Byłam wyspana, no. Położyłam się na sofie, chciałam odcinek serialu oglądnąć, z nogami do góry. Nie dotrwałam do połowy, zaczęło mnie nagle mocno morzyć do spania. Gdzie tu spać, przecież byłam wypoczęta! Wstałam, zlałam więcej wody do butelki, dorzuciłam kwasu l-a i soku z cytryny, popiłam i wróciłam na sofę. Tym razem w pozycję półleżącą.

Nie minęło pięć minut a miałam głowę opartą o poduszkę na zagłówku i… spałam w najlepsze.

 

Byłam we śnie Anetką. Miałam świadomość z aktualnej inkarnacji. Wiedziałam, gdzie jestem, że „śnię”, że jestem w innym „życiu” swojej Duszy. Wiedziałam, że mam naszyjnik z labradorytem i to on mnie tu „przyprowadził” (jak zwykle). Tylko nie wiedziałam jeszcze po co.

 

Spotkałam ją, nazwijmy ją Małgosią. Rozpoznałam jej energię, mimo, że wyglądała nieco inaczej. Była wyższa, miała więcej ciała, falujące, brązowe włosy, jakaś milsza na buzi. Miała na sobie lekką koszulkę i szorty z jasnobrązowego materiału, przepasane wstążeczką.

 

Tam też byłyśmy dobrymi kumpelami.

 

Nie chciała wracać do domu rodziców, uniosła się dumą, pokłóciła się z nimi. Cały mój sen sprowadzał się do towarzyszenia jej podczas szukania jakiegoś przygarnięcia na kolejną noc.

 

Siedziałam na schodach, stałam na korytarzach, z boku z lekka, i obserwowałam jak Gosia próbuje przekonywać znajomych, ciocie i wujków i babcie, by zgodzili się przekimać ją parę nocy. Nikt się nie zgadzał. A i Gośka jakoś niespecjalnie się tym zrażała. Pojęcie „spania pod mostem” nie istniało w tym świecie równoległym.

 

W międzyczasie rozmawiałyśmy dużo, na temat jej stylu życia, prowadzenia się. Bo dziewczyna nie prowadziła się stosownie, cokolwiek to znaczyło. Mnie to nie obchodziło tak naprawdę. Ja chciałam wrócić do siebie.

Przebudziłam się na chwilę, przykryłam się bardziej kocem, wiedziałam, że sen będzie miał ciąg dalszy, ściągnęłam aparat słuchowy, położyłam się całkiem i obróciłam się na drugi bok, wygodniej.

 

Byłam znowu z Małgosią. Zapytała w pewnej chwili:

Co ja źle robię?

Ja: „Wałkowałam Ci to wiele razy. Tam też. Ale tam nie dotarło do Ciebie.” (tam, czyli w mojej aktualnej rzeczywistości)

G: „Domyślam się, skoro tutaj też mi nie wychodzi.

Ja: „Tam miałaś inne cele do zrealizowania, tam jesteś szczęśliwą żoną i matką synka.

G: „Czyli tam jakby odpoczywam, bym tutaj pracowała. Co źle robię, jeszcze raz pytam?” bardziej do siebie.

Ja: „Naucz się zarządzać swoim czasem.” (tu nie chodziło o codzienny czas, grafik zajęć, tylko o operowanie czasami równoległymi)

G: „Ale ja nie potrafię!!

Ja: „Nad poczuciem własnej wartości też popracuj. Bo tam cienko Ci to szło. Prosząc o nocleg te wszystkie osoby wyglądasz na ofiarę losu. Nikt tu nie lubi się litować, nie tutaj.”

G: „Nauczyli mnie w szkole tych czasów, ale kim ja jestem bym się tymi czasami bawiła zawodowo? Tobie się udaje, skoro tu jesteś.”

Czułam, że tak prędko się nie wybudzę, westchnęłam i powiedziałam: „Chcesz namiar do mojej korepetytorki? Pomoże Ci z Twoją pewnością siebie i odblokuje energie gdzie trzeba.” Patrzę jak Gośka używając swojego składanego, obdartego tableta wysyła wiadomość do tej korepetytorki. Umówiły się na… nie przypomnę sobie „daty”, wyglądała obco a po przebudzeniu nie było to istotne, by ją zapisywać.

Poszwędałyśmy sobie jeszcze, zjadłyśmy niebieskie lody z automatu, posiedziałyśmy w parku, Gośka jeszcze trochę pojeździła sobie na fikuśnej „deskorolce” z trzema kółkami.

 

Obudziłam (spałam niecałą godzinę) i powiedziałam do siebie:

Noż kurna, jaja sobie robisz? Nie mogło to poczekać do wieczora, kiedy zasnę jak przyzwoity człowiek?

I „usłyszałam” –

 

Nie, bo czas musiał być TERAZ.”

 

 

Yhy. Tak to działa. Czas jest względny, światy równoległe są względne. Rozwój cywilizacji i świadomości względny. Gosia wiedziała czym są światy równoległe, ale nie umiała jeszcze pewnie nimi operować, bała się skutków, bała się siebie w innych wersjach. Pewność siebie to gotowość do nowego, do zmian, do przyjęcia na klatę innych odcieni swojej duszy, jakiekolwiek one by nie były w równoległych inkarnacjach. Są inne wymiary, które są bardziej zaawansowane technologicznie, posiadają bardziej rozwiniętą świadomość i wiedzę, że każdy z tych wymiarów przenika siebie wzajemnie i wpływa jeden na drugiego.

 

Jeden wymiar, jedna wersja to jeden sen. My też w tej wersji śnimy. Budzimy się tu, żyjemy, zasypiamy, budzimy się tam, żyjemy tam, zasypiamy tam, budzimy się gdzie indziej. Miałam tak wiele razy, że zasypiałam tu i jednocześnie zasypiałam tam i budziłam się jeszcze gdzie indziej. W sumie to ciągle tak mam. Taka incepcja, w której nic nie jest rzeczywiste a wszystko jest iluzją. 

 

No i kiedy usilnie nagle chce się spać – nie walcz z tym, niech Ci się spokojnie śni. Zaufaj swojemu sercu, jego energia doskonale wie co ma robić w TU I TERAZ

 

Które jest jedynym „czasem”. 

 

swiat rownolegly sen anetki

Nawet podobnie.