Parę nocy temu spałam bardzo dziwnie. Około 3-4 nad ranem poczułam znajome ciepłe drgania w swoim środku. Przyznam się, że totalnie zapomniałam by czasem porozmawiać z moją Duszą. Rozmowa była naprawdę ciekawa i nostalgiczna, była też kojąca. Mam różne etykiety – głucha, trudna, wariatka, czarownica, terapeutka, królowa lodu, „zawsze coś”, ale na pewno nie jestem schizofrenikiem. 

Od początku. A właściwie to od środka, bo potem dojdziemy do początku.

 

Niedawno zdałam egzamin na pełną licencję na motocykl. Poszło dużo kasy, więcej niż słyszący śmiertelnik zazwyczaj kasuje za ten kurs. Coś tam trochę łez i złości poleciało, ale wszystko mijało jak moja zacna doopa siadała na motorze. To jedno. Druga sprawa, darmowy aparat od brytyjskiej służby zdrowia okazał się badziewiem, łaziłam i dopasowywałam w kółko, nic mi nie grało tak jak chciałam. Miałam poczucie, że aż 80% dźwięków mi umyka. Nie było to dobre, bo pamięć słuchowa jest bardzo istotna, jeśli nie chcę całkiem ogłuchnąć. Poprzednie polskie aparaty słuchowe były świetnie dostrojone i byłam w stanie słuchać muzyki w słuchawkach czy wyodrębniać głosy solistów od melodii. W tym angielskim szajsie wszystko mi uwierało – i wiatr, i fale radiowe w sklepach i kawiarniach, i brak basu głosowego, i brak programu T do słuchania w słuchawkach. Męczyłam się okropnie. Zdecydowałam, że poszukam sama od siebie jakieś porządnego aparatu.

Rok wcześniej po mega okazyjnej cenie nabyłam najnowszego srajfona, od razu się z nim zarezonowałam. Nie sądziłam, że rok później będzie on głównym narzędziem przy wyborze nowego aparatu słuchowego.

Znalazłam go od razu, miał wszystko co potrzebowałam i był najsilniejszym aparatem dostępnym na angielskim rynku. Niestety, był również najdroższy. Przeleciałam opinie po znajomych i po sieci. Pomyślałam i myślałam i wymyśliłam – inwestycją będzie moja pamięć słuchowa, lepsza jakość życia, mniej przekleństw pod nosem, większa swoboda komunikacji, lepsze rozumienie rozmów ze słuchu. Pieniądze w tym wypadku okazują się śmiesznie małe. 

Napisałam do największego sklepu aparatów słuchowych w Anglii z prośbą o znalezienie mi w pobliżu audiologa, który by mnie obsłużył z aparatami ReSound, nie byłam pewna, który dokładnie model będzie idealny na mój ubytek słuchu. Po kilkunastu wstępnych mailach i kilkudziesięciu kilometrach jazdy do brzydkiego miasta miałam na uszku w końcu TE cudeńko.

I kiedy poleciał pierwszy dźwięk, pierwszy głos audiologa – byłam wpatrzona w okno obok, oczy szeroko otwarte, no kurczę, byłam ZACHWYCONA !!! 

Damn, it is sooo cleeeeear !!!!” (w domyśle „Jezu, jaki czysty dźwięk!!„)

 

Aparat słuchowy ReSound Enzo 9 3D jest zaprojektowany specjalnie dla srajfonów, ma swoją aplikację, bluetooth, i tak dalej. Można w tej apce ustawiać tryby otoczenia – codzienny, na zewnątrz, muzyka, restauracja, jak również samodzielnie można zmieniać zakres niskich i wysokich dźwięków oraz ustawić zasięg wychwytywania rozmowy (bezpośrednio, na wprost lub wszystko dookoła).

Jednak dla mnie najważniejszym i absolutnie numerem alfaiomegajeden była możliwość słuchania muzyki bezpośrednio w aparacie słuchowym. Wzięłam na próbny czas subskrypcję z iTunes i zaczęłam zatracać się w zapomnianym, mocno zakurzonym świecie muzyki.

 

Wiecie, muzyka od zawsze ze mną była – skrzypce, pianino, śpiewanie, ale o tym później. Jako, że mój niedosłuch postępował, mózg zdążył zapamiętać wiele dźwięków. Mając nowy aparat słuchowy nie nastawiałam się, że mózg od razu sobie wszystko nagle przypomni. To jest proces na kilka miesięcy i wymaga wielu treningów, wielu „budzików”.

Przykład:

Ta sama piosenka, ten sam wokal, te same żywe instrumenty muzyczne będą brzmiały zupełnie inaczej w moim starym szajsie słuchowym, zupełnie inaczej pierwszego dnia w nowym ReSound i zupełnie inaczej po dwóch miesiącach w tym samym ReSound. Z każdym kolejnym słuchaniem tej samej piosenki mózg będzie wychwytywał coraz więcej dźwięków a ja będę już w stanie je rozróżniać i nazywać „Oo, to pianino, oo, to skrzypce w tle? ooo to te zdanie właśnie leci…

I właśnie za mną miesiąc na tym ReSoundzie. Mam wersję próbną teraz, zamówiłam sobie kolor błyszczący czarny (będzie cudnie pasował do czerwonej wkładki z diamencikami) i czekam aż będzie u audiologa. Kasa? Nie będę żałować, opieka, serwis i gwarancja są dożywotnie a jakość jest szeroko otwarta z wieloma możliwościami. Mój M. oglądając opinie na Youtubie o tym aparacie powiedział, że niektórzy użytkownicy po jakimś czasie już nie musieli tylko czytać z ust, rozmawiali bez patrzenia na nie. Ale to nie mój cel jak na razie.

 

No i co?

Teraz do początku zmierzamy. Bo do tej rozmowy z Maleństwem (moja dusza).

A, jeszcze wspomnę o trzeciej sprawie – mój złamany ząb (historia tego zęba będzie w osobnej notce). Siedząc na fotelu u dentysty pod znieczuleniem włączyłam sobie kolekcje pianina. Tylko ja słyszałam w swoim uchu i trzeba przyznać, że bardzo, ale to bardzo mi to pomagało… No i kasa za ten ząb, masakra, motor, aparat, ten ząb. Była rozkmina, ale postanowiłam, że idę do przodu i nie odmawiam niczego, nie żałuję siana. Bo…

Pieniądze zawsze były, prawda? Zawsze miałaś, kiedy ich potrzebowałaś.

A ja odpowiedziałam:

„Ja ich nie potrzebowałam, tylko Ty. Ty chciałaś Tadżykistan i Kirgistan, Maroko, Ty chciałaś Skye dwa razy to znalazłaś ludzi nawet, Ty chciałaś muzykę to znalazłaś i srajfona i aparat i pracę i kasę na to, Ty chciałaś paszport brytyjski, ale jeszcze nie wiem co z nim zamierzasz.”

Czułam jak się uśmiecha. 

Pamiętasz pianino?”

„No wiem, lubimy to, cały czas leci przecież.”

„Zawsze z Tobą.”

Tutaj retrospekcja w głowie.

Półtora roku temu kupiłam sobie syntezator, nuty znałam, ściągnęłam sobie z netu zapis do „Dla Elizy” Beethovena i zaczęłam ćwiczyć. To nie było to, co chciałam, sprzedałam je szybko. 

nieslyszaca glucha muzyka pianino

„A wcześniej?”

I obrazki mi podsuwa.

Kręcenie do klipu rapera Krzyśka Este, lipiec 2018, migałam w nim, a sam Krzysiek okazał się świetnym towarzyszem w dziedzinie dźwięków. Dużo wtedy rozmawialiśmy, próbowaliśmy, szukaliśmy, on naprawdę zna się na żywych instrumentach i potrafi z niczego zrobić arcydzieła.

rap adfalkiewicz klip

Później.

Gdynia, 2014, lecę na koncert Chrisa Botti, znanego na świecie saksofonisty. Widzieć go z bliska, słyszeć jego saksofon z bliska, wibracje mega, no i Dawid i Kasia obok, towarzystwo w sam raz. Miałam wtedy ponad 39 stopni gorączki i rozwijającą się mononukleozę, ale ten koncert był po prostu konieczny.

A jak już w Gdyni w głowie byłam to… 

Rok 2012, moje 30-ste urodziny. Dobry kumpel, Michał, zabrał mnie na koncert organów do Katedry Oliwskiej w tym mieście. Oboje byliśmy w niebie muzycznym, każde na swój sposób. Wciąż ten sam zachwyt co za pierwszym razem. To miejsce ma unikalną energię, i kumpel też to przyznał.

„A wcześniej?”

King’s Lynn, chyba 2011, kupiłam elektroniczne, białe skrzypce. Szukałam nauczyciela, który by mnie nauczył na nich grać. Bezskutecznie. Porzępoliłam trochę sobie sama, ale wkrótce odpuściłam. To nie to samo, co prawdziwe, drewniane, a hałasować nie chciałam, chciałam w słuchawkach, w aparacie słuchowym.

„A wcześniej?”

Rok 2004, koniec sierpnia, po powrocie z wyspy Bornholm wraz z przyjaciółmi, zwiedzałam sama na rowerze Trójmiasto. Zagubiłam się, trafiłam do Katedry Oliwskiej, trwały akurat próby koncertowe, kościół był prawie pusty, echo, dźwięki, pamiętam te uczucie. 

No i kolejny obrazek – Opole 2003, rodzina moja, wywiad z wojewódzką gazetą Nowa Trybuna Opolska a potem z krajowym magazynem, hmm co to było? Dużo zdjęć, dużo sesji w miejscach publicznych, głucha gra i śpiewa. 

„A wcześniej?”

Lata 1999-2002, Duszniki Zdrój, coroczne turnusy rehabilitacyjne z Tatkiem, i wieloletnimi niesłyszącymi znajomymi, zawsze koniec sierpnia, zawsze Festiwale Chopinowskie w dworkach tamże. Za dnia można było wejść, usiąść przy oryginalnym wielkim fortepianie Steinway i pograć po swojemu. Zawsze czułam coś dziwnego, ale co ja wtedy kumałam. Tatko robił mi corocznie parę zdjęć analogowym aparatem fotograficznym.

No i kolejny slajd.

Rok 1994-1997. Opole, mały pokój siostry i połowa tego pokoju to pianino, takie prawdziwe. Siostra coś tam się uczyła w szkole muzycznej, ale ona bardziej na karate gnała niż do etiud. Ja za to korzystałam zawsze, kiedy tylko byłam sama w domu. Nauczyłam się czytać nuty, grać jedną ręką, później dwiema. Mama nauczyła mnie intonować zgodnie ze dźwiękami klawiszy, dopasowywać swój głos do nich, później doszło śpiewanie i granie razem, zauważałam różnice w fałszowaniu, ale tylko podczas grania, bez pianina nie byłam w stanie odróżnić. Dzięki temu moja mowa może i leci tak jakby na jednej linii, takiej bezakcentowej, ale kiedy śpiewam to potrafię modulować głos, tak jak zapamiętałam ze szkół i nut. Pamiętam wielkie zdziwienie mojego nauczyciela muzyki i najbliższych koleżanek, kiedy na podium klasy (siódma klasa podstawówki) zaśpiewałam „Odę do radości”. Bezbłędnie. Ale poprosiłam nauczyciela, by grał wtedy na pianinie. Cóż, mordowałam tę piosenkę w domu godzinami. 

„A wcześniej?”

„Było wcześniej?”

1990-1991?, miałam 10 lat, letnie sanatorium w Rabce. Weekend wolny i nie spodziewałam się wizyty rodziców, bo siostra za mała była. Przyszedł wtedy nauczyciel muzyki z miejskiej szkoły, przyniósł instrumenty muzyczne, skrzypce, harmonijki, trójkąty, cymbałki, trąbki i puzon. Byłam nieśmiała, maleńkie, głuche toto, gdzie jej do muzyki, nie wiadomo co usłyszy. Ale nauczyciel zachęcił bym wzięła coś do ręki, no to wzięłam skrzypce, położyłam je na ramieniu a do drugiej ręki od razu smyczek. Skąd wiedziałam jak trzymać, tego nie wiem. Pamiętam tylko minę nauczyciela, pamiętam wibracje i dźwięk, kiedy smyczek dotknął i przejechał po strunach parę razy. Ile się działo w moim środku…

„A wcześniej?”

„Jeszcze coś było??”

Racibórz, miałam 6-7lat? Mama pracowała w osiedlowym klubie „Itaka„, w jednej sali stało wielkie pianino, po szkole zachodziłam do niej, do pracy i siadałam i grałam. Pamiętam jak jakiś chłopak zaglądał i uciekał. Kiedyś siedzieliśmy obok siebie i oglądaliśmy telewizor, powiedział znienacka do mnie, że bardzo ładnie gram na pianinie. A ja cała spłonęłam. Rafał się nazywał.

 

Dlatego później wracałaś do skrzypiec parę razy, ale z pianinem czy fortepianem jednak byłaś bliżej. Zawsze chciałaś do nich, dlatego zawsze ustawiałaś mi życie tak, byś dostała to czego chcesz.”

Poczułam ciepły uśmiech.

„Mam rozumieć, że nie będę słyszeć w tym życiu? Że robisz wszystko, żeby jak najbardziej dogodzić sobie poprzez rekompensatę drogich sprzętów? Że mam pozostać głucha i słuchać środka?

„Tak.

A dalej to już obrazki – koncerty Budki Suflera (znam ich piosenki na pamięć), Savage Garden i Darrena Hayes, Piaska & Roberta Chojnackiego (saksofon), coroczne Festiwale Polskiej Piosenki w Opolu, sporo tego było, bardzo sporo…

aneta glucha

Zauważyłam, że pianino komputerowe/elektroniczne a „żywe”, znaczy takie prawdziwe pianino, mają zupełnie inne wibracje. Nie szkodzi, że te same dźwięki, i tak samo brzmią w moim mózgu, ale ja różnicę wyczuwam. Albo Maleństwo krzyczy „Nie, to nie to” i szukam dalej (obecnie leci na topie Yiruma i niektóre Szopeny, symfonie nie pasują).

O, tu moja kolekcja stara. Teraz to wszystko w srajfonie i iTunes i ReSound. Przyszłość, proszę państwa…

adfalkiewicz muzyka

 

Kiedy widzę w galeriach handlowych pianina stojące samotnie strrrrasznie mnie uwiera w środku, pcha, by siąść i coś porzępolić. Ale kurde, ludzie dookoła? Wychwycą mój fałsz? Znają się? Będą wiedzieli co ja gram? Jest mało ludzi, źle, bo bardziej słychać, jest dużo ludzi, też źle, bo jest szansa/ryzyko, że ktoś się zatrzyma i popatrzy. Czasem przełamuję wstyd i siadam i udaję, że gram obiema rękoma. No, ale.. 

 

W nowym aparacie słuchowym dużo więcej śpiewam. Śpiewam kiedy gotuję, sprzątam, jadę autem, nawet podczas pracy z niektórymi klientami. Nie potrzebuję już wypaśnych, ciężko znalezionych i drogaśnych słuchawek Sony MDR-1R (bo zakrywały cały poprzedni aparat zauszny). 

glucha nieslyszaca

 

Ta noc i ta rozmowa uspokoiły mnie dużo, poczułam, że nie jestem sama, że mam płynąć z prądem, zaufać Maleństwu i życiu, że nie mam co się martwić pieniędzmi, że mam pamiętać cały czas o ekonomii wdzięczności, o wydawaniu hajsu, że balans finansowy musi być, że to co wydam to dostanę z nawiązką, że ludzie są najważniejsi, że zawsze się znajdą właściwi.

 

„A, jeszcze jedno?”

„Tak, wiem, co chcesz zapytać. O nasze poprzednie wcielenia. Doskonale wiesz, które wspomnienia są nasze a które wypożyczone z Akaszy. Zawsze to wiedziałaś. Dlatego jesteś niesłysząca.”