Lubimy krzyczeć, lubimy tworzyć, lubimy mieć pretensje, lubimy działać bez zastanowienia, lubimy pomagać. Podczas tych czynności i zachowań i aktów działania mamy bardzo różne intencje, które wysyłamy drugiej osobie, najbliższemu otoczeniu czy w świat.

Utarło się przekonanie, że coś realnego, coś namacalnego, coś fizycznego ma dużo silniejszą moc, ma większą siłę sprawczą aniżeli pozornie pusty słowotok. Łatwiej obsmarować tych, którzy piszą i krzyczą i krytykują, niż tych, którzy faktycznie coś działają.

Czy słusznie?

 

Wiecie co to jest reakcja łańcuchowa? I wiecie, że 99% każdego słowa wypowiadanego przez nas i każdego działania, niezależnie czy jest to działanie odruchowe czy świadome, wiecie, że 99% zależy od intencji?

 

Energie same w sobie nie są ani dobre ani złe. To my nadajemy swoim słowom, czynom odpowiednie intencje.

 

Możemy powiedzieć coś, co wg nas będzie dobre i szczere, ale odbiorca naszych słów odbierze to negatywnie – to NIE jest NASZA wina. 

 

Możemy powiedzieć coś, co według nas będzie złe i złośliwe, ale odbiorca naszych słów odbierze to jako olśnienie, motywację, kop w doopę, krok do pozytywnych zmian!

 

Chociaż w tym ostatnim przypadku, wg większości religii i poglądów, niedopuszczalne jest, by ze zła wynikało dobro. To jest kontrowersyjna sprawa zważywszy na świat pozamaterialny – całą gamę barw ezoteryki.

 

Bo karma wraca.”

„Bo w następnym wcieleniu to odpokutujesz!”

„Bo jak dasz miłość to więcej wróci do Ciebie.”

„Bo matrix i złe ego wpływa na Twoje ślepe zachowania.”

„Bo GMO i cukier otumaniają Ciebie i wytrącają ludzkie odruchy.”

„A co mi matrix zrobi? Mogę zabijać bezkarnie!”

„Sprawiedliwość? Pff, jaka sprawiedliwość!? W życiu rządzi wyjebanizm i kasa!”

„No to będę pokutować w następnym życiu, i tak nie będę tego pamiętać, więc?”

„Nie warto walczyć o dobro na świecie, przecież matrix i te szaraki na Księżycu i tak dorwą się do naszych dusz.”

„Po co chodzić do Kościoła jak Kościół to sprawka szatana? Bóg nie istnieje, bo jak ma istnieć skoro tyle zła?”

 

Właśnie, pytania zawsze będą.

Filozofowie i myśliciele zawsze będą. Ruchy społeczne zawsze będą. Ale konsekwencje w obu tych kwestiach będą jednakowo ważne i jednakowo puszczają energie w ruch, w świat.

Nie przewidzimy konsekwencji swoich intencji, niezależne czy będą to słowa pisane czy buntownicze zachowanie. Liczy się odbiór, emocja, reakcja.

Coś, co dla Ciebie będzie miłe dla kogoś może być smutnym wspomnieniem, ten ktoś będzie uciekał a Tobie nagle zrobi się przykro. Czy to znaczy, że masz unikać tych miłych rzeczy w swoim życiu tylko dlatego, że ktoś miał przykrą przeszłość? 

 

Jak długo wytrzymasz? Jak długo wytrzyma Twój takt i szacunek do tej osoby? Przecież coś, co Cię uszczęśliwia a nie będzie znajdowało ujścia to już przestanie być szczęśliwe, stłumi się, schowa, stanie się żalem i pretensją. 

 

Jak długo wytrzymasz w swojej „empatii”? 

 

Na tym polega życie – na wybieraniu, na odróżnianiu co jest właściwe dla nas, co bardziej się liczy, jaka wartość, i kto – Ty sam czy druga osoba? 

 

Bo nawet taką miłą i dobrą intencję możesz z czasem zamienić na złość i rozczarowanie.

 

A wtedy trudno jest już puścić i sprawić, by to przestało mieć znaczenie. Bo co z Ciebie za kochająca i rozumiejąca osoba, kiedy uczucia drugiego człowieka przestają mieć znaczenie?

 

Kochanie, całego świata nie zbawisz.

 

Każdy z nas jest dorosły. Każdy z nas jest odpowiedzialny za swoje czyny, słowa i reakcje.

Każdy z nas jest odpowiedzialny za to, jak odbierze czyjeś słowa i jak zareaguje na kogoś. Można się tego nauczyć. Można się uodpornić. Można puścić. I nie trzeba przy tym ranić innych. 

 

Po sobie zauważyłam – im MNIEJ emocjonalnie piszę notki na blogu tym większy jest odzew, więcej kontrowersji, więcej udostępnień. Czyli – im bardziej chłodna i zimnosukowata jestem tym bardziej społeczeństwo reaguje i się burzy.

Moje intencje się nie liczą, nie łączę swoich energii ze słowami tutaj, niemal zawsze moje notki są energetycznie „otwarte”. Ty decydujesz jak odbierzesz moje słowa tutaj, Ty decydujesz jak zareagujesz, Ty decydujesz czy będzie trafiać do Ciebie i będziesz mi przyklaskiwać czy hejtować.

Nie ja. 

Bo od Twojej reakcji na moje słowa zależą Twoje kolejne kroki, Twoje kolejne zachowania i decyzje.

 

I wiesz co jest w tym najlepszego? Że

 

na podstawie swojej reakcji na moje słowa/czyny OCENIASZ MNIE, OSĄDZASZ MNIE.

Wydajesz swoją opinię o mnie poprzez pryzmat swoich uczuć, które są Twoje i tylko Twoje.

Te uczucia nie są moje, więc jakim prawem jestem oceniana przez Ciebie?

 

I jeszcze jedno. Większą siłę rażenia mają zachowania & słowa od osób, na których nam najbardziej zależy. Bo nierzadko względem tych osób mamy konkretne oczekiwania i jak taka bliska osoba nagle coś powie/zrobi, coś, co nie będzie zgodne z naszym sumieniem to oczywiste, że się wzburzymy i przyjmiemy to po stokroć do siebie. I rzucę tu brutalnie:

 

Im więcej oczekiwań masz od danej osoby tym większe ryzyko, że zranisz siebie bardziej!

 

Życie to niekończąca się reakcja łańcuchowa. Nie przewidzę konsekwencji tego co piszę, zdaję sobie doskonale z tego sprawę, nie poczuwam się do odpowiedzialności za Twoje reakcje. No bo jak?

 

Słowa, myśli i czyny – to wszystko ma jednakowo potężną moc, energię. Od Ciebie i tylko od Ciebie zależy jaką im nadasz intencję i jak je odbierzesz.

 

Jesteś teraz na Ziemi i cokolwiek istnieje po śmierci nie masz na to wpływu, żadnego. Tu i teraz to kolejna iluzja, ale iluzja, od której zależy wszystko, nawet te „życie po śmierci”, które notabene wybierasz Ty sam.

 

Wrzucę na poczytanie fajną przypowieść, krąży se po internetach. Zrozumienie zostawiam Wam. Może w końcu olśni Was, że niebo i piekło sami sobie stwarzamy na Ziemi. 

_____________
„- Czy ja umarłem? – zapytał człowiek.
– Tak. – skinął głową Kronikarz, nie odrywając oczu od wielkiej księgi. – Umarłeś. Niewątpliwie.
Człowiek niepewnie przesunął się nieco do przodu.
– I co teraz?
Kronikarz spojrzał na człowieka i ponownie zajął się studiowaniem księgi.
– Teraz musisz iść tam, – powiedział, wskazując palcem niepozorne drzwi. – Albo tam, – palec Kronikarza zwrócił się w stronę innych, identycznych, drzwi.
– A co tam jest? – zainteresował się człowiek.
– Piekło – odpowiedział Kronikarz. – Albo raj. Zależnie od okoliczności.
Człowiek stał i patrzył raz na jedne drzwi, raz na drugie, nie mogąc się zdecydować.
– A ja dokąd mam iść?
– To ty sam nie wiesz? – Kronikarz uniósł brew.
– No… – zawahał się człowiek. – Nie wiem. Chyba tam, gdzie mnie skierujecie, zgodnie z moimi czynami…
– Uhm – Kronikarz włożył do księgi zakładkę i po raz pierwszy dokładnie przyjrzał się człowiekowi. – Czynami, powiadasz…
– No bo jak inaczej?
– Dobrze – Kronikarz otworzył księgę na pierwszych stronach i zaczął czytać na głos. – Tu jest napisane, że w wieku dwunastu lat przeprowadziłeś staruszkę przez jezdnię. To prawda?
– Prawda, – potaknął człowiek.
– To dobry uczynek czy zły?
– Dobry!
– Zaraz sprawdzimy…
Kronikarz przerzucił stronę. – Pięć minut później ta staruszka wpadła pod tramwaj na następnej ulicy. Gdybyś jej nie pomógł, to minęłaby się z tramwajem i żyła by jeszcze jakieś 10 lat. Więc? Człowiek słuchał z przerażeniem.
– Albo tutaj – Kronikarz otworzył księgę na kolejnej stronie – w wieku dwudziestu trzech lat wraz z kolegami pobiliście kilku chłopaków.
– To oni zaczęli!
– Ja mam tu napisane co innego – zaprotestował Kronikarz. – Tak czy inaczej, złamałeś siedemnastolatkowi dwa palce i nos. Za nic. To dobrze czy źle?
Człowiek milczał.
– W wyniku czego chłopak nie mógł już grać na skrzypcach, a zapowiadał się całkiem dobrze. Zniszczyłeś mu karierę.
– Niechcący… – wyszeptał człowiek.
– No jasne – przytaknął Kronikarz. – Szczerze mówiąc, chłopak nienawidził tej gry na skrzypcach od dziecka. Po waszej bójce został zajął się sztukami walki, żeby umieć się bronić, a po latach został mistrzem świata. 
Kontynuujemy?
Człowiek skinął głową.
– Uwiodłeś dziewczynę. Zaszła z tobą w ciążę, a ty uciekłeś. To było dobre czy złe?
– Ale…
– Urodził się chłopczyk. Został chirurgiem i uratował życie setek ludzi. Dobrze czy źle?
– Chyba dobrze…
– Wśród uratowanych osób był zabójca-psychopata. Dobrze czy źle?
– Przecież…
– Ten zabójca wkrótce udusi kobietę, która mogła zostać matką wielkiego naukowca. Dobrze? Źle?
– Ja…
– Naukowiec, gdyby się urodził, skonstruowałby bombę, mogącą unicestwić połowę kontynentu. Źle? Czy dobrze?
– Ale ja przecież nie mogłem tego wiedzieć! – krzyknął człowiek.
– No jasne – przytaknął Kronikarz.
– Albo tutaj, strona 272 – nadepnąłeś na motylka!
– I co z tego?
Kronikarz w milczeniu przewrócił kilka kartek i pokazał człowiekowi zapisaną stronę. Człowiek przeczytał i włosy stanęły mu dęba na głowie.
– Co za koszmar… – wyszeptał.
– A gdybyś nie rozdeptał motylka, to byłoby tak – Kronikarz wskazał kolejną stronę.
Człowiek spojrzał i zamarł.
– Wygląda na to, że uratowałem świat?
– Tak. Cztery razy, – powiedział Kronikarz. – Kiedy nadepnąłeś na motyla, kiedy popchnąłeś staruszka, kiedy zdradziłeś przyjaciela i kiedy ukradłeś babci portmonetkę. Za każdym razem zapobiegłeś katastrofie, ocaliłeś miliony ludzi.
– A… – człowiek zaczął się jąkać. – A do tej katastrofy to ja też się przyłożyłem…?
– Tak, ty, bez wątpienia. Dwa razy. Kiedy nakarmiłeś głodnego kociaka i kiedy uratowałeś tonącą kobietę.
Pod człowiekiem ugięły się nogi.
– Nic nie rozumiem – powiedział kompletnie zbity z tropu. – Wszystko co zrobiłem w życiu… Wszystko z czego byłem dumny i czego się wstydziłem… wszystko odwrotnie, do góry nogami, na lewą stronę… nic nie jest tym, czym się wydaje…
– Dlatego właśnie nie możemy w żaden sposób sądzić Cię według czynów – powiedział Kronikarz.
– Tylko według intencji… ale w tym zakresie sam sobie jesteś sędzią.
Kronikarz zamknął księgę i odstawił ją na regał, między inne księgi.
– Więc jak się zdecydujesz, dokąd iść, to wejdziesz w te drzwi, które wybierzesz. A ja muszę już iść, mam masę pracy.
Człowiek podniósł głowę i spojrzał na Kronikarza.
– Ale ja nie wiem które drzwi są do piekła, a które do raju.
– A to już zależy od tego, co wybierzesz. – odpowiedział Kronikarz”.

_____________________

 

anetka realne dzialania

Czasem łatwiej i wygodniej schować się za maską i krytykować świat. Ale czy na pewno to zaraz muszą być ZŁE intencje?