozycje, charaktery, osobowości, poglądy i style życia. Tak jak sobie wybrał na dane wcielenie. A, że rotacja dusz na Ziemi jest ogromna, niewyobrażalna, to Twoje ziemskie życie tak naprawdę jest niczym w porównaniu z „życiem” Twojej duszy. Bo ona wróci na bank w innej postaci, z innymi lekcjami do przerobienia, do doświadczenia.

No i się może okazać, że na obecną inkarnację wybrała sobie rolę „ofiary losu.” Nieudacznika, fajtłapy życiowego, ciepłą kluskę. Chce spróbować jak to jest mieć kaniony, depresje, chce poczuć, jak to jest być ciągle egoistycznym i nie zauważać pomocy z zewnątrz. Chce poczuć jak to jest siedzieć w pancernym murze i nie dopuszczać nikogo do siebie. Chce poczuć samotność, niezrozumienie, brak akceptacji przez siebie i otoczenie. 

I tutaj rozchodzą się różne scenariusze. Bo taka osoba może chcieć zmieniać swoje życie. Pod wpływem sugestii mówców motywacyjnych co może trwać kilka lat, pod wpływem wykładów nauczycieli na uniwersytecie, pod wpływem przypadkowych podróżnych w pociągu. I wtedy odkryje, że mur pękł, że wyszła z kokonu, że przejrzała na oczy, że otwarła się przestrzeń wokół niej i nagle tyle do zrobienia się okazało.

A może cały czas pozostać w początkowym stadium aż do swojej ziemskiej śmierci. Może pozostać w swoim kokonie, być szczelnie zamknięta, nie chcieć przyjmować pomocy ani też jej nie widzieć. Może lubić samoumartwianie się i ściąganie siebie na dół. Może. I ma prawo.

I wiecie co? 

W tym ostatnim przypadku ta osoba TEŻ BĘDZIE SOBĄ. Też można jej powiedzieć to samo.

„Bądź sobą.”

Pozostań na skrzyżowaniu. Wahaj się między młotem a kowadłem. Cierp i samobiczuj się. Zarabiaj, wydawaj więcej i narzekaj, że Cię nie stać, zamiast coś zmienić. Choruj, łykaj tabletki, kaszlaj i marudź, że lekarze nic nie robią. Jedz codziennie hamburgery i płacz, że ważysz 113kg. Pisz na swoim blogu, że Reptyle zjedzą nasze dusze i Samsara to najprawdziwsza prawda. Wyklinaj i złorzecz siekierami na polityków i nic nie rób by Twoim dzieciom żyło się lepiej. Załamuj ręce, nie walcz, siedź i płacz. Urodziłeś się introwertykiem a chcesz brylować w towarzystwie? I nie chcesz tego zaakceptować? To nie akceptuj, nikt Ci nie każe.

W końcu jesteś sobą, prawda?

Wiele razy pisałam, że na Ziemi musi istnieć balans. Musi być dobro i zło, bo ludzie lubią wybierać, porównywać, nadawać intencje i znaczenia. Lubią etykietować i nazywać. Prawda jest względna, jest subiektywna i nigdy nie będzie jednakowa dla wszystkich. Ile jest nazw, odczuć, barw tyle jest hasztagów, pół atraktorowych i można się podpiąć pod wszystko co komu pasuje. 

Właściwie to co pasuje duszy. O ile ta też istnieje. Albo jakiś tam środek, Absolut, Bozia. Coś co sprawia, że masz takie a inne życie, coś co sprawia, że podejmujesz takie a nie inne decyzje, coś co sprawia, że jesteś podpięta pod takie a nie inne energie. 

Być sobą można przeżywając duchowe i ezoteryczne uniesienia w różnej formie. Być sobą można przeżywając upadki, zawirowania i siedząc w dołach wykopanych przez siebie. 

I dlatego, jeśli każdej z tych osób powiesz by była sobą, to myślisz, że Cię posłucha?

Przecież ta osoba jest sobą cały czas. Jej prawdziwy środek, który niby jest niezmienny to bujda. Człowiek zmienia się cały czas wbrew pozorom. Nawet taki, który stoi na ziemskim skrzyżowaniu czy całe życie załamuje ręce nad marnościami tego świata – u niego również można wyczuć subtelne zmiany energii w ciągu jego życia. I ciągle będzie sobą. 

„Bycie sobą” jest aktualnie jednym z największych ściem współczesnego świata. Ludzie podążają za influencerami, za mówcami motywacyjnymi, wróżkami, którzy za kasę, dobre słowo, które chcą usłyszeć, dowartościują Twoją próżność, połechczą Twoje ego. Ofiarują Ci złudzenie pozytywnej zmiany, rozwoju osobistego, przekonają Cię, że zmieniłeś się na lepsze, że odkryłeś więcej wersji siebie, poszerzyłeś się. Sprawią, że uwierzysz w siebie. Choć na chwilę.

Ale tak serio – to ciągle będziesz sobą. Ciągle będziesz się nazywał Jaś Molewski, z wibracją urodzenia 7 i określoną linią przeznaczenia. Ciągle będziesz sobą pod względem wszystkich aspektów ezoterycznych i to się nie zmieni aż do śmierci. 

Zmieniać się będzie tylko Twoja wierzchnia warstwa energetyczna, która nie ma wpływu na całokształt przeznaczenia Twojego obecnego wcielenia. Bo i tak z góry jest wszystko ustalone. 

Będziesz sobą zawsze, ale to zawsze. Niezależnie jaki jesteś, co robisz, gdzie mieszkasz i jak bardzo się będziesz zmieniał w trakcie swojej drogi. 

Niejeden z Was może sprostować, że po dokonaniu pewnych czynów, po przejściu pewnych doświadczeń, po ruszeniu ze skrzyżowania dana osoba poczuła się pełniej, oddycha głębiej i czuje, że nareszcie jest sobą i kwitnie. 

Wcześniej też była sobą. Cały czas była sobą. Gdyby nie jej wcześniejsza „wersja” sprzed punktów zwrotnych nie doszłaby do tego punktu, w którym obecnie się znajduje. 

Obok „bądź sobą” równoznaczną ściemą jest „oświecenie” lub „przebudzenie„. Jedno nie wyklucza drugiego. W miarę przeżywania każdego takiego oświecenia ciągle pozostaniesz sobą. Nie zmienisz skóry, ciała, daty urodzenia. Nawet fałsz będzie wyczuwalny. Ale życie dookoła, jego jakość, styl, praca, osoby wokół Ciebie – zmienią się, owszem. Ale Ty wciąż będziesz sobą – Jasiem Molewskim z wibracją urodzenia 7. I o to chodzi w całym przebudzeniu –

AKCEPTACJA swojego unikalnego BYCIA SOBĄ.

I to wcale nie musi być pozytywne. To ego chce zmieniać świat na własne potrzeby, bo chce widzieć wokół siebie ułudę przyjemnego szczęścia, dlatego sili się na „naprawę” innych, smutnych, biednych dusz.