Ludzie sobie wmawiają, że nie zasługują na nic dobrego, na żadne szczęście, na żadne dobro. Że to co im się należy to tak naprawdę im się nie należy. Bo w tiwi mówią, że bieda na Ukrainie a Ty szastasz najnowszym ajpadem potrzebnym do pracy w dziale nieruchomości, bo straszą piekłem na ambonie, i urodziłeś się nic niewarty, bo Babcia porównuje Ciebie do Twojego mądrzejszego brata, któremu nigdy nie dorównasz, bo małżona Ci zarzuca, że nie umiesz kombinować jak ten Janusz Kowalski, bo wylewasz swoje małżeńskie problemy na kilkuletnie dzieci i mówisz im, że faceci to świnie a kobiety są narzędziami do ich seksualnego ego, bo nauczycielka Ci wmawia, że same dwóje w szkole nie doprowadzą Cię na Hałaje. 

I nawet jeśli, mimo tych dwój w liceum, dostaniesz się na prestiżowe studia MBA, na kierunek zarządzania hajsem to Ty i tak na te Hałaje nie polecisz.

Dlaczego?

 

Przykłady, które Ci podałam wyżej mają ze sobą jeden wspólny mianownik. Domyślasz się jaki? 

 

Wpajanie, wmawianie, manipulowanie, programowanie, działanie sugestywne. Wpływanie na Twoją rzeczywistość, zamach na nią. W sumie to bezczelny zamach na Twoje życie. 

W książce „Mały książę” jest kwestia: „Jesteś odpowiedzialny za to co oswoiłeś„.

To bardzo delikatna i wyrachowana forma programowania Ciebie. 

 

Jesteś odpowiedzialny za to co oswoiłeś”

 

Oswoiłeś, wychowałeś, coś, co rosło pod Twoim kierunkiem, pod Twoim okiem, ktoś, na kogo miałeś wpływ, kogo zaprogramowałeś.

 

Jesteś odpowiedzialny za to/za kogoś, co/kogo zaprogramowałeś.

 

 

I popatrz teraz.

 

Czy ktoś, kto miał na Ciebie jakikolwiek wpływ – poczuwa się do odpowiedzialności?

 

Nauczyciel w szkole przekazując Ci wiedzę o okrągłej Ziemi a Ty wierzysz w płaską?

Mamusia, która Ci raz powiedziała, że jesteś za gruby na łyżwiarstwo figurowe a mimo to wciąż nie możesz zdobyć mistrzostwa krajowego tylko wciąż drugie lub trzecie miejsce?

Ta anorektyczna Kaśka, która bezwiednie powtarza, że masz dobrą figurę, z niczego się nie musisz odchudzać, ale Ty wiesz, że 5kg mniej otworzy Ci wejścia do bieliźniarskiego modelingu, o którym marzysz od liceum? Ale wciąż reklamują Twoją śliczną buzię, zęby i włosy?

 

Po pierwsze odpuszczanie. Nie, nie po pierwsze. Odpuszczanie powinno być „po ostatnie”.

 

Po pierwsze jest – uświadomienie sobie „problemu”, zauważenie go, zajarzenie, olśnienie, szok psychiczny, kulturowy, społeczny, tożsamościowy.

Po drugie – działanie. Ukatrupienie podłoża problemu? Nie zawsze jest taka możliwość, zresztą nawet nie ma takiej potrzeby, najmniejszej. Zemsty nie tykamy, jest be. To Twój umysł został zaprogramowany na niemożność przyjmowania szczęścia, a osoba, która mogła się do tego ewentualnie przyczynić – niekoniecznie miała w tym świadomy cel. Działanie – pracujemy nad zmianą myślenia. Stosujemy należymięwizm, wyjebanizm, mamtowdupizm. Nie jest to łatwy etap. Wymaga nie tylko Twojego nakładu i wysiłku, dużo lepsze i szybciej efekty przyjdą jak zaangażujesz w to inne, bliskie osoby. Czasem to trwa kilka sekund, czasem kilka lat, nie ma reguły. 

Po trzecie – odpuszczenie. Przychodzi samo. Nie zmusisz się do tego. To wyższa siła, kapryśna, lepiej wie od Ciebie, kiedy jesteś gotowa na kolejne zmiany, kolejny krok, kiedy jesteś gotowa na nowe.

 

Na lepsze. Na marzenia. 

 

Na kolejny sprawdzian.

Czy faktycznie przyjmiesz te nowe do siebie.

 

Dlaczego się boisz? Bo Ci wmówiono, prawda? I nie widzisz innej możliwości niż ta, której Ci wmówiono, wprogramowano, wciśnięto nieświadomie.

 

Dlaczego się boisz?

 

Bo kiedy człowiek staje twarzą w twarz ze swoim marzeniem, kiedy widzi, że jest realne, może go dotknąć, pomacać… Wtedy ucieka. Wydaje mu się, że nie jest gotowy na to marzenie, ale… Pomyślałam przez chwilę. Skoro to pojawia się w Twoim życiu i chce zostać, nie ucieka, nie odchodzi, trzyma się przy Tobie to już samo to mówi, że jednak jesteś gotowa. Pytanie tylko – czy będę odważna na tyle, by to przyjąć do siebie?

 

Odwaga przyjęcia swojego pragnienia, marzenia jest trudna. Człowiek instynktownie się sroży, jego umysł, który jest zaprogramowany werbalnie, zaczyna walczyć. Bo przecież nie zasługuję, bo wciąż jesteś za gruba, za głupia, za brzydka, za mało mądra, za mało pewna siebie, za mało wartościowa siebie, za biedna? Cel z góry stracony? Przecież cel masz pod nosem. Bierz go!

 

No bo dlaczego masz z tym walczyć? Po co? Dlaczego masz walczyć z czymś, na co tak długo czekałaś, na co tak długo pracowałaś, w pocie czoła, komórek? Walka to przeciwieństwo spokoju, radości, bezpieczeństwa. Dążysz do spokoju przez cały tydzień harowania, ale jak spokój przychodzi w niedzielne popołudnie to nie, nie będziesz leżeć na kanapie. Pójdziesz czyścić fugi do łazienki. Bo nie należy Ci się ten odpoczynek. Bo się rozleniwisz a lenistwo jest wadą, i łatwo się przyzwyczaić można. A tego nie chcemy. 

 

Dążysz do realizacji marzeń, zmieniasz się, swój styl jedzenia, postawę, myślenie, kontakty z ludźmi, jakość relacji, zmieniasz pracę, auto, sporty, cokolwiek. Z każdą taką decyzją udowadniasz sobie, że jesteś gotowa na każdy kolejny krok ku lepszej wersji siebie.

 

Ale kiedy przychodzi marzenie – tchórzysz.

 

Bo to gruby kaliber? Bo boisz się, że będziesz musiała zmienić siebie totalnie? Boisz się tej zmiany? A tych powyższych przykładków, maleńkich kroczków to już się nie bałaś? Jaka jest różnica? Kontrola nad własnym życiem? Kontrola nad zmianami zachodzącymi w sobie? A marzenie przychodzi samowolnie, bez Twojej zgody? 

A decyzje o rzuceniu pracy w hucie czy zerwaniu jakiejś relacji niby nie przychodzą samowolnie? 

 

No i dlatego, skoro te marzenia, już pojawiają się jedno za drugim, trochę za dużo naraz, ale nie wybredzajmy, czy będę miała odwagę zmienić siebie, dostosować się do nich, zrobić z nich codzienność, swój chleb powszedni? Czy będę miała odwagę, by stać się jeszcze lepszą wersją siebie obcując z tymi marzeniami na codzień? Czy nie będę się bała tej zmiany w sobie?

Mówię „TAK!!” Biorę je wszystkie, należy mi się to wszystko po całej mojej przeszłości !!!!!!!

 

Zresztą – my sami tworzymy własną rzeczywistość. Naprawdę jest lepiej poddać się prądowi i pozwolić się nieść. Bez spiny, bez stresu, na luzie, nie zahaczając o zazdrosne czy zawistne słówka, prania mózgu, socjalmedierskie i internetowe manipulacje. Patrz na siebie, Twoje marzenia & pasje są świetnie dostosowane do Ciebie. Reszta to Twój wybór. Tylko Ty i Ty sama jesteś odpowiedzialna za swoje marzenia, pasje i swoje życie, które prowadzisz. Nikt inny nie ma prawa.

 

Ty na samą siebie wpływasz, samą siebie programujesz poprzez własne myśli, intencje. 

 

Jesteś wolnym człowiekiem, niezależną duszą, istotą, promyczkiem, który ma świecić dla siebie, który ma się uczyć jak rozniecać swój własny ogień. Bo tylko w ten sposób będzie sam od siebie ogrzewał i rozpalał innych.

 

Ktoś mi lekko „zarzucił” moje lenistwo ostatnimi miesiącami. Wzruszyłam ramionami. Nikt nie wie co ja przeszłam, co przeżyłam, ile się nacierpiałam, napłakałam, nawyklinałam. Przymusowy urlop na totalnym luzie, z dala od wszelkich diet, siłowni, hut, relacji, nakazów i zakazów – to było najlepsze lato ewer! To był czas, w którym naprawdę się cieszyłam swoją codziennością bez bólu, bez wyrzeczeń, bez planów, bez stresów, nic mnie nie ograniczało, byłam i dalej jestem szczęśliwa. To był mój wybór, który dał mi jednoznaczną odpowiedź:

 

Cokolwiek się stanie, cokolwiek wybierzesz – nic się nie zmieni wokół Ciebie. Świat jak stał tak dalej będzie stał. 

Ale w Tobie zmieni się wszystko.

 

 

anetka motor marzenia odwaga

Przerobione etapy – teraz branie co dają !!!