Postanowiłam się wziąć za ciasto wegańskie. Witariańskie też. Znaleźć coś, co mi podpasi jako weganki z elementami witarianizmu i zasad niełączenia. 

Ale jak do tej pory nie natrafiłam na coś, co by mi pasowało. I liczę, że Wy mi pomożecie.

Dla przykładu zrobimy jedno ciasto. I tak.

 

Potrzebujemy:

  • jakieś 300-400g organicznej białej kaszy gryczanej niepalonej
  • max 180g suszonych daktyli niesiarkowanych oczywiście
  • sporej łyżki chlorelli, organicznej, suszonej na słońcu
  • owoców, tutaj maliny
  • blender ręczny i miska

 

Kaszę płuczemy, i moczymy conajmniej dwanaście godzin. Nie potrzebujemy jej gotować ani nic. Niech się moczy naturalnie.

IMG_20180501_082149

 

Jak się wymoczy po kilkunastu godzinach to przepłukujemy ją dokładnie na sitku pod zimną wodą. Taka kasza nadaje się do jedzenia na już. I taką często ją jadam, jako, że gryczana wspaniale odkwasza. 

 

Odmierzamy suszone daktyle. 

IMG_20180501_153338

 

Zalewamy gorącą wodą do miseczki, mają zmięknąć i puścić nadmiar słodyczy.

IMG_20180501_153425

 

Kroimy na mniejsze kawałeczki, wyjmujemy pestki. Będzie łatwiej się blendowało.

IMG_20180501_154743

 

I blendujemy na gładką masę.

IMG_20180501_155322

Wygładzone daktyle dajemy do miski z kaszą i całość blendujemy do kolejnej, wspólnej gładkości. Pewnie pomyślicie, żeby od razu wrzucić daktyle do kaszy i razem blendować. Nie radzę, nie każdy blender da radę z daktylami. I tak bardzo zalecam, byście robili częste przerwy w blendowaniu i daktyli i kaszy razem. To się ciężko mieli.

 

Do masy dajemy łyżkę chlorelli. Mieszamy ładnie. 

IMG_20180501_160250

 

I wykładamy do formy, wyłożonej papierem.

 

No i teraz zaczyna się najlepsza akcja. Która zajęła mi pół godziny myślenia i zastanawiania się, co by na tą masę wyłożyć…

W oryginalnym przepisie były owoce, maliny. I tak dotąd te ciasto robiłam, znaczy robiłam je pół roku temu ostatnio, bo zazwyczaj ciast nie robię, nie jadam. Koleżanka jadała. Bo dobre. Bardzo dobre. 

No dobra, ale o co chodzi z tymi owocami?

 

Owoców się nie łączy. Z niczym. To po pierwsze i ostatnie.

 

A w ogóle to wyłuszczę całą litanię zakazów i jak cackać się z owocami. Do swobodnego kopiowania i drukowania.

 

  1. Nie łączymy świeżych owoców z suszonymi – suszone są ciężkostrawne.
  2. Owoce dzielimy na słodkie (banan, ananas, mango), półsłodkie (truskawki, brzoskwinie, jabłka, wiśnie, jagody, winogrona), kwaśne (cytrusy), ale to też kwestia indywidualna, bo dla mnie winogrona są słodkie. Ale trzeba patrzeć na stopień kwasowości owocu, który przekłada się na rodzaj fermentowania się w układzie trawiennym. Nie łączymy słodkich i kwaśnych (banan z pomarańczą), ale można półsłodkie z kwaśnymi, albo słodkie z półkwaśnymi/półsłodkimi jeden chrabąszcz. Owoce słodkie pasują spokojnie do warzyw liściastych – sałata, szpinak, rukola. Ale owoce kwaśne i półkwaśne bardzo gryzą się z papryką lub ogórkiem. 
  3. Jedyne owoce, które powinny być zawsze jedzone samodzielnie, oddzielnie, samotnie, nie łączymy je z niczym. Są to ARBUZ i MELON. Lecą od razu do dwunastnicy i jelit, mają za nic kwasy w żołądku. Więc jeśli je z czymś połączymy, nawet z innymi owocami, będzie w brzuszku duże ała.
  4. Dlatego nie jemy owoców po posiłkach, po żadnym obiedzie, po żadnym śniadaniu typu owsianka na mleku sojowym z orzechami. Fermentacja w żołądku się kłania. Pękaty brzuch. I znowu ała.
  5. Owoce jemy tylko na czczo i zawsze do południa. Trzustka, insulina i glukoza Ci podziękują. I słodycze masz z góry załatwione, nie będą Cię kusić. 
  6. Nie łączymy ich z innymi słodzikami – z miodem, ksylitolem, syropami klonowymi.
  7. Nie łączymy owoców z tłuszczami – czyli nie łączymy ich z orzechami, masłami orzechowymi, wiórkami kokosowymi, wszelkimi nasionami, oraz z AWOKADO. Jeśli już to stawiamy na 10% tłuszczu do całości w ciągu dnia.
  8. Nie łączymy owoców z białkami – czyli odpada każde mięsko, każda rybka, każde mleko, każda śmietanka i każdy jogurcik. Niestety.
  9. No i kasze – generalnie zboża. Też nie łączymy. 

 

 

No i teraz dylemat Anetka ma.

Co wrzucić do tego ciasta gryczanego? 

Jest kasza gryczana, więc suszone owoce już źle. A jak maliny bym dała, to już drugie źle – bo owoców świeżych nie łączymy z suszonymi.

Orzechy dać? Nie, odpadają, już mnie ciarki wzięły na taką „mieszankę studencką”. Daktyle i orzechy, a co dopiero świeże owoce. Nie.

Słonecznik? Pestki dyni? Nie, bo to ziarna oleiste. Tłuszcze. Nie.

Suszona żurawina? Taka dmuchana? Daktyl to słodki, żurawina kwaśna. Nie.

Yh.

Nie da się, nie idzie. Nic, nic, nic. 

Dlatego ciast nie jadam, bo jeszcze nie zdarzyło mi się idealne, z zachowaniem zasad niełączenia. Zawsze coś.

Odechciało mi się w ogóle tego ciasta w jednej sekundzie. Ostatni raz go robię. Znowu wcisnę go koleżance. 

 

Dałam mrożonych malin. W miarę neutralne wobec suszonych słodkich daktyli.

IMG_20180501_161235 (1)

 

I się upiekło.

IMG_20180501_171339

 

I tak się te „wegańskie” ustrojstwo prezentuje.

IMG_20180501_171523

 

Smacznego 🙂 

 

Wybór należy do Was 🙂