Kolejna notka pod wpływem ostatnich wydarzeń, rozmów, odczuć i doświadczeń. Jak wszystko na moim blogu zresztą. Ciągle się uczę, ciągle siebie odkrywam. Ciągle siebie zaskakuję, bo nie potrafię przewidzieć swoich reakcji.

Tych bolesnych, dawno schowanych i zapomnianych już, ukłuć w sercu. Tych łez, które płynęły po mojej twarzy zupełnie bezwiednie.

 

Skąd to? Dlaczego? W jakim celu? Akurat teraz? I czemu ja się dziwnie czuję?

 

Bo czas najwyższy! Bo nadszedł ten czas, ten właściwy już, bo Kosmos i wszystkie bozie wszystkich równoległych światów stwierdziły, że jestem już gotowa na to!

 

Na kolejny krok dalej, i to nie byle jaki krok. 

Krok, który podważy Twoje kolejne wartości, poglądy, zmieni nastawienie. Czy na gorsze? Czy na lepsze? Po prostu na inne. Pamiętajmy, że to my sami nadajemy znaczenie a u mnie każda zmiana dzieje się na lepsze. Bo ja tak chcę.

 

I tak było w tym przypadku też.

 

Ludzie nie pojawiają się w naszym życiu bez przyczyny. Są w idealnym momencie, są naszym idealnym odbiciem, nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego początkowo sprawy. Jednak bardzo często tchórzymy i uciekamy, nie mamy odwagi, nie zasługujemy. 

 

Dlaczego się boisz?

 

Bo kiedy człowiek staje twarzą w twarz ze swoim marzeniem, kiedy widzi, że jest realne, może go dotknąć, pomacać… Wtedy ucieka. Wydaje mu się, że nie jest gotowy na to marzenie, ale… Pomyślałam przez chwilę. Skoro to pojawia się w Twoim życiu i chce zostać, nie ucieka, nie odchodzi, trzyma się przy Tobie to już samo to mówi, że jednak jesteś gotowa. Pytanie tylko – czy będę odważna na tyle, by to przyjąć do siebie?

 

No i dlatego, skoro te marzenia, już pojawiają się jedno za drugim, trochę za dużo naraz, ale nie wybredzajmy, czy będę miała odwagę zmienić siebie, dostosować się do nich, zrobić z nich codzienność, swój chleb powszedni? Czy będę miała odwagę, by stać się jeszcze lepszą wersją siebie obcując z tymi marzeniami na codzień? Czy nie będę się bała tej zmiany w sobie?

Mówię „TAK!!” Biorę je wszystkie, należy mi się to wszystko po całej mojej przeszłości !!!!!!!„(Czy jesteś gotowa na swoje marzenia?)

 

Długo się bałam, długo walczyłam, jeszcze dłużej się broniłam. Nie wynikało to ze strachu, że stracę to, nie wiedziałam zresztą z czego ten strach się bał.

 

Teraz już wiem.

Te traumy z przeszłości wychodzą na jaw, na głos, na wierzch. I przez to, że stają się „werbalne”, słowne, przez to nagle tracą swoją jakże potężną moc. W jednej chwili rozpływają się w powietrzu, przestają istnieć, przestają mieć jakiekolwiek znaczenie, nie ma ich. Nie ma… I nie mają już najmniejszego wpływu na moje codzienne życie, codzienne reakcje, zachowania, słowa. Żadnego!

 

Kiedy pojawiały się myśli, rzadko, ale się pojawiały, że nie zasługuję, to zaraz się poprawiałam:

 

A właśnie, że zasługuję na to! Przecież toto siedzi i nigdzie się nie rusza! Jest moje, bierz to, co się boisz, naprawdę możesz to pomacać, mieć dla siebie, jest TWOJE. Wymyśliłaś sobie, wymarzyłaś, spełniło się i jest TWOJE.

 

I szłam dalej, głębiej, w czeluście dawno zapomnianych zakamarków, krwawymi łokciami rozpychając cierniste krzaki przeszłości, przełykając niekończące się gule w gardle, ocierając wodospady łez.

 

Ale to była i jest bardzo oczyszczająca droga. Którą idę już ostatni raz. Z którą rozliczam się ostatni raz. Na którą już nie wrócę a którą potem uporządkuję, odchwaszczę, wyplewię z robactw.

 

Nie zamknę. Będzie i jest to teren otwarty, do zagospodarowania. Będzie i jest nowy grunt, który już nie będzie miał nic wspólnego z przeszłością.

Robię miejsce na nowe. Na swoją lepszą przyszłość. 

 

I to się dzieje teraz. Z każdą moją kojącą łzą, z każdym moich szlochem ulgi ginie jakiś paskudny chwast w tym zapomnianym ogrodzie traumatycznej przeszłości.

 

Każda chwila to szansa, aby wszystko odmienić.„*

 

Każda moja łza, każdy mój szloch, każdy mój śmiech ulgi po tym – w każdej tej chwili „TERAZ” zmieniałam swoją przyszłość.

 

Czyj to był ogród?

 

Ego? Czy to ego sprawka, że chciało traumę schować? Zakurzyć grubo? Zataić przede mną? Udać, że ten problem nie istnieje? Przecież się pogodziłam, zaakceptowałam, doszłam na tym do porządku dziennego, zapomniałam. A może chciało to wyciągnąć w odpowiednim, niespodziewanym momencie, dać nóż w plecy, by jeszcze dotkliwiej zabolało? Cóż, jeśli tak, to mu się udało. I nie udało się, bo

dusza? Bo mentalność dziecka, radosnego, chcącego doświadczać, ewoluować, ponoć. Też udawała, że ta trauma zbyt ciężka dla niej, czy czekała na właściwy czas? I to ona pokazała mi klucz do tego ogrodu z klątwą przeszłości? Czy po prostu dojrzała, poczuła się silniejsza i zechciało się jej postawić czoła? 

 

A w ogóle to po tych ostatnich wydarzeniach to śmiem wątpić w istnienie tych obu „istot”.

 

 

Moje ego – Crystal. Zniknęła.

Moja dusza – Maleństwo. Nie wiem już jak „wygląda”. 

Wyparowały? Rozpłynęły się w kwantach? Przestały mieć znaczenie? 

 

Zostałam ja. Aneta. Stojąca na trzeźwym gruncie. Spokojna, bezpieczna, kochająca i kochana. Bardzo, bardzo szczęśliwa!

Bez imion tych istotków, właściwie to już bez żadnej świadomości o nich – czuję się człowiekiem bardziej niż kiedykolwiek przedtem. Emocje? Dużo śmiechu, dużo spokoju, dużo zaufania. Nie ma strachu o nic. Nie ma szarpań w środku, czarnych nocy duszy, walk i bitew jakichś dziwnych, wszystko jest na swoim miejscu. I zdrowie, i psychika, i uczucia. 

 

„- Czym jest dla Ciebie szczęście?”

” – Nie chcę więcej śnić. Chcę żyć prawdziwym życiem.”*

 

 

Ego, dusza, ta cała ezoteryka, matrix, system, duchowość – to był sen.

 

Teraz to już tylko resztki tego snu są strzepywane, oczy są jeszcze przecierane. Kompletnie tego snu nie pamiętam. Nie pamiętam jak się czułam, jak odbierałam życie, świat, ludzi, inne energie, jak mogłam tymi energiami manipulować, jak nimi wpływać na innych. Teraz inna rzeczywistość, ale

 

 

to co teraz traktuję za rzeczywistość, to za jakiś czas będzie snem.

 

 

A teraz? Teraz nic takiego nie czuję, jest pusto wokół mnie. Tak zwyczajnie, tak grażynowsko.

 

Jest trójwymiarowa i pięciozmysłowa scenografia, plakat, hologram, iluzja. Pod wpływem moich rąk, myśli, ja sama buduję tę iluzję. 

 

Sen się rozpływa, ja się rozglądam, robię miejsce na nowe, bo widzę tyle nowej przestrzeni już dla siebie!! I już działam, już są realne ruchy, już mam własne, unikatowe ziarenka w moich dłoniach, już te ziarenka sieję. 

 

Ale jeszcze te przecieranie oczu po tym śnie. Jeszcze te myśli, że nie zasługuję. Rozkminiać to? Grzebać? Szukać dziury w całym?

 

NIE.

Znajdź rozwiązanie!

 

adfalkiewicz ego dusza sen

 

Zrób pierwszy krok. Się zdziwisz jak łatwo on przyszedł, jak gładko się zrobił. Się zdziwisz ile siły w sobie odkryjesz. Uzależniającej, swojej wewnętrznej indywidualnej siły!

 

Tak to właśnie działa. Tak się idzie po swoje, tak wygląda budowanie swojej rzeczywistości.

 

Jeśli musisz już grzebać w przeszłości, analizować ją, oh, a wiecie jak ezoteryka się w tym lubuje… Ustawienia rodzinne, klątwy rodowe, reinkarnacje, przeszłość, przeszłość, wszędzie przeszłość. I zarobki lecą do wróżek. I wahadła się karmią. I programowanie umysłu działa w najlepsze!

Jeśli już musisz grzebać w tej przeszłości – nie, nie analizuj jej. Postaraj się nie myśleć do tyłu. Postaraj się znaleźć rozwiązanie, postaraj się pomyśleć, zastanowić się co możesz zrobić by zmienić dany stan rzeczy, siądź na internety, wejdź do wujka Gugla, porozmawiaj z kimś, otwórz się, myśl o przyszłości, wciągnij się w nią. I zobaczysz, że ona wciągnie Ciebie.

 

I nagle, z potężnym zdziwieniem i zonkami w głowie zauważysz, że będziesz już daleko daleko od tego „tyłu”. Ten „tył” stanie się jakąś dziwnie absurdalną abstrakcją.

 

Snem.

 

 

*Cytaty wzięte z filmu „Vanilla Sky, który gorąco, gorąco polecam.

 

adfalkiewicz gdzie jest ego

Pudzianowskie przebudzenie i jest moc do życia !