OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jedna Ziemia. Siedem miliardów ludzkich istnień. Siedem miliardów świadomych indywidualnych dusz.

Przez nasze życie przewija się nieskończenie wielu ludzi. Niezależnie co robimy, czym się zajmujemy, zawsze ktoś koło nas będzie. Chyba, że śpimy samotnie w namiocie gdzieś w górach. Wtedy to już inna siła wyższa zadecyduje, czy ktoś „przypadkiem” znajdzie się w pobliżu. Wiecie, nigdy nic nie wiadomo, nieważne jak bardzo odcięci od ludzi jesteśmy w odpowiednim momencie ktoś się pojawi. Albo i nie.

Nieważne ilu ludzi spotkasz na swojej drodze, żadna z tych osób nie będzie przypadkowa. Żadna. Każda z nich zostawi w Tobie mniejszy lub większy ślad w Twoim sercu, w Twojej duszy, nieraz w Twoim ciele. Nawet jeśli miniesz ją, zderzysz się z nią za rogiem, pozdrowisz ją podczas górskiego spaceru czy uśmiechniesz się do Pani przed Tobą w kolejce do kasy biletowej, nawet jeśli spędzisz z nią kilka lat w akademiku, kilkanaście lat w małżeństwie, nawet jeśli będziecie się mijać przez długi czas, by potem z impetem wpaść na siebie i zostać już – każda z tych osób miała, ma i będzie mieć wpływ na Twoje życie. Nawet jeśli ta osoba nic nie znaczy w danym momencie, wystarczy, że ją „się zauważy” i po jakimś czasie odczuje się efekt tego spotkania. Oczywiście, tylko wtedy, jeśli pozostanie się obiektywnym wzlędem siebie.

Przypadki nie istnieją. Każdy z nas pojawia się we właściwym momencie. Każdego spotykamy w idealnym czasie, dokładnie wtedy, kiedy tego potrzebujemy. Z początku możemy sobie nie zdawać z tego sprawy. Ale człowiek jest tak nieświadomy, że zupełnie nie kojarzy tych faktów w jego życiu, nie jest w stanie ich powiązać, skojarzyć. Nie czuje, nie widzi, nie przeżywa, nie uczy się, nie wyciąga wniosków, popełnia te same błędy – jednym słowem – „śpi”. Tak się ślepo zatraca w materialnym, sztucznym świecie, że przestaje widzieć ten własny. Przestaje widzieć żywe i trzeźwe kolory własnego postrzegania siebie i otoczenia. Widzi świat tak jak inni oczekują od niego, by go widział.

Człowiek nie umie być wolny, nie umie się dzielić radością, życiem, nie potrafi kochać. Nie potrafi zmienić swojego życia. Boi się. Nie dopuszcza ludzi blisko siebie. Nie ufa im. Mija ich. Lunatykuje.

Przegapia szanse zmiany swojego życia. Przegapia spotkanie wspaniałych ludzi jakimi są tzw. „bratnie dusze”.

Nigdy nie wiesz, kiedy Ty przez przypadek pojawisz się w czyimś życiu, staniesz się takim fajnym światełkiem, ładowarką, orzeźwiającą wodą dla kogoś. Nigdy nie wiesz, kiedy Ty sam będziesz takiego właśnie światełka, ładowarki, podlania potrzebować. I tak długo jak te światełko istnieje, tak długo istnieje nadzieja i sposób na wyjście z określonych sytuacji, z marazmu.

Te osoby stoją i staną koło Ciebie, za Tobą i przed Tobą przez cokolwiek przechodzisz. Nieważne czy się znacie, czy nie. To się czuje, ma się więcej niż pewność, ma się podświadome całkowite zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Bratnia dusza bardziej niż ktokolwiek inny zrozumie Twoje milczenie, bowiem duchowo i mentalnie jest połączona z Tobą.

To jest bardzo paradoksalne, gdyż taka znajomość nie zawsze musi być związana z nami karmicznie. Tu trzeba sprostować trochę w odniesieniu do spraw reinkarnacji czy deja vu jak kto woli. Bardzo często bratnie dusze są mylone z kimś, kogo spotkaliśmy już wcześniej, a my mamy nieodparte wrażenie, że tę osobę znamy doskonale. Automatycznie bierzemy ją za bratnią duszę i ufamy, że jest taka jak my sami. Jesteśmy dobrzy, uczciwi, normalni, więc ona też taka jest, podobna do nas, więc dlaczego jej nie zaufać i wyśpiewać od razu całe swoje życie? Jest tak, prawda? A potem nagle, z różnych przyczyn, nasze wspólne drogi się rozchodzą a my zostajemy z uczuciem pustki i niemej rozpaczy.

Spotkanie bratniej duszy czasami zawiera w sobie element miłości. I boli, gdy okazuje się, że ta osoba jest związana z kimś innym, ma rodzinę, inne, dziwne pasje, czuje się spełniona. Łakniemy jej nieustannej obecności, nieraz przeradza się to w fatalne zauroczenie, obsesję i finalnie – depresję z samobójstwem. Trzeba ogromnej wewnętrznej siły, by ten stan rzeczy zaakceptować i próbować zrozumieć swoje odczucia. Spojrzeć na nie obiektywnie, z dystansu. I nauczyć się być z tą osobą pomimo innych dróg życia. Nie dla siebie, ale dla niej. Jak już wspomniałam, nigdy nie wiadomo kiedy będziemy się wzajemnie potrzebować.

Czy jeśli ta osoba nas pokocha i zechce być z nami, będziemy cierpieć mniej? To jest bardzo złudne, bardzo. W obecnym życiu mamy inne drogi do przejścia, inne lekcje do przerobienia, urodziliśmy się gdzie indziej, jesteśmy inni, tym razem inaczej uwarunkowani przez społeczeństwo i doświadczenia. Nie, nie jest tak samo jak wtedy, gdy ostatnio „się widzieliśmy”, gdy ostatnio „się kochaliśmy”. Będziemy cierpieć bardziej, bo rzeczywistość nie sprosta naszym oczekiwaniom, będzie nam podkładała ciągle bolesne kłody pod nogi. Działamy wbrew przeznaczeniu, nie idziemy z naszym prądem życia, ale usilnie stoimy w miejscu i pragniemy z tą osobą spędzić jak najwięcej czasu. Aż w końcu poddamy się i zrozumiemy różnicę między bratnią duszą a naszymi rzeczywistymi oczekiwaniami. To cieniutka granica, ale bardzo, bardzo istotna w bliższych relacjach. Pragnąć kogoś lub czegoś a mieć to, to przepastna różnica, która siedzi tylko i wyłącznie w naszych głowach. Trzeba umieć ochłonąć z emocji i wyciągnąć wnioski.

Wszystko się dzieje poza naszą świadomością, poza naszym rzeczywistym spostrzeganiem. Nasze dusze, energie swobodnie latają sobie w innym świecie, spotykają się, kochają się, rozmawiają, planują. Niektórzy z nas „widzą” to wszystko w swoich snach, „słyszą” to w sobie, lub po prostu czują.

Jest też taka opcja, że osoba, która jest nam przyjacielem, mężem, córką, czy tam kimś ważnym dla nas, ta osoba wcale nie musi być taką bratnią duszą, ale jest za to związana z nami karmicznie w pewien sposób. W jaki sposób – tego możemy się tak szybko nie dowiedzieć, chociaż różnie z tym bywa. Wiadomo, żależy od nas i naszej świadomości oraz umiejętności wyczuwania innych energii i szybkości kojarzenia faktów.

Dlatego tak dużo między nami platonicznych zauroczeń, przyjaźni, które się skończyły przez jedno słowo, tak dużo samotnych nocy, niezrozumienia, tak dużo łez i uczucia rozdarcia, pustki.

Czemu taka niezwykła bliskość musi być zawoalowana smutkiem, poświęceniem i odczuciem przegranej? Czemu uczy nas pokory i szacunku do siebie samego? Czemu inni mają „lepiej”?

Bo mamy takie a nie inne życie. Trzeba się z tym pogodzić, nie walczyć z przeznaczeniem, płynąć z prądem, cieszyć się i doceniać to co się ma i co się dostaje. I być wdzięcznym za każdego spotkanego „starego przyjaciela”. Koniec. Kropka.

Bo chyba lepiej, że ich spotkaliśmy, prawda? Wyobrażacie sobie jak nudne i jałowe byłoby Wasze życie, gdybyście nie czuli tej niesamowitej bliskości przy jakimś człowieku? Gdybyście nie spotkali tej osoby w jakimś tam momencie swojego życia i nagle zdalibyście sobie sprawę, jakże zupełnie innym torem ono by się potoczyło? Zawsze jest jakieś „gdyby” i „jeśli”. Zawsze będzie „przed” i „potem”. Bratnie dusze to takie rozdziały w książce naszego życia, książce, która uczy jak być, jak kochać, jak przebaczać, która uczy jak żyć.

Po takich spotkaniach nigdy już nie wracamy do swojej starej „postaci”, w jakiś magiczny sposób poruszamy się błyskawicznie do przodu, nasze życie nabiega tempa a nasz znajomy świat przestaje nam wystarczać. Okazuje się, że budowane przez nas latami fundamenty wcale nie są takie solidne, są kruche, są lotne, są z piasku. Zmieniamy się, bardzo często nieświadomie, zwalamy to na zmianę naszych potrzeb i oczekiwań. Bierzemy rozwody, zrywamy wieloletnie relacje, uciekamy od miasta. Szukamy czegoś innego, bo wiemy, że gdzieś tam musi czekać coś, co da nam satysfakcję i spełnienie. Bratnie dusze to takie nasze  osobiste „popychacze”, kopniaki w cztery litery, ładowarki, zapałki naszych nie rozpalonych jeszcze ognisk, bardzo ciepłe światełka. Bratnie dusze to najsurowsi a zarazem najcenniejsi nauczyciele naszej ścieżki życia.

Najtrudniej jest pozwolić im odejść, dać wolność. Jest to największe poświęcenie miłości, na jakie musimy czasami się zdobyć. Ale to już na inny temat.

Bratnia dusza to nie jest ktoś, kto wchodzi spokojnie w Twoje życie. To ktoś, kto Twoje stałe przekonania, poglądy, wartości, priorytety stawia pod znakiem zapytania. To ktoś, kto zmienia Twoją rzeczywistość, Twoje postrzeganie świata i ludzi. Ktoś, kto zostawia trwały ślad we „wcześniej” i „potem” w Twoim życiu. Bratnia dusza to nie osoba, którą idealizujemy sobie w marzeniach, to nie perfekcyjna i świetnie dopasowana nasza druga połówka. Bratnia dusza to najzwyklejsza na świecie osoba, jedyna zdolna zrewolucjonizować nasz pozornie solidny świat w sekundę.