Siedziałam sobie dziś w starbaksie (kawa z mlekiem kokosowym, bez cukru i z syropem klonowym jak coś) i patrzyłam jak spod długopisa wylewają się och! natchnione słowa. Celowo nie brałam laptopa, potrzebowałam innego rodzaju myślenia. Jak chcesz mieć jakiś pomysł, łaskę od weny, powrót muzy – wyjdź z domu. I poddaj się swoim myślom, poddaj się swojej gorącej głowie, poddaj się swojemu chaosowi. Niech se leci. 

 

No więc w tym starbaksie spisywałam charakterystykę postaci do jednej z moich lekkich książeczek. I w trakcie tego spisywania uświadomiłam sobie jak długą listą okazały się moje …wady.  A jak mało napisałam o sobie w superlatywach. I później stwierdziłam, że te wady wcale nie są takie głupie. Są pozornie negatywne, są pozornie słabościami. Bardzo łatwo są przekuwalne na mocne zalety, solidne atuty. 

 

Ego jest zarąbiste, już Wam to mówię!

 

Ale. 

 

Jak wiesz, Ty to zlepek różnych swoich doświadczeń, emocji, uczuć. Ty to konstrukcja komórek, krwi i kości, mózgu. Żyjesz jakoś. Na Ziemi. Bo nie wiadomo na sto procent, co tam poza Ziemią tak naprawdę mamy. Fakt taki, że tu jesteś, tu i teraz i czytasz tego bloga.

 

Masz życie takie jakie masz mieć. A masz je tak idealne, by mieć możliwości do zmiany siebie w każdej chwili.

 

No i teraz, jesteś na tej planecie/dysku/sferze. I co dalej? Po co tu jesteś tak naprawdę? Jaki jest Twój cel życia? Twój sens istnienia? W ujęciu ezoterycznym – jaka jest Twoja MISJA na Ziemi/Gai/Urantii?

 

Po czym poznać, że coś jest Twoje? Jak odkryć swoją drogę, powołanie, pasję? Coś co nada sens i radość Twojej marnejnadmarnościami codzienności?

 

Zróbmy nieco zwrot w tył. Bo u Anetki najważniejsze są przykłady, jej własne doświadczenia a autentyczność w tym zakresie jest niepodważalna.

 

Kiedyś, 1986

Oglądałam książkę o dzieciach z różnych stron świata. Z ich strojami narodowymi. Czemu zapamiętałam akurat dzieci z Tadżykistanu, Iranu i Omanu? Czemu już wtedy wiedziałam jak wyglądają takie kraje? Widziałam w nich siebie, wiedziałam, że tam wrócę. W Tadżykistanie byłam dwa lata temu, Oman & Iran ciągle na liście. Jak sporo innych krajów ze Środkowego Wschodu. Reinkarnacja? Pamięć duszy? Czyżby?

 

Grudzień 1989

Szpital, oczywiście. Wigilia, właściwie już po kolacji, jeszcze przed rozpakowaniem prezentów. Długi stół, kilkoro dzieci, dwie pielęgniarki. Tyle nas zostało. Anetka zazwyczaj bywa „opatulona” książkami od rodziny, ale tym razem „pragnie” czegoś innego. Bawiła się wcześniej z jednym chłopczykiem, miał fajne autka. Pomyślała, że też chce takie, „Też chcę brum brum”. Ale przecież nie powie Mamie, że chce „chłopięcą” zabawkę… 

Prezenty szpitalne były z darów fundacji jakiejś, zbiórka czy inna „dobra wola”. Podpisane. Pod „Anetką” był całkiem duży, czarny samochodzik, napędzany sprężynowo. Miałam go aż do 1997 roku, kiedy to w piwnicy został zalany przez ówczesną powódź.

 

Mama, w trosce o moje chorowite zdrowie, nauczyła mnie afirmacji (podpatrzyła u Louise Hay). Powtarzała raz po raz, przez lata: „Anetka, myśl o sobie i wyobrażaj siebie tak, jakbyś już to miała, jakbyś już taka była TERAZ, już, w tej chwili.” 

 

Czyli „Jestem zdrowa, nie choruję, moje ciało jest spokojne i bez napięć, słyszę wszystko, mogę rozmawiać przez telefon, ten Krzysiek jest moim chłopakiem (i był nim), zdałam do liceum, zdałam magisterkę, to żaden problem, pracuję w biurze, jestem znana (w swoim środowisku swego czasu byłam), mieszkam nad morzem, itd itd,” To wszystko na bieżąco, takie drobnostki, małe przyziemne rzeczy, to wszystko się urealniało. 

 

Typ myślenia został, ale ile czasu mi zajęło dojście do tego, by zrozumieć JAK NAPRAWDĘ te afirmacje działają? Że nie wystarczy tylko klepać, trzeba jeszcze wyczuć KIEDY trzeba klepać.

 

Lata 1995/1997 oraz 2008

Były modne wrotki. Z kumpelami z klatki objeżdżałyśmy całe nasze osiedle. Rok później weszły rolki. Też chciałam. Pamiętam doskonale ten moment, kiedy „wymarzyłam” sobie te kauczukowe kółka. Przeskakiwałam dwa stopnie schodków w dół i nagle w umyśle pojawił się obraz mnie jeżdżącej na biało-zielonych rolkach. 

Są moje”. To była nanosekunda. 

Kilka dni później Rodzice mi kupili granatowe rolki. Byłam miszczem !!! Byłam szczęśliwa !! Miałam swoje pierwsze kółka i byłam „w ruchu”, i czułam wiatr we włosach, przestrzeń. Intuicja? Samospełniające się proroctwo? Zagięcie czasoprzestrzeni? Bo:

W 2008 pomagałam pisać młodszej siostrze pracę licencjacką. Miałam sobie wybrać rodzaj „zapłaty”. Stanęło na rolkach. Kupiła mi śliczne, damskie, i … biało-zielone. Już w sklepie wiedziałam, że to TE.

 

marzenia anetka wrotki

O te. Jeżdżę do dziś.

 

 

Przez całe moje życie przewijało się wiele momentów, w których byłam szczęśliwa „po mojemu”. Ale jeszcze nie zwracałam uwagi, że te odczucia takie „moje”, są wyznacznikami drogi życiowej – są pasjami, kierunkami, motywatorami, sensami. To były delikatne muśnięcia, ale bardzo intymne, trafiające w samo dno mojego serca. 

 

Pisanie. Podróże. Motory/auta.

 

Wszystkie wydarzenia, z pozoru błahe, małostkowe, nieważne – okazywały się punktami zwrotnymi.

 

Ciepła sugestia z ust polonistki, która była znienawidzona przez 3/4 liceum – „Pisz pamiętniki, uwolnij swój potencjał.” Założenie bloga w 2003 roku. Porażająca ilość kumpli & chłopaków, którzy jeździli/jeżdżą na motorach lub byli związani z szybkimi autami (lub ekstremalnymi sportami). Ogromna łatwość (również finansowa) w realizowaniu podróży w miejsca, o których nigdy bym nie pomyślała, że tam się kiedykolwiek wepcham. Tudzież spotykanie w różnych miejscach znanych podróżników. 

 

To powinno coś dać do myślenia. Czemu akurat to, a nie np. malowanie? Przecież mam sporo znajomych artystów-malarzy? Rysuję, owszem, ale nie jest to mój konik. Zresztą Maleństwo nie potrafi usiedzieć na miejscu, nie potrafi zatracić się a Crystal to najchętniej księżniczki by rysowała.

 

adfalkiewicz krolewna

Takie królewieńki pływające/fruwające. Projektować też lubiłam.

 

Albo muzyka – to samo, bliskie znajomości, premiera na „scenie”, pianino, skrzypce, śpiew, itd, ale czuję, że to też nie to. Lubię gotować, babrać się w kuchni, więc czemu nie jestem wziętą wegeinstagramerką? I nie piszę książki kulinarnej? Przecież daje mi to radość, uwielbiam, jaram się tym.

 

Ale nie jest w pełni „moje”.

 

Wiecie jaka jest różnica?

 

Zboczę jeszcze na chwilę z tematu, wrócę do poprzedniej notki, gdzie wspomniałam o „skomplikowanych” związkach.

Dusza chce jednego, ego chce drugiego, Ty jeszcze czegoś innego. Pojawia się facet idealny pod potrzeby duszy (artysta). Ale ego marudzi (artyści nie są bogaci). Tobie coś nie pasi (bo jak mam rzucić studia dla niebogatego artysty?). No to kolejny facet. Ego się jara (prawnik z sianem), dusza olewa (bo ten nie umie tulać) a Ty? Zostawiasz go, bo on nie rozumie tego, że Twoją pasją jest dzierganie patchworkowych kocy (mało dochodowe).”

 

Dusza chce jednego, ego chce drugiego, Ty jeszcze czegoś innego.

 

To się doskonale odnosi również do Ciebie. Do Twojej pasji, sensu i drogi życia.

 

Nie znajdziesz szczęścia, jeśli w środku nie będziesz zgraną całością. Bo patrz.

 

Jesteś artystą, masz zamiłowania do sztuki – to jest dusza. Ale na chleb trzeba i trzeba złotówek. Ego daleko do sztuki, a chce kasy, dużo kasy, chce sławy i uznania i docenienia. Ty jesteś rozdarty pomiędzy duszą a ego. Artystom generalnie trudno się dogadać z logiką/rozumem, trudno spojrzeć w oczy własnym lękom i wadom. Mało który sztukmistrz potrafi być również biznesmenem, to się przecież kłóci, to wbrew własnemu morale. A całe hurtownie niespełnionych artystów i tak i tak egzystują pod mostem i wyklinają materialistyczny świat. Bo pieniądze to zuo. Szczęścia nie dają.

 

Czemu tego nie połączyć? Czemu tak się rozdzierać? Czemu pieniądze mają przeszkadzać w duchowym uniesieniom? Wrażliwość duszy to jedno, ale to zołzowatość ego utrzymuje Cię przy życiu. A ego to Twoje wady, słabości. Do zmiany, do przepracowania.

 

U mnie na przykład. Długo pisałam dla siebie, bo moje Maleństwo miało taką potrzebę, dawania siebie światu, pomagania innym, dzielenia się swoją wiedzą. Nie myślałam kompletnie by mieć z tego siano. Na życie tym bardziej. Ale jak na tym moim niszowym temacie zarabiać? Jak mam zarabiać na pomaganiu innym? Po co mi to? Crystal (moje ego) to wredna pannica była, luksusowa i wyrachowana. Nie bez powodu taka była i nadal taka jest. Musiałam przysiąść nad tą pannicą, nad swoimi wadami i przerobić je na własny użytek.

 

Wykorzystać suchą wiedzę Crystal  i sercowe talenta Maleństwa. Zgrać to. 

 

Przez lata, wiele lat wizualizowałam siebie jako znaną pisarkę czy tam blogerkę. Wiele lat „jeździłam” w głowie na swoim motocyklu. Wiele lat „podróżowałam” po krajach, które wymagają wytrzymałości i hartu ducha. W starbaksie dzisiaj uświadomiłam sobie, że Crystal wcale nie jest taka wredna kura. Jest mądra, bystra i niegłupia. Po prostu nie dogadywała się z Maleństwem, nie była z nim z zsynchronizowana tak na codzień. Ona chciała po swojemu, Maleństwo chciało po swojemu, a Anetka zonk… Co tu robić?

 

Jedno zauważyłam. To te japko co spadło na mózg Anetki w tym starbaksie.

 

Oba te stwory świetnie się dogadywały ze sobą jeśli chodzi o moje pasje. Były cudnie zharmonizowane, kiedy w grę wchodziły:

 

  • podróże – Crystal wynajdywała mega promocje na bilety, sprzęt i ubrania, Maleństwo dbało o atrakcje, spotykanych „nieprzypadkowo” ludzi i maksimum wrażeń, zresztą do dziś nie mam problemów z tanimi biletami czy mieniem hajsu na jakąś podróż (ostatnio to Maleństwo ma ochotę lecieć na Dolny Wschód, ale Crystal jeszcze mówi stanowcze „nie”, więc czekam, aż jej się odwidzi i cyknie finalnie tej dwójce).

 

adfalkiewicz marzenia

Ja tam od 2015 roku jestem już profesjonalnie gotowa. Sprzęt się nieco zmienił, Crystal trochę spuściła i znalazła lżejsze opcje, na zdjęciu brakuje też deski snowboardowej i kasków. Wszystko czeka.

 

  • pisanie – Crystal dba o sprawy techniczne, ogarnia codzienność, układa plan dnia, znajduje mi sprzęt po mega obniżkach, pilnuje organizacji, dyscypliny, prowadzi z Maleństwem po dobrych kawiarniach, uwielbia social media i robić „ciężką pracę”, Maleństwo wynajduje miejsca, nawet w innych miastach, do pisania, podsuwa pomysły podczas jedzenia wegedania w #posh restauracji, którą wybrała Crystal, znajduje właściwych ludzi, którzy będą potrzebni & pomocni w przyszłości, a Anetka dba o te relacje, nie z Crystalicznego wyrachowania, ale z czystej sympatii.

 

adfalkiewicz blog

Pisanie głównej książki zaczynałam od netbooka za £10. Kawiarnia z klimatem służyła mi jako baza przez niemal 10 lat.

 

  • zmechanizowane kółka – „nieprzypadkowi” kumple od motorów, szybkich aut. Obie znalazły mi wieloletniego mechanika, dbały też razem o moją karocę i teraz wspólnie szukają samochodu dla mnie – ja już od miesiąca „widzę” siebie w nowym aucie. Bez sentymentu do obecnej Karoli – Crystal kazała „puścić” uczuciowemu Maleństwu tę wieloletnią „więź” do Karoli – „Weź się, to tylko auto, jak Anetka ma wyglądać na poziomie w tej tojocie? Lata idą, tojota wieczna nie jest, chcesz by Ci było wygodniej? Chcesz jeździć więcej i dalej? To załatwmy Anetce lepsze auto! A później jej własny, wypasiony motór. Bo chłop z motorem już jest!” Obie lubią być w ruchu, obie lubią nocne przejażdżki, dobrą muzykę podczas, a jeszcze lepiej, by połączyć podróże z tym „ruchem”. Wiem, że Crystal świetnie się dogada z Maleństwem na tym tle – znajdzie dobry kabriolet po taniości i ku uciesze fruwającego Maleństwa Anetka przejedzie się Stelvio Pass. 

 

adfalkiewicz marzenia pasje

Pierwsze cudeńko Anetki – japońska MR2. Później wiele kółek tych się przewinęło, ale pierwszego egzotycznego kochanka się nie zapomina.

 

  • Fotografia, kuchnia, muzyka i kobiecość – obie również w tym są zgrane jak nie wiem. Wzajemnie się inspirują, pomagają doradzają. Finansowo, energetycznie, anykolwiek. 

 

Czyli to wszystko jest „MOJE”.

 

Tym się powinnam zajmować, na tym się powinnam skupiać, tego się mam trzymać. Bo to przychodzi mi całkiem naturalnie, gładko, jak po maśle. 

 

Ego i dusza to Ty. Nawet jeśli one nie istnieją same przez się, są częściami Twojej osobowości, są Twoim charakterem, nadają Ci wyjątkowość, oryginalność. Poprzez wszystkie „tknięcia”, przebłyski, natchnienia pokazują Ci Twoją własną, unikalną drogę, którą powinnaś podążać. Dają Ci do zrozumienia, wskazówkują, podpowiadają, szepczą, byś tamto rzuciła, a wzięła właśnie to. Bo nie bez powodu to wraca i wraca. Te oba stwory, czyli Twoje słabości, wady, zalety i talenty, potrzeby i zamiłowania – to wszystko potrafi się połączyć w jedno, naprawdę.

 

Każde z nich jest na swój sposób tak perfidne, że po swojemu potrafią wykorzystać wszystkie swoje „umięjętności”, by tylko siebie zaspokoić. Ego dla próżności, sławy i dramy. Dusza dla uniesień, doświadczania i radości. To jest arcypiękne.

 

Uwielbiam swoje wady, swoje słabości, nie walczę już z nimi, nauczyłam się dużo dzięki nim. Nie ma gniewu, jadu, złości, zazdrości, zawiści. Bo dopóki czuję, że to moja droga, dopóki widzę siebie na niej, dopóty wiem, że będzie tak jak ja chcę, tak jak chce moje ego i moja dusza, obie razem. Kimkolwiek one są. I czy w ogóle istnieją.

 

Nic nie dzieje się przecież bez powodu. 

 

No a Ty?

 

Przypomnij sobie momenty w swoim życiu, kiedy miałaś wrażenie, że układało Ci się wszystko. Kiedy czułaś, że byłaś na swoim miejscu, szłaś swoją drogą a kosmosy wszystkich światów Ci sprzyjały. Pamiętasz te chwile? Pamiętasz, kiedy coś zrobiłaś a hajs Ci się niespodziewanie pojawił? Albo jakaś namacalna, materialna „niespodzianka”? Lub coś odruchowo poczyniłaś a „wróciło” do Ciebie w hiperpozytywnie nieoczekiwanej postaci? Lub cośkolwiek, w czym zatracasz się w swoim „tu i teraz” i masz wrażenie, że niczego Ci w tej chwili nie brakuje, nie przeszkadza, nie uwiera, nie swędzi po komórkach mózgu?

 

Bo kiedy serce na „haju” a ego to pasuje, i siedzi cicho, nie marudzi, nie wyklina losu – to znaczy, że to jest TO. 

 

Poszukaj tego u siebie, spróbuj, próbuj, doświadczaj, otwórz się na zmiany, na nowe doświadczenia. Miej odwagę w końcu zrobić to, co zawsze się bałaś zrobić. Maluczkie kroczki, konsekwencja, bez spiny, na luzie, bez przywiązywania się, bez oczekiwań, bo to i tak samo przyjdzie. Tobie zostaje tylko trwać w swoich „obrazkach”, klepać te afirmacje właśnie w takich momentach. Ale najpierw – poznaj swoje ego, poznaj swoje wady, słabości, lęki, pięty achillesowe. To część Ciebie, kawałek Twojego charakteru, który sprawia, żeś unikalny, śliczny i szczęśliwy osioł 🙂

 

Mówią, że to właśnie ego odwleka i odciąga od Twoich marzeń, ale ono nie jest głupie. Ty sama w środku poczujesz i będziesz umiała odróżniać strach „swój” od „nieswojego”. Swój „strach” jest z łatwością realizowany, „nieswój” jest podparty na „potrupachdocelu”, czyimś & jakimś kosztem. Serce Ci pomoże wybrać.

 

Pomoże znaleźć Ci Twoją własną „misję” na Ziemi. 

 

adfalkiewicz pasje

Spełnione marzenia to efekt realnych działań krytycznego ego z duchowymi umiejętnościami serca.