Dziś opowiem Wam nieco o tzw. „polach atraktorowych„, o tym jak działają i jak się to ma do Twojego życia.

A ma się wszystko.

Bo kiedy zrozumiesz jak działa takie pole w fizyce kwantowej to zrozumiesz dlaczego niektórzy odnoszą sukcesy, dlaczego wciąż w Polsce źle się dzieje i dlaczego niektórym marzenia się nie spełniają, a jeszcze niektórym bardzo zależy by mieć własne „sekty” na social mediach.

 

Wyobraźmy sobie, że nasze emocje, myśli, działania i słowa to fale energii. 

Im więcej myślimy o czymś, tym większe skupisko konkretnej energii rośnie. Im więcej rozmawiamy o czymś tym większa siła tej energii. Im bardziej się ekscytujemy kimś tym więcej energii leci do tej osoby, którą właśnie się ekscytujemy lub o niej rozmawiamy.

Nieważne, czy my mówimy o tym/o kimś źle czy dobre – liczy się energia. Odbiorca/przedmiot już sam zdecyduje jak tę energię przekształci.

 

Znany bokser, Floyd Mayweather Jr, powiedział kiedyś raz:

 Some pay to see me win, some pay to see me lose, but they all pay.”

„Niektórzy płacą, by widzieć jak wygrywam, niektórzy płacą by widzieć jak przegrywam, ale WSZYSCY oni płacą.”

 

I to samo można odnieść się do energii:

Niektórzy gadają o Tobie dobrze, niektórzy życzą Ci źle, ale wszyscy o Tobie GADAJĄ.

 

Tak tworzy się właśnie te pole atraktorowe wokół Twojej osoby. Im więcej osób o Tobie mówi, emocjonuje się, współczuje, jara się, śle wyrazy sympatii, tym silniejsze pole tworzy się wokół Ciebie. I zgodnie z prawem przyciągania wystarczy jedna maleńka niteczka tej energii by przyciągnąć kolejne, obce osoby. Wystarczy do tego nagłówek na portalu internetowym, wystarczy wiralowe zdjęcie na facebooku, wystarczy, że skomentujesz, że dasz lajka, że udostępnisz chore (dawno umarłe już) dzieciątko na raka, że łezka poleci, że serce Ci się wzburzy nad zgwałconą dziewczynką, lub zakup ebooka od bardzo znanego człowieka sukcesu, cokolwiek zrobisz – Twoja emocja, akt, działanie, słowo leci jako forma energii do danej osoby. 

I owa osoba rośnie w siłę. Staje się sławna, zauważana, jej prawo przyciągania staje się coraz silniejsze, sukcesy są dosłownie podawane na tacy, czegokolwiek dotknie – spełnia się, jej marzenia się spełniają.

Tylko dlatego, że Ty ją „karmisz” swoją emocją, lajkiem, komentarzem, zakupem produktu, negatywnym słowem, zazdrością, komplementem, potwierdzeniem, zawiścią, że jej się wiedzie.

Bardzo dobrym przykładem jest polityka – więcej narzekacie na partie polityczne, wiecej zamieszania i gównoburz się tworzy wokół nich, i w efekcie odbija się to na Waszym życiu (tu aluzja do wahadeł Zelanda „Tranfering rzeczywistości” się kłania zainteresowanym). Przestań mówić o nich, przestać myśleć o nich, to nie będzie miało to na Ciebie żadnego wpływu w codziennym życiu. Odczep się od ich ‚tematu’, od ich fal energii.

Kwantowe pola atraktorowe są potężne, kompletnie nie zdajecie sobie sprawy jak to naprawdę działa!!!

 

I teraz przejdźmy do współczesnych bogów. 

 

Bo religia odchodzi do lamusa. Teraz się nie wierzy w starszego pana z brodą i aniołkami, teraz się wierzy w ludzi sukcesu, ludzi polityki, celebrytów i tzw. influencerów na internetach. Nieważne jacy oni są i co sobą reprezentują – każdy z nich jest na Twoim języku, w Twojej głowie. Ich nie obchodzi czy ich wielbisz czy złorzeczysz na nich – Ty ich w ogóle nie obchodzisz tak naprawdę. Ich obchodzi by o nich gadali, by świat się wokół nich kręcił, a kwantowe grono „sekciarskie” rosło nieustannie.

W efekcie tacy ludzie mają poważanie, sławę i uznanie na internetach. Wrzucą bylejakie selfie za tysiąc dolarów na tle Alpów, dopiszą pod tym jakieś wzniosłe motto, zapożyczone od Osho czy Pawlikowskiej, i już lajki lecą i udostępnienia i „masz rację, też tak samo czuję!„. A jak ktoś ma swoje grono fanów to już poczta pantoflowa leci – reakcja łańcuchowa, i kuzyn Twojego najgorszego kumpla brata ze strony ciotecznego wujka kupi ich produkt bez przemyślenia. 

Teraz się wierzy w potęgę bitcoinów i piramidy finansowe, wierzy się w wegański i etyczny styl życia i #zerośmieci, organiczne jedzenie z rzadkich wysp, które lada rok zostaną skorumpowane przez Big Farmę. Teraz się wierzy w hasztagi, które są jedynym determinantem Twojego sukcesu i sławy na internetach. Bo internet to jest prawdziwe życie.

 

Granica między codzienną prywatnością z dzieckiem, które ma cukrzycę pierwszego stopnia a sraniem organicznymi warzywami kupionymi na wyspie Hainan za ciężkie kryptowaluty już całkiem się zatarła. 

 

Teraz Twoim bogiem jest „influencer”*, który wydaje ebooka o hasztagach. Bo od #hasztagów na istagramie zależy Twój sukces i powodzenie w pozostałych dziedzinach Twojego życia. Od hasztagów zależy Twój majątek zarobiony na kubkach (czyli jajka sadzone smażone w ten sam sposób, ale ważne tutaj przez KOGO smażone), od hasztagów zależy jakość Twojego codziennego jedzenia oraz ilość snu, generalnie styl życia. Bo jak influencer idzie na squasha to Ty też chcesz. Bozia Twoja chodzi to pewnie to jest zdrowe, modne i odchudza. Nieważne, że na squasha ja sama zwykłam chodzić od sześciu lat. Ja na Ciebie swoim #squashem nie wpłynę, ale Twoja bozia influencerska – tak. 

Wiesz dlaczego?

Bo ta bozia ma silniejsze pole atraktorowe niż ja. I te pole bardzo łatwo Ciebie wciąga a Ty się mu poddajesz bardzo chętnie. 

 

Tak działają magnetyzmy osób typu Ewa Chodakowska, Agnieszka Maciąg, Pepsi Elliot, Elon Musk, Beata Pawlikowska, Osho (będę o nim wkrótce pisała!), Pat Flynn, Kamila Rowińska, Donald Tusk, i wielu wielu innych, których spotkasz w mediach, telewizjach i na okładkach bestsellerowych książek.

Zauważcie jak ślepo za nimi podążacie, jak się wobec nich zachowujecie, jak komentujecie, lajkujecie, śledzicie, zachwycacie się, narzekacie na nich. A oni wiodą luksusowe, bajeczne życie. I cały czas się rozwijają poprzez afirmację życia, wdzięczności i bycia „tu i teraz”. Nie są świadomi jak działa energia przyciągania, nie każdy ma tę wiedzę, która będzie dostępna dopiero za conajmniej kilkadziesiąt lat. 

Próbujesz naśladować te osoby, uczysz się piramid finansowych, przechodzisz na weganizm, witarianizm, przebaczasz, codziennie dziękujesz, afirmujesz bogactwo,

 

uczysz się jak być na ciągłym haju pozytywnego życia,

 

zapominając o okrutnej rzeczywistości. Nie chcesz jej dostrzegać. Żaden influencer nie pokaże Ci brutalnych minusów i słabości (bezdomni, etyka produkcji owoców, ubrań, itd), wszyscy oni będą dążyć do hipokrytycznej, „lepszej” jakości życia, na które teoretycznie zasługujesz. 

Ale nie. Tak nie jest i nigdy nie będzie.

Pisałam o tym w ebooku – na Ziemi nigdy nie będzie raju. Na Ziemi zawsze będzie utrzymany balans, zawsze będą gwałty, wojny i morderstwo. Definicja „cywilizowanego” moralnie człowieka zawsze będzie miała zilion odcieni. 

 

Ja osobiście bardzo dbam o swoje pole, trzymam dystans i nie wciągam nikogo do siebie, staram się przynajmniej. Chcę mieć „czysto” wokół swojej osoby, pilnując by nie tworzyć swoistej „sekty” wokół mojego bloga i książek. Chcę by moi czytelnicy mieli wybór, byli „wolni” energetycznie ode mnie, nie przywiązywali się emocjonalnie. Chcę byście kupowali moje ebooki dla siebie a nie, żeby ślepo zasilać moje pole atraktorowe. Ja sobie poradzę, dziękuję, patrzcie na siebie. 

Dlatego nie śledzę ludzi na instagramie ani na facebooku, którzy udostępniają artykuły o polityce, gwałtach, aktach dobroci. Dlaczego mam czytać po raz tysięczny „Uciąć mu jaja!” czy „Oboże co za masakra, tak nie postępuje normalny człowiek…” czy „Co za odważny chłopak, ze pomógł temu pieskowi!„.

 

A jak epileptyk upadnie na ulicy i zacznie się trząść to co zrobisz? Pójdziesz dalej czy podejdziesz do niego i udzielisz pierwszej pomocy? Będzie Ci w środku buzowało, może znasz zasady pomocy, może tylko telefon wyjmiesz, o ile będziesz odważny. 

Kilka lat temu byłam świadkiem takiej sytuacji, małe miasteczko w Anglii. Z daleka widziałam, że młody chłopak upadł i zaczęły się u niego drgawki. Zanim podeszłam bliżej to widziałam jak ludzie zareagowali. Jedna dziewczyna dzwoniła już na pogotowie, ale stała daleko od niego, zrobiło się kółeczko małe. Kurs pierwszej pomocy miałam i mam w paluszku, (niedawno odświeżałam go na egzamin z moto, niech mi się nikt nie waży mówić, że motocykliści to nieodpowiedzialni imbecyle), dlatego podeszłam do chłopaka, wyjęłam swój długopis i wcisnęłam mu między zęby. Wcześniej przewróciłam go na prawy bok i udrożniłam jamę ustną. Kiedy długopis znalazł się w buzi zdążyła podejść do nas starsza kobieta, zamigałam jej, że jestem głucha i pokazałam jej, by poszukała w plecaku lub w kieszeniach leków/strzykawki. Znalazła i zaaplikowała chłopakowi. Kilka minut później pojawiło się pogotowie i zabrało chłopaka do szpitala. Ratownik później się mnie zapytał (w języku migowym) skąd znam zasady udzielania pomocy, odpowiedziałam, że sama se zrobiłam, tak o. Kątem oka widziałam, że ludzie nagrywali na telefonach tę akcję, do końca. Nie mam pojęcia w jakim celu, po co i czemu miało to służyć. Oni nieświadomie stwarzali pole atraktorowe tej sytuacji. Im więcej ludzi by nagrywało i emocjonowało się, tym większa „szansa”, że znalazłabym się na wiralowym youtubie i miała zilion udostępnień typu „Głucha kobieta udziela pierwszej pomocy chłopakowi z padaczką„.

Ale tak się nie stało. Zdążyłam zrobić „kokon” energetyczny i uchronić nasze energie.

 

Wracając do hasztagów.

Wchodząc do określonej sekty swojego idola, w którego wierzysz, automatycznie zatracasz siebie i swój unikalny wizerunek. Podporządkowujesz się jego zasadom, upodobaniom, naśladujesz go, chcesz być jak on. Stosujesz odpowiednie hasztagi, które przyciągną do Twojego unikalnego pola atraktorowego rzesze tłumów. Działasz, zachowujesz się i produkujesz się pod hasztagi a nie pod swoją twórczość. Gorzej – swoją twórczość dopasowujesz pod trendy hasztagów i social mediów. I nie przekonasz mnie, że robisz to dla zabawy. Robisz to dla zaspokojenia ludzkich, ziemskich cech – zazdrości, akceptacji, poważania, wszystkiego, co znani ezoterycy i mówcy motywacyjni zwykli nazywać – EGO.

Stajesz się niewolnikiem hasztagów, instagrama, facebooka, twittera, internetów. Zabijasz swoją indywidualność, swoje unikalne miejsce w internecie – blog, stronę z pasją, kreatywnymi produktami, które nie mają racji bytu na social mediach – bo zwyczajnie nie są na topie, nie są trendy. 

Nie zarobisz. Nie zaznasz smaku sławy. Nie będziesz jak Twój matrixowy Bóg.

 

By mieć własną prawdę, musisz mieć albo na tyle silne pole atraktorowe wokół siebie (#byćjakanetka) by przyciągać innych, albo chronić swoje pole i nie wpadać się w pierwsze lepsze sidła cudzych fal energii. A kto tak potrafi – sami spójrzcie na siebie, sami odpowiedzcie sobie na pytanie, na podstawie lajków –

 

W KOGO WIERZĘ?

 

influencer sekta wiara bogowie matrixu

A za mną londyńska dzielnica biznesmenów, z których niemal każdy z nich chce zostać bożyszczem danego wieżowca. Tam energia jest bardzo silna, dlatego uwielbiam to miejsce!