Dużo się dzieje od kiedy premierę miał serial na Netflixie „Deaf U”. Zadziało się nieco wcześniej, kiedy wróciłam na social media i postanowiłam… mówić. Po wielu latach cackania się między dwoma światami – bo ja przecież dwukulturowa i dwu(trój?)języczna jestem – postanowiłam rzucić polski świat Głuchych w diabły i postawić na siebie, na styl wyrażania siebie w sposób jaki mi pasuje.

Aktualnie przygotowuję się do egzaminu z BSL (Brytyjskiego Języka Migowego). W prezentacji wybrałam sobie temat Kultury Głuchych i przedstawiłam różnice pomiędzy polską KG a angielską KG.

I wiecie co zamigałam?

Angielską KG przedstawiłam jako zjawisko pełne luzu, swobody i otwartości. Opisałam swoje doświadczenia w kilkunastu różnych społecznościach (różne miasta, różny wiek, różne szkoły) – nie spotkałam się z dyskryminacją, że nie jestem z Anglii, że nie jestem głucha od urodzenia, że mam implant (którego nie używam), że umiem mówić, że ledwo znałam BSL. Ludzie byli otwarci, przyjaźni, chętnie mnie przyjęli do swojego grona, chętnie mnie uczyli podstaw BSL. Poczułam się zaakceptowana i w pełni zintegrowana. To odczucie jeszcze bardziej pozytywnie spotęgowało, kiedy zaczęłam pracę z głuchymi i BSL stał się moim zawodowym językiem. Pracują ze mną zaimplantowani, niesłyszący-mówiący, CODA, głusi od urodzenia, imigranci. Jakiś hejt i pomówienia? Żadne.

Angielską KG opisałam jako wielokwiatową, wielobarwną łąkę, dostępną dla wszystkich, którzy wiedzą, jak tę łąkę pielęgnować i nie deptać po niej.

Natomiast polską KG przedstawiłam jako rozwijający się pączek róży z książki „Mały Książę”. Kojarzycie? Róża tam jest jedyna w swoim rodzaju, jedyna na planecie (bo łąki nie ma). Często schowana pod szklanym kloszem, bo zimno, bo wieje, bo złamie się. Wymaga ciągłej uwagi, zachwytów, komplementów. Chce być piękna, wypacykowana i nieskazitelna w świetle lamp błyskowych. Jest dumna z tego, że jest jedyną różą, jedynym kwiatem.

Ale jeszcze nie wie, że oprócz niej są jeszcze inne kwiaty, inne róże. Albo wie, ale nie chce psuć swojego wizerunku. Chce dla siebie wszystko, nie chce się dzielić.

Podsumowałam, że polski świat niesłyszących dopiero raczkuje i minie jeszcze kilka/naście pokoleń zanim zakwitnie tu „równa” łąka.

________

Na moich kontach na social mediach (Facebook i Instagram) wstawiłam swoje przemyślenia odnośnie serialu „Deaf U„. Byłam usatysfakcjonowana i zacierałam ręce, że nareszcie ktoś otwarcie zauważył problem dwukulturowości oraz audyzmu w środowisku niesłyszących (tzw. Elita Głuchych kontra pozostali niesłyszący). Do Elity zaliczamy osoby:

  • głuche od urodzenia
  • w rodzinie są głusi od pokoleń, najlepiej od prehistorii
  • uczęszczające do ośrodków szkolno-wychowawczych dla osób głuchych (żadne tam szkoły masowe czy dla słabosłyszących)
  • aktywne w środowisku głuchych, promujące i opiewające KG oraz PJM (Polski Język Migowy) – najlepiej by spełniały powyższe warunki, status wówczas wzrasta.

Reszta osób z wadą słuchu należy do gorszego sortu. Błąka się pomiędzy światem słyszących oraz światem głuchych, nigdzie w pełni nie należąc. Zna język polski oraz polski migowy, potrafi mówić, jest zaimplantowana. No, zawsze coś się znajdzie. 

______

W latach 2012-2014 następował w Polsce przełom w naszym świecie. Powoli zaczęła się wyodrębniać specyficzna grupa Głuchych, głusi z wielkiej litery „G”, tzw. Elita. Rosła w siłę spychając na margines „gorszy sort”. 

Po moich stories na social mediach odezwało się sporo osób – „ofiar” ww. Elity. Ja też należę do poszkodowanych, odbiło się to na wieloletnich znajomościach, długo się z tego wygrzebywałam. Ale tutaj wkleję wiadomości, które otrzymywałam od znajomych, są anonimowe.

 

Szkoda, że tylko oni zbierają te laury dla siebie, pomijając kto stoi za tym wszystkim. Zwłaszcza zapominają kto wcześniej torował im drogę, by obecnie mogli być zauważani.  Nie wiem czy pamiętają, kto zajmował się projektem do ustawy o Polskim Języku Migowym? Nikt z Elity. Byli to ZWYKLI niesłyszący, słabosłyszący i słyszący, wszyscy działający w środowisku głuchych.

 

Hejt i pogarda wobec osób zaparatowanych i implantowanych jest powszechna. To chyba wynika ze podświadomej słabości, głęboko ukrytej zazdrości, że inni mogą więcej, lepiej, szerzej. I tym zawistniej i zacieklej wchodzą w jedyny kokon, gdzie czują się bezpiecznie i są w pełni akceptowani. Tu jeszcze druga sprawa, która w tym kokonie uwłacza ich dumie bycia Głuchym – przynależność do mniejszości językowo-kulturowej bez uznania niepełnosprawności. I tu idziemy dalej.

Obwiniać tu można brak dwujęzycznej edukacji. Owszem, nie ich wina, ale i też nie nasza. Nie możemy za to obrywać, tylko dlatego, że mieliśmy edukację w szkołach masowych a na boku nauczyliśmy się migowego.

Głusi często zapominają, że wada genetyczna, która sprawiła, że urodzili się głusi nie jest czymś normalnym, nie jest powodem do dumy. To jest w dalszym ciągu choroba genetyczna, na równi z zespołem Downa, białaczką, porażeniem mózgowym czy mukowiscydozą. To nie jest ani normalne ani zdrowe. Dlaczego się chwalić ową wadą z jednej strony a z drugiej uciekać od faktu, że wada to niepełnosprawność? Przecież to nielogiczne.

 

Dla wielu ludzi z wadą słuchu, którzy urodzili się słyszący, ale stracili słuch w dzieciństwie (antybiotyki lub skutki uboczne zakaźnych chorób), język polski mówiony jest pierwszym językiem. Większość w późniejszym wieku nauczyła się również języka migowego i odnalazła w nim komfort psychiczny. Niestety, nie na długo. 

Osądzanie jest normą w środowisku Głuchych. Cechą tej kultury jest pamiętliwość i dożywotnia etykietka danej osoby. Nie przekonasz, nie nawrócisz. Co raz zostało splamione – nie zmyjesz dopóki wszyscy, którzy Cię znają – umrzą. To bardzo krzywdzące. 

Zjawisko Elity jest dyskryminacją głuchych przez Głuchych. To jest audyzm* wewnętrzny, Głuchy audyzm. 

*Audyzm – dyskryminacja słyszących wobec niesłyszących

To jest mobbing. A wszyscy wiemy jakie skutki niesie w sobie znęcanie się, szydzenie i poniżanie przez długi czas. Wiele osób dwukulturowych/dwujęzycznych nosi w sobie traumę i uraz do znajomych z dzieciństwa, do środowiska, w którym mogło kiedyś znaleźć schronienie psychiczne. 

Dziś już nie jest to możliwe. Dam rękę uciąć, że takie „ofiary” boją się iść do psychologa czy psychoterapeuty ze swoimi problemami. Bo słyszący terapeuta nie zrozumie, a głuchy jest niepewny – „Na pewno powie innym…

______

W serialu „Deaf U” został jeszcze ukazany element lekkości w tematach seksualnych. Głusi w tym względzie są bardzo otwarci i bezpośredni. Nie mają skrupułów by zapytać kogoś o szybki seks czy intymne sprawy. Zauważyłam to jako nastolatka rozmawiając ze znajomymi z ośrodków w Raciborzu i Wrocławiu. Na studiach zrozumiałam podłoże tego zjawiska i po skończeniu studiów nastawiłam siebie na kształcenie się w kierunku seksuologii. Chciałam wdrożyć wychowanie seksualne w polskiej edukacji niesłyszących już od najmłodszych lat – zły dotyk, moralność, granice prywatności, ludzka fizjologia. Nikt tych pojęć nie tłumaczył głuchym uczniom w ośrodkach, nauczyciele nie byli do tego przygotowani, było ich za mało a wychowawcy w internacie nie nadążali, nie wspomnę o rodzicach, którzy zazwyczaj nie umieli migać. Dlatego swoboda w seksualności u niesłyszących jest szokująca.

Niestety, życie ułożyło się inaczej i rok po skończeniu studiów wyemigrowałam do Anglii. 

______

Jest jeszcze sprawa tłumaczy i lektorów PJM. Z nieoficjalnego źródła wiem, że i na tym polu dużo się przykrych rzeczy dzieje. Tłumacze uciekają, nie wytrzymują presji wewnętrznych „warunków”, brakuje nowych, bo chęć pomagania nie wystarczy już. Parę razy słyszałam, jak lektorzy PJM pracujący w lokalnych oddziałach PZG czują się szykanowani i pomijani przez Elitę na zawodowych warsztatach czy konferencjach ogólnopolskich. Nie mają jak się rozwijać, nie mają motywacji by uczyć innych PJM. Dlatego można zaobserwować, że PJM i KG działają tylko jako piękna reklama dla słyszącej społeczności w mediach. W środku jest bardzo, bardzo brzydko.

______

Wychowałam się w szkołach masowych, umiem mówić oraz migam w PJM i BSL. Równolegle wychowałam się też wśród znajomych z ośrodków w Raciborzu i Wrocławiu. To były piękne lata – bez dyskryminacji, bez etykietek, bez patrzenia na to kim jesteś i kim są Twoi rodzice. Liczyło się to, że umiesz i chcesz migać, chcesz pomagać.

Jednak wolę mówić, gdyż ostatnie 10 lat w polskim środowisku niesłyszących sprawiło, że zablokowałam się w wyrażaniu siebie w PJM. Odechciało mi się cokolwiek pomagać, robić, uświadamiać, przekazywać wiedzę. Jak wiele innych, podobnych mi osób – i ja zmieniłam swój kierunek wyrażania siebie, tam gdzie mnie zauważą, docenią i będą wspierać. 

Kultura angielska oraz BSL nie mają żadnych blokad, dlatego nauka idzie mi bardzo dobrze a głusi tutaj przywracają mi wiarę w siebie. Tutaj chcę im pomagać, tutaj chcę uświadamiać i rozwijać świat głuchych. Tutaj nikt mnie nie ocenia ani nie osądza. 

Dostaję też coraz więcej wiadomości od znajomych, którzy mają dość sytuacji w Polsce i chcą uciec do Anglii. Bo tu lżej, bo tu można odetchnąć, tu można coś powiedzieć, zamigać, rozwinąć swój biznes, potencjał, talenty. Tu nie wisi nad Tobą Elita, która już na starcie podetnie Ci skrzydła. Nie szkodzi, że to dla wspólnego dobra. Ważne, że nie spełniasz „warunków”.

______

Uniwersytet Gallaudet uchodzi za prestiżową uczelnię, językiem wykładowym jest ASL (Amerykański Język Migowy). Według niektórych opinii serial „Deaf U” hańbi jej dobre imię, obniżając jej rangę do małostkowych, przyziemnych spraw, robi z tego „show”. Ale… Dwie sprawy:

  •  Od czego tak naprawdę zależy prestiż uczelni? Od osiągnięć? Od ocen? Od aktywności? Od wpływu na społeczeństwo? Od efektywności badań? Bo jeśli prestiż jest zależny od inteligencji umysłowej to owszem, Gallaudet może w tym wymiatać, ale tylko tyle. Bo mamy jeszcze inteligencję społeczną i emocjonalną, one nie mają żadnego wpływu na całokształt uniwersytetu. Można być geniuszem, ale być słabym w relacjach międzyludzkich, można być asem w towarzystwie i znać zakamarki ludzkich zachowań, ale być słabym z bioinżynierii. Nie ma znaczenia gdzie się wychowałeś, w jakim języku się porozumiewasz i jaką kulturę „wyznajesz” – uczelnię obchodzą tylko i wyłącznie oceny a nie to z kim śpisz. 
  • Nie tylko Gallaudet jest prestiżowy i nie tylko on musi dbać o porządny wizerunek. Mamy również Harvard, Yale, Cambridge, Stanford – te uczelnie też są wysokiej jakości. I tam również trafiają się ludzie wywodzący się z różnych środowisk, z różnymi problemami i w różnym stopniu niepełnosprawności. Tam też są uzależnieni od narkotyków, leków, z traumami rodzinnymi, tam też są bezemocjonalni młodzi ludzie złaknieni seksu i bliskości. To, że Gallaudet się zgodził na taki „show” mogło mieć zupełnie inne podstawy i cele, niż ukazanie tej uczelni w dobrym świetle, przecież równie dobrze Yale czy Cambridge mogło „użyczyć” swojego miejsca. Imię światowej uczelni zawsze się samo obroni, ale ludzie w środku zmieniają się co rok.  W serialu chodziło o pokazanie różnorodności środowiska osób z wadą słuchu, a nie o same nauczanie w Gallaudecie, bo to z kolei niczym się nie różni poza innymi uczelniami. 

______

Chcę na koniec zaznaczyć, że wybór języka powinien być indywidualnym wyborem i człowiek nie powinien być oceniany przez pryzmat wybranego przez siebie języka/kultury. Nie powinno nas obchodzić kto w jakim języku się wyraża, tak samo jak nie powinno nas obchodzić kto z kim śpi, kto w co wierzy i kto na kogo głosował. 

język – seks – religia – polityka

 

Uszanujmy to, proszę. Bycie dumną różą nie jest ani fajne ani opłacalne. Dużo więcej możemy osiągnąć kwitnąc wszyscy razem na kwiecistej łące. Bo Kultura Głuchych to nie tylko róże, ale też maki, chabry, bławatki, słoneczniki, i te ostatnie wcale nie są „gorszego sortu”, są nierozerwalną częścią KG a nie niechlubną plamą, którą należy zasłonić.