Ta technika jest szeroko opisywana w mojej książce, która się pisze od półtora roku i prędko się nie skończy pisać. Jest oparta na moich osobistych doświadczeniach, dlatego ręczę, że działa w najlepsze.

Technika jest ciężka – wymaga cierpliwości, szczerości z najgłębszego dna, ogromnych pokładów czasu oraz konsekwencji. Ale jest absolutnie wykonalna i w typie „raz a dobrze”.

Bo jeśli raz coś puścisz, to już nie wróci.

 

Zdaję sobie sprawę, że jest trochę książek o radykalnym wybaczaniu. Nie czytałam żadnej i nie zamierzam. Tą technikę streścił mi mój „przewodnik”, ja przerobiłam ją po swojemu, dopasowując do określonej osoby, z którą miałam „pracować”.

 

Zastrzegam od razu – czasem sprawy karmiczne sięgają tak głęboko w przeszłość, że ta technika z Twoim udziałem zwyczajnie może nie pomóc. Odpuść. Pomoc przyjdzie sama, Tobie pozostaje być czujną na znaki. Nie grzeb w przeszłości, jeśli nie jesteś gotowa i nie wiesz, co chcesz osiągnąć. Tutaj potrzeba ogromnej empatii i zrozumienia. 

 

Wybaczanie to sztuka dla mistrzów. Wysoka półka jazdy. Przekraczanie własnych granic emocjonalnych i egoistycznych. Wybaczanie to wejście w nieznane dotąd tereny swojego serca. Strach przed nieznanym zawsze blokuje ruszenie do przodu.

 

I właśnie wybaczanie jest strachem przed takim ruszeniem, przed nieznanym.

 

Przecież oswoiliście się z własnym bólem, cierpieniem. Znacie ustrojstwo bardzo dobrze, wiecie, jak wredne potrafi być, wiecie kiedy się uniesie dumą, gniewem, kiedy puści potoki łez. Znacie dobrze każdy zakamarek tego bólu i nie chcecie niczego zmieniać.

Bo zwyczajnie zakładacie, że będzie bolało jeszcze bardziej, że będzie gorzej po tym, że już nic dobrego Was nie spotka, że nie odpuścicie, że jesteście zbyt dumni i honorowi, bo co inni powiedzą, bo nie tak Was wychowano.

 

Boicie się zmiany, boicie się nowego, nieznanego. Bo wybaczanie to zmiana, potężna zmiana. 

 

Wybaczanie to jedyna energia na Gai, która jest zdolna zmieniać wszelkie czasoprzestrzenie wszystkich wersji Twojej duszy. Bo tylko Twojej duszy…

 

Ta energia jest zdolna zmieniać WSZYSTKO. Ta energia sprawia, że każda karma, każda relacja karmiczna dotycząca Ciebie i osoby, której wybaczyłeś po prostu znika, rozpływa się, rozpuszcza się, przestaje istnieć. 

 

Karma to nic fajnego. To może być klątwa, ale niekoniecznie. Bardziej jak trauma, zły dotyk, krytyka, słowo rzucone w gniewie, żal za czymś/kimś utraconym. 

 

Karma to taki łańcuch, który pęta Twoją duszę. Oraz duszę, która mimowolnie stała się ofiarą tej karmy. 

 

Dziecięce dusze, lub te, które są pierwszy raz na Ziemi jeszcze nie mają karmy, brak im doświadczenia, brak im przeżyć. Karmiczne wagony i ciężkie plecaki mają przeważnie stare dusze, które już trochę inkarnują się na Gai. Ale starość nie zawsze równa się z mądrością. Można być starym i wciąż być dumnym, wciąż nie wiedzieć jak wybaczyć. I wracasz na Gaję znowu, i znowu, i znowu. Ciągle wpadasz w pułapkę matrixu. Matrix kocha karmę, dlatego Cię nie puszcza poza hologram, nie puszcza Cię do Domu, dopóki się nie nauczysz wybaczać.

Dopóki nie zrozumiesz, że wybaczenie to przyjęcie Miłości, boskości, Domu do swojego serca.

 

Bo jak masz wrócić do Domu, skoro nie potrafisz znaleźć drogi do niego?

 

Więc dlaczego się boisz Miłości? Dlaczego się boisz wrócić do Domu? Dlaczego boisz się radości, śmiechu i szczęścia? Dlaczego wolisz kaleczyć swoje ciało bolesnymi łańcuchami przez nieskończone inkarnacje i robienie czegoś, co nie jest zgodne z Twoją drogą życiową?

 

Twoim zadaniem na Ziemi, zwłaszcza zadaniem starych dusz, Gwiazdek, jest właśnie załatwienie karmicznych spraw. Zakończenie ich, wypełnienie, odhaczenie, zaptaszkowanie. Danie im buzi w czółko i „baj baj”, nie ma ich, adieł!

 

No to jak w końcu?

 

Technikę można „robić” na kilka sposobów. Sam znajdziesz coś dla siebie, w zależności od sytuacji, możesz przerobić na własne potrzeby, dowolnie, tak jak Ty sam będziesz czuł. Bylebyś był konsekwentny. Wiem, że to ciężkie, że to boli, że będą łzy leciały, że ego będzie się szarpać, wić i wyzywać. Nie daj się. Pomaluczku, powoluczku, dzień za dniem, tydzień za tygodniem, trwaj, czuwaj, działaj. 

 

Wspomniałam, że karma to łańcuch. Więc trzeba te łańcuchy rozerwać na strzępy, uwolnić się od nich, wygrzebać się, wykaraskać. Lub zwyczajnie … puścić to, co usilnie trzymasz w rękach, często aż do krwi. 

 

W mojej wersji łańcuchów jako takich nie ma, są takie fale energii, kolorowe, błyszczące, świetliste. Nie muszą być zaraz ciemne i negatywne. Zło jest pojęciem względnym i zależnym od intencji. A Ty nie wiesz jakie były intencje osoby, która tę karmę „rzuciła”. Nie wiesz, skąd u Ciebie ta dziwna nienawiść do danej osoby, nic Ci ona przecież nie zrobiła. Nie wiesz, skąd takie dziwne, egzaltowane reakcje kogoś do Ciebie.

 

Ty masz tę karmę rozpuścić, zamienić na miłość i spokój, więc niech będą te „łańcuchy” kolorowe.

 

Zatem wyobraź sobie te wstęgi energii. Jedna wstęga energii to jedna sprawa, jedna osoba, coś, co Cię ogranicza, trzyma, nie pozwala iść w żadnym kierunku. Omówię je schematycznie, bazowo. 

 

_______________

 

Siedzisz sobie gdziekolwiek. Możesz zamknąć oczy. Wsłuchać się w dźwięki drzew, ryk samochodów, oddychać głęboko. Przywołujesz obrazy tej osoby, wspólne wspomnienia, sytuacje. Te miłe i te przykre.

 

Wyobraź sobie, że oboje unosicie się pośród przepięknej feerii nieskończonych barw. Nie musi to być osoba jako osoba, może to być jej energia, promyczek, esencja, jeśli ta opcja będzie bardziej do Ciebie przemawiała. I oboje jesteście połączeni falami określonego koloru energii. Kolor sam Ci przyjdzie do głowy. Pozwalasz płynąć temu obrazkowi, niech trwa, niech będzie, niech Wasze energie Was spowijają, opatulają. Bo minie trochę czasu, zanim taki obrazek przestanie wzbudzać negatywne emocje. Trzeba go tyle razy wizualizować, aż emocje opadną, aż łzy przestaną lecieć. I dopiero wtedy, kiedy będzie już okej w tym obrazku, dopiero wtedy przechodzimy dalej.

 

Bo dochodzą „nożyczki”. Nie muszą być takie drastyczne, nie mogą sprawiać żadnego bólu. Jeśli bolą, to odstawiamy je i wracamy do „tulenia się”. Z każdym kolejnym razem próbując wprowadzać te „nożyczki” aż przestaną kłuć. Zamiast nożyczek ja używałam swoich rąk lub wyobrażałam sobie, że fale się odcinają, odpadają, kruszą się. Ale czasem takie „nożyczki” pomagają. Próbujcie i szukajcie swoich metod, zaufajcie sercu. 

 

I teraz.

 

W chwili, gdy pojawiają się „nożyczki” zaczyna się cała zabawa. Zaczynasz „mówić” do tej osoby. Pozwól Twojemu sercu po prostu płynąć, unieś się, poddaj się, nie walcz, płacz, i bądź świadomy każdego „słowa”. Nie wszystkie relacje karmiczne są zrozumiałe, nie pamiętamy poprzednich wcieleń, nie wiemy co zaszło między nami, co myśmy zrobili danej osobie, co ona nam zrobiła, nie wiemy i czasem lepiej, byśmy nie wiedzieli, zresztą po co nam to wiedzieć? Dlatego używajmy uniwersalnych zwrotów do każdego rodzaju sytuacji & relacji.

 

Dziękuję, że się pojawiłeś w moim życiu. Jestem wdzięczna, że i ja się pojawiłam w Twoim.

Dziękuję za każdą lekcję, której się oboje nauczyliśmy.

Dziękuję za każdy moment, za każde wspomnienie, za każdą wspólną inkarnację w przeszłości, w przyszłości i w teraźniejszości.

Dziękuję za każdy uśmiech, za każdą chwilę radości. Dziękuję za każdy ból, który mi zadałeś, za każdą łzę, którą przeze mnie uroniłeś. Wiedz, że to wszystko było potrzebne, byśmy mogli pójść do przodu, byśmy mogli się rozwijać, uczyć się, poznawać siebie i życie.

To wszystko jest konieczne i ma swój sens, ma swój cel.

Nie wiem co mi zrobiłeś, co ja Tobie zrobiłam, nie wiem co się stało. Zapomnieliśmy o tym nie bez powodu, ale nasze dusze pamiętają wszystko. Nie wiem i nie chcę wiedzieć, niepotrzebna nam ta wiedza w tym życiu.

Przepraszam za wszystko. I przyjmuję Twoje przeprosiny.

Doskonale wiem, że nic nie jest bez sensu, nic nie jest przypadkowe, spotkaliśmy się po coś. Nawet dla tego momentu.

Dziękuję i wybaczam Ci wszystko co mi kiedykolwiek i cokolwiek i gdziekolwiek zrobiłeś. I ja sama przyjmuję Twoje wybaczenie. Nie roztrząsajmy ran, nie kaleczmy się, bądźmy w końcu wolni od łańcuchów, bądźmy w końcu szczęśliwi.

Jesteś wolny, kochanie, idź i zacznij żyć swoim życiem. Jesteś cudownym człowiekiem, na właściwym miejscu, we właściwym czasie i robisz wszystko najlepiej jak potrafisz. Nic bolesnego już nas nie trzyma. Łączy nas tylko wolność. Łączy nas tylko Miłość i Jedność. ”

 

I wizualizujesz odcinanie się, obcinanie „nożyczkami”, wizualizujesz puszczanie wstęg energetycznych, kolorowych łańcuchów. Niech fruną, niech kruszą się, niech nikną na Waszych oczach. I to wszystko robisz w klimacie spokoju, bezpieczeństwa i miłości, oczywiście. Baw się swoją energią, opatulaj druga osobę, pokazuj, że jesteś wdzięczna jej, że ją kochasz, że jest już wszystko w porządku i nie ma czego się bać.

 

I odchodź, odpływaj, czując i widząc, jak Wasze wspólne energie się „odłączają” od siebie. 

 

_______________

 

Kontynuujesz tyle razy, ile trzeba. Obserwuj przy tym zachowanie tej osoby w rzeczywistym życiu i swoje reakcje względem niej. Bądź czujny. Często, bardzo często, kiedy „naprawiasz” relacje z jedną osobą, zauważasz po jakimś czasie, że „naprawiasz” całą grupę osób blisko z Wami związanych. A „wyleczone” osoby roznoszą dalej, i dalej i dalej.

Kontynuujesz, aż poczujesz, że dana relacja przestała być toksyczna, zaborcza, niezrozumiała a stała się przyjacielska, zrównoważona i zdrowa.

 

Mocniejszy i szybszy efekt uzyskasz „mówiąc” do fotografii danej osoby. A jeszcze silniejszy – mówiąc wprost, w jej żywe oczy. Ale w tym drugim przypadku trzeba ogromnego taktu i nastawienia się, że będzie bolało. Bardzo bolało. 

 

Najtrudniej jest przy osobach, które odeszły fizycznie z tego świata a my nie mieliśmy możliwości pożegnać się z nimi. O tym pisałam szerzej TUTAJ o śmierci i ta technika też może być z powodzeniem stosowana w takich przypadkach. Śmierć nie istnieje a czas jest względny, dlatego energia zmarłych osób ma się w najlepsze. Możemy zmienić ich życia, sprawić, że będą „spoczywać w spokoju”, żyć swoimi lekcjami, jeśli tylko pozwolimy im odejść, puścimy wspólne „łańcuchy”.

 

Tę technikę możesz stosować w każdym momencie dnia. Najlepiej, kiedy jesteś mega spokojny, wyciszony, nic Cię nie rozprasza. Na trawie, na hamaku, nad jeziorem, na plaży, głaszcząc kota lub psa, lub jeszcze lepiej – w łóżku, przed snem, kiedy Twoje wibracje są najbliższe Kosmosowi. Nie musi być krok za krokiem jak opisuję. W niektórych przypadkach od razu przechodziłam do dziękowania i odcinania się. I robiłam to tak długo, aż wyczuwałam, że energie w realnym życiu pomiędzy nami się zmieniały – dana osoba odchodziła do swojego życia, przestawała się odzywać, przestawała wydziwiać, dziwnie i irracjonalnie reagować, przestawała mieć sny ze mną albo ja z nią. A ja sama czułam, że staję się „lżejsza”. 

 

Technikę z wszystkim moimi relacjami karmicznymi stosowałam jakieś pół roku. Zniknęłam wtedy z fejsbuka i w ogóle z internetów. Było ciężko, zwłaszcza w niektórych sytuacjach, kiedy trzeba było pewne rzeczy robić realnie, spojrzeć ludziom w oczęta i wyciskać z siebie działa armatnie. Ludzie różnie reagują, nie dają się, walczą. Ale Ty też walcz. Dla ich dobra. Przede wszystkim – dla ich dobra. Bo widzisz jak się męczą, jak się szarpią, no żal patrzeć, no szkoda marnować czas i życie, prawda? Wszyscy zasługujemy by być szczęśliwi.

 

Z każdym takim „puszczeniem” robi się miejsce na nowe. I te nowe przychodzi. Finalnie doszłam do momentu, kiedy poczułam, że nic mnie nie uwiera, nie ciąży, nie dręczy. I to było fantastyczne uczucie !! A ile rzeczy nowych potem się zaczęło pojawiać, w końcu tyle miejsca wolnego się zrobiło. Mojego, własnego miejsca, miejsca niezaśmieconego nierozwiązanymi sprawami z innych inkarnacji. Dopiero wtedy wróciłam do internetów i ruszyłam pełną parą z moim blogiem i pisaniem. Byłam bardzo, bardzo przewdzięczna za te „nowe”. I ciągle dziękuję wszem i wobec za wszystko, co mi się przytrafia. Jednocześnie cały czas dbam o to, by nie wytwarzać nowej karmy i nie tworzyć nowych łańcuchów.

 

Gaja w nowym wymiarze ma być wolna od karmy.

 

To jest Wasza robota, Gwiazdeczki, Wasza praca na tą inkarnację. Kończenie, załatwianie spraw, dopinanie na ostatni guzik, rozpuszczanie, anihilacja. Od tego macie zazwyczaj pierwszą dekadę swojego życia – na rozkminianie, na analizowanie, na przypominanie sobie, na „pracę”, na kończenie wszelkiego rodzaju relacji karmicznych. Dopiero potem zaczynacie własne życie, zgodne z własnymi duchowymi predyspozycjami i misjami. 

 

Bo kiedy zmieniacie karmę we wdzięczność, w miłość, aktywujecie najlepsze prawo przyciągania. Bo kiedy zmieniacie przeszłość – zmieniacie teraźniejszość a tym samym przyszłość.

 

I Waszą pracą jest również uczenie innych jak akceptować, jak wybaczać, jak dziękować, jak kochać, jak żyć. Niezależnie od tego, kto kim i jaki jest. 

 

Nie bójcie się. 

 

 

lancuchy karma anetka

I jak puścisz wszystko, łojeju, to dopiero będzie ŁAŁ!!