Zamknęli mi lasy z jeziorami, tam, gdzie zawsze na huśtawkę na drzewie jeździłam. Chwilowo zamknęli, bo parking wewnętrzny robią. No to pojechałam w inne miejsce, i tak trzeba było znaleźć jakiś plener do klipu muzycznego, który się będzie kręcił za parę dni. Znalazłam odludne maleńkie miejsce na postój auta, przejście hop! przez płotek. No i kilka kroków dalej znalazłam się już w bajce. No i skoro już tam byłam…

 

Przypomniało mi się moje biurko z czasów liceum, pod oknem, w mrokowisku jeszcze rodzinnym. Przygotowywałam się do matury ustnej i na boku uczyłam się teorii do prawa jazdy, i jeszcze wolontariat czekał na boku. Chwilowo nie ogarniałam. Mammi zauważyła moje zwątpienie, pogadałyśmy chwilę a w końcu powiedziała coś, co do dzisiaj jest moim mottem i pozwala organizować mi efektywnie czas, jak również podejście do tematu/problemu/wyzwania.

 

Cokolwiek robisz, rób tak, żeby to miało sens.”

 

 

O co tu chodzi?

 

O carpe diem. O łapanie chwili. O wykorzystywanie jej tak najpełniej jak tylko możliwe. Gdziekolwiek jesteś, cokolwiek robisz. 

 

Czyli ucząc się do matury, do teorii i przygotowując materiały do wolontariatu jak miałam to niby zrobić?

Żeby to wszystko miało sens?

 

No właśnie. Trzeba było zrobić porządny krok w tył i spojrzeć na te wszystkie trzy rzeczy ze sporego dystansu. Jedna półeczka tu, druga tam i trzecia tam. I tu się zaczęła zabawa – rozplanowanie czasowe, kombinowanie, kontaktowanie, układanie planów B, C i D, myślenie perspektywistyczne, uwzględnianie innych osób i ich czasu, rozpatrzenie ewentualnych pomyłek, porażek, potknięć, nawet przy kolejnych krokach sukcesu, i dopiero wtedy działanie. Konsekwentne trzymanie się wytyczonego planu, wypaśny organizer i kalendarz w ruch. 

 

Tę „umiejętność” praktykowałam przez całe studia. Na drugim roku zapisałam się na tai chi, i tam się nauczyłam obserwacji przestrzennej w ciszy. Uczyłam się patrzeć w jeden punkt przed siebie a mózgiem „zauważać” otoczenie dookoła, jednocześnie skupiając się na oddechu przy tym stosownie do wykonywanych ruchów. I to co widziałaś – miałaś zapamiętać i powiedzieć co widziałaś. Jakiś czas później poszłam z kumpelem podczas wakacji na grupowe zajęcia tai chi w plenerze, w parku. Kumpel, z którym chodziłam na studiach był ciekawy czy została w nas umiejętność obserwacji przestrzennej. Było trochę potknięć w odpowiedziach i sprzeczności, ale daliśmy radę. 

 

No i teraz znalazłam się w lesie. Sama. Lasy od małego były moim osobistym, głęboko skrywanym lękiem. Nie wiem czemu, pewnie dlatego, że nie słyszę i mój instynkt trochę leży, lub jest za bardzo rozkojarzony, nie wie, który zmysł najpierw wyostrzyć w razie niebezpieczeństwa. Może i Maleństwo moje miało jakieś sprawy związane z lasem, nie wiem, wszystko możliwe, nie pytałam, nie chcę wiedzieć, po co mi to? Ja jestem teraz tutaj i ta wiedza nie pomoże mi zrozumieć tego lęku. Zawsze chodziłam do lasów z kimś i nigdy na tyle głęboko, by nie tracić z oczu znajomego widoku – auta, drugiej osoby, ławki. A teraz.

 

„Cokolwiek robisz, rób tak, żeby to miało sens.”

 

Dobra, przyjechałam tu obczaić plan do klipu a nie na psychoterapię. Ale praktyka czyni miszcza.

 

Parking pusty, jestem sama, kolejny parking jest dwa kilometry stąd, ludzie łażą po lawendach a nie tutaj. Jak już tu jesteś to wykorzystaj to. Przecież nie da darmo przyjechałaś Anetka tylko, żeby „liznąć” wejście do tej bajki. Nie ma ludzi, co Ci drzewa zrobią? No, ale angielskie ścieżki, wiecie, tu nic nie oznaczają, wszystko w ciemno, najgorzej w górach, żadnych oznaczeń szlaków, w lasach podobnie. Oj tam oj tam, idziemy, zobaczymy, przypomnij sobie tai chi, skupisz się na cechach charakterystycznych, a w ogóle to masz czaderskie połączenie z Gają, ona nie pozwoli Cię skrzywdzić, przecież wiesz, że to hologram, gra, scena, teraz jest teraz, teraz Maleństwo masz Anetkę, a nie inną osobę, z którą „doświadczyłaś” ten leśny lęk. A Anetka taka, że robi na przekór i idzie w zaparte, i nie patrzy na scenariusze, dawno każdy drze i pali. I udowadnia, że co? Fajnie było? A widzisz? A nie mówiłam? I dalej drzewka, przecież lubisz się tulić, weź się utul z jakąś brzózką, porozmawiaj z kilkunastoletnim dąbkiem, co tak krzywo rośnie, pacz, ile biedronek pod stopami, o bączek Ci siadł na rękawie, o jaki fajny pień do posiedz…

 

o rany, gdzie ja zalazłam???? Gdzie ja jestem???

 

Dobra, nie panikujemy. Przypominamy sobie tai chi. Pamiętasz gdzie lazłaś, nie? Pamiętasz tę dziwną gałązkę? Zahaczyłaś srogo. I ten buk, buzi mu dałaś, też mijałaś, dobrze idziesz, i dalej masz brzozę, z którą selfie robiłaś, no widzisz, i ten rowek ze strumyczkiem, przeskakiwałaś, prawda? I dalej, i dalej, idź dalej, znajome drzewa wyglądają, byłaś tu, chodziłaś. Widzisz Maleństwo, jak Ci las ładnie pomaga? Nie ma co się bać, jesteśmy tu sami, i nawet jeśli to i tak do nocy znajdziemy wyjście, to już nie te czasy, teraz masz Anetkę z kryminalnym czepianiem się, ona o Ciebie dba, nie pozwoli, byś, Maleństwo kochane, wzięło na serio tę bajkową planszę z drzewkami.

 

Przeskakując przez płotek przybiłam piątkę lasu: „Do zobaczenia za parę dni! Fajny z Ciebie plan do gry!

 

I teraz.

 

Jeśli coś robisz, rób tak, by to miało sens.”

 

Nie marnuj swojej chwili, swojego działania, swojego życia. Jeśli coś robisz, rób to na sto procent. Cokolwiek. Takie myślenie uczy niezłej organizacji, samodyscypliny, wielozadaniowości, rozwija półkule mózgowe i wyczula na empatię.

 

 

Jeśli piszesz – pisz całą sobą, opatul się marokańską chustą z kaszmiru, nałóż sobie słuchawki, puść sobie klasykę. Uwygodnij się, zadbaj o klimat, i pisz.

 

Jeśli czytasz – rozwal się na plaży, na trawie, na fotelu w pociągu, nie zapomnij wziąć koca, wody, winogron, power banka do telefonu. Wsiąknij w swoją wyobraźnię.

 

Jeśli planujesz wyjazd, nawet ten jednodniowy – lista wiadomo, przygotuj się, wyłóż dzień wcześniej na biurko to co masz wziąć, uwzględnij ewentualne spóźnienia pociągów, autobusów, wyjedź wcześniej, sprawdź live samoloty, zapakuj coś, co zajmie Ci czas podczas podróży – laptop z prezentacją, zaległa książka, sprawdź pogodę i ustosunkuj się do niej, weź większą torebkę i parasolkę zapobiegawczo, po co masz wyklinać z powodu bycia zmokłą kurą z rozmazanym makijażem i próbną fryzurą do swojego ślubu? Jeśli spotykasz się z kimś, nie nastawiaj się na swój plan, nie oczekuj, że będzie tak jak sobie myślisz, odstaw stereotypy swoje na bok i pozwól chwilom działać. Jak już się spotkałaś z kimś to wykorzystaj to na maksa, nieważne jaki jest i kto to jest, ta osoba nie jest przypadkiem koło Ciebie. Dopóki kogoś nie znasz – bądź zawsze uprzejmy. Rozmawiaj z sensem, o dupie maryny też można z sensem rozmawiać, to porusza Waszą kreatywność i sprawdza poczucie humoru. 

 

 

Co zabija ten sens? Co sprawia, że chwila, którą skrzętnie i pieczołowicie planujesz, rozkminiasz, kombinujesz, doświadczasz, jesteś w fazie ‚tu i teraz’ nagle w jednej chwili się sypie? Czego Twoja dusza nie lubi, ale Ty to masz zwyczaj robić i rozwalać jej „pracę”?

 

  • czekanie na inspirację – nie siedzimy z założonymi rękami, aż ktoś poda nam na tacy gotowy produkt, który sprawi, że będziemy nagle sławni i bogaci i zdrowi. Działamy. Inspiracją jesteś Ty sam, Twoje ciało, Twoje przeżycia, Twoje najdurniejsze myśli i sny, inspiracją jest każdy ludź i każdy ludź ma swoją najdurniejszą historię. Inspirację daje Ci też wyjście z domu do przyrody, na deskę, na rower, na psa, na chomika, cokolwiek wyprowadzasz, czy herbatka bez cukru u Cioci, w każdej sytuacji można znaleźć zrobić perełkę i wyciosać ją na charyzmatyczny sukces. W każdej sytuacji, w której się znalazłeś znajdź sens i wartość. Przełóż ją na swoją formę – ziarniste zdjęcie, filozoficzna notka z penisami obok, malunek na tablecie za parę złotych, makowiec pierwsza klasa. O ile nie dla siebie, ale dla innych. 

 

  • martwienie się co ludzie powiedzą – i tu znowu – nie patrz na inspiracje innych, nie kopiuj ich, nie naśladuj, znajdź siebie, coś co lubisz Ty sam robić, skup się na tym, a wtedy mimowolnie przestanie Cię obchodzić opinia innych, bo wszystko, to co będziesz dla siebie robił, z pasją, z miłością, będzie dawało Ci satysfakcję, zadowolenie i tylko to się będzie liczyło, a nie obmowy osiedlowego monitoringu „O patrz, to ten, co sprzedaje bezglutenowe & bezlaktozowe rurki z kremem, co za człowiek, to nie są rurki przecież, tego się nie da zjeść, lepsze na prawdziwej śmietanie z biedronki, ale mówią, że sporo zarabia, kupił se tego leksusa, o tego, widzi Pani?” Cokolwiek inni mówią o Tobie – ma Ci to spływać. Inaczej nic, co będziesz robić, czego tkniesz, nie będzie miało żadnego sensu.

 

  • skarżenie się – ludzka rzecz, można sobie pozwolić, emocjom dać upust, niech się wyrzucają z Ciebie, co mają Ciebie blokować i tłamsić i dusić? Zamiast siedzieć w miejscu i sypać ciągle w kółko swoimi porażkami idź pobiegać, poboksuj się, potańcz dziko przy lambadzie, poskacz na trampolinie przez kilkanaście minut, zrób se coś dobrego do żarcia, byleby z limitem, popisz sobie, też pomaga, porysuj, posłuchaj muzy, albo zwyczajnie pokłóć się ze sobą samym. Nie wbijaj swoich gwoździ w inne, niewinne niczemu, serca. Jeśli masz się skarżyć, to przygotuj się do tego, marudź świadomie, z rozmysłem, bez szkody dla innych. Wtedy będzie sens.

 

  • próby uszczęśliwiania innych – nie uszczęśliwisz nikogo na siłę, jeśli druga osoba nie będzie chciała lub nie będzie gotowa, nie pchaj się tam, gdzie Cię nie chcą. Postaw na siebie, na ulepszanie swojej wersji, bo im lepszą wersją siebie będziesz tym bardziej i silniej i szerzej „zarazisz” innych i inni będą sami pchali się do swojego i po swoje szczęścia, łapiesz? Reakcja łańcuchowa. Nie ma żadnego sensu skupianie się na innych, uszczęśliwiając innych na chama nie uszczęśliwisz siebie. Wiesz dlaczego? Bo to prowadzi do

 

  • porównywania się – masakra jakaś. Nie będę przypominać jaki to oryginalny i wyjątkowy jesteś, o tym inna notka jest, a właściwie od groma tych notek na moim blogu. Odrobina rywalizacji w postaci motywacji nie zaszkodzi, ale nie na podstawie porównywania się – nie jesteś w czyjejś skórze, nie masz takich samych jelit, które by trawiły gluten, nie będziesz mieć płaskiego brzucha, trudno, masz za to wyjechany w kosmos mózg i tym czaruj świat. Znajdź swoje mocne strony, przekuj wady na zalety, działaj, spraw i rób tak, byś był niepodrabialny. Przecież to irytujące widzieć, jak ktoś Ciebie nieudolnie kopiuje, prawda? Czy Ty jego? Czytaj wyżej – codziennie lepsza wersja siebie, zaskakuj siebie i innych tym, na co inni by nie wpadli. Jak już masz być sobą to tak, by to miało sens.

 

  • powtarzanie tych samych błędów – stanie w miejscu, słynne skrzyżowanie, naiwne złudzenie, że może ruszy za czterdziestym piątym podejściem pod ten sam schodek na parter. Nie ruszy. Kup deski, połóż na tych schodach i się wczołgaj po nich na ten parter. I opisz to, zilustruj, obcykaj. Bądź inspiracją dla innych. Jesteś w trakcie czołgania się po tych deskach, nie, nie są śliskie, nie pojedziesz w dół, nie powtórzysz błędu, a nawet lepiej, będziesz udoskonalał deski z każdym wyższym piętrem. Na tym polega nauka na błędach. Nie bój się, porażki są potrzebne. Jeśli już jesteś w drodze to bądź w tej drodze całym sobą, myśl, kombinuj, próbuj, szukaj, niech to będzie sensowne.

 

  • perfekcjonizm – deski nie muszą być wypacykowane organiczną żywicą, czasem drzazgi do paluszków z paznokciami żelowymi się dostaną, łezki spłyną, kwiatki z gardła się wymskną, to normalne. Perfekcjonizm jest zabójczy, nudny, nieoryginalny, łatwo go skopiować, wyliczyć, linijka po linijce, cyferka po cyferce. Chcesz? Perfekcjonizm zabija spontaniczność i Twoją kreatywność. Pozwól sobie na bycie dzieckiem, wytrzep się ze schematów społeczeństwa, odstaw na bok sztywne garsonki zasad i reguł, ludzi rusza autentyczność, swojskość, ludzka twarz, z wadami, z emocjami, z pokorą, ze słabościami. Jest w tym sens i nie bój się tego okazywać. 

 

Dopóki nie będziesz żył swoim życiem dopóty nic nie będzie Cię pasjonowało. Sens dopiero znajdziesz jak się wybudzisz, jak znajdziesz swoją radość, hobby, zatracenie się, swoje „tu i teraz”, miłość, pewnego rodzaju spełnienie. W czymkolwiek. Życia nie bierze się na poważnie, to gra, wielka scena, a Ty w każdej chwili możesz podrzeć swój scenariusz i powiedzieć „tak” lub „nie”, lub „Dobra, dajemy !!” Nie oszukuj siebie, nie okłamuj, nie mydl sobie oczu, bo rodzina, bo monitoring podwórkowy, bo moda. Im więcej szczerości w Tobie i im więcej będziesz jej okazywać, ujawniać, tym łatwiej będzie Ci przychodziło świadome życiowanie. 

 

Z sensem. Wszystko naraz, multum doświadczeń w sekundzie. No mega. Gorąco polecam !

 

adfalkiewicz zycie z sensem

Cycki chyba jej zasłoniłam, nie wiem…