Dwa dni temu poszedł w świat mój wpis –> Głuchy też potrafi być wredny i chamski – czyja to wina?

Jak każda moja notka o niesłyszących również i ta wzbudziła mocne emocje. Czytali i udostępniali ludzie wszelkiej maści – niesłyszący migający, niemigający, słabosłyszący, rodzice nie(do)słyszących dzieci, nawet w ogóle niepełnosprawnych dzieci. W prywatnych wiadomościach na facebooku i instagramie dostałam dużo potwierdzających informacji. Temat jest wciąż tabu, wciąż przemilczany, wciąż pomijany. Jest ogromna potrzeba pisania o tej niewygodnej prawdzie, krytykowania zachowań oraz działania tudzież konkretnego zmieniania mentalności nas wszystkich. 

Dziś uzupełniam informacje i dodaję parę nowych szczegółów. 

 

Ale zanim zacznę to napiszę to co mnie najbardziej, 

NAJBARDZIEJ

roznosi, wkurza, denerwuje i zapala wszystkie czerwone lampki w mózgu!!

 

Etykietowanie Głuchych oraz głuchych

 

Ta mała jedna niewinna literka robi w naszej świadomości kolosalną różnicę, niemal przepaść !!

 

Przypomnę z innej mojej notki:

 

  • Nie migasz PJM? Migasz SJM? To nie chcemy Ciebie w naszym towarzystwie.” – i idzie z uniesionym nosem dalej.

 

  • „Umiesz PJM? I chodziłeś do masówek? Łoo, jaki mądry…A Twoi rodzice? Słyszący? Aha…” – nie, nie przyjmuje do elity PJM z KG (czysta Kultura Głuchych, pokoleniowych najlepiej, wychowanych na migowym a nie na polskim, w ośrodkach szkolno-wychowawczych, itd).

 

  • „Nie migasz PJM? Nie umiesz mówić? To się naucz migowego!” – to zazwyczaj pomaga, bo jak się dogadać? Ani w tym języku ani w tym. A na pisanie to mało kto ma ochotę i czas.

 

  • „Umiesz mówić? Jesteś głuchy? Na pewno? Wyglądasz na słabosłysząca… O, masz 110dB, wow, i masówki? A PJM umiesz? Nie? Szkoda…” – bo co to za głuchy a nie zna migowego? To nie głuchy. I tyle.

 

  • O, PJM znasz, fajnie się gada, ładnie migasz! Mówić umiesz też, widzę, Ty głuchy jesteś? A, CODA? Łaał…” – wciąż słyszący. Odpada. Nie zrozumie „głuchych” problemów.

 

  • „O, PJM znasz, fajnie się gada, dobrze migasz! Mówić umiesz też, widzę, Ty głuchy jesteś? Serio? 110dB? No tak, a znasz Aśkę z Raciborza?..” – tak, jesteś przyjęty! Brawo.

 

 

Czyżby?

 

Język migowy to nie wszystko. Znajomość PJM oraz KG nie szufladkuje Cię do elity rasowych Głuchych. 

 

Każdy z nas jest inny, ma swoje pasje, prace, rodziny, światopoglądy, zamiłowania, no wszystko. 

 

A PJM to tylko język, jak każdy inny. I mimo wspólnego problemu jakim jest ubytek słuchu,

 

 

PJM nie powinien być wyznacznikiem statusu osoby głuchej w tym środowisku!! 

 

 

Ale, niestety tak bywa.

 

Rasowi Głusi tworzą hermetyczną społeczność, elitę, mniejszość narodową, zależną od miejsca zamieszkania. Rywalizują między sobą o to co, kto zrobi lepiej i więcej. To szkodzi pozostałym osobom, które chcą naprawdę pomagać nam współuczestniczyć w codziennym życiu.”

 

My już kompletnie nie potrafimy współuczestniczyć ze sobą. Bo kiedyś potrafiliśmy. Kiedyś, kiedy jeszcze nie było internetów i nie poznaliśmy kultur z innych krajów. I się okazało, że własna tożsamość jako Głucha osoba jest ważniejsza od jedności całego naszego środowiska. 

 

Wiecie co? 

 

Takie zjawisko występuje tylko w większych miastach Polski.

 

Bo popatrzcie.

 

Wychowałam się w Opolu, chodziłam tam regularnie do klubu PZG, swego czasu udzielałam się też społecznie i tam i w ONSI (nieistniejąca już, największa i najlepsza Organizacja Niesłyszących Słabosłyszących Internautów). Umiałam migać, umiałam mówić, chodziłam wtedy na studia (ja niby taka wykształcona), ale wciąż byłam swoja, wciąż miałam znajomych z naprawdę różnymi wadami słuchu. Nikt nie patrzył czy jesteś głucha z wielkiej litery, dla nich ważne było to, że migasz i jesteś miła i otwarta. Nic więcej. 

 

I zresztą dalej tak jest. Dalej odwiedzam opolski klub PZG, rzadziej, ale wpadam. I dalej jest tak samo otwarcie i dalej można z wszystkimi pogadać, pożartować, pośmiać się. Nie mam tam totalnie bez żadnych kompleksów tożsamościowych !! Nie czuję się poniżana tylko dlatego, że nie jestem wg czyjegoś widzimisia Głucha!

 

Nie pojmuję do dzisiaj po co jest konieczna ta etykieta. Lubicie określać siebie jako Głuchego – to nic innego jak potrzeba akceptacji i przynależności, poczucia bycia zauważonym „jestem taki jak Wy, będzie raźniej!„. Nie rozumiem co macie na myśli pisząc o Głuchych i głuchych, kim ja w takim razie jestem dla Was?? I piszecie i komentujecie i krytykujecie mój post w kontekście osoby Głuchej, a ja wcale nie uważam siebie za osobę Głuchą i wcale nie uważam całe nasze środowisko za podzielonych na Głuchych i głuchych !!!

 

Dla mnie wszyscy jesteście JEDNAKOWO niesłyszący!!!

 

Bez dodawania czegoś takiego jak Kultura Głuchych… Co to w ogóle TERAZ znaczy?!

Tę specyficzną kulturę przejawia nieświadomie nawet każdy niesłyszący niezwiązany z etykietą wielkiej litery, niezależnie od wielkości miasta, wykształcenia, stopnia opanowania mowy oraz wyboru komunikacji (miganie czy mówienie) !!

Kultura Głuchych istniała już na dłuuuugo przed tym, zanim w ogóle pojawił się podział na G i g !!!

 

Czy ktoś o tym w ogóle pamięta?

 

Wielkie słowa jak Kultura Głuchych oraz Głusi/głusi stały się czystym marketingiem, nastawionym na własny wizerunek, zysk i dotacje pozarządowe. 

 

Jak grzyby po deszczu powstają coraz to nowsze fundacje, stowarzyszenia, instytuty, nierzadko tworzone przez te same osoby. Człowiek nie wie już komu ufać, kogo wspierać, na kim polegać. Każdy siebie pokazuje z jak najlepszej strony poprzez reklamę pozornie realnej pomocy niesłyszącym. Widać to po wielkiej pazerności naszego środowiska – kasy na fundacje nie da, bo kto coś pomoże w ogóle? Pfff… Jaka jest szansa, że akurat TE stowarzyszenie pomoże i cokolwiek zrobi? Jest ich tyle, że nic, tylko lajkować, udostępniać i wpłacać. I to wszystko. Takie bierne działanie, niech ktoś inny zrobi, bo co ja mogę? Posłuchają mnie? Za głupi jestem, nie mam kasy, Mama nie puści, zresztą lepiej się nie wychylać, oni wiedzą lepiej jak wygląda moja sytuacja.

 

BZDURA. 

 

Coraz częściej głos małych miast jest zapominamy. Młode pokolenie z takich miejsc jest na straconej pozycji. Taki młody, z wadą słuchu, z braku poczucia jedności ze swoim środowiskiem najchętniej by po prostu … zwiał do innego kraju.

Odezwał się do mnie nauczyciel niesłyszących uczniów. 

 

By zwiał gdzieś, gdzie jest normalnie i gdzie nie patrzą na Ciebie pod kątem G/g oraz znajomości migowego. Ja w Anglii tego kompletnie nie odczuwam, po przyjeździe tu od razu zostałam przyjęta między natywnych niesłyszących Anglików i naumiałam się brytyjskiego migowego. Oni w życiu nie słyszeli o czymś takim jak Deaf czy deaf. Ich to nie obchodzi. Dla nich to jeden chrabąszcz jaki jesteś, ważne, że migasz lub wspomagasz się miganiem i tylko to się liczy. Wsparcie dostawałam i do dziś dostaję.

 

To, że nie utrzymuję kontaktów z niesłyszącymi Polakami w Londynie/okolicach to tylko i wyłącznie mój wybór i jest to to wybór podparty INNYM stylem życia a nie kwestią PJM/KG i innych dupereli!!

 

Kiedyś normą było wydawanie miesięcznej wypłaty na krajowe zloty wszystkich niesłyszących w Polsce – imprezy ONSI, SSS, deaf.pl, Częstochowa, Kałków, Jarmark Dominikański. To były tradycje i nikt nie żałował kasy by się z wszystkimi spotkać. Nikt nie etykietował na G i g, nikt nie patrzył na wykształcenie, jest temat do pogadania, jest, to migamy! Bo temat zawsze się znalazł, nawet jeśli widziałaś kogoś pierwszy raz w życiu.

 

A teraz?

 

Aktualnie weterani, ludzie z tamtych lat, mimo, że kontakty wciąż utrzymujemy online, mocno wybiórczo, ale wciąż, to jednak już nie ma najmniejszych szans by zrobić znowu taką ogólnokrajową imprezę… 

 

Co większe miasto, fundacja czy grupa na facebooku to klasyczne towarzystwo wzajemnej adoracji, gryzące i wojujące się między sobą. Ale tak działają zbiorowe energie – myślenie jest podobne, spostrzeganie jest podobne, poglądy na poszczególne kwestie są podobne. Trzeba dużo dystansu i wyzbycia się własnych uprzedzeń, własnego ego, by spojrzeć dalej poza czubek własnego nosa. 

 

Teraz już mało kogo na to stać. Nieufność i poczucie pokrzywdzenia przez nieszczęsne G i g jest na najwyższym poziomie strachu. 

 

I to się odbija straszliwie na pojedynczych jednostkach z wadą słuchu. Bo jak ktoś chce założyć sobie własną firmę, biznes online czy sklep jakiś – nie ma już szans na wsparcie psychiczne. O czym już pisałam w poprzedniej notce. Zauważyłam, że ludzie boją się pisać publicznie, aktem odwagi jest również zostawienie lajka !!

 

Kultura Głuchych została porządnie zeszmacona. 

 

Wciąż istnieje jeszcze ta pierwotna, nienazwana KG, utrzymuje się w małych miasteczkach, klubach PZG, lokalnych stowarzyszeniach i to właśnie ją powinniśmy chronić, na tych ludziach powinniśmy się skupiać, ich wspierać, im pomagać. W większości są to ludzie starsi, pozbawieni dostępu do wiedzy jaką mają ludzie w większych miastach, ale to właśnie od nich powinniśmy się uczyć lojalności. Oni są historią, która za kilka lat może już całkiem zniknąć. 

 

Bo ta nowa KG ma swój słownik, swoje restrykcyjne punkty, zupełnie jak jakiś casting na rasowego Głuchego. 

 

Zastanówcie się, kto tworzy takie etykiety? Co się stało z pierwszą i drugą konferencją Głusi Mają Głos? Co zrobiliśmy po drodze źle, że obecnie tak ziejemy nienawiścią do starych przyjaciół? Gdzie popełniliśmy błąd, że aktualnie patrzymy na siebie wilkiem i nie wspieramy swoich?

 

Że najważniejsza stała się kasa, zysk i uznanie a nie poczucie jedności?

 

Wywalczyliśmy ustawę PJM, leży sobie w Sejmie, jakby nie było, byłam w grupie przy powstawaniu projektu do tej ustawy, z ludźmi, z którymi nie mam już praktycznie żadnego kontaktu. Mamy prawnie zagwarantowany dostęp do tłumacza PJM. Tłumaczy wciąż za mało, bo konfliktów wewnętrznych od groma, jeden problem napędza drugi i rozrasta się do śmiertelnej obrazy czyli odejścia z STPJM (Stowarzyszenie Tłumaczy Polskiego Języka Migowego). Bo ile można psychicznie wytrzymać w środowisku, które nie wie czego chce? To nic innego jak kwestia naszej, polskiej mentalności, którą nauczyliśmy się od słyszących. By przetrwać. Stąd takie ogromne rozdźwięki i nieporozumienia, niby chcesz pomóc, ale nie dają się, nie pozwalają, nie ufają.

 

Wina leży jeszcze również w pewnym aspekcie jakim jest wychowanie niesłyszącego dziecka. Odezwał się znajomy, który pojąć nie może, dlaczego niesłyszący potrzebuje tłumacza, przecież może nauczyć się mówić. On sam ma 99% ubytku słuchu i „świetnie” mówi. 

 

 

Jest ciągle mała świadomość o funkcjonowaniu mózgu, naszej fizjologii ciała. Wina leży oczywiście po stronie edukacji, to wiemy, ale chcę tu poruszyć coś ważnego, o czym rodzice i wychowawcy i psycholodzy i logopedzi i nauczyciele totalnie zapominają !!!

 

 

Nie skomentuję tego, zostało bardzo dobrze powiedziane. Trzeba zadbać o rozwój inteligencji emocjonalnej i społecznej dziecka z wadą słuchu. Niezależnie czy jest Głuche czy głuche.

 

Pamiętajmy, że tylko MY i wyłącznie MY nadajemy tę etykietkę i faworyzujemy swoje słoneczko i sprawiamy tym samym, że dziecko jako Głuche z wielkiej litery może czuć się LEPSZE od innego dziecka niesłyszącego z małej litery (casting w ośrodkach szkolno-wychowawczych?)

 

Przecież te dzieci mają wadę słuchu i mózg TEN SAM !! Dlaczego psychikę mieliby mieć inną tylko dlatego, że komuś z racji innego wychowania wpojono silne poczucie tożsamości?? To tak samo jakby pociecha urodziła się w rodzinie szlacheckiej i wyniosła z rodzinnego domu dumę ze swojego pochodzenia czyli traktowanie plebsu z góry. Mimo, że to wciąż ci sami ludzie.

 

I tej właśnie świadomości cholernie brakuje w naszej edukacji.

 

Kiedyś, dawno temu, wyjaśniałam słyszącemu kumplowi czym się różni Głuchy od głuchego i co to jest Kultura Głuchych, chciał wiedzieć z czystej ciekawości. Zrobił wielkiego zonka przy G/g i na koniec stwierdził swoją mądrość:

 

„Głuchy to głuchy, na hoooj drążyć temat !? Ta informacja mi w niczym nie ułatwia, po pijanemu i tak każdy z każdym się dogada!”

 

Każdy człowiek, już nieważne czy niesłyszący czy słyszący, ważne, że niepełnosprawny fizycznie w jakimś stopniu, jeśli nie otrzyma porządnego i rozsądnego, a co najważniejsze – INDYWIDUALNIE UKIERUNKOWANEGO, wsparcia ze strony rodziców, wychowawców, nauczycieli, znajomych i przyjaciół jako osoba dorosła będzie po prostu kaleką psychicznym w totalnej rozsypce. I będziemy mieć społeczeństwo takie na jakie sobie zapracujemy.