Rozmawiam czasem z jednym znajomym z Francji o dostępności dla niesłyszących, komunikacji w maskach ze słyszącymi i wymieniamy się uwagami na temat zdrowia. I jak podesłał mi kolejny koncept przezroczystej maski, który zbiera fundusze na produkcję, jak czytam jakie to ulepszenia ma, jaką technologię, ile tam aktywnego węgla i HEPów i N9x różnych, normalnie ochy i achy… to mi ręce opadają. 

Covid-19 to broń biologiczno-medialna, o czym dawno wiedzieliśmy a maski to nie tylko lukratywny biznes, ale i też sprowadzanie człowieka do jak najniższego poziomu fizycznego i psychicznego.

Bo popatrzcie.

Świat zmienia się totalnie, również jego energia. Ludzie zauważają rzeczy, które wcześniej pomijali, wybierają inaczej, kwestionują życiowe priorytety. Ale temat ten odłóżmy na bok. Bo jest tyle wersji ilu „ekspertów”. Każdy z nas wie swoje, słucha swojego środka i tego się trzymajmy. Ta sfera duchowości jest indywidualna i nie należy jej generalizować. Faktem jest, że energia Ziemi się zmienia i tyle nas powinno obchodzić.

Ale ezoteryka ma używane. Obowiązkowe pomiary temperatury z termometrów na podczerwień/lasery, itd, które imitują broń podczas przystawiania ich do czoła. Zostaje zasiane ziarenko stresu w niczym nieświadomym człowieku. Jak tak dalej pójdzie pistolet przystawiony do czyjejś głowy nie będzie robił żadnego wrażenia, będzie mu obojętnie czy umrzeć czy walczyć o życie. No, ale generalnie chodzi tu o to, że „termometr” ukierunkowany jest na szyszynkę. Nieważne czy to na czoło czy do ucha, okolice te same. A szyszynka (trzecie oko, oko Horusa) jest odpowiedzialna za duchowość, za szóstą czakrę, za połączenie z chmurkami. W biologicznym ujęciu – za hormony sny (melatonina), za stres, za depresje (jeśli mało melatoniny i zaburzona praca tarczycy). Można wymieniać jeszcze masę innych przykładów.

Zakaz wstępu gdziekolwiek z podwyższoną temperaturą ciała to kolejny element strachu i prosta droga do zaostrzenia choroby, tudzież powikłań, tudzież śmierci. I nie mówię tu o Covidzie, ale o zwykłych, autoimmunologicznych chorobach, złamaniach, alergiach. Paradoksem jest jak ostatnio szłam do dentysty z podwyższoną temperaturą, bo wdało się zakażenie do dziąsła i musiałam udowadniać, że gorączka jest spowodowana tymże zapaleniem a nie koronawirusem. Pokazałam im wiadomości, że od trzech miesięcy robię regularnie testy na koronę (wymóg w pracy) i ciągle mam minusa. A co jeśli by mnie nie przyjęli?

Podobnie z respiratorami. Lekarze podkręcają maszyny, które zniekształcają płuca i pacjent umiera w męczarniach. Wybrańcy przeżywają Covid-19, bo są poddawani tlenoterapii. To jedna z teorii spiskowych. 

Wróćmy do masek. 

O ile bawełniane czy chirurgiczne czy tam przyłbice to jeszcze okej, tak w miarę, w miarę, o tyle jakieś kosmiczne, silikonowe, plastikowe, neoprenowe to już przegięcie. 

Ludzkie ciało ewoluuje, adaptuje się do nowych warunków, do nowych mikroorganizmów – bakterii, wirusów, drobnoustrojstw mikroskopowych. Przetrwaliśmy wszelkie mutacje grypy (świńska, ptasia, ktoś przeżył hiszpańkę?). Raz zachorujemy to uodparniamy się w jakiś sposób – rosołki, kalibracje witaminą C, łóżko. Masek do tej pory nie było jakoś obowiązkowych a wiemy ze statystyk, że zwykła grypa zabija co roku więcej niż aktualny Covid-19. Ludzkie ciało adaptuje się do coraz nowszych mutacji wirusów, z pewnością przystosuje się również i do Covid-19 w ciągu kilku następnych lat. Wyzdrowienia w domach tego dowiodły, medycyna chińska też dała radę z lukrecją i miodunką na czele. Ludzie żyją dalej, z plusem we krwi, ale żyją, tak samo jak z każdym wirusem grypy, zapalenia wątroby, szyjki macicy, HIV.

I kiedy odporność spada wirusy się uaktywniają i atakują ciało. Człowiek choruje. Okej. Wyjdzie z tego. 

I teraz ubierzmy maski. I jedźmy do pracy, na miasto, na zakupy, do baru, restauracji, do samolotu. Czujemy się bezpiecznie, przecież neoprenowa maska z aktywowanym węglem ochroni przed zarazkami.

Czy będziemy wskutek tego chorować mniej? Znikną wszystkie choroby świata? Będziemy wolni od gryp, alergii, wirusów i bakterii przenoszonych drogą powietrzną lub kropelkową?

Nie. Będziemy chorować więcej. Bo organizm zatraci swoją immunologię, zapomni o odporności, zapomni jak walczyć, zaniedba produkcję płytek krwi. 

I za jakiś czas, powiedzmy parę(naście) lat taki człowiek zdejmie maskę w autobusie i złapie pierwszego lepszego wirusa grypy – od razu umrze. Żaden rosołek z kolagenem w ciepłym łóżku już nie pomoże. 

Biznes suplementów będzie się coraz ostrzej kręcił. Już nie wyleczymy się z organicznego jedzenia, bo ciało przystosuje się do przyjmowania sztucznych minerałów i witamin z tabletek i proszków. I nieważne, czy jesteś weganinem czy wszystkożercą czy też masz wszystko gdzieś i programujesz podświadomość pozytywnie. 

Już nie będzie jak kiedyś, w latach 80-tych, 90-tych. O ile energia Ziemi się zmienia o tyle biochemia człowieka również zewoluuje. Ale niekoniecznie w dobrym kierunku. 

Pamiętajmy, na Ziemi musi istnieć balans. Zmieni się tylko poprzeczka jakości życia.